Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

|0040| RYCZ, MAŁA, RYCZ

Nie ma to jak pisać o uśmierceniu jednego z bohaterów i ryczeć przy tym jak bóbr.
Tak było wczoraj. I dzisiaj też.
No nic... Rozdział iż bardzo serio, jak na dziś dzień -  jest już na blogu.

Prima Aprilis.Nie, nie żartowałam.
Pisząc tego posta, czuję, jakbym przeżywała właśnie deja vu. 
Ostatnio często miewam takie odczucie.

BTW. 
Miałam dzisiaj tak pojebany sen, że wstydzę się go nawet opowiadać.
Moja podświadomość płata mi figle, ale w każdym bądź razie wciąż moje sny uważam za takie mające fabułę i coś epickiego w sobie - nawet jeśli są absurdalnie głupie.

DOBRA! CO JA MIAŁAM... WŁAŚNIE!
Z okazji czterdziestej notki i wciąż rosnącej liczby obserwujących ( dziękuję Wam serdecznie za miłe komentarze i w ogóle) wrzucę tu pierwszy rozdział mojego niepublikowanego dotąd fanfic'a o Assassin's Creed.
Miłej lekturki.

I."Panno Collins"

Szkolna wycieczka za granicę. Ostatnia w tym roku.
Klasa akurat zwiedzała paryski Luwr.  Zatrzymywali się przy obrazach Leonarda da Vinci oraz przy jego szkicach i projektach.
-Leonardo da Vinci był wspaniałym wynalazcą, wielkim i wszechstronnie uzdolnionym uczonym.- oznajmiła przewodniczka, ubrana w granatowy uniform przyozdobiony na prawej piersi połyskującą sztucznie plakietką z wygrawerowanymi na niej funkcją i imieniem.
-To są jego prawdziwe szkice?- Marie przedostała się przez tłumek znajomych nie mogąc posiąść się z zachwytu.
-W rzeczy samej. Nie ulega wątpliwości, że to jego własne dzieła, które w dużej mierze odznaczyły się na historii ludzkości w późniejszych czasach.- odparła pracownica z łagodnym uśmiechem. Sama Marie przyznała sobie otwarcie, że praktyczna nauka historii bardziej przypada jej do gustu, aniżeli tępe wpatrywanie się w zdjęcia z podręczników i czytanie suchych faktów. – Bardzo mnie cieszy fakt, że jest tu jeszcze ktoś, kogo to w takim stopniu fascynuje. Przejdźmy dalej, jest tam więcej równie interesujących rzeczy, co te szkice.- przewodnik poprowadziła wycieczkę dalej. Dziewczyna jeszcze przez chwilę wpatrywała się w kaligrafię należącą niegdyś do da Vinci. Ruszyła za wycieczką, jeszcze nie spuszczając rycin z oczu. Przez to nie zauważyła oznaczenia o śliskiej posadzce i poślizgnęła się. Zderzenie z twardą powierzchnią sprawiło, że zamknęła na chwilę oczy, a gdy je otworzyła zaczęła w dziwny choć znajomy jej sposób postrzegać świat. Błękity, szarości i granaty spowijały świat. Zmysł słuchu przytłumił się nieznacznie. Jedynie niektóre przedmioty i ludzie jarzyły się białą poświatą. Przetarła szybko oczy, spojrzała na szkice  i zamrugała kilkukrotnie. Nie widziała wcześniej na nich tych świecących na czerwono symboli na kartkach. Ślady wyglądały, jakby były napisane krwią.
-Co to jest?- mruknęła do siebie, zdezorientowana. Nie zorientowała się nawet, że złamała przepisy i przechyliła się nad barierką. Obróciła głowę, rozglądając się i podskoczyła w miejscu, widząc dwie  postacie otoczone krwistoczerwoną poświatą. Obserwowały ją.
-Hej!- zawołał jeden ze strażników.- Nie powinnaś odłączać się od wycieczki i dotykać eksponatów!
- Przepraszam.- bąknęła krótko, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku, w jakim podążała jej grupa. Wciąż nie mogła pozbyć się tego efektu widzenia na niebiesko. Instynkt kazał jej szybko wycofać się poza pole widzenia ochroniarzy i by nie dać po sobie poznać, że coś z nią jest nie tak. Na ławeczce obok rzeźby siedziała jeszcze inna postać, która jarzyła się na błękitno, co łamało się ze złotymi odcieniami. Spojrzała na mężczyznę i ściągnęła brwi, zastanawiając się  dlaczego nie świeci na czerwono jak ochroniarze, albo wcale jak pozostali odwiedzający. Spuściła wzrok na podłogę, czując, że zauważył jej dziwną reakcję.
Zobaczyła krew na podłodze. Wzdrygnęła się  i wyminęła plamę, mimo iż w istocie gołym okiem by jej nie spostrzegła.
To zachowanie dziewczyny zmusiło mężczyznę do podjęcia odpowiedniej akcji. Gdy zatrzymała się przy kolejnym obrazie, który miał na sobie kolejną ukrytą wiadomość, podszedł i zapytał bez ogródek, co widzi na obrazie.
-Pierwszy raz widzę coś takiego.- odparła, wpatrzona w obraz i znaki na nim, które nie miały większego sensu.
- Aż niemożliwe, by nigdy nie widzieć szkicu Człowieka witruwiańskiego, młoda damo.
-Nie uwierzy mi pan, ale coś jest na tym szkicu. Zresztą, nieważne.- mruknęła, po czym ewakuowała się czym prędzej i dołączyła z powrotem do ogonka swojej grupy. Zacisnęła powieki raz jeszcze. Na szczęście ten efekt minął, lecz gdy odwróciła się za siebie, by poznać twarz mężczyzny, jego już nie było. Wzruszyła ramionami i zignorowała to wszystko. Przecież już nieraz się coś takiego wydarzyło.
-Przepraszam najmocniej! Gdzie tu jest toaleta?
-Hm? Och, musiałabyś niestety opuścić wycieczkę, panienko.
-Nie wytrzymam, trudno. I tak widziałam wystarczająco dużo do zapamiętania.- oznajmiła. Przez to dziwne zjawisko jednak zaczęło jej kręcić się w głowie. Nie sądziła jednak, że tym razem będzie to aż tak intensywne i osłabiające.- Proszę pani…- zbladła znacznie - Niedobrze mi. – mruknęła tylko, zanim zebrało jej się na wymioty.
-Panienko! Proszę trochę wytrzymać! George, szybko! Zaprowadź dziewczynę do toalety.- przewodniczka zgłosiła to jednemu z ochroniarzy.

Po ochlapaniu twarzy wodą poczuła się o wiele lepiej. Znów jednak ta wada wzroku się uaktywniła. Zaklęła pod nosem, bo to już nie było normalne. Wyszła z toalety, patrząc sobie pod nogi. Nagle wyrosła przed nią trójka ludzi.
-Pójdzie pani z nami, panno Marie Collins. – oznajmił mężczyzna o dziwnie znajomej twarzy. Marie nie wiedziała jednak z jakimi faktami go skojarzyć.
-Przepraszam najmocniej, ale nie znam pana i ponadto jestem tu z klasą na wycieczce.- chciała wyminąć mężczyznę z grzecznością w głosie i gestach, ale jeden z jego pomocników pchnął ją na ścianę.
-Nie zniosę słowa sprzeciwu, panno Collins.
-Niech mnie pan zostawi!- krzyknęła, mając nadzieję, że zwabi tu kogoś, kto mógłby jej pomóc. Uczepili się jej obcy ludzie. Zaczęła przesuwać się drobnymi kroczkami wzdłuż ściany, żeby być bliżej drzwi. Nie wiedziała jak zadziałać, żeby im się wymknąć.
Nikt nie przychodził.
Samoobrona? Dobrze by było, gdyby coś  z tych kursów teraz miało jakiś skutek. Rzuciła się na typka spod drzwi, obdarzając go ciosem z lewej pięści prosto w mostek. Skulił się w bólu, tracąc oddech. Pchnęła go na pozostałych i  wystrzeliła z łazienki.
Długi korytarz, szatnia i ani żywego ducha.
Przeskoczyła nad ladą i schowała się w szafce, na jej szczęście zupełnie pustej. Najwidoczniej ci, którzy chcą ją zabrać zadbali o każdy szczegół porwania.
-Sprawdźcie, którędy pobiegł Obiekt 20! Czekam w furgonetce!- oznajmił mężczyzna o siwych włosach, który przewodził porywaczom.
Obiekt 20? O czym on bredził? To ona ma być tym obiektem? To brzmiało co najmniej jak jakiś dowcip. Wyjrzała z szafki, wystawiła lekko głowę nad ladę. Zauważyła ich. Na szczęście stali zwróceni do niej tyłem, więc mogła skryć się ponownie i opanować oddech. Nie będzie tu przecież czekać, aż w końcu zachce im się sprawdzić szatnię. Musiałaby odwrócić ich uwagę czymś skutecznym.
Jakimś zbiegiem okoliczności jedne z drzwi w toalecie trzasnęły z hukiem, co ściągnęło uwagę  jej przeciwników. Pobiegli tam. Przez moment wpatrywała się z ukrycia w drzwi toalety, a chwilę później z pomieszczenia wydostał się ten sam mężczyzna, z którym wymieniła kilka słów na Sali w muzeum.
-Słabo się kryjesz, młoda. Wyjdź spod lady. Dziwne, że oni niczego nie zauważyli. Nie musisz się niczego obawiać.
-Ale ja nie jestem wam do niczego potrzebna!
-Ubierz to, załóż kaptur i chodź ze mną. Na zewnątrz na pewno zauważysz sporą ilość podejrzanych ludzi z Abstergo.
-Ab-co…?
-Firmy, która chciała zabrać cię ze sobą.
-Nie rozumiem po jaką cholerę, skoro jestem zwykłym uczniem na szkolnej wycieczce.- jęknęła. Mężczyzna zerknął na nią znacząco.
-Tych dwóch ochroniarzy, którzy cię zaczepili, nie było w istocie obsługą muzeum. Tutaj najłatwiej jest im znaleźć ludzi, takich jak ty. To przez pewne specjalne zdolności. Nie zauważyłaś wtedy nawet, że zaczęłaś wodzić palcami niebezpiecznie blisko eksponatów, jakbyś chciała przerysować te wiadomości. Ci dwaj to spostrzegli. Dałaś się im złapać, dziecino. Podejrzewam też, że od tej pory nie będziesz bezpieczna nawet w swoim własnym domu. Templariusze znajdą cię wszędzie.- oznajmił. Dziewczyna niedowierzała.
-Templariusze? Ci Templariusze? Tamci też? Co pan im zrobił?!
-Nic groźnego.- odparł spokojnie i zaczął analizować ich położenie.- Głównym wyjściem się nie wydostaniemy. Chodź.- mężczyzna w delikatnych okularach na nosie wcisnął jej bluzę w ręce, złapał za ramię i pociągnął przez szatnię do wyjścia dla personelu.- Wciągaj bluzę. Niestety nie dasz rady wspinać się po budynkach. Musimy kluczyć bocznymi uliczkami. Trzymaj się mnie i staraj nie tracić tempa. Kiedy będę kazał ci wskoczyć do samochodu, zrobisz to.
-To trochę jak porwanie…- sapnęła, zszokowana takim obrotem spraw. Niewiele do niej docierało.
-Z jednym szczegółem. Ty zdajesz się iść ze mną dobrowolnie.- szatyn obdarzył Marie sympatycznym uśmiechem. Dziewczyna posłusznie ubrała czystą, szarą bluzę, ale wciąż targały nią różne emocje. Nie może przecież pójść ot tak sobie z zupełnie obcym człowiekiem, który wrzucił w nią kilka bajek. Zaskakujące było to, że jednak jakoś ze sobą współgrały i zdawała się łyknąć przynętę.
Z drugiej strony nie zawróci też i nie będzie czekać, aż ją porwą zanim wycieczka zakończy obchód. Szybka decyzja.
Spojrzała na mężczyznę pewniejszym wzrokiem i założyła kaptur na głowę, na znak posłuszeństwa co do planu ucieczki.
Wystrzelili oboje w boczną uliczkę i krążyli między śmietnikami, zatrzymując się, gdy na horyzoncie z daleka pojawiała się wroga postać.(jeśli dotarłeś do tego momentu wpisz xyz w komentarzu) Mężczyzna poganiał ją. Zwolniła znacznie, nie miała przecież tak dobrej kondycji jak on.
-Już nie dam rady!
-Tam są! Brać ich!- do zaułka wskoczyło dwóch odzianych w prochowce mężczyzn. Mierzyli do nich z broni palnej. Dziewczyna przyspieszyła w przypływie adrenaliny, równocześnie szacując swoje szanse na przeżycie.
-Wdrap się na ścianę, zatrzymam ich.- zauważyła przelotem, że jej towarzysz również wyjmuje zza pazuchy broń palną, a wrogów wciąż przybywało. Udało jej się zawisnąć na ścianie. Jeden z  pocisków śmignął jej tuż obok głowy. Pisnęła w nagłym przerażeniu, ale to pomogło jej podciągnąć się na mur. Jeśli teraz uda jej się wskoczyć na dach, na pewno jej nie sięgną. Zza muru nadciągali kolejni wrogowie. Wyraźnie ich otoczyli. Balansując intuicyjnie na ugiętych nogach, Marie przeszła po murze, by zaraz wskoczyć na dach. Dachówki nie były zbyt wytrzymałe i uciekały jej spod rąk. Stanęła z powrotem na murze i zaczęła ciskać kawałkami dachówek w przeciwników. Jednemu nieprzyjemnie rozcięła głowę. Padł jak długi, jeszcze chwilę słaniając się na nogach. Skończyły jej się dachówki. Jeszcze jedno podejście. Tym razem już szatyn dołączył do niej na murze.- Podsadzę Cię.-rzucił krótko, by przyspieszyć jej wspinaczkę. Cudem uniknęła pocisku. Zmęczenie dawało jej się mocno we znaki. Musiałaby je jakoś zignorować.
-Daleko jeszcze?- sapnęła.
-Zaraz powinniśmy zgubić pościg.- pociągnął ją za sobą. Zbliżali się do krawędzi.-Skacz!- rzucił przymierzając się do długiego skoku. Zamknęła oczy, nie chcąc nawet patrzeć na tą przepaść. Puścił ją, a zaraz potem przeturlała się, amortyzując upadek.- Całkiem dobrze się spisujesz. Jeszcze dwa budynki przed nami.- ostrzegł, podając jej rękę, by mogła się podnieść. Przeskoczenie kolejnych dwóch budowli nie było już takim wyzwaniem, jak ten pierwszy skok. Podobnie miało być i teraz.
-Nie przeskoczymy całego placu!- Marie spanikowała.
-No to do wozu!- wycofał się i kilka kroków, a na jego twarzy zjawiło się rozbawienie.
-Co?!
-Do wozu!- mężczyzna wziął rozpęd i skoczył z budynku prosto do wozu pełnego liści. Obserwowała go jakby w zwolnionym tempie. Leciał z pewnością na twarzy, rozkładając ręce. W połowie dystansu obrócił się na plecy i wpadł bez większego problemu do ciężarówki.
Marie obejrzała się za siebie. Dwóch przeciwników wspięło się na dachy. Zaczęli ich gonić. Stała na krawędzi. Jedynie odbiła się od podłoża i poszybowała w dół, niemal identycznie jak jej dotychczasowy towarzysz.

Mam nadzieję, że się podobało i że komuś chce się czytać moje wypociny.
POZDRAWIAM!
A jutro znowu do roboty.
Ta zmiana czasu...
Nie wysypiam się znowu ;-;

EDIT: Skończył mi się Zetsuen no Tempest. Znów nie będę miała co oglądać ;-;

7 komentarzy:

  1. Mimo, że moja jedyna wiedza na temat Assasins Creed jest to, że jest grą, to fanfiction bardzo mi się podobał ^^ Można liczyć na kontynuacją? ;3 Proszeee

    P.S Moje sny też są mocno zmanipulowane przez podświadomość, ale dlatego je uwielbiam ^^"

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku... Ja też pisze fankici, ale do pewnej książki :)
    O Assassin's Creed mam naprawdę znikome pojęcie, co nie znaczy, że "wypocinki" nie zaciekawiły ! ;>

    Ach. też miewam głupie sny, ale dziwni ludzie już chyba tak mają co ? ^^
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurczę! Dodałam sobie Twój blog do obserwowanych, ale nie wyświetlało mi nowych postów, tak jakbym chciała i kilka przegapiłam. Cóż za fatalne zrządzenie losu.
    ~*~
    Um, deja vu jest paskudne. Czujesz, że czułaś już kiedyś ale jednak nie. Okropne. XD co do uśmiercania, jak pisałam niegdyś opowiadanie, to też wzruszałam się przy scenie śmierci. Mistrzowie! XD
    ~*~
    Przepraszam, ale dziś już nie przeczytam opowiadania, bo zaczęłam, jednak moje myśli uciekają zupełnie gdzieś indziej. W każdym razie, weny życzę i kurczę, muszę częściej sprawdzać bloga. Zdecydowanie. : )

    OdpowiedzUsuń
  4. xyz XD
    Gratuluje czterdziestej notki! Oby było ich następne czterdzieści,albo jeszcze więcej :3
    Jej kocham Assassina, a ten fanfic jest świetny :) Przyznam, że jeszcze nie było takiego fanfic'a, którego przeczytałabym w całości,ale ten był na prawdę świetny ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluje 40 notki Kocie!
    Wiem co masz na myśli pisząc, że ryczysz kiedy piszesz rozdział na bloga. Sama tak często mam jak coś opisuje, czy nawet piszę notki u siebie w innym wydaniu jak do zwykłego wpisu. Jeny, moja biedna Aikoo *hug* ;_;
    Moje sny zazwyczaj są bezsensowne i głupie :<
    Jeny. Jeny. Jeny. Od dawna nie śledzę blogów z opowiadaniami, nie czytam jakiś fragmentów ani nic. Wchodzę sobie na bloga Aikoo i sama z siebie wszystko czytam. Co Ty ze mną robisz?! ;__;

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgłaszam tajny kod XYZ, powtarzam XYZ. Odbiór xD
    Fajnie piszesz, tak wciągająco ^^

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.