Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 7 kwietnia 2013

|0044| MACIE WIĘCEJ, BO WIDZĘ, ŻE SIĘ PODOBA

Jak wyżej.

III.  Ukryta prawda.

Oliver wraz z Sinem spojrzeli na czarnowłosego z ukosa.
-O ile to nie doskonała zgodność.
-Co to znaczy?- dziewczyna była zdezorientowana.
-Dzięki tobie, jesteśmy krok do przodu.
-Wiecie kim byłam w tej maszynie?
-Na razie trudno jest nam podłączyć się pod nasze serwery z innych filii, jednak za jakiś czas dowiemy się więcej.
-Victoria Sartor.-  dziewczyna spojrzała na swoje ręce. Odgięła lewą dłoń, bo przysięgłaby, że jeszcze przed chwilą miała na ręce ukryte ostrze.- Dziwne, skądś znam to uczucie.- uśmiechnęła się, zaniepokojona.
- Wspominałaś o tym, że znałaś zleceniodawcę pościgu daleko przed tym jak tu przyjechałaś?
-Tak, ale nie mogę sobie za nic przypomnieć gdzie i kiedy to mogło mieć miejsce.- chwyciła się za głowę, wzdychając.
-Collins, Collins…- Jean po raz pierwszy wykazał się zainteresowaniem nowo przybyłą. Począł wstukiwać coś w komputerze.- Twój ojciec pracował w firmie komputerowej.
-Nie, miał jedynie swój komis. Chwalił się nawet ostatnio piętnastoleciem pracy.
-George Brigand. Mówi ci coś to nazwisko?- spytał. Pokręciła głową.- To dziwne, bo twój ojciec widnieje w aktach jego firmy.
-Niemożliwe. Pracowałam u taty przez jakiś czas, wiedziałabym o tym.- ściągnęła brwi, mrużąc przy tym oczy w zdziwieniu. Próbowała przypomnieć sobie to nazwisko, bo kiedyś szperała na temat firmy w dokumentach ze zwykłej ciekawości poganianej nudą.
-Jeszcze nad tym posiedzę.- mruknął Jean, zamykając się na dobre w swoim obiegu z komputerem.
-Podejrzewam, że Jean znajdzie coś ciekawego w tej sprawie. Cała ta otoczka jest intrygująca.- Oliver przerwał głuchą ciszę.
-Jak dla kogo.-fuknęła dziewczyna.
-Mniejsza o to.-mężczyzna machnął ręką, co spotkało się z jej dyskretnie zdawkowym spojrzeniem.-Na pewno nie uczestniczyłaś nigdy w takim procesie?-wskazał na kozetkę A8.- Nie, to przecież niemożliwe, żeby spotkać takiego Animusa w byle sklepie.- szatyn podrapał się po brodzie, poprawił okulary i odjechał na krześle od machiny, po czym machnął ręką na Marie i Kurta. Mieli iść z nim do jadalni.
Zaraz przed wejściem do innego pomieszczenia, zapytał czy piją kawę o tych godzinach.
-I tak już nie zasnę. Niech będzie.- usiadła przy stole, na krześle znajdującym się zaraz przy drzwiach. Gdy dostała kubek ze świeżo parzoną kawą, otworzyła usta by o coś zapytać.- Panie Oliver…
Przerwał jej jednym, władczym gestem.
-Oliver, tylko Oliver. Do innych też możesz się zwracać po imieniu.- mężczyzna w długich, związanych w kitkę włosach spojrzał wymownie na Kurta.
-Pewnie, że tak. Czy ja jej zabraniam? Jest niewiele młodsza ode  mnie.- czarnowłosy zasiadł pod drzwiami i ziewnął.
-Teraz czas na zasady. Słuchaj uważnie, Marie. Bez naszej zgody nie opuszczaj budynku. Nawet jeśli nas nie będzie, wyjdziesz z łatwością, ale trudno będzie już ci wrócić do środka. Gdyby nas nie było staraj się monitorować wszystko z kokpitu w salonie. Jeśli działoby się coś niepokojącego, przebiegnij się po Sali treningowej i uruchom osiem włączników. To zabezpieczy budynek przed niechcianymi gośćmi na tyle na ile się da.
-Rozumiem.- przytaknęła.
- Gdy włączy się alarm, dotrze do nas odpowiednia informacja. Ponadto nie wsiadaj do Animusa 8 bez nadzoru. Od czasu do czasu sprzęt wymaga gruntownej odbudowy i na chwilę obecną powinien być już nieczynny. Lepiej nie kusić losu.
-Zrozumiano.- dodała znów.
-Cieszy mnie to!- oznajmił z beztroskim uśmiechem na ustach i widać było, że odetchnął z ulgą.
Wtem do kuchni wbiegł Jean, szybko dostawił sobie krzesło obok Marie i tam zajął miejsce.
-Wygrzebałem kilka ciekawostek! Radzę ci się złapać tego krzesła. To będą raczej szokujące informacje. Gotowi?
-Nie wiem.- zająknęła się.
-Co by nie było. Nie pozostaje ci nic innego, jak porzucenie przeszłości na dobre. Mniejsza… Znalazłem informacje odnośnie tego, że Marie została adoptowana przez Iana Collinsa. Adopcję załatwił twojemu ojcu sam Brigand, Marie. Co się okazuje, z zapisków psychiatry dziecięcego, miałaś rozdwojenie jaźni swojego czasu.- Jean był zadowolony z informacji jakie udało mu się znaleźć. Dziewczyna jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się tępo w ekran, wstrzymując oddech. Nic jej te wyświetlone literki nie mówiły.
-A… A biologiczni rodzice?-
-Nieznani, prawdopodobnie martwi.- J. spochmurniał, gdy spojrzał w końcu na bladą twarz brunetki.
-Teraz to zaczyna mieć sens. Brigand musiał mi się zatrzeć w pamięci, gdy skończyłam pięć lat, ale wciąż nie wiem, dlaczego tak dziwnie się czułam po wyjściu z tego ustrojstwa.
-Dobra. Zostałaś adoptowana w wieku pięciu lat, będąc po przejściach z psychiatrami.  Dzieci często nie odróżniają względnej fikcji od rzeczywistości, a to co, dzieje się w Animusie to taka druga rzeczywistość. Może stąd to rozdwojenie jaźni.- Jean wyjaśnił szybko sytuację.
-J., sugerujesz, że testowali na niej prototyp Animusa?! Przecież to niedorzeczne!- Oliver się oburzył.
-Ale możliwe, jeśli Templariusze są skorzy do porwań, morderstw i jeszcze gorszych rzeczy! Nie zdziwiłoby mnie, gdyby młoda od małego była na odstrzał, tylko dlatego, że jest asasynem. Pomyśl jak oni, Oliver! Wszystko jest możliwe.- syknął Jean.
Dziewczyna mruknęła coś słabo o tym, że idzie do toalety. Kurt odprowadził ją wzrokiem do drzwi. Wyszła na halę treningową. Nie było jej smutno. Nie czuła się rozczarowana. Zamiast tego zaczęła ogarniać ją zwykła wściekłość.
-Wujcio Brigand.- warknęła sama do siebie, z trudem zaczynając wspinać się po pudłach.  Nie czuła zmęczenia, dopóki była skupiona na otoczeniu, a nie na sobie. Nie spostrzegła nawet, że w tej złości wdrapała się na sam szczyt. Spojrzała w dół. Wtedy „skok wiary” jak to później nazwał Oliver w jakiś sposób uporządkował jej myśli. Teraz jednak wóz z liśćmi stał na daleko, a upadek z tej wysokości groził wyłącznie śmiercią.
-Marie! Nie skacz! Wóz jest za daleko!- Sinister zdziwiony zauważył, że dziewczyna stoi już na szczycie. Wywabiony z salonu został przez kłótnię chłopaków.
-To go podstaw do jasnej cholery!- warknęła, gdy reszta wysypała się z jadalni jak na zawołanie. 
Cofnęła się od krawędzi by wziąć rozpęd. Widziała poziomą rurę przed sobą.
Rozpęd, skok, wybicie z rury, idealne wymierzenie celu i miękkie lądowanie. Została w tych liściach. Nie miała ochoty się stamtąd wynosić. Sama jednak była zaskoczona takimi umiejętnościami i brakiem strachu przed wysokością.
Sinister wskoczył do naczepy i zaczął przetrząsać liście. Odkopał ją.
-Czego?!- prychnęła. Dobrze, że to zrobiła. Przynajmniej nie zalała się z miejsca łzami. Emocje zelżały. Wyskoczyła z liści sama. Zerknęła na samą górę i wzdrygnęła się. Skoro teraz to nie sprawiło jej problemów, ciekawe co będzie następnym razem.
-Coś czuję, że z tobą będzie się zbiera na gorsze kłótnie niż z chłopakami.- Sin otrzepał ręce z brudu i wyskoczył z naczepy tuż za dziewczyną.
-Perfekcyjny skok i doprecyzowanie lotu.- Kurt komentował złośliwie, ale zdawał się być pod wrażeniem. Również Oliver. Jean zamknął się znów w wirze informacji. Marie chyba wybiła im z głów kłótnie przez ten swój wybryk.
-Jednak pójdę spać.- oznajmiła, gdy Oliver otworzył jej drzwi do głównego pomieszczenia.
Poszła do przeznaczonej jej sypialni. Znów zwinęła się w kłębek na brzegu łóżka, przykrywając się bluzą należącą do Kurta i zasnęła. Tym razem bez najmniejszego problemu.
                Oliver przyszedł w środku nocy, żeby sprawdzić jak się miewa i czy w ogóle udało jej się zasnąć. Bluza leżała na środku łóżka, Marie też przeniosła się bardziej na jego środek, spychając koc, którym mogła się przecież przykryć. Wyręczył ją w tym. Kurt zajrzał do pokoju i wywołał  stamtąd mężczyznę.
-Mówiłeś, że nie ma takiej kondycji, żeby od tak wspiąć się na taką wysokość. Po chwili w Animusie  ją wzięło? Jean ma rację. Musiała już w nim siedzieć, co najmniej miesiąc. Może wcale nie jesteśmy tak do przodu przed tym Abstergo, co?
-A co mogliby wyciągnąć wtedy z pięciolatki? Nic. To właśnie nasza przewaga, bo Marie teraz ma świadomość tego, co się dzieje, gdy jest w Animusie. Ponadto jedyne , co pamiętała  z tej sesji to imię asasynki. Niech Sin poszpera trochę na temat Victorii na naszych serwerach. Wiek szesnasty, jeśli dobrze kojarzę i o ile szczegóły nie robią mnie w konia.
-Dobra. Niewiele było kobiet asasynów w tych czasach, więc to nie zajmie wiele czasu. Mamy jeszcze nazwisko.- rzucił Kurt dla świętego spokoju.
-Że też nie jest w takim szoku. Jean chyba się przejął jej sprawą.- Oliver zmienił temat.
-Czego się spodziewałeś? Też był adoptowany. Pomyśl teraz lepiej jak ją w to wszystko wkręcić. Nie możemy od razu założyć, że nadaje się do zespołu…

Marie ocknęła się w trakcie ich rozmowy przed pokojem. Zostawili lekko uchylone drzwi, więc mogła wszystko usłyszeć. Z tego fragmentu rozmowy wyniosła tyle, że chyba nie do końca jej ufają, choć Oliver pokłada w niej spore i odczuwalne już przy pierwszym spotkaniu nadzieje.
Podniosła głowę. Okno sypialni prowadziło  na salę treningową. Gdyby nie hałasowało, mogłaby się przez nie wymknąć. Wzięła ze sobą koc, robiąc z niego ciepłą płachtę. Wtedy była wściekła, ale teraz może zobaczy na jakim poziomie znajduje się jej faktyczna kondycja.
Testować samą siebie. Nigdy tak o tym nie myślała, ale teraz jeśli będzie musiała zmierzyć się z niebezpieczeństwami większymi niż te,  jakie ją do tej pory spotkały, takie testowanie swoich możliwości pozwoliłoby jej pójść do przodu.
Wspinaczka nie była taka trudna, dopóki Marie miała oparcie dla nóg. Wymknęła się po cichu, więc tym samym sposobem będzie musiała wspiąć się na samą górę. Jednak dała radę, widząc ile metrów odległości jest między nią, a betonową podłogą i że jest to wspinaczka bez najmniejszego zabezpieczenia.
Legła na przedostatnim pudle, zmęczona ale rozluźniona. Cieszyła się sama z siebie, że nigdy nie chciało jej się wysilać bardziej niż na ćwiczeniach  wychowania fizycznego, a jest w stanie dokonać czegoś takiego. Przymknęła oczy.


Naprawdę aż tak wam się to podoba? Szkoda, że nie mam tego za wiele xD
Tym razem bez większych wstępów i zakończeń w notce.
Mam nadzieję, że tyle wam na razie wystarczy @.@




4 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba ;P
    Nw dlaczego ale zamiast dziewczyna przeczytałam dziewica ;D Aigoo co się ze mną dzieje ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie czwarta część? Nie mogę się już doczekać :3
    P.S Odpowiesz mi na pytanie pod wcześniejszym postem xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Mia, miaa.. Nadrobiłam poprzedni rozdziała i teraz ten i powiem Ci, że nawet nie zauważyła ilości tekstu ;D
    Ile planujesz części tej historii ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na jeszcze więcej XD Świetne to i przez ciebie mam taką ochotę na granie w Assassina,że nie mogę wysiedzieć XD

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.