Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

poniedziałek, 25 lutego 2013

|0023| Opowieść No. 2 "Avidus"

Tak jak wspominałam w poście poprzednim wrzucę Wam tu coś na miarę wstępu i pierwszego rozdziału z mojego sci-fi opowiadania. Pomysł wykluł się w mojej głowie nagle i nie mogłam tego nie napisać,  bo zwyczajnie źle bym się czuła ze świadomością, że coś zignorowałam.

Ale nie o tym mowa!

Zapraszam do lektury:

"   Agent do spraw nadprzyrodzonych to zawód, który wprowadzony został, gdy mutanty zaczęły pojawiać się regularnie na świecie. Ta przypadłość nazwana przez przerażone społeczeństwo "chorobą" ujawniła się w roku 2101, po III wojnie światowej, gdy strategicznymi punktami detonacji bomb atomowych stały się elektrownie tego samego rodzaju. Wedle państw Spółki Jądrowej udało się uniknąć chorób popromiennych, a niedługo potem ludzie zaczęli mutować w mniej lub bardziej jawny sposób. Niektórym szczęśliwcom poza pozostaniem w ludzkiej formie, dopisało szczęście, co do jakiejś przydatnej nadprzyrodzonej mocy. Wciąż jednak te umiejętności sprowadzane są do poziomu zerowej przydatności, a nawet formy terroryzmu. Teorie spiskowe o rożnej treści były w pewnych momentach zgodne co do tego, że właśnie te mutacje obiegające świat miały wywołać chaos na świecie. Spekulacje na ten temat nie spoczywały jednak na samych skutkach. Przyczyna była oczywista - broń biologiczna, która miała wywołać te mutacje.Sprawy nadprzyrodzone są tak nazwane bo nadal przez wyższe klasy ludzi najbogatszych, uważane są za coś niepokojącego i nienormalnego, a co najistotniejsze nieludzkiego. Przez taki obrót spraw na samo dno zostali ściągnięci nie tylko ludzie, którzy i tak po wojnie niczego nie mieli, ale także osoby, którym nie udało się uciec, czy wyleczyć z chorób popromiennych. Szanse na to w istocie były, jednak dostęp do tych środków mieli jedynie najbogatsi mieszkańcy państwa - miasta o niesławnym tytule - Avidus. Nie bez powodu nazywanego chciwym miastem, bo żeby się tu dostać, trzeba mieć albo dużo szczęścia i się tu urodzić, albo sporo pieniędzy, żeby przekupić władze i urzędników.


     Pierwszy dzień w pracy. Agentka Elanor wyruszyła w teren z samego rana. Jej jedynym zadaniem było nawiązanie kontaktu z którymś z mutantów, chociaż od samego początku sądziła, że rzucili ją na głęboką wodę. Jak jej polecono, wybrała się do slumsów.  Wypytała wcześniej kilka osób o kogoś wpływowego w tych kręgach i już od jakiegoś czasu obserwowała stary blok, na którym powinien się znajdować jej "klient". Brudni i głodni ludzie patrzyli na nią sępem i jak na samobójcę, jednak szybko dowiedziała się, gdzie szukać. Weszła na dach obserwowanego budynku. Zauważyła poszukiwanego mutanta, który widniał już w kartotekach, jakie wyświetliły się w jej soczewkach.
-Zrzuć te śmieci!- usłyszała męski głos, a po chwili jej soczewki wyskoczyły same z jej oczu. Przestraszyła się, mrugając kilkukrotnie. Jedyne, co zdążyła wyczytać, to to, że na imię mu Dorian. Jeśli to jego sprawka, to lepiej się nie zbliżać, bo może stracić więcej sprzętu. Jednak musiała z nim porozmawiać. Spojrzała w miejsce, gdzie się wylegiwał. Nie było go tam. Podbiegła do krawędzi dachu i wychyliła się. Był już na dole  zeskoczył z szóstego piętra, jak gdyby nigdy nic. Elanor przełknęła ślinę. Musiała za nim pójść, ale wracanie po schodach nie wchodziło w rachubę, bo zaraz straci go z oczu. Spojrzała więc na klamrę od paska.
-Mam nadzieję, że tym razem mnie nie zawiedzie.- otworzyła hak, zarzuciła go na krawędzi i spuściła się na dół. Staroświecka linka z wyjątkowo mocnego stopu stali i wzmocnionego włókna węglowego mogła ją utrzymać. Niestety był to sprzęt na tyle zużyty, że ciężko byłoby w ogóle z niego korzystać, a tego typu mechanizmy można znaleźć już jedynie na złomowiskach. Naprawa się więc nie opłaca, bo znalezienie działającego mechanizmu graniczy z cudem, a nikt nie para się grzebaniem w tego typu starociach. To nieopłacalne. Wciąż jednak Urzędu nie stać na zakup nowego wyposażenia, bo to z kolei kosztuje niemal trzy razy więcej, niż nieużywane zapasy epokowych urządzeń, a byłoby to potracone z i tak marnej pensji agentów.
Linka zacięła się na wysokości dwóch metrów.
-No super.- jęknęła, próbując się odczepić. - Zerwałabyś się w końcu.- syknęła, widząc też, że zaraz zgubi swój cel. Stało się. Linka puściła, gdy mężczyzna zniknął jej z oczu. Dziewczyna upadła na bok. Podniosła się szybko, ignorując ból i pobiegła jego śladem. Trafiła w ciemna i ślepa uliczkę. Stwierdziła zrezygnowana, że to chyba nic nie da. Zaczęła się wycofywać, a gdy się już odwróciła, jej serce zamarło.
Stał nad nią i wpatrywał się w jej przerażoną twarz. Uniósł brew ukazując swoje jaskrawoczerwone oczy, które za chwilę przy pomocy wiatru skryły dłuższe ciemnozielone włosy.
-Czego chcesz ode mnie?
-Porozmawiać.- odparła po chwili, próbowała opanować emocje.
Jesteś pierwszy dzień w pracy. -mówiła do siebie- Nie zepsuj tego na starcie, bo na pewno nie będzie czego z ciebie zbierać.- zagryzła dolną wargę dość boleśnie, żeby szybko opanować myśli.
-Też jestem człowiekiem. Przez takie patrzenie na ludzi w tych kręgach, możesz stracić nie tylko urodę, kochanieńka.- przechylił głowę uśmiechając się tajemniczo - A żeby czegokolwiek się ode mnie dowiedzieć, musisz mnie zaskoczyć. Jako człowiek z Urzędu nie masz żadnych innych, niż wyszkolone umiejętności, czyż nie?- wykonał pełny krok w jej stronę, zmuszając kobietę do wycofania się. Nie zrobiła tego, a jedynie ściągnęła brwi, dalej  wpatrując się w jego oczy. Stali tak blisko siebie, że brakowało zaledwie dwóch centymetrów do zetknięcia się nosami.
W pewnym momencie szarpnął ja za ramię i zablokował możliwość ruchu, odwracając ja do siebie plecami. Wygięła się, próbując uwolnić ręce z bolesnego uścisku, lecz chwilę potem została pchnięta w głąb uliczki. Wylądowała w kałuży, która w cieniu starych bloków stała tu jeszcze od ostatniej ulewy. Właściwie nie wiadomo było, co dokładnie się w tej kałuży znajduje. To mogło być wszystko poza deszczówką. Podniosła się, ale jego już nie było. Intuicja kazała jej się rozejrzeć. Trafnie postąpiła zerkając nawet nad siebie. Stał na lewitującej, spróchniałej belce. Uśmiechnął się krzywo, bo był niemal pewny, że ta osóbka  nie zorientuje się i padnie nieprzytomna w ciemnej alejce pod ciężarem belki, a potem już niewiele go będzie obchodzić, co się z nią będzie działo potem. Tak by się stało, gdyby jego plan wszedł w życie chwilę temu. Czarnowłosa nie oderwała jednak od niego wzroku, uskakując przed przeszkodą. Dostał się na dach. Uciekał. Wystrzeliła z alejki i pobiegła w kierunku, w którym się udał, tym samym zapuszczając się w najgroźniejszą dzielnicę na przedmieściach. Obskurna miejscówka... Zatrzymała się na chwilę, żeby się rozejrzeć. Doskonale wiedziała, że nie może się tu zapuszczać, ale bez umiejętności skakania po dachach nie miała innego wyjścia, jak gonić Doriana widocznymi ścieżkami. W tej uliczce było ciasno. Duchota, rdza, spalenizna i odór uryny stał się  bardziej intensywny, gdy z pomieszczeń obłożonych starymi szmatami zaczęły wyłaniać się gorsze szumowiny. Dorian potraktował ją nad wyraz delikatnie. Na temat tych tutaj dryblasów nie miała wątpliwości, co do ich ciężkiej ręki. Miała jednocześnie nadzieję, że jej refleks, da jej się przed tymi ciosami wybronić. Elanor wiedziała doskonale, że odznaka nic tu nie da, a przecież ostrzegali ją przed tą częścią slumsów. Zacmokała unosząc lewy kącik ust z niesmakiem.
Nie pokazuj odznaki- wpajała sobie do głowy, wznosząc gardę. Cios z prawej, zejście w dół i wyskok po zewnętrznej przeciwnika, skok na wroga i wybicie się. Złapała się parapetu podniszczonego okna piętro wyżej. Pożałowała po chwili, bo pokaleczyła sobie dłonie. Jednak wspięła się na parapet, patrząc na nich z góry.

Wszystko to z ukrycia obserwował Dorian. Ściągnął brwi i usta w grymasie niezadowolenia.
-Na nich się nie patrzy z góry, maleńka.- wycedził przez zęby, jakby jej dopingował. W zasadzie, było to uzasadnione, bo mało kto był na tyle odważny, żeby zapuszczać się w te okolice. Przyciskał zaciśnięta pieść do ust, wspierając łokieć druga ręką.
Udało jej się powalić największego z czwórki braci. Może wyglądał na najsilniejszego, ale był najsłabszy. Błąd, za który dziewczyna może za chwilę przypłacić życiem. Nie oceniaj książki po okładce, dziewczyno.- mruknął pod nosem zastanawiając się jak bardzo jej zależy na ich rozmowie, skoro nawet zadarła z szajką Darika, dla której samo spojrzenie obcego na ich teren równa się ze śmiercią. Poczeka jeszcze trochę. Może zachce mu się wyrwać dziewczynę z opresji. Uśmiechnął się sam do siebie i podniósł z miejsca. Cokolwiek posiadało trochę technologii, wpadało w jego ręce. Pasek z wysięgnikiem, już zupełnie niezdatny do użytku wyrwał się ze spodni dziewczyny, dając jej do zrozumienia, że Dorian jest w pobliżu. Zaczęła się wspinać, gdy tylko go zauważyła. Niestety tamci zdjęli ją na ziemie. Zrobił to najmniejszy z bandy. Zaraz potem sprzedał jej kopniaka w brzuch. Elanor zaczęła żałować wyboru tej pracy. Na pewno sprzątanie ulic i utylizacja śmieci nie są tak bolesne i niebezpieczne. Podniósł ją kolejny osobnik z szajki. Miał najbardziej oszpeconą twarz. Szramy tak ją zdeformowały, że nie sposób było powiedzieć jakie były prawdziwe rysy jego twarzy.
Potrząsnął nią gwałtownie i zaczął przeszukiwać jej kurtkę w poszukiwaniu czegoś wartościowego. Jedyne, co mogło na takie wyglądać to jej łańcuszek na szyi, który i tak był na tyle poczerniały i matowy, że nie miał żadnej wartości. Takie rzeczy można było znaleźć na ulicy. Jednak gdy odnaleźli oznakę, Elanor została ciśnięta w stertę zaostrzonego złomu, blokującą połowę drogi do tego miejsca."



TAK JEST MOI DRODZY!
TO PIERWSZY ROZDZIAŁ DO OPOWIADANIA SCI-FI :D
Zadam Wam teraz pytanko:

Pisać dalej? Podoba się?
Co najważniejsze - co mogłabym tu jeszcze poprawić?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.