Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

wtorek, 30 kwietnia 2013

|0056| AIKOOSIA CIĄG DALSZY!

Podoba mi się to zdjęcie. Jako jedno z nielicznych xD
Aikooś pokaże wam jak wygląda.

A nachodzi mnie na durne posty.

Nie wiem, o czym pisać, to dowiecie się o mnie czegoś nowego.
Otóż to, jak wyglądam.
Mój nos to bulwa XD

Tak tu wyglądam. W zasadzie nic się nie zmieniło D:
A szkoda ;-;







Chociaż~

Jeśli już chodzi o WAGĘ przy wzroście 177cm, nie narzekam na swoje niezmienne od kilku lat 70 kg.


Niezbyt korzystne "hipstah" foto mojego cielska xD

Zaczynam przerywany weekend majowy. Mam nadzieję, że na plener pogoda wypali.

PRZEDŁUŻYLI MI UMOWĘ! CO OZNACZA STAŁĄ PRACĘ I POWÓD DO CHLANIA! 8D

Tak, tak. Demoralizuję odwiedzającą mnie młodzież, ale przecież mi się należy o.o
I wiecie, co wam powiem? 13 maja świętuję swoje święto 8D
ZAPRASZAM DO POPRZEDNIEJ NOTKI TYCH, KTÓRZY NIE DOCZYTALI SIÓDMEGO ROZDZIAŁU FF O ASSASSIN'S CREED. :D

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

|0055| KOLEJNA CZĘŚĆ DO FF Z ASSASSIN'S CREED

CHYBA COŚ NARYSUJĘ, DZIUBASKI. DAM SIĘ WYSZALEĆ WYOBRAŹNI, A TYM CZASEM ZADAWAJCIE MI PYTANKA WSZELAKIE <tutej xD> I CZYTAJCIE SOBIE TO, CO TU WYMODZIŁAM.


VII. Na cienkiej nitce.


 Ciemnowłosy zdążył się jedynie obrócić w miejscu i Marie wpadła na niego. Zdołał jednak na tyle zamortyzować jej skok do wozu, żeby nie wrzasnęła z bólu.
Zamiast tego jęknęła przeciągle, zaraz chwytając delikatnie za to ramie i zajmując ociężale wolne miejsce. Zaciskała oczy i próbowała się nie rozpłakać. Jean zasunął drzwi i ruszyli. Skuliła się z bólu, który nasilił się po utracie pewnej dawki adrenaliny.
-Dzięki, chłopaki. Nie sądziłam, że będziecie próbowali mnie odbić.-mruknęła przez łzy mordęgi, które pojawiły się wtedy, gdy tylko otworzyła oczy.
-Tch... To chyba oczywiste. Ale zrobiłaś się jakaś lżejsza przez ten tydzień. Skurwysyny nie potrafią o nic dbać.- rzucił niedbale Kurt.
- Widziałeś klatkę... Kto prowadzi woź?- co do drugiego były jedynie dwie możliwości.
-Oliver. Sin załatwia nam kryjówkę na najbliższy miesiąc. -odparł Jean.
- Jak to?
- A tak to, że mogą nas w każdej chwili namierzyć. Nawet jeśli teraz zostalibyśmy dzień dłużej, mogli by na nas napaść i zrównać z ziemią.
-Och....- mruknęła, krzywiąc się gdy zarzuciło nią na bok. Zatrzymali się z impetem.
Willa była zamieszkała przez bogatych ludzi. Po co oni tu przyjechali? Oliver otworzył drzwi od zewnątrz.
- Wysiadajcie. To będzie od dzisiaj nasza baza.
- Niby w jaki sposób?! Chyba nie masz na myśli jakiejś stodoły za tym cackiem.-parsknął Kurt, rozkładając ramiona.
-Nie żartuję. Moja znajoma udostępni nam kilka pomieszczeń w zachodnim skrzydle budynku. Chodźcie, chodźcie!- zawołał machając na nich rękami. Marie miała nadzieję, że szybko dadzą jej coś przeciwbólowego. Nie dość, że była cała spięta, to jeszcze ból się wzmagał i robił nieznośny, albo co najmniej paraliżujący. Ledwo szła o własnych siłach, zachowując resztki koncentracji. Nie miała nawet odwagi spojrzeć na bandaż. Wyczerpana, powłóczyła nogami dopóki nie weszli do holu, gdzie przywitała ich skromnie ubrana kobieta z przepaską na lewej ręce. Witała ich z uśmiechem, dopóki nie zobaczyła twarzy Marie, która była teraz oliwkowozielona. Podeszła do niej akurat wtedy gdy dziewczyna zaczęła mdleć z wyczerpania.
 Zakwaterowanie nie trwało długo. Ekipa była już przyzwyczajona do stałej ewakuacji i związanych z nią migracji. Marie ocknęła się po kilku dniach, ale zdążyli się nią już zająć prywatni lekarze. Można by rzec, że ta intensywna rehabilitacja to dopiero początek bolesnej mordęgi, jaką jej zagwarantują najbliższe dni, o ile nie miesiące.
-Sybilla. Wiesz doskonale, że będą cię obserwować ze względu na nowych lokatorów?
-Chyba we mnie wątpisz, Oliver. Inaczej bym was tu nawet nie wpuszczała.-rzekła kobieta, właścicielka domu, także będąca asasynem. Pierścionek jaki nosiła na serdecznym palcu zakrywał jej asasynski symbol, który sobie wytatuowała.
-Marie nie powinna na razie wychodzić z łóżka, a tym bardziej trenować. Doskonale o tym wiecie? Mam taka nadzieje.-oznajmiła po chwili.- Żeby do takiego stanu dziewczynę doprowadzić.-westchnęła wznosząc ręce i opuszczając je luźno wzdłuż tułowia.
-Cóż... To Abstergo. Nie przebierają w środkach, ale i tak znaleźli co nieco z tego, co staraliśmy się przed nimi ukryć. Widać było, że dziewczyna się specjalnie ociągała, żeby im nie dać zbyt wielu informacji. -Oliver podciągnął się w fotelu. Był pełen podziwu, że się im tak długo stawiała. Sinister wyszedł z salonu, żeby po drodze do kuchni zajrzeć do pokoju w którym leżała dziewczyna. Na widok przytomnej Marie blondyn rozpromienił się.
-Jak tam?
-Leżę, nie widać? Wszystko mnie boli. Cholerne zakwasy. -mruknęła zachrypniętym głosem.
-Jakbyś się chciała ruszyć, to nie radzę. Masz zakaz na opuszczanie wyra.
-Nawet nie mam zamiaru.-ziewnęła.- W co ja się zdążyłam wpakować?-westchnęła ruszając obolałym ramieniem. Skrzywiła się. - Oliver mnie stad usłyszy? -spytała.- OLIVER! Chodź tu!-wrzasnęła łamiącym się głosem bez chwili namysłu. Przyszli, mile zaskoczeni stanem Marie.
-Co jest, młoda?
-Przez tych cweli zawaliłam trening. Rozumiem, że straciłam wszystko co "dostałam"?- spytała z wyrzutem. Musiała skupić się na czymś bardziej przyziemnym niż ubolewanie nad swoim losem.
- Nie. Nie w takim wypadku. Powiedz mi tylko skąd wytrzasnęłaś ukryte ostrze?
-Które?-zadała pytanie doskonale wiedząc, że na ręce miała już dwie takie sztuki.
-Oba.
-To, które przyniosłam ze sobą jest ze skrytki z pomieszczenia w którym byłam przetrzymywana. Nie pytaj jak je znalazłam. A to drugie było w bieliźnie. -na tą wieść Oliver przeniósł wzrok na Sybillę.- To od pani te ubrania?-spytała mrużąc oczy niepewnie. W zasadzie jej to nie zdziwiło. Podniosła się na łóżku, żeby było jej wygodniej, co zaowocowało grymasem bólu. Jednak po chwili skrzywiła się jeszcze mocniej. Tabletki przestawały działać. Odchyliła głowę, spoglądając w okno.
Wpakowali ją w to. Całe jej życie to kłamstwo, a jednak zbytnio się tym nie przejęła.
- Sin, wyjazd. Co ty tu w ogóle robisz?- zarzucił mu Oliver, widząc, że Marie zaczęła grymasić, myśląc nad czymś.
- Nudzę się. Przylazłem popatrzeć na zwierzątka.- fuknął.
- Hm...- ta uwaga wywołała u Marie uśmieszek, który chwilę potem zatonął we łzach. Obróciła i opuściła głowę, zakrywając twarz dłonią. Sybilla wypędziła mężczyzn z pokoju i zamknęła za nimi drzwi dość głośno. Sinister zaczął panikować, myśląc, że powiedział coś nieodpowiedniego.
-Dla...dlaczego j-ja tak płaczę?-spytała Marie kobiety, kiedy ta usiadła na łóżku i przytuliła dziewczynę do siebie.
-Jedno słowo, jedne emocje... A tyle łez. Długo to w tobie siedziało, co?
-Od czasu jak jestem z nimi. Ja myślałam, że po mnie nie przyjdą.- zanosiła się coraz bardziej w końcu nie będąc w stanie się wysłowić.
-Dobrze, że was przyjęłam do siebie, bo oni zapewne niewiele by z tym zrobili.- oznajmiła głośniej, kierując twarz w stronę drzwi.
-Nie wcale...-usłyszały przytłumione hasło rzucone przez Sinistera i to jak Oliver go karci.
 Zastanawiali się dlaczego tak długo siedzą tam same.
-Billa wie, jak się zachować w takiej sytuacji. Intuicja...- Oliver wzniósł oczy ku niebu. Blondyn przytaknął tylko. Po dobrej godzinie właścicielka posiadłości wyszła sama z pokoju.
-Jednak z tego co opowiadacie, wcale nie jest jej tak dobrze.
- Nie chciała rozmawiać o tych rzeczach. Sama zawsze odchodziła od tematu.- wytłumaczył ciemnowłosy. Sybilla tylko łypnęła na niego  i zamilkł.
-Mężczyźni...-westchnęła.
 Następnego dnia mimo iż ból nie robił się lżejszy dziewczyna postanowiła wstać z łóżka. Nawet narzekaniami na jej stan nie dała się zaprowadzić z powrotem do pokoju. Oliver akurat kończył sesję w Animusie.
-Co ty tu robisz? Do wyra! - oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Jakbym ojca słyszała.- mruknęła nie ruszając się z miejsca, robiąc przy tym nietęga minę.
Znów ją uruchomili.
-Nie to miałem na myśli. Lepiej byłoby ci pójść do łóżka, porządnie się zaleczyć.
-Nie obchodzi mnie, co mówiła ta kobieta.- fuknęła, narażając się zaraz na zdawkowe spojrzenia Olivera i Jeana.
-Dziewczyno. Jeśli tego nie zrobisz, będę musiał cię zanieść siłą.- Sinister wszedł do salonu. Marie spojrzała na niego i poruszyła się niespokojnie. Jednak dalej siedziała w jednej pozycji.
- Nie boli cię to już?- Kurt podniósł się zza A-8. Widocznie aby ukończyć sesję, a tym bardziej nie stracić danych trzeba było majstrować przy mechanizmie na bieżąco.
- Przynajmniej czuję, że żyję.- mruknęła w powietrze.
- Wiesz, że będziesz musiała to rehabilitować?
-Tak jest!- nie mogła się z nimi o to kłócić. -Co oni ode mnie chcieli? To Abstergo...- sądziła, że to oczywiste, ale zadała pytanie dla pewności.
-Podejrzewam, że brakuje im kilku szczegółów, a trafili jakimś cudem na twój trop i co okazało się niezwykłym szczęściem w nieszczęściu ,zaskakującą zgodność genów twoich  i twoich przodków. Sybilla dużo poświęca przetrzymując nas tutaj. Następny nasz krok to wyjazd za granicę.-oznajmił nagle Oliver.
-Jak daleko chcecie wyjechać?
-Do kraju w którym rzekomo Templariusze ukrywają swoje skarby.
-Czyli gdzie?
- Malbork, Polska.
- Moja ciotka tam mieszka.- rzuciła bez chwili zastanowienia.- Mogłabym się z nią skontaktować.
- Nie! Jeśli nawet twoi rodzice byli fałszywi, to ona tym bardziej.
- Nie tyle ciotka, co moja nauczycielka języka polskiego. Zupełnie sama zapisywałam się na jej lekcje. Nikt mi nie podstawiał jej wizytówki pod nos.- dodała po chwili.
- Nie pozwolę ci się z nią spotkać, zrozumiano?
- Tak, zrozumiałam.- fuknęła.- Nie jest nawet powiedziane, że na pewno tam pojedziemy.
- Musimy być jak najbardziej mobilni, jeśli chcemy przeżyć. Możemy wyjechać byle kiedy. W środku nocy, jeśli będzie trzeba. Rozumiesz?
- Tak.- przyznała skruszona, gdy Oliver spuścił z tonu,  wciąż będąc poważnym. Ten ton głosu był zupełnie niepodobny do sposobu zachowania Olivera. Im też było ciężko. Wiele by oddali za możliwość kontaktu z bliskimi. Oczywiście istniała możliwość pozostania w rodzinnym gronie, ale trzeba się było liczyć ze strachem o ich życie i co gorsza wplątaniem ich w to wszystko.
-Sinister, wbijasz?- odezwał się Jean monitorujący pracę A-8, przerywając niezręczną ciszę.
-Pewnie. Za momencik.- Sin przechylił puszkę z Colą i rzucił nią do kosza. Marie mruknęła coś o tym, że idzie do siebie i opuściła salon, odprowadzona wzrokiem przez wszystkich.
-Biedaczek.- mruknął Sin. Jean tylko parsknął.
-Nie pozwolę jej na to, nawet jeśli miałaby dostać spazmów z płaczu.- szef grupy skrzywił się na to wyobrażenie.
- Niech się dzieciak przyzwyczaja. -sarknął Kurt- Mogła z tobą nie iść. Uciec przy pierwszej lepszej okazji. To nie.-marudził pod nosem jeszcze dłuższą chwilę, by zaraz zasiąść na kanapie.
 Dziewczyna krążyła po pokoju. Zastanawiało ją, czy mimo wszystko uda jej się jakoś skontaktować z nauczycielką. Spojrzała na dach swojego łóżka. Po chwili okazał się on przejściem do tajnego pomieszczenia. Zobaczyła to przez Zmysł Orła, który uaktywnił się po dość długim czasie nieużytku i jak sama potem stwierdziła, przez emocje. Wspięła się na drewniane piętro łóżka, co sprawiło jej spory ból, a przez wysiłek bandaże zaczęły przeciekać.
-Szlag.- zaklęła zaciskając zęby i badając mechanizm, który otworzy jej wejście do pomieszczenia. Przekręciła odpowiedni kaseton o 90 stopni i zaczął on dość szybko wracać do swojego poprzedniego miejsca. W suficie obok otworzył się wąski właz. Wślizgnęła się tam w ostatniej chwili.

niedziela, 28 kwietnia 2013

|0054| ALTERNATYWA & ...


SŁUCHAM SPECYFICZNEJ MUZYKI.


Musicie się do tego przyzwyczaić, dziubaski.

Jestem po farbowaniu włosków. Wyszły prawie czarne, jeśli nie liczyć moich bordowo- fioletowych refleksów na głowie, czyli SOCZYSTA OBERŻYNA <3
A jakie mięciutkie te moje kłaczki! *O*


Ale zdjęcia nie zrobię, bo nie mam jak ;-;
a chciałabym Wam kolorek pokazać :3


To nic.

Dzisiaj trzasnęłam sobie ładny motyw na Windowsa :3

(klik na obrazek, żeby powiększyć)
I jeszcze nad nim popracuję :3



NIE DENERWUJĄ MNIE WIEJSCY NAPINACZE. NIC A NIC.
Tak się odzywam tylko, żeby dać znać, że mnie to nie obchodzi. Wręcz traktuję takie zachowanie jak powietrze. Skażone. Takie, które trzeba oczyścić. :3

PLEASE...



Ten świat mnie zadziwia. Jestem coraz bardziej zmęczona tymi spinami i słuchaniem tych wszystkich żałosnych tekstów, a potem wszyscy się dziwią, że chodzę taka naładowana.

NIECH KTÓRYŚ MNIE SPRÓBUJE RUSZYĆ PRZYPADKIEM.
NOGI Z DUPY POWYRYWAM I W LESIE ZAKOPIĘ.

Uch, z lekka mi ulżyło. Aż mnie korci, żeby na chwilę odstawić spokojnego Aikoosia i zacząć się bawić cudzym rage'm. Wiem, to może sporo kosztować.
Czymże jednak byłoby życie, gdyby nie takie akcje? xD



GDYBYM NIE MIAŁA TAKIEJ PRZYZWOITOŚCI W ZACHOWANIU. BYŁABYM  ZWYKŁĄ SUKĄ. CIESZĘ SIĘ Z TEGO, ŻE CZASAMI POWIEM COŚ, CO ZAGNIE WSZYSTKICH NAOKOŁO I NIE PIERDOLĘ FARMAZONÓW NA PRAWO I LEWO.

Jestem jebanym kwiatem lotosu, na pierdolonej, spokojnej tafli wody. xDDD
NIE PRZEKLINAM.

sobota, 27 kwietnia 2013

|0053| LISTA ZAKUPÓW AIKOOSIA

Tajest!
Skoro mam swoje pieniądze, a pierwszą wypłatę przepierdzieliłam - sama nie wiem na co, postanowiłam sobie sukcesywnie realizować skromne marzenia. Listę zakupów ograniczę sobie do dwóch rzeczy na razie:


1. Wacom Bamboo3 Pen A6 - tablet graficzny, będzie mi łatwiej, a i tak zawsze siedzę przy komputerze.
2.Bluza Desmonda Miles'a z Assassin's Creed - jestem fanką serii i trudno jest mi przejść obok tej oferty obojętnie ^.^

Małe zakupy, ale trochę kasy na to pójdzie :3

TADA!


A tu Aikooś sprzed roku, teraz wygląda w sumie tak samo o.o

Dzień się jeszcze nie skończył, dziubaski moje, więc czekajcie na edytowanie notki pod wieczór :3






EDIT:
16:00 - Zastanawiam się, czy samej sobie nie spróbować tych włosów pomalować. Trochę się cykam. Może jednak poczekam na to aż się kumpela odezwie o.o


23:40 - założyłam konto na ask.fm. Nie czaję na czym polega ten fenomen, bo przecież jest już od tego niejaki formspring, ale wszyscy się w to bawią, so~ http://ask.fm/aikoos

piątek, 26 kwietnia 2013

|0052| TUDEJ (fonetyka jak ta lala XD)









Znów oglądałam Iron Mana.
I znów piszczałam do ekranu za każdym razem, kiedy RDJ pojawił się na ekranie, a jest go tam sporo, skoro odgrywa główną rolę <3




przystojny skurkowaniec!


W poniedziałek mogę sobie pospać. Do ósmej. Nie, nie mam wolnego, ale mam na godzinę dziesiątą.
PRZEDŁUŻYLI MI UMOWĘ.
Ciekawi mnie na ile czasu.
JAK SIĘ DOWIEM, TO WAM POWIEM!



BTW.
Aikooś zdecydował, że pofarbuje włosy na "soczystą oberżynę"
Miałam już kiedyś taki kolor na głowie, więc to będzie luzik.
Wrzucę jakieś zdjęcia, jak się udadzą i JEŚLI te kłaki w końcu ufarbuję.

Ogólnie to już ta godzina, przy której zachciewa mi się spać.
DZISIAJ JADŁAM KIEŁBASKĘ Z OGNICHA.
PIERWSZA W TYM SEZONIE *O*

I oby takich posiadówek było więcej :3



Miałam ambitny plan - zagrać w Alice: Madness Returns, po raz drugi, na trudniejszym poziomie.
ALE...
Pójdę chyba spać.
Ziewam, jakbym miała zaraz laptopa połknąć.





o.o

















wtorek, 23 kwietnia 2013

|0051| afslfdkj dkfhncfhifn

TEGO PANA MOGĘ NAZWAĆ PRAWDZIWYM MĘŻCZYZNĄ!

A niech mnie ktoś zapyta o jego nazwisko to utłukę ;-; jak można go nie znać?
<3


*FANGIRL SCREAM*

SFKHWKHXKMALANADXGYWQFVTFBAGVAXAWADAJSDADAWDS

niedziela, 21 kwietnia 2013

|0050| PIĘĆDZIESIĄTA NOTKA!

DOBRA, DZIUBASKI.
Mam pytanko. Przydałby mi się nowy wygląd bloga. Polecacie jakieś szabloniarnie?
Jak bym mogła wykombinować coś, co wyglądałoby tu bardziej estetycznie i przede wszystkim w miarę oryginalnie? =3=
Sama nie dam rady.
Mniejsza z tym!
Nie wiem, czy nie zostawić tego szablonu, bo poprzedni był chaotyczny xD

ŻĄDA SIĘ Z MOJEJ STRONY, BY TA NOTKA BYŁA DLA WAS POŻYWKĄ NA DŁUŻSZĄ CHWILĘ.

Ten wygląda bardziej asasyńsko, wydaje mi się i jest taki w moim stylu.
Nie wiem, nie potrafię się zdecydować na to, czy jakiś zamówić faktycznie, czy samej się pobawić w coś twórczego.

MNIEJSZA Z TYM!
Aikooś, ogarnij się.


Ech, tą notkę będę edytować pięć razy, zanim coś sklecę.
Jak myślicie? Co by się stało, gdybym nagle wrzuciła tu zdjęcie swojej twarzy?
Połowa by uciekła z płaczem od komputera.

Ale tak serio. Zastanawia mnie czasem, czy jestem na tyle dziwna, że wręcz odraża mnie  rap, pop i dzieciaki, które się na tym wzorują. Mam wtedy ochotę takiego szczyla strzelić w łeb.
STARZEJĘ SIĘ!
Ostatnio zrobiłam się dość agresywna. To znak, że mam zbyt dużo styczności z ludźmi.
Wniosek? Jestem samotnikiem. Szczera prawda.


Ohoho!

Pojmujecie coś takiego?
Facet, ubierający się jak dziewczyna, malujący się jak dziewczyna. Szukający sponsora/ sponsorki i chcący być zależnym finansowo od tegoż ochotnika?
Gdzieś ma szkołę, gdzieś ma uczucia, bo liczą się pieniądze. Woli być galerianką niż pracować gdziekolwiek (bo to obciach).

Jestem tolerancyjna dla wielu rzeczy, ale KURWA MAĆ... Teraz moja tolerancja stoi pod ścianą i czeka, aż ją samodzielnie rozstrzelam. I to z litości, bo sama mnie o to prosi.


Wrzuciłabym całą dyskusję z fb, cobyście sobie sami poczytali, ale wam oszczędzę tego śmiechu przez rozpacz nad mężczyznami XXI wieku.




EDIT (22.04 br.) :





No i jak? Jednak mnie pokusiło xD
Ja się śmieję z tego "cze/kogoś"





|0049| Z zimy prosto w lato o.o DREAMZ

Tak nagła zmiana pogody sprawiła, że ostatni tydzień był dla mnie porażką.


Ale to nic, czas na notkę o snach. Przedstawię wam na początek kilka swoich:


Sen nr. 1:

Zachodziło słońce, wszędzie było pomarańczowo i piaszczysto. Siedziałam przed solidnym bunkrem pilnując chcącego bawić się na świeżym powietrzu dzieciaka. Nagle w małym, chodź opancerzonym aucie przejechał Kadafi. Uświadomiłam sobie potem, że sytuacja działa się w Libii (podczas zamieszek). Zauważył nas, patrzył dość długo, ale odjechał. Wtem ze wszystkich stron wyskoczyli żołnierze. Była ich może więcej niż setka i każdy rzucił w naszą stroną granatem. Wiedziałam, że nic to nie da, ale rzuciłam się w stronę chłopca, by go zasłonić swoim ciałem. Gdy usłyszałam huk, a nie czułam żadnego bólu, rozejrzałam się.  Razem z dzieciakiem znajdowałam się w swojego rodzaju kuli ochronnej, a na zewnątrz niej w płomieniach stał uśmiechający się szeroko białowłosy chłopak. Tylko jego środek dłoni znajdował się w kuli...
No i film mi się urwał na tym widoku.

Cóż, sen jak sen, ale ten był bardzo wyraźny.


Sen nr 2:

Śniły mi się smoki.

Uciekałam przed dwoma.

Pierwszy smok miał błyszczące łuski. Lśniły różnymi barwami zieleni i bordo, jak pióra kruka. Kazał mi się oddać w jego łapska dobrowolnie, albo wybije mi całą rodzinę i wszystkich którzy próbują mnie bronić. Pamiętam dobrze, że atmosfera była tak napięta, że czułam się jakbym faktycznie stała przed tym smokiem i próbowała się bronić na różne sposoby. W dodatku goniły nas wściekłe lisy, zanim ten smok stanął nam na drodze.
Gdy zaczęliśmy uciekać, poświęcając kilka osób sceneria się zmieniła.

Stałam przed jakimś budynkiem, fabryką. Było ciemno.
Nad lasem w chmurach zaczęło się błyskać. Nadchodziły ciemne chmury o czerwonawej poświacie, a gdy zobaczyłam, że wynurza się z nich smok zaczęłam uciekać do tej fabryki, żeby się przed nim schować i przeżyć.
Pobiegł ze mną w zasadzie obcy człowiek. Stwierdził szybko, żebym schowała się gdzieś za skrzynią, a on odciągnie jego uwagę.
Czarny, obleśnie poobdzierany ze skóry smok stanął na dachu i zaczął rozglądać się po terenie zakładu. Zlazł z dachu i wszedł do fabryki, a ja w nieodpowiednim momencie wyjrzałam zza skrzyni.
Obudziłam się w momencie, gdy widziałam wnętrze paszczy tej bestii.



Był jeszcze trzeci sen, o którym zapomniałam, za bardzo zatarł mi się w pamięci, a szkoda. Mogłam je sobie zapisywać ;-;



DOCZEKALIŚCIE SIĘ!
Cóż by można powiedzieć o snach.
Ma je każdy niezależnie od tego, czy o nich pamięta, czy nie.
Podświadomość i tak działa jak jej się żywnie podoba. Gdybym potrafiła śnić świadomie, podejrzewam, że nie chciałabym się budzić, jeśli miałabym wszystko pod kontrolą.


Takie to wszystko nieładne i nieskładne, to co napisałam.

POWIEM WAM TYLE.
GDYBY NIE SNY, NIE BYŁOBY ŻADNEJ OPOWIEŚCI, JAKĄ ZACZĘŁAM.
Moim skromnym zdaniem wiele z tego, co jesteśmy w stanie wymyślić zależy od naszych snów i sugestywnej roli naszej podświadomości.
Ciekawa sprawa.
Niestety, żeby rozwinąć tą notkę na tyle, żeby była interesująca i wyczerpująca w temacie, musiałabym poświęcić więcej czasu i znaleźć jakieś sensowne materiały by potwierdzić to jakimiś badaniami ^.^


Gdybym biła w psychologię, na pewno zajmowałabym się snami *O*


W weekend się wybawiłam.
Wypoczęłam.
Tak z grubsza.
Wypadałoby skorzystać z pogody.
BAJ DE ŁEJ
Chcę pofarbować włosy na fioletowo.
Co wy na to?
:3




wtorek, 16 kwietnia 2013

|0048| UWAGA. DOCZEKACIE SIĘ...!

Notka o snach na pewno się pojawi, muszę tylko zebrać myśli, żeby nie przekazać wam tego nazbyt chaotycznie.
TAK, MOI DRODZY!
Aikooś żyje i ma się całkiem dobrze, jeśli nie liczyć kilku odcisków xD

A teraz zapraszam na kolejną część fanfic'a.
Mam nadzieję, że tym razem długość będzie satysfakcjonująca.
No to, do uczytania następnym razem:

VI. Ewakuacje przez halucynacje


Pożółkłe ściany dużego pomieszczenia zastawione były regałami i sprzętem elektronicznym. Wszystkie szafki były połączone kablami z obudowanym stołem z którego zniesiono właśnie półprzytomną Marie. Przytargano ją przez całe pomieszczenie do małej klatki z materacem w rogu pokoju.
-Suko. Zabiłaś kilku moich ludzi. Zapłacisz za to.-syknął krępy mężczyzna w fartuchu, spod którego widać było całkiem drogi garnitur. Nie słuchała go już. Rozgorączkowana, z promieniującym bólem ramienia, który wzmagał się przy gwałtowniejszym ruchu, skuliła się ostrożnie na materacu. Już dostatecznie jej się oberwało za tamto. Założyli jej opatrunek tylko dlatego, żeby nie pobrudziła podłogi, a tuż po wyjęciu kuli z rany miała się zalogować do Animusa. Nie chciała tego zrobić wiedząc, czym ryzykuje, a drugie tyle, że nie mogła tego zrobić, bo kręciło jej się w głowie od tej gorączki. Zabrali jej ostrze i rozłożyli na części pierwsze, skanując każdą część i szukając czegoś co ich naprowadzi na trop asasynów. Udało im się znaleźć nadajnik, ale ostrza z powrotem złożyć się nie dało. Z niemałą satysfakcją i przerażeniem dziewczyna oglądała poczynania dwóch naukowców, zmagających się ze specyfiką tej morderczej i cichej broni.
Nie przyjdą po nią. Zaczęła się powoli godzić na ten los, ale nie wiedziała jak długo może się stawiać tym obcym ludziom i udawać osłabienie po zetknięciu z Animusem. Minął tydzień. Raną zajęli się lekarze kilka dni wcześniej. Oczyścili ją i dali antybiotyki oraz zastrzyki przeciwbólowe. Powinno być lepiej - mówili. Dostali wcześniej informacje, że pacjentki nie można zawieźć do szpitala. Zresztą, szpital był na przeciwko. Dostali zakaz mówienia do więźnia i nakaz szybkiego uwinięcia się z robotą pod różnymi groźbami za niewykonanie tego na czas.
Współpraca, albo śmierć. Taki był warunek. Spanikowała. Wybrała to pierwsze. Ociągała się jednak, starała się jak najdłużej doprowadzać  poszczególne sekwencje odczytywanych wspomnień do końca. Znała te wspomnienia. Już przez nie przechodziła, ale nie mogłaby dopuścić do tego, żeby Abstergo dowiedziało się więcej o jej przodkach niż jej grupa.
Darowali sobie, była tego pewna. Nie warto ryzykować życiem dla ofiary z góry skazanej na śmierć z ręki Templariuszy.

Którejś nocy jednak ta ofiara nie mogła zasnąć. Przewróciła się na drugi bok znów widząc te halucynacje. Ktoś wbiegł do pokoju, zajrzał do skrytki w podłodze, na której miejscu teraz stało biurko, a gdy zobaczył, że to coś jest bezpieczne, zamknął wieko i wyskoczył oknem. Przetarła czoło wierzchem dłoni, próbując odgonić te dziwne wizje. Podniosła się z miejsca po chwili, szukając przy pomocy Orlego Zmysłu czegoś pod biurkiem, jakiegoś oznaczenia. Wtem do pomieszczenia wpadł ten sam krępy mężczyzna. Podbiegł do klatki i otworzył ja, szarpiąc Marie za włosy.
-Ile tego plugastwa, poza tobą będzie się tu jeszcze kręcić?!- cisnął nią w stronę klatki po czym spanikowany rzucił się w stronę biurka by nim zabarykadować drzwi. Nie udało mu się. Do pomieszczenia wpadła zakapturzona postać. Ku zaskoczeniu naukowca, wskoczyła na mebel i z niego na mężczyznę, sztyletem przebijając jego gardło na wylot. Asasyn podniósł się z miejsca, strzepnął krew z ręki i postąpił kilka kroków w stronę Marie nic sobie nie robiąc z krwi pozostałej na ubraniu.
-Mamy mało czasu.- Kurt był jak zawsze poważny, jednak dało się usłyszeć w jego glosie nutę ulgi. Podszedł do Animusa. Roztrzaskał kokpit i wyjął z niego dysk twardy z ostatnich kilku sesji. Dziewczyna podniosła się w czasie kiedy on rujnował wrogowi sprzęt i podeszła do skrytki. Była zupełnie niewidoczna gołym okiem. Dopiero jeśli wyciągnęło się sęk z jednej z desek reszta delikatnie opadała i można ją było wsunąć pod resztę paneli. Oczom dziewczyny ukazało się zakurzone stalowe ostrze z pełnym skórzanym zarękawiem. Założyła je na rękę. Musiało pasować. Kurt nie zadawał pytań, bo nie było na nie czasu. Biegli korytarzami. Zmienili kierunek, żeby uniknąć niepotrzebnej walki. Jean prowadził Kurta przez zestaw słuchawkowy.
-Wyskakujemy pierwszym piętrem. Chłopaki powinni już nam tam oczyścić drogę. Marie, dasz rade się wspinać?
- Nie. Nie mogę nawet podnieść ręki. Jesteście tu wszyscy?!-zmieniła temat.
-Ta... Każdy nauczył się mapy tego budynku na pamięć zanim ruszyliśmy do akcji. Wyskakuj!- dobiegli do ślepego zaułka na którego końcu było rozbite okno. Wyskoczyła bez wahania,  ufając, że dobrze zaplanowali trasę. Musiała amortyzować upadek obrotem. Ryknęła z bólu.- Wstawaj, później sobie poszlochasz.- prychnął patrząc na cierpienie wymalowane wyraźnie na posiniaczonej twarzy nastolatki.
 Kurt pogonił Marie i znacznie ja wyprzedził, a robił to tylko po to, żeby pomóc jej się wspinać i znów zdobywać przewagę w trasie. W pewnym momencie ściągnął ją z dachu i cofnął do  wnętrza budynku po którym akurat biegli. Wrogowie popędzili dalej. Dziewczyna wstrzymała oddech by po sprawdzeniu czy nie ma nikogo w pobliżu pozwolić sobie na chwile słabości. Nie dałaby rady  przecież tego wszystkiego wytrzymać. Może i rana nie była zbyt inwazyjna, ale jednak niosło to za sobą o wiele za dużą dla niej dawkę bólu.
-Zahartowana to ty nie jesteś.- prychnął Kurt wyglądając ukradkiem przez okno.-Przebieraj się.- cisnął w kierunku dziewczyny kwiecistą, zwiewną sukienką, sporymi okularami przeciwsłonecznymi i ciemnym ażurowym kapeluszem. Spojrzała na niego krzywo. On w tym czasie zdjął z siebie dres i wrzucił wszystkie rzeczy do plecaka. Granatowa koszula, biały podkoszulek i dżinsy, to znajdowało się pod 'roboczym' ubiorem. A zwieńczeniem była czapka z daszkiem.
-Że co?
- Zdejmuj wszystko, zostawiasz to tutaj bo nie wiadomo czy nie wsadzili ci tu nadajnika w razie gdybyś chciała uciec. Ruszaj się. Nie mamy czasu!- podszedł do niej ze sztyletem w dłoni i rozdarł zupełnie jej bluzę i koszulkę pod spodem. Zdarł z niej te ubrania. Spodnie pozwolił jej zdjąć już samej. Wciągnęła sukienkę. Zawstydzona i zbita na moment z tropu podniosła poniszczone rzeczy. - Rzuć to w cholerę, dziewczyno. Teraz idziemy na dół. Będziesz mnie nawigować gdzie są nasi przeciwnicy.- zerknął na nią wymownie. Spojrzała na karwasz na swojej ręce.
-Weź go. Nawet ma ukryty cały mechanizm...-bała się, że nie da rady, że ta misja zakończy się niepowodzeniem jeśli ona zacznie się udzielać.
-Nie. Możesz wziąć moja koszulę i zakryć ostrze i opatrunek. Takiej osoby Będą szukać. Wtapiaj się w tłum.-mężczyzna wypchnął dziewczynę na światło dzienne.- A taka zignorują, bo zatarliśmy poszlaki.- kazał chwycić się pod rękę. Był od niej wyższy co najmniej o głowę. Rozejrzała się spod okularów. Widziała najwyraźniej zdenerwowanych strażników budynku, z którego uciekła. Szturchnęła go w bok. Ciemnowłosy poszedł tam, gdzie go prowadziła. Lekkie napięcie ramienia oznaczało skręt w lewo.
- Gdzie idziemy?-spytała.
-Zaraz zobaczysz...-mruknął, prawie nie poruszając ustami. Marie pociągnęła go za ramię w lewą stronę. Kilku rozpędzonych wrogów właśnie wyskoczyło z uliczki przed nimi. Zawróciłaby, gdyby to jej nie zdradziło, a tak tylko spuściła wzrok udając, że ogarnia wzrokiem kilku wariatów.-... Skarbie.- Kurt dokończył doskonale udawanym słodkim tonem.
-Och...- wyrwało jej się z zaskoczenia. Ktoś trzeci mógłby to uznać za rodzaj oburzenia, spowodowany niedoszłym zderzeniem z obcymi ludźmi.
- O mały włos, dokąd oni tak pędzą?-spytał Kurt wymijając tychże ludzi. Kilka innych osób, które zdążyły zatrzymać się przed Kurtem i Marie zadało podobne pytanie, wiec to nie było nic podejrzanego. Zatarło się w tłumie. Jednak gdy Marie i Kurt byli już kawałek dalej, wrogowie zaczęli za nimi podążać. Obserwowali ich.
-Kurt, idą za nami.-mruknęła. Kiwnął, że o tym wie.
-Gh... Stul pysk. Słyszałeś, co młoda mówiła? Co teraz?-syknął.
-Wejdźcie do najbliższej restauracji. Wyjdziecie przez zaplecze, tam będziemy stali z samochodem na wyjściu z uliczki. Spokojnie,  jest czysto.-rzucił Jean.
-Idziemy na szybki obiad.-syknął ponownie, coraz bardziej wściekły na docinki młodego. Było to wyczuwalne w jego głosie, ale nie po wyrazie twarzy.
Zrobili to wszystko, co według zaleceń Jeana było optymalne. Będąc już za drzwiami zaplecza puścili się biegiem w stronę auta. Szlusowali miedzy śmietnikami, byleby tylko wskoczyć do samochodu i odjechać w bezpieczne miejsce. Sukienka była za wąska do biegu. Ostrze wysunęła Marie lekkim ruchem dłoni i rozcięła sukienkę wzdłuż uda aż do samego końca. Zaraz potem popędziła za Kurtem. Dogoniła go całkiem szybko mimo zmęczenia i bolącej rany. Tak! Samochód. Ten sam Van, jakim przyjechali na miejsce treningu, który  zakończył się fiaskiem. Kurt wskoczył do auta pierwszy. Marie tuż za nim jedynie na moment wynurzyła się z cienia i w locie oszacowała już gdzie wyląduje i jaki będzie to  stopień bólu o ile oczywiście przy takim wstrząsie znów nie poleje się z tej rany krew. 


Pokój i bezpieczeństwo, bracia i siostry <]

niedziela, 14 kwietnia 2013

|0047| Królik - Malik. Kaptur, szalik!

Tak jak doujinshi nie czytam, tak to było słodkie x3

ALE PRZEJDŹMY DO SZCZEGÓŁÓW MISJI!
Zapewne chcielibyście kolejnej części Fan Fiction z AC?
Zapraszam do czytania ^.^

V. Niewłaściwa przegrana.



Oliver i ekipa monitorowali jej poczynania z furgonetki.
-Musi zagęszczać ruchy, jeśli chce zdążyć. Zapaliła już sześć latarenek, zostało dziewięć, a ma tylko połowę czasu.
-Spokojnie. Obstawiam, że uda jej się dopaść ostatniej na ostatnią chwilę. Zawsze tak jest.- oznajmił Sinister.
-Przegra.- parsknął na to Kurt.
-Zakład?- Sin spojrzał na Kurta wyzywająco.- Jak przegra, dalej będzie łazić w twoich dresach.- dodał złośliwie.
-O kratę browca.- wysyczał czarnowłosy.
-Stoi.- przypieczętowali zakład podaniem rąk, podczas gdy Jean jako główny świadek, przecinał zakład.
Osiem punktów zabłysnęło na monitorze wyświetlającym szczegółową mapkę zabudowań.
-Dajesz, mała! Jak wygrasz, obalimy kratę od Kurta na dwoje!- blondyn z podniecenia nie mógł usiedzieć na miejscu. Widział w działaniu dziewczyny jawne szanse na wygraną. W końcu to on był przy większości jej treningów. Domniemany sponsor wzniósł oczy ku niebu, a gdy wszystkie punkty na mapce nagle zgasły, mruknął coś w stylu „ a nie mówiłem”, przyjmując do tego rozluźnioną pozę.

Marie w tym czasie biegła do punktu dziewiątego. Przeczucie kazało jej się rozejrzeć. Zaniepokoił ją brak świateł w punktach, które dopiero odwiedziła. Pobiegła jednak dalej. Następna latarnia nie chciała się zapalić.
-Rąbnęłam coś gdzieś?- prychnęła zła na siebie. Po chwili rozejrzała się uważnie po raz kolejny już przy pomocy swojej tajemniczej wzrokowej zdolności. Nie lubiła tego, ale w poczuciu zagrożenia ten Zmysł sam jej się uaktywniał. Nie mogła nad tym zapanować.
Czerwona poświata otaczała kogoś w zaułku, z którego dopiero wyszła. Ostrze miała w pogotowiu. Może w ogóle nie będzie musiała z niego korzystać?  Może to jakiś złodziejaszek?
Nie. Zwykli złodzieje nie jarzyli się czerwienią nawet w Animusie.
Pobiegła dalej, zakładając na głowę kaptur, byleby stracić z oczu wrogów i zniknąć im w ciemnych uliczkach. Za zakrętem zauważyła kolejnych dwóch wrogów. Byli przebrani za cywili, ale przecież wroga rozpozna się wszędzie.
Podeszli do niej szybkim krokiem, jeden z nich chciał dziewczynie wykręcić lewe ramię, żeby ją obezwładnić. Wiedzieli odgórnie za którą rękę złapać, żeby dziewczyna nie mogła użyć ostrza. Wtedy też Marie była już pewna tego, że to posłańcy Abstergo Industries.
Ostrze zwolniło się z zamknięcia. Impuls wystarczył by wyrwać się z uwięzi i umieścić ostrze pod mostkiem przeciwnika. Położyła go po cichu pod ścianą, by zaraz powalić drugiego gwałtownym cięciem przez krtań.
Wskoczyła na dach, ale tam było ich o wiele więcej. Przygotowali się na tą akcję. Przygotowali się na to, że Collins będzie się bronić.
-Templariusze…- wydusiła z siebie. Nie wróci przecież do samochodu, żeby jej pomogli, bo jeśli jest ich tu aż tylu, żeby ją zwabić w pułapkę, to kto wie ilu ich jeszcze chowa się po drodze. Musi im się wymknąć. Zepchnęła jednego wroga z dachu. Następnemu podcięła kolano, lądując na drugim dachu i również go zrzucając.
Ostatnia latarnia! Skoczyła by ją zapalić.
Szybko! Nacisnęła włącznik tyle razy, na ile pozwoliła jej odległość od przeciwników.
Musieli się przecież zorientować, że coś jest nie tak.

Zakołysała się od uderzenia pięści. Następne już skontrowała, a ostrze przeszło przez brodę innego mężczyzny. Biała bluza po części przesiąkła jego krwią.
Nie było teraz czasu na rozmyślanie nad poprawnością tego zachowania. Nie! Jednak pobiegnie w stronę wozu. Będzie ich piątka, dadzą radę.
Wskoczyła na niewielki murek i wskoczyć na ewakuacyjną drabinę. Poczuła rażący ból przyćmiewający jej wszystkie zmysły tak gwałtownie, że spadła z tej drabiny. Ułamek sekundy później do uszu Marie dotarł huk broni palnej.
Opaska z numerami latarenek wylądowała pod krzakiem, tuż po tym jak Marie krwią narysowała na niej krzyżyk.

Na szczęście tego nie zauważyli. Obezwładnili dziewczynę, zanim zarzucili ją sobie przez ramię i ruszyli do swojej furgonetki.


***
Zwietrzyli sytuację. Wystrzał z pistoletu usłyszeli tuż po wyjściu z auta i odebraniu sygnału od Marie.
-Strzelanina?
-Gorzej.- warknął Kurt.- Templariusze dopadli Marie.- dodał zeskakując z najwyższego punktu obserwacyjnego w tej części miasta. Widział w tych ciemnościach światła pędzącej szerszymi uliczkami furgonetki.- Co robimy?
-Odbijamy ją, oczywiście. Jednak nie teraz. Jeśli ten wystrzał był celny, musieli ją powalić, a to oznacza, że będą przez najbliższy czas zmuszeni dawać jej jakąś pomoc sanitarną, żeby  postawić ją na nogi.-oznajmił Oliver, zdenerwowany.
-Pierdolisz farmazony, Oliver. Myślisz, że będą ją leczyć, skoro ją pojmali?!- obruszył się  Jean.
-Może mają teraz obstawę w samym Paryżu, ale wiemy gdzie mają kwaterę. Mielibyśmy szanse teraz wykonać pościg chociażby. Ty i Sinister jesteście najszybsi. Moglibyśmy z Kurtem was asekurować, ale tak, żeby nie ujawnić ilu nas naprawdę jest. To da nam szansę na następną próbę.- oznajmił mężczyzna w okularach, kryjąc usta za zaciśniętą pięścią. Charakterystyczna zmarszczka między brwiami oznaczała, że intensywnie myśli nad planem odbicia Marie Collins.




Dlaczego to jest takie krótkie? Już mówię. Teraz dopiero będzie się działo.

Pozdrawiam!

środa, 10 kwietnia 2013

|0046| NORMALNA NOTKA

Czas na jakąś normalną notkę... ALE! No właśnie, ale.
Miałam pisać o snach i wciąż tą notkę przekładam.
Znaczy się, miałam wam kilka swoich snów zrelacjonować, o tak to miało wyglądać.
Co by tu tentego...

Napiszcie mi może, na jaki temat chcielibyście wyczytać moje zdanie?
A może... W jakim realnym miejscu na Ziemi mam rozwinąć wątek do fanfic'a z Assassin's Creed i może jeszcze, jaką akcję mogłabym tam wtrącić? 


Sugerujcie coś, będzie zabawniej i wszyscy będziemy mieli satysfakcję z tworzenia czegoś takiego ^,^
(Oczywiście dedykacja rozdziału będzie umieszczona w notce)


Na razie tych, którzy jeszcze nie czytali czwartej części i poprzednich zapraszam do wcześniejszych notek.
No i dodatek: JEŚLI UMIESZCZASZ KOMENTARZ JAKO ODPOWIEDŹ/ DIALOG ETC. JUŻ NIEKONIECZNIE ZWIĄZANY Z NOTKĄ, WPISZ GO W ZAKŁADCE "KONTAKT I SPAM".
Dziękuję serdecznie ^,^

Swoją drogą. Powinnam wedle wystroju bloga i jego tytułu pisać coś więcej o swoim życiu i przede wszystkim o Alicji w Krainie Czarów. A tak, rozpisuję się o moim kochanym AC, podczas gdy Ezio przyklejony do ściany zerka na mnie spod kaptura ^u^




Życzę miłego wieczorka i dni kolejnych.
A tym czasem idę się kąpusiać i spać, bo jutro też na dziesięć godzin do pracy, ale pierwszą wypłatę już dostałam! *O*

wtorek, 9 kwietnia 2013

|0045| ASSASSIN'S CREED FANFIC VOL. IV

Wybaczcie, że tak późno, ale z okazji 100 komentarzy na blogu macie kolejną część FF o Assassin's Creed.



IV. W końcu niespodzianka


Nie minęła chwila, jak Marie spostrzegła spod lekko uchylonych powiek, że jakaś półprzezroczysta zjawa nachyliła się nad nią, zdejmując kaptur z głowy. Dziewczyna podciągnęła się w miejscu. On był asasynem. Teraz widziała wyraźnie wszystkie kształty wiszące na wyraźnie męskiej sylwetce i ten dziwny symbol, jaki też pojawił się na jej stroju, kiedy była Victorią.
Zerknęła w dół, zaniepokojona. Czekali na nią? Nie. Strażnicy mierzyli do niej z broni. Skoczyła jej adrenalina. Zignorowała poprzednią halucynację, odpychając ją od siebie gestem ręki i nawet nie uświadomiła sobie, że skupiła się bezwiednie na drugiej.
-Co za…- zostawiła koc. Zaczęła zeskakiwać na dół po poszczególnych segmentach, by z najbliższej odległości powalić jednego ze strażników przy pomocy ukrytego ostrza. Czuła je na ręce. Znowu. Widziała nawet jego cień, mimo iż w istocie ostrza tam nie było. Wszystko rozpłynęło się, gdy zakończyła żywot domniemanego strażnika. Wtedy też jej oczom ukazał się Sinister. Najwyraźniej powaliła go, będąc zaślepioną przez halucynacje.
Zerwała się gwałtownie, zasłaniając usta dłońmi i niemal upadając po chwili na plecy.
-Ja… ci strażnicy.- skryła twarz w dłoniach. Po chwili spojrzała na swoją lewą rękę.- Gdyby ostrze tu było.
-Hej, hej! Mówisz o halucynacjach?- podniósł się zaraz do klęczek i przysunął do niej.- Ostrze?
-Ukryte ostrze. Korzystałam z niego jako Victoria.
-Chodź, musisz po prostu odpocząć. Ignoruj te halucynacje. Najwidoczniej ja stanąłem w złym miejscu. –machnął ręką na odczepne, żeby rozbroić sytuację.- Tym się nie martw. Chłopaki się o tym nie dowiedzą.

Jednak musieli ją o wszystko wypytać, wyciągnąć z niej jak najwięcej wiadomości i je wszystkie przeanalizować. Gdy zyskali wzajemne zaufanie nadszedł czas na treningi. Marie pomagała im wszystkim nawet w budowie nowego pokoju. Podobno żadna praca nie hańbi, jak to z uśmiechem na twarzy zawsze powtarzał Sinister.
Dwa tygodnie ciężkiej pracy już przynosiły rezultaty. Marie uspokoiła swoje halucynacje, gdy na nowo oswoiła się z Animusem. Sama nawet podejrzewała, że mogli na niej testować jakieś prototypy, skoro znała już uczucie wychodzenia ze wspomnień.
Efekt rozmycia odbił się wyraźnie na jej funkcjach motorycznych i poprawie wytrzymałości. Jak jej to wytłumaczyli, polega to na nieodwracalnym przejęciu niektórych sposobów zachowania i umiejętności przodka i że jest to efekt uboczny korzystania z Animusa, który ciężko uniknąć. Tak więc Marie, chcąc nie chcąc musiała te swoje umiejętności odpowiednio zagospodarować.
Niektóre przygody młodej Victorii przyprawiały ją jednak o zniesmaczenie i głęboką czerwień na twarzy. Nawet chłopakom oglądającym nagrania z sesji zdarzało się od czasu do czasu rzucić jednoznacznym komentarzem.
Wróciła akurat z treningu.
-I nie dziwi mnie, że ją tak nazywało wielu martwych już kronikarzy.
-Przecież nie była kurtyzaną!- rzuciła, wracając z kuchni z kartonikiem soku pomarańczowego. Wyczuła na sobie złośliwe spojrzenia.- Dziwką tym bardziej. Zdajecie sobie sprawę z tego, że obrażacie mojego przodka?
-Zdajesz sobie sprawę, że mogła twoją prababkę, bądź pradziada zrobić sobie z którymś z przechodniów?- sarknął Kurt, ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Dziewczyna odwróciła wzrok, wciągając przez słomkę resztę soku.
-Charles przewinął się tu kilka razy, o ile dobrze pamiętam.- po chwili namysłu spojrzała wymownie na Kurta.
-Ktokolwiek by nie wsiadł do Animusa, mógłby się zsynchronizować z twoją Victorią.-dodał czarnowłosy, krzyżując ręce na piersi.
-Co ja tam mogę wiedzieć.- westchnęła, zgniatając kartonik i rzucając nim celnie do kosza na śmieci. Obejrzała się tylko, czy nie spudłowała i wróciła do ekipy.- Jean…
-Jeśli chcesz zapytać o twoją sytuację, to sprawa ucichła po tygodniu. Nie chcieli chyba drążyć dalej i trafić na Briganda, albo sam się już tym zajął.
-No tak.- mruknęła.- Tak sobie myślałam ostatnio…- zsunęła się z oparcia kanapy i położyła na plecach nogi kładąc na podłokietniku.- … że ten Brigand zapłacił mojemu ojcu za adoptowanie mnie i żeby mnie przechował przez te kilkanaście lat tak, bym za bardzo za nim nie płakała.
-Collins szykował cię na taką ewentualność?
-Mogłabym to nawet nazwać partnerstwem a nie rodzicielstwem.- rzuciła ponuro, patrząc sobie na dłonie.- Jean, jesteś geniuszem w dziedzinie domysłów.- spojrzała na pewny uśmiech J., który za chwilę zniknął za butelką piwa, którą przyłożył do ust.
-Kiedy doszłaś do tych wniosków?
- Kiedy się tak dziwiliście ostatnio, że nie leżę rozryczana i nie tracę chęci do życia przez fakt, że jestem adoptowanym dzieckiem. Może i ściany są grube, ale drzwi i okna zdają się być wyjątkowo nieszczelne. Dobrej nocy.- podźwignęła się i ruszyła do siebie.
-Trzeba było powiedzieć, że to wszystko słyszysz.- odparł znów Oliver.
-Gdyby nie to, nie dowiedziałabym się wielu rzeczy.-oznajmiła. Pokręciła głową po chwili, zaprzeczając temu, co powiedziała.- Zwyczajnie przestałam sobie wmawiać, że było inaczej. Ta wersja jest mniej dołująca. Mogę już iść?- ziewnęła przeciągle. Przywłaszczyła sobie bluzę Kurta, tak samo jak jego pokój. Zaciszny kąt z widokiem na halę treningową stał się jej obecnym skrawkiem życia, jej małym azylem.
Zasnęła w bluzie i pożyczonych spodenkach. Już całe dwa tygodnie nie miała na sobie nic z własnych rzeczy. Jedyne, co mogła jeszcze nosić, to jeansy, które i tak podarły jej się przy ostatniej wspinaczce.

Minął miesiąc. Treningów wciąż nie było końca, a zaangażowanie w życie grupy znacznie pomogło Marie się rozluźnić.
Kodeks asasyński przekazywali jej w urywkach. Musiała wychwycić odpowiednie informacje, zakodować je sobie i znać, by móc je ewentualnie przekazać dalej.
Zaczęli jej również organizować wyścigi na czas. Dziewczyna musi wtedy przebiec określoną trasę jak najszybciej, ponadto dodatkowo zbierając obręcze, chorągiewki, niszcząc lotki, czy szukać niestandardowych fantów.
-Świetnie ci idzie, Marie! Robisz postępy!- Sin tym razem został, żeby wykonać z nią ten trening. Reszta chłopaków musiała pilnie wyjechać.
Dziewczyna o oliwkowozielonych oczach podbiegła do niego, dając mu całą sumę skórzanych bransolet, które zakładała szybkim ruchem na nadgarstki w trakcie biegu.
-Nawet się specjalnie nie zmęczyłam.- sapnęła, uśmiechając się dowcipnie.- Te pudła znam już na pamięć…- nachyliła się i podparła prostymi dłońmi o kolana.
-Dobra, dobra. Chodź na piwo.- rzucił w przerwie między chichotami.
-Co? Co ze mną nie tak?- dogoniła go w progu kuchni.
-Masz nagą strzałkę na tyłach.- rzucił, otwierając drzwi lodówki i wyjmując z niej dwie butelki alkoholu. Poczerwieniała na twarzy bardziej niż mogła do tej pory. Chwyciła się za pośladki i faktycznie, wyczuła rozdarcie.
-Kurt mnie zabije za te dresy.- jęknęła, a po chwili wpatrywania się zażenowanym wzrokiem w sufit, zwróciła twarz w kierunku Sinistera.- Gdzie się patrzysz?
- Wypada zwracać uwagę na takie rzeczy.- wzruszył ramionami.
-Mniejsza… Jak to się stało, że jesteś tutaj?- spytała, siadając przy stole, na miejscu, na którym blondyn postawił jej butelkę.
-Moi starsi nimi byli. Co prawda Zakon Asasynów miał już dawno przestać istnieć, ale jesteśmy jeszcze my i kilka innych filii rozsianych po świecie. Z Animusa możesz się wiele dowiedzieć.- rzucił z przerwą na łyk napoju.
-Jak się naprawdę nazywasz?- zadała kolejne pytanie ze zwykłej ciekawości. Sin ściągnął delikatnie brwi.
-Sinister, po prostu Sinister.- mruknął szorstko. Poznała od razu zmianę w jego głosie. Zrobił się niepotrzebnie podejrzliwy.
-Tak tylko pytałam.- bąknęła.- A w ogóle pochodzisz z Francji?
-Jean i Oliver, tak. Ja i Kurt musieliśmy się tu przenieść. Z przyczyn oczywistych.
-J. pokazał mi raporty, które w jakiś sposób zdobyliście.- odparła głośniej, chcąc szybko zmienić temat.
- Nie ma to jak swój kret w obcej firmie. Część raportów jest moja.- uśmiechnął się tajemniczo.- To była fucha.- westchnął i opróżnił resztę tego, co mu zostało z piwa.
-Ciężka robota, co?
-Jak każda inna.- dodał bez namysłu.
-Zastanawia mnie dlaczego tym razem, któryś z was został w bazie mimo nagłego wypadu.
-Kosmetyczne sprawy mnie nie kręcą.- spojrzał jej w oczy, uśmiechając się zawadiacko. Wciągnęła cicho powietrze przez nos.
-Wolisz brać na siebie konkretną robotę?
-Przynajmniej wiem, że jak schrzanię jedno to tylko to.- rozłożył się na krześle, a jego nogi wylądowały na stole.- A ty? Do jakiej pracy moglibyśmy cię przydzielić?
-Nie mam pojęcia.- przyznała sobie szczerze.- Ja się do tego nie nadaję. Chyba od razu byłoby po mnie widać, że coś kombinuję.
-Zobaczymy.- rzucił krótko, bawiąc się pustą butelką. Spojrzała na Sinistera, zaskoczona.
-Szykujecie coś?
-Sama pewnie zauważyłaś, że tych kontenerów nie da się ustawić na wiele sposobów. Polecimy raz, czy dwa w teren i się zobaczy.- zniżył głos znacznie, puścił do Marie oczko.
-W końcu świeże powietrze!- gdy to oznajmiła, widok na świat przesłonił jej spory kawał materiału, a po chwili do brzucha przyciśnięty worek. Następne dwa wylądowały pod drzwiami.
-Jak ci poszedł trening. Tak na początek.- rzekł Kurt grobowym tonem.
-Znośnie, bez większych ambicji.- odburknęła tym samym głosem, ściągając z twarzy bluzę.
-Na czas?
-Nawet przed, z kompletem bransolet!- wtrącił Sinister. Dziewczyna rzuciła na niego ukradkowym spojrzeniem, po czym zainteresowała się zawartością toreb. Bluza z głębokim kapturem podszytym czerwonym materiałem była zapinana od mostka w górę. Kieszeń na brzuchu była zapinana na suwak, dwie kolejne na plecach wyglądały jak przygotowane na inny arsenał niż drobniaki i telefon. Wszystkie torby Marie chciała przejrzeć na miejscu, ale gdy otworzyła tą, która jako pierwsza wylądowała na jej kolanach, zamknęła ją od razu, zanim którykolwiek zdążył zajrzeć jej przez ramię do środka. Zawartość tej torby sprawdzi sama, w swoim pokoju.
-Za co wyście to kupili?- była zaskoczona takim prezentem.
-Odrobisz w robocie.- Kurt zaapelował bez ogródek. Zajrzał do lodówki, szukając piwa.
- W jakiej robocie?- pytała dalej, podejrzewając już jednak, że chodzi o wypad na zewnątrz. Zerknęła na ubrania po raz kolejny. Po chwili w momencie całkowitej pewności, spojrzała na Sina.- Kosmetyczne sprawy?
Blondyn nie ukrywał tłumaczącego się uśmieszku i towarzyszącego temu wzruszeniu ramionami. Dziurę w dresie, jaki miała w tej chwili na sobie zaraz ukryła, przewiązując bluzę na biodrach. Podniosła się szybko, chcąc jednocześnie chwycić wszystkie worki i butelkę.
-Dzięki chłopaki.- rzuciła. Kurt jako pierwszy położył dłoń na jej piwie.- Ej!
-Myślisz, że nie widziałem dresów? Ciesz się, że to tylko piwo.- syknął, mrużąc oczy.

Koszulki, dwie bluzy, trzy pary spodni, jej własny dres, spodenki, buty do biegania, dwie koszule, kurtka i nawet buty na obcasie.
Zaczęła to wszystko układać na półkach, bieliznę zostawiła w worku. Zawartość tego ostatniego worka przejrzała na końcu.
-Zboczeńcy.- fuknęła, nie powstrzymując się od niespokojnego uśmiechu. Po chwili jednak musiała ten śmiech powstrzymać. W worku z bielizną było coś niezwiązanego z właściwą zawartością. Poznała uproszczony mechanizm od razu. Założyła na lewą rękę opaskę na przegub i pozapinała pasy na odpowiedniej długości. Ostrze nie było stalowe. To była inna, delikatniejsza, a może i nawet wytrzymalsza struktura. Włókno węglowe. Wysunęła go kilka razy, a gdy usłyszała pukanie do drzwi, ściągnęła rękaw, zasłaniając zdobycz całkowicie.
Do środka wszedł Oliver.
-I jak?
-Tyle mi było trzeba, dziękuję.- odparła nerwowo. Na bieliznę zarzuciła koc, obserwując ukradkiem zaciekawienie na twarzy Olivera.
-Akurat to, co teraz leży na łóżku, pod kocem – uśmiechnął się ciepło – załatwiłem ci przez moją znajomą.
-Nawet nie śmiem spytać, kiedy zdjąłeś ze mnie miarę.
-Kozetka jest do tego idealna.- rzucił rozbawiony, wspierając się o ścianę i poprawiając okulary na nosie. - Właśnie! Nie po to tu przyszedłem. Dziś nad ranem mamy trening w terenie.
-Już dzisiaj?!
-Oczywiście. Podobno tęskno ci za świeżym powietrzem.- wyrzucił z siebie dość melodyjnym tonem.
-Trudno, żeby nie. Idzie ześwirować bez gołego nieba nad głową co jakiś czas.
-Przyzwyczajaj się- otworzył drzwi by wyjść.- Obudzi cię któryś, kiedy będziemy ruszać.
-Dzięki za uprzedzenie.- Marie odprowadziła Olivera wzrokiem, a gdy już była pewna, że zamknął drzwi na dobre, zaczęła wszystko zgarniać z powrotem do worka.
Czuła, że teraz będzie się mogła wykazać. W końcu te intensywne treningi i efekt rozmycia działały na razie na jej korzyść, jeśli nie liczyć kilku pościgów za projekcjami jej mózgu, co na szczęście ujawniało się jedynie, gdy była sama.

Tak jak Oliver zapowiadał, wyjechali tuż po lekkiej drzemce, zarzekając się, że reszta wypoczynku nastąpi potem – po treningu w terenie.
Jechali tak dobrą godzinę, ciemnym Vanem, przez różne miasteczka i wsie. Slumsy przywitały Marie mieszanką świeżego powietrza i niemiłego aromatu ze śmietniska.
Przez głowę w jednej chwili przemknęła jej myśl, by od razu wspiąć się na dach, żeby dłużej nie narażać się na te zapachy.
-Masz swoje świeże powietrze, mała.- Sinister szturchnął ją nie tyle dla zaczepki, co by rozpocząć wyścig na dach.
Dał jej fory – przynajmniej tak to wyglądało z brzegu. W rzeczywistości Marie podłapała sytuację szybciej i śmignęła na dach tuż po sygnale. Ostrze założyła sobie prawidłowo, bo nie wadziło przy wspinaczce. Usiadła więc na krawędzi dachy, patrząc na chłopaków z góry i zerkając z uniesionymi brwiami na Sinistera, który dopiero potem wskoczył na dach.
-Cwaniara.- wydusił z siebie.
-Miałam za co złapać.- zauważyła. Jej trasa wspinaczki była usiada w dziury, ubytki i wypukłości, a budynek miał trzy piętra wysokości.
-Zdarza się.- machnął ręką, żeby poszła za nim. Reszta ekipy dołączyła do nich chwilę później.
-Imponujące!
-Co takiego?
-Jak do tej pory, to Sin był pierwszy na tym budynku.- oznajmił Oliver głosem pełnym podziwu.
-Miałam fuksa.- zbagatelizowała to w zasadzie niepotrzebnie. Zaczęła już na zapas rozglądać się po dachach i swojej przypuszczalnej trasie treningowej.
-Może… Nieważne!- zakrzyknął po chwili.- Twoje zadanie to odnaleźć na tym terenie latarenki i zapalić je wedle numerów w podanej kolejności.- oznajmił szatyn, wręczając dziewczynie opaskę na rękę z wypisanymi numerami. Od razu ją założyła, starając się już zapamiętać ich kolejność.
-Żaden problem.- uśmiechnęła się sprytnie.
-Już ja wiem, co to za uśmiech! Otóż haczyk jest taki, że jeśli zapalisz latarenkę inną niż podana w następnej kolejności, to wszystkie dotychczas zapalone, zgasną i zadanie musisz wykonać od nowa.
-No, tak.- westchnęła zrezygnowana.
-Powiedz jej o nagrodzie.- napomknął Kurt uśmiechając się szelmowsko.
-Nagroda to ubrania, które dostałaś. Przegrana oznacza tyle, że zabieramy ci je wszystkie i zostajesz w tym, co masz na sobie.- Oliver skrzyżował ręce na piersi. Kurta nie opuszczało poczucie humoru. Najwidoczniej założył z góry, że przegra wszystko, co dostała.
Collins otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale się powstrzymała. W zasadzie nawet przy takim układzie wciąż zostaną jej bluza, spodnie i buty, jakie ma na sobie.
-Startuj, masz dwadzieścia minut.
Na każdą latarenkę miała nieco ponad minutę. Numerków na opasce było piętnaście. To już zakrawa o prawdziwy trening. To było coś, na co czekała. Spięła się i zaczęła intensywniej przeszukiwać teren w poszukiwaniu fantów.


A co będzie się dziać w następnym epizodzie: Kto myśli co ciekawego będzie się dziać wedle muzyki? Dałabym bardziej sugerującą nutę, ale wszystko będzie wiadome (niech ktoś sobie znajdzie "Lorne Balfe - Villa Under Attack")

niedziela, 7 kwietnia 2013

|0044| MACIE WIĘCEJ, BO WIDZĘ, ŻE SIĘ PODOBA

Jak wyżej.

III.  Ukryta prawda.

Oliver wraz z Sinem spojrzeli na czarnowłosego z ukosa.
-O ile to nie doskonała zgodność.
-Co to znaczy?- dziewczyna była zdezorientowana.
-Dzięki tobie, jesteśmy krok do przodu.
-Wiecie kim byłam w tej maszynie?
-Na razie trudno jest nam podłączyć się pod nasze serwery z innych filii, jednak za jakiś czas dowiemy się więcej.
-Victoria Sartor.-  dziewczyna spojrzała na swoje ręce. Odgięła lewą dłoń, bo przysięgłaby, że jeszcze przed chwilą miała na ręce ukryte ostrze.- Dziwne, skądś znam to uczucie.- uśmiechnęła się, zaniepokojona.
- Wspominałaś o tym, że znałaś zleceniodawcę pościgu daleko przed tym jak tu przyjechałaś?
-Tak, ale nie mogę sobie za nic przypomnieć gdzie i kiedy to mogło mieć miejsce.- chwyciła się za głowę, wzdychając.
-Collins, Collins…- Jean po raz pierwszy wykazał się zainteresowaniem nowo przybyłą. Począł wstukiwać coś w komputerze.- Twój ojciec pracował w firmie komputerowej.
-Nie, miał jedynie swój komis. Chwalił się nawet ostatnio piętnastoleciem pracy.
-George Brigand. Mówi ci coś to nazwisko?- spytał. Pokręciła głową.- To dziwne, bo twój ojciec widnieje w aktach jego firmy.
-Niemożliwe. Pracowałam u taty przez jakiś czas, wiedziałabym o tym.- ściągnęła brwi, mrużąc przy tym oczy w zdziwieniu. Próbowała przypomnieć sobie to nazwisko, bo kiedyś szperała na temat firmy w dokumentach ze zwykłej ciekawości poganianej nudą.
-Jeszcze nad tym posiedzę.- mruknął Jean, zamykając się na dobre w swoim obiegu z komputerem.
-Podejrzewam, że Jean znajdzie coś ciekawego w tej sprawie. Cała ta otoczka jest intrygująca.- Oliver przerwał głuchą ciszę.
-Jak dla kogo.-fuknęła dziewczyna.
-Mniejsza o to.-mężczyzna machnął ręką, co spotkało się z jej dyskretnie zdawkowym spojrzeniem.-Na pewno nie uczestniczyłaś nigdy w takim procesie?-wskazał na kozetkę A8.- Nie, to przecież niemożliwe, żeby spotkać takiego Animusa w byle sklepie.- szatyn podrapał się po brodzie, poprawił okulary i odjechał na krześle od machiny, po czym machnął ręką na Marie i Kurta. Mieli iść z nim do jadalni.
Zaraz przed wejściem do innego pomieszczenia, zapytał czy piją kawę o tych godzinach.
-I tak już nie zasnę. Niech będzie.- usiadła przy stole, na krześle znajdującym się zaraz przy drzwiach. Gdy dostała kubek ze świeżo parzoną kawą, otworzyła usta by o coś zapytać.- Panie Oliver…
Przerwał jej jednym, władczym gestem.
-Oliver, tylko Oliver. Do innych też możesz się zwracać po imieniu.- mężczyzna w długich, związanych w kitkę włosach spojrzał wymownie na Kurta.
-Pewnie, że tak. Czy ja jej zabraniam? Jest niewiele młodsza ode  mnie.- czarnowłosy zasiadł pod drzwiami i ziewnął.
-Teraz czas na zasady. Słuchaj uważnie, Marie. Bez naszej zgody nie opuszczaj budynku. Nawet jeśli nas nie będzie, wyjdziesz z łatwością, ale trudno będzie już ci wrócić do środka. Gdyby nas nie było staraj się monitorować wszystko z kokpitu w salonie. Jeśli działoby się coś niepokojącego, przebiegnij się po Sali treningowej i uruchom osiem włączników. To zabezpieczy budynek przed niechcianymi gośćmi na tyle na ile się da.
-Rozumiem.- przytaknęła.
- Gdy włączy się alarm, dotrze do nas odpowiednia informacja. Ponadto nie wsiadaj do Animusa 8 bez nadzoru. Od czasu do czasu sprzęt wymaga gruntownej odbudowy i na chwilę obecną powinien być już nieczynny. Lepiej nie kusić losu.
-Zrozumiano.- dodała znów.
-Cieszy mnie to!- oznajmił z beztroskim uśmiechem na ustach i widać było, że odetchnął z ulgą.
Wtem do kuchni wbiegł Jean, szybko dostawił sobie krzesło obok Marie i tam zajął miejsce.
-Wygrzebałem kilka ciekawostek! Radzę ci się złapać tego krzesła. To będą raczej szokujące informacje. Gotowi?
-Nie wiem.- zająknęła się.
-Co by nie było. Nie pozostaje ci nic innego, jak porzucenie przeszłości na dobre. Mniejsza… Znalazłem informacje odnośnie tego, że Marie została adoptowana przez Iana Collinsa. Adopcję załatwił twojemu ojcu sam Brigand, Marie. Co się okazuje, z zapisków psychiatry dziecięcego, miałaś rozdwojenie jaźni swojego czasu.- Jean był zadowolony z informacji jakie udało mu się znaleźć. Dziewczyna jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się tępo w ekran, wstrzymując oddech. Nic jej te wyświetlone literki nie mówiły.
-A… A biologiczni rodzice?-
-Nieznani, prawdopodobnie martwi.- J. spochmurniał, gdy spojrzał w końcu na bladą twarz brunetki.
-Teraz to zaczyna mieć sens. Brigand musiał mi się zatrzeć w pamięci, gdy skończyłam pięć lat, ale wciąż nie wiem, dlaczego tak dziwnie się czułam po wyjściu z tego ustrojstwa.
-Dobra. Zostałaś adoptowana w wieku pięciu lat, będąc po przejściach z psychiatrami.  Dzieci często nie odróżniają względnej fikcji od rzeczywistości, a to co, dzieje się w Animusie to taka druga rzeczywistość. Może stąd to rozdwojenie jaźni.- Jean wyjaśnił szybko sytuację.
-J., sugerujesz, że testowali na niej prototyp Animusa?! Przecież to niedorzeczne!- Oliver się oburzył.
-Ale możliwe, jeśli Templariusze są skorzy do porwań, morderstw i jeszcze gorszych rzeczy! Nie zdziwiłoby mnie, gdyby młoda od małego była na odstrzał, tylko dlatego, że jest asasynem. Pomyśl jak oni, Oliver! Wszystko jest możliwe.- syknął Jean.
Dziewczyna mruknęła coś słabo o tym, że idzie do toalety. Kurt odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Wyszła na halę treningową. Nie było jej smutno. Nie czuła się rozczarowana. Zamiast tego zaczęła ogarniać ją zwykła wściekłość.
-Wujcio Brigand.- warknęła sama do siebie, z trudem zaczynając wspinać się po pudłach.  Nie czuła zmęczenia, dopóki była skupiona na otoczeniu, a nie na sobie. Nie spostrzegła nawet, że w tej złości wdrapała się na sam szczyt. Spojrzała w dół. Wtedy „skok wiary” jak to później nazwał Oliver w jakiś sposób uporządkował jej myśli. Teraz jednak wóz z liśćmi stał na daleko, a upadek z tej wysokości groził wyłącznie śmiercią.
-Marie! Nie skacz! Wóz jest za daleko!- Sinister zdziwiony zauważył, że dziewczyna stoi już na szczycie. Wywabiony z salonu został przez kłótnię chłopaków.
-To go podstaw do jasnej cholery!- warknęła, gdy reszta wysypała się z jadalni jak na zawołanie. 
Cofnęła się od krawędzi by wziąć rozpęd. Widziała poziomą rurę przed sobą.
Rozpęd, skok, wybicie z rury, idealne wymierzenie celu i miękkie lądowanie. Została w tych liściach. Nie miała ochoty się stamtąd wynosić. Sama jednak była zaskoczona takimi umiejętnościami i brakiem strachu przed wysokością.
Sinister wskoczył do naczepy i zaczął przetrząsać liście. Odkopał ją.
-Czego?!- prychnęła. Dobrze, że to zrobiła. Przynajmniej nie zalała się z miejsca łzami. Emocje zelżały. Wyskoczyła z liści sama. Zerknęła na samą górę i wzdrygnęła się. Skoro teraz to nie sprawiło jej problemów, ciekawe co będzie następnym razem.
-Coś czuję, że z tobą będzie się zbiera na gorsze kłótnie niż z chłopakami.- Sin otrzepał ręce z brudu i wyskoczył z naczepy tuż za dziewczyną.
-Perfekcyjny skok i doprecyzowanie lotu.- Kurt komentował złośliwie, ale zdawał się być pod wrażeniem. Również Oliver. Jean zamknął się znów w wirze informacji. Marie chyba wybiła im z głów kłótnie przez ten swój wybryk.
-Jednak pójdę spać.- oznajmiła, gdy Oliver otworzył jej drzwi do głównego pomieszczenia.
Poszła do przeznaczonej jej sypialni. Znów zwinęła się w kłębek na brzegu łóżka, przykrywając się bluzą należącą do Kurta i zasnęła. Tym razem bez najmniejszego problemu.
                Oliver przyszedł w środku nocy, żeby sprawdzić jak się miewa i czy w ogóle udało jej się zasnąć. Bluza leżała na środku łóżka, Marie też przeniosła się bardziej na jego środek, spychając koc, którym mogła się przecież przykryć. Wyręczył ją w tym. Kurt zajrzał do pokoju i wywołał  stamtąd mężczyznę.
-Mówiłeś, że nie ma takiej kondycji, żeby od tak wspiąć się na taką wysokość. Po chwili w Animusie  ją wzięło? Jean ma rację. Musiała już w nim siedzieć, co najmniej miesiąc. Może wcale nie jesteśmy tak do przodu przed tym Abstergo, co?
-A co mogliby wyciągnąć wtedy z pięciolatki? Nic. To właśnie nasza przewaga, bo Marie teraz ma świadomość tego, co się dzieje, gdy jest w Animusie. Ponadto jedyne , co pamiętała  z tej sesji to imię asasynki. Niech Sin poszpera trochę na temat Victorii na naszych serwerach. Wiek szesnasty, jeśli dobrze kojarzę i o ile szczegóły nie robią mnie w konia.
-Dobra. Niewiele było kobiet asasynów w tych czasach, więc to nie zajmie wiele czasu. Mamy jeszcze nazwisko.- rzucił Kurt dla świętego spokoju.
-Że też nie jest w takim szoku. Jean chyba się przejął jej sprawą.- Oliver zmienił temat.
-Czego się spodziewałeś? Też był adoptowany. Pomyśl teraz lepiej jak ją w to wszystko wkręcić. Nie możemy od razu założyć, że nadaje się do zespołu…

Marie ocknęła się w trakcie ich rozmowy przed pokojem. Zostawili lekko uchylone drzwi, więc mogła wszystko usłyszeć. Z tego fragmentu rozmowy wyniosła tyle, że chyba nie do końca jej ufają, choć Oliver pokłada w niej spore i odczuwalne już przy pierwszym spotkaniu nadzieje.
Podniosła głowę. Okno sypialni prowadziło  na salę treningową. Gdyby nie hałasowało, mogłaby się przez nie wymknąć. Wzięła ze sobą koc, robiąc z niego ciepłą płachtę. Wtedy była wściekła, ale teraz może zobaczy na jakim poziomie znajduje się jej faktyczna kondycja.
Testować samą siebie. Nigdy tak o tym nie myślała, ale teraz jeśli będzie musiała zmierzyć się z niebezpieczeństwami większymi niż te,  jakie ją do tej pory spotkały, takie testowanie swoich możliwości pozwoliłoby jej pójść do przodu.
Wspinaczka nie była taka trudna, dopóki Marie miała oparcie dla nóg. Wymknęła się po cichu, więc tym samym sposobem będzie musiała wspiąć się na samą górę. Jednak dała radę, widząc ile metrów odległości jest między nią, a betonową podłogą i że jest to wspinaczka bez najmniejszego zabezpieczenia.
Legła na przedostatnim pudle, zmęczona ale rozluźniona. Cieszyła się sama z siebie, że nigdy nie chciało jej się wysilać bardziej niż na ćwiczeniach  wychowania fizycznego, a jest w stanie dokonać czegoś takiego. Przymknęła oczy.


Naprawdę aż tak wam się to podoba? Szkoda, że nie mam tego za wiele xD
Tym razem bez większych wstępów i zakończeń w notce.
Mam nadzieję, że tyle wam na razie wystarczy @.@




piątek, 5 kwietnia 2013

|0043| CO POWIECIE NA...

źródło: deviantart


...WIĘCEJ FAN FICTION Z ASSASSIN'S CREED MOJEGO AUTORSTWA? :3


Niestety notkę o snach będę musiała przygotować jutro, bo nie za wiele czasu mam i energii.
Tak bardzo chciałabym napisać coś w typowym fantasy, ale nie potrafię. Kreacja świata przerasta moją wyobraźnię po stokroć, ale moja podświadomość radzi sobie z tym doskonale, więc jutro zrelacjonuję Wam kilka moich snów, które pamiętam, jakby się działy naprawdę.

POWIEM COŚ JESZCZE, UWAGA-JCIE!


Mam pomysł na na rysunek odnośnie spóźnialskiej wiosny, ale potrzebuję aktualki SAI'a (program graficzny), żeby móc to przerzucić na komputerową jakość arta. (Wyczuwam sukces tego arta)


Dobra, jadziem z koksem.
Czytajcie i komentujcie. Mam nadzieję, że się spodoba :3





II. Victoria

Wylądowała całkiem miękko. Samochód ruszył. Mężczyzna szepnął tylko, żeby nie wystawiała głowy poza liście.
-Jak na twój pierwszy Skok Wiary, to wyszło ci całkiem przyzwoicie.
-Skok Wiary?- rzuciła pytaniem w liście.
-To znak, że jednak przydasz nam się w szeregach asasynów. Nie każdy by się na to zdobył.
-Gonili nas nawet na dachu. Co innego miałam… To auto też może być ich!- poruszyła się niespokojnie.
-Nie, akurat to należy do mojej organizacji.
-Tych całych skrytobójców?
-W wolnym tego słowa tłumaczeniu, jak najbardziej. Jak się nazywasz, młoda?
-Marie. Marie Collins.

Jechali dosyć długo. Mogłaby się oczywiście zdrzemnąć, albo chociaż przymknąć oczy na moment, ale niestety myśli nie dały jej chwili spoczynku. Co z nią teraz będzie? Czy będzie musiała zostać w Paryżu na dobre i zapomnieć o swojej przeszłości? Po co chcieli ją porwać i po co pomagał jej w ucieczce zupełnie obcy i nie znający jej mężczyzna, który po akcji zapytał o to jak się nazywa? Wzbudził co prawda jej zaufanie, ale przecież to nie jest nic normalnego, tak sobie wyjść z wycieczki i zniknąć. -Jesteśmy na miejscu, wyłaź z wozu.
-Mhm.- mruknęła tylko, rozkojarzona, wyskakując z wozu. Za nią pofrunęło kilka liści, które wypchnęła swoim ciałem. Bluza przejęła ich zapach.
Rozejrzała się po sporej hali pełnej rur, pudeł, belek, gzymsów. Garaż i sala treningowa razem były przeogromne. Aż dziw brał, jak wielkiej budowli musieli się znajdować.
-Chodź. Przedstawię cię reszcie ekipy.- poprowadził dziewczynę do mniejszego pomieszczenia, oddzielonego od reszty hangaru solidną, betonową ścianą.
Wychodziło na to, że Marie będzie pierwszą kobietą w zespole. Na skórzanej sofie leżał blisko trzydziestoletni, czarnowłosy mężczyzna. Miał na sobie luźne dresowe spodnie oraz podkoszulek opinający jego wysportowane ciało. Marie nie zdejmowała kaptura z głowy, a w za dużej bluzie, luźnych jeansach i trampkach wyglądała na chłopaka. Leżący spojrzał na przybysza.
-To moja bluza! Oliver, znów zabrałeś moją bluzę, żeby ubierać w nią kolejnych przydupasów! – sarknął z niemałym wyrzutem, wznosząc oczy ku niebu. Oliver uśmiechnął się nieznacznie do Marie, która obserwowała wszystkich spod głębokiego kaptura, trzymając dłonie w kieszeniach bluzy. Kolejnych dwóch mężczyzn wkroczyło akurat do tego samego pomieszczenia.
-Czyżby nasz niezawodny Oliver znalazł nowy materiał na asasyna?- rozległy się głośne śmiechy po obu stronach Marie. Obserwowali ją, ale gdy spostrzegła błękitne poświaty, uspokoiła się nieznacznie.
Oliver nosił marynarkę. Ubrał się stosownie do wypadu do muzeum. Pozostała trójka chyba dopiero co się rozruszała.
-No, powiesz coś, młody?- szturchnął ją akurat wysoki blondyn z lekkim zarostem. Na sobie miał koszulę w kratę, rozpiętą nieznacznie. Ostatni z nich stracił zainteresowanie nowym członkiem w grupie.
-Zdejmij kaptur. Od teraz jesteś wśród swoich.- oznajmił Oliver. Marie wyjęła dłonie z kieszeni, zrzuciła z głowy kaptur i przeczesała palcami włosy, wyjmując z nich kilka zagubionych liści.
-No, no, Kurt. Co ja widzę? Twoją bluzę w końcu ubrała kobieta!- zakrzyknął blondyn. Marie, speszona, zaniemówiła.
-Marie, to są kolejno Kurt, Sinister oraz Jean. Ja jestem Oliver.
-Dzień dobry.- mruknęła. Oliver przeszedł między meblami, chwycił dziewczynę za rękę i zaczął prowadzić ją ku kanapie. Zrzucił nogi Kurta z siedziska, każąc mu zająć normalne miejsce, posadził dziewczynę na drugim, a sam usiadł na oparciu, wspierając podkurczoną nogę na stoliku obok.
-Młoda bez wahania wykonała pierwszy Skok Wiary. Idealnie jej to wyszło.- Oliver był z siebie dumny, mogąc przywołać to wspomnienie.
-Co w tym takiego?- odezwał się Sinister.
-Sin, to w tym takiego, że Marie miała zostać porwana przez Abstergo i stać się ich królikiem doświadczalnym.
-Obiekt numer dwadzieścia.- rzekła w zamyśleniu, dopowiadając sobie niektóre szczegóły, jakie przekazywał im Oliver.- Nazwali mnie obiektem dwudziestym.
-Ciekawe. Mówili coś jeszcze?
-Nie, nie. Jeszcze tylko tyle, że skądś kojarzę tego, który wydawał rozkaz ochroniarzom. To naprawdę jest tak poważna sprawa? Co z tym całym Abstergo?
-To tacy współcześni Templariusze. Porywają i wykorzystują asasynów, ostatnio zupełnie nieświadomych swojej historii, bo nie jesteśmy w stanie z podciętymi skrzydłami szukać ludzi. Abstergo wyciąga z nas wspomnienia naszych przodków, genetycznie zakodowane w naszych ciałach. Robią to w tej chwili na tak szeroką skalę, że są już o krok od znalezienia wszystkich Fragmentów Edenu. Potrzebują tylko nas.- wyjaśnił Oliver. Marie siedziała, wpatrzona w stolik i but szatyna. Próbowała sobie uporządkować te wszystkie myśli i odpowiednio zakodować nowo uzyskane informacje.
-Jako Asasyni działamy automatycznie na ich niekorzyść. Abstergo to tylko ich kryjówka. Zostawmy sobie szczegóły na później.- Sinister wtrącił swoje trzy grosze.- Najpierw musielibyśmy cię sprawdzić, bo nie każdy się nadaje, a zaczęliśmy od razu opowiadać o tych tajemnicach.- zacmokał. Właściwie, mówiąc jej to wszystko, odgórnie zapieczętowali jej przynależność do grupy.
- Gdybyś był wrogiem, miałbyś czerwoną poświatę.- dziewczyna zmrużyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Podniosła się z miejsca i podeszła do ściany z naprzeciwka. Niewielki jaśniejszy obszar kazał jej się dotknąć.- Tu coś jest ukryte.- przetarła dłonią po powierzchni. Nie miała pewności, że tam coś jest, ale tak jej dyktowało czyste przeczucie.
-Powiedziałeś jej?- Sinister zwrócił się zaskoczony do Olivera.
-Coś ty. Sama odkryła to, gdy ochroniarze do niej podeszli. Zachowywała się podobnie jak teraz.- odparł, ratując się z opresji.
-Pojechałam z panem, bo mówił pan, że i tak mnie będą ścigać. To nie za duże ryzyko?
-Nie, dopóki możemy działać i już teraz zacząć cię szkolić. Im bardziej się do tego przyłożysz, tym większa pewność, że wyjdziesz bez szwanku z ewentualnej napaści. Damy ci odpocząć chwilę. Kurt, zaprowadź ją do swojego pokoju.
-Co?-spytali jednocześnie Kurt i Marie.
-Najpierw moja bluza, a teraz pokój?!
-Pies ogrodnika.- rzucił Sinister.- Więcej cię tam nie ma, jak jesteś, a i tak siedzisz całymi godzinami tutaj. Nie zbawi cię utrata kawałka pokoju.- podał rękę Marie i pociągnął ją za sobą na piętro mieszkalne.
-Odpocznij sobie. Wieczorem ktoś po ciebie przyjdzie. Trzymaj się, młoda.- zostawił ją samą w pokoju.
Jeszcze długo kręciła się po pokoju, nie wiedząc gdzie podziać wzrok i samą siebie. W końcu zasnęła na brzegu łóżka, będąc przykryta zdjętą bluzą, dopóki do pokoju nie wkroczył Kurt.
-Chodź. Sprawdzimy, czego chcieli od ciebie ci z Abstergo. Wstawaj.- zrzucił z niej bluzę bez ogródek. Ledwo drzemała, więc to postawiło ją na nogi.
Zeszła na dół posłusznie, przecierając po drodze senną twarz. Neutralna mina zrzedła jej, gdy kazali jej położyć się na dziwnie wyglądającej kozetce.
-Nic się nie bój. Trochę zaboli cię głowa na początku.- oznajmił Oliver spokojnym tonem. Zasiadł na krześle przy monitorze podpiętym do całego mechanizmu kozetki.- Wystarczy się zrelaksować i nie obawiać tego, co zobaczysz.- wyśpiewał.- Zamknij oczy, rozluźnij się. Pamiętaj, że z nami będziesz miała stały kontakt, przy odczytywaniu wspomnień.
Dziewczyna zacisnęła powieki, a po chwili mrok spod powiek został rozproszony jasnym światłem.
Stała teraz w zupełnie obcym sobie miejscu. Słońce raziło ją niemiłosiernie i musiała przed nim zasłonić twarz.
Była asasynem. Odzianą w szarawy płaszcz z głębokim kapturem. Uzbrojona po same zęby, wiedziała kim jest. Wiedziała, jaki mają rok. Wiedziała, że nazywa się Victoria Sartor i właśnie poluje na kilku Templariuszy w samym sercu Paryża.
Dwudziestokilkuletnia kobieta szlusowała między przechodniami, słysząc za sobą strzały. Ścigali ją, już z daleka wiedziała, że nie odpuszczą tak szybko. Wspięła się po drabinie na dach, ześlizgnęła się z niego i jak kocica wpadła do czyjegoś mieszkania na piętrze.
-Cóż to za anielica… Bambina!
-Później, Charles. Chyba, że chcesz skrócić swój urlop.- wypadła po tych słowach drugim oknem, wskakując do wozu pełnego jesiennych liści i pierza z kurcząt.
Nagle wszystko zaczęło blednąć, zanikać. Obraz śnieżył intensywnie, aż w końcu Marie otworzyła oczy, mrugając nimi intensywnie przez jakiś czas i nie dowierzając temu, co widziała.
-Jednak coś znajdziemy.- mruknął Kurt.

I jak? Mam nadzieję, że się podobało, bo was po cichu zadźgam moim ukrytym ostrzem.
Joke!

A teraz DOBREJ NOCY.