Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

wtorek, 9 kwietnia 2013

|0045| ASSASSIN'S CREED FANFIC VOL. IV

Wybaczcie, że tak późno, ale z okazji 100 komentarzy na blogu macie kolejną część FF o Assassin's Creed.



IV. W końcu niespodzianka


Nie minęła chwila, jak Marie spostrzegła spod lekko uchylonych powiek, że jakaś półprzezroczysta zjawa nachyliła się nad nią, zdejmując kaptur z głowy. Dziewczyna podciągnęła się w miejscu. On był asasynem. Teraz widziała wyraźnie wszystkie kształty wiszące na wyraźnie męskiej sylwetce i ten dziwny symbol, jaki też pojawił się na jej stroju, kiedy była Victorią.
Zerknęła w dół, zaniepokojona. Czekali na nią? Nie. Strażnicy mierzyli do niej z broni. Skoczyła jej adrenalina. Zignorowała poprzednią halucynację, odpychając ją od siebie gestem ręki i nawet nie uświadomiła sobie, że skupiła się bezwiednie na drugiej.
-Co za…- zostawiła koc. Zaczęła zeskakiwać na dół po poszczególnych segmentach, by z najbliższej odległości powalić jednego ze strażników przy pomocy ukrytego ostrza. Czuła je na ręce. Znowu. Widziała nawet jego cień, mimo iż w istocie ostrza tam nie było. Wszystko rozpłynęło się, gdy zakończyła żywot domniemanego strażnika. Wtedy też jej oczom ukazał się Sinister. Najwyraźniej powaliła go, będąc zaślepioną przez halucynacje.
Zerwała się gwałtownie, zasłaniając usta dłońmi i niemal upadając po chwili na plecy.
-Ja… ci strażnicy.- skryła twarz w dłoniach. Po chwili spojrzała na swoją lewą rękę.- Gdyby ostrze tu było.
-Hej, hej! Mówisz o halucynacjach?- podniósł się zaraz do klęczek i przysunął do niej.- Ostrze?
-Ukryte ostrze. Korzystałam z niego jako Victoria.
-Chodź, musisz po prostu odpocząć. Ignoruj te halucynacje. Najwidoczniej ja stanąłem w złym miejscu. –machnął ręką na odczepne, żeby rozbroić sytuację.- Tym się nie martw. Chłopaki się o tym nie dowiedzą.

Jednak musieli ją o wszystko wypytać, wyciągnąć z niej jak najwięcej wiadomości i je wszystkie przeanalizować. Gdy zyskali wzajemne zaufanie nadszedł czas na treningi. Marie pomagała im wszystkim nawet w budowie nowego pokoju. Podobno żadna praca nie hańbi, jak to z uśmiechem na twarzy zawsze powtarzał Sinister.
Dwa tygodnie ciężkiej pracy już przynosiły rezultaty. Marie uspokoiła swoje halucynacje, gdy na nowo oswoiła się z Animusem. Sama nawet podejrzewała, że mogli na niej testować jakieś prototypy, skoro znała już uczucie wychodzenia ze wspomnień.
Efekt rozmycia odbił się wyraźnie na jej funkcjach motorycznych i poprawie wytrzymałości. Jak jej to wytłumaczyli, polega to na nieodwracalnym przejęciu niektórych sposobów zachowania i umiejętności przodka i że jest to efekt uboczny korzystania z Animusa, który ciężko uniknąć. Tak więc Marie, chcąc nie chcąc musiała te swoje umiejętności odpowiednio zagospodarować.
Niektóre przygody młodej Victorii przyprawiały ją jednak o zniesmaczenie i głęboką czerwień na twarzy. Nawet chłopakom oglądającym nagrania z sesji zdarzało się od czasu do czasu rzucić jednoznacznym komentarzem.
Wróciła akurat z treningu.
-I nie dziwi mnie, że ją tak nazywało wielu martwych już kronikarzy.
-Przecież nie była kurtyzaną!- rzuciła, wracając z kuchni z kartonikiem soku pomarańczowego. Wyczuła na sobie złośliwe spojrzenia.- Dziwką tym bardziej. Zdajecie sobie sprawę z tego, że obrażacie mojego przodka?
-Zdajesz sobie sprawę, że mogła twoją prababkę, bądź pradziada zrobić sobie z którymś z przechodniów?- sarknął Kurt, ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy. Dziewczyna odwróciła wzrok, wciągając przez słomkę resztę soku.
-Charles przewinął się tu kilka razy, o ile dobrze pamiętam.- po chwili namysłu spojrzała wymownie na Kurta.
-Ktokolwiek by nie wsiadł do Animusa, mógłby się zsynchronizować z twoją Victorią.-dodał czarnowłosy, krzyżując ręce na piersi.
-Co ja tam mogę wiedzieć.- westchnęła, zgniatając kartonik i rzucając nim celnie do kosza na śmieci. Obejrzała się tylko, czy nie spudłowała i wróciła do ekipy.- Jean…
-Jeśli chcesz zapytać o twoją sytuację, to sprawa ucichła po tygodniu. Nie chcieli chyba drążyć dalej i trafić na Briganda, albo sam się już tym zajął.
-No tak.- mruknęła.- Tak sobie myślałam ostatnio…- zsunęła się z oparcia kanapy i położyła na plecach nogi kładąc na podłokietniku.- … że ten Brigand zapłacił mojemu ojcu za adoptowanie mnie i żeby mnie przechował przez te kilkanaście lat tak, bym za bardzo za nim nie płakała.
-Collins szykował cię na taką ewentualność?
-Mogłabym to nawet nazwać partnerstwem a nie rodzicielstwem.- rzuciła ponuro, patrząc sobie na dłonie.- Jean, jesteś geniuszem w dziedzinie domysłów.- spojrzała na pewny uśmiech J., który za chwilę zniknął za butelką piwa, którą przyłożył do ust.
-Kiedy doszłaś do tych wniosków?
- Kiedy się tak dziwiliście ostatnio, że nie leżę rozryczana i nie tracę chęci do życia przez fakt, że jestem adoptowanym dzieckiem. Może i ściany są grube, ale drzwi i okna zdają się być wyjątkowo nieszczelne. Dobrej nocy.- podźwignęła się i ruszyła do siebie.
-Trzeba było powiedzieć, że to wszystko słyszysz.- odparł znów Oliver.
-Gdyby nie to, nie dowiedziałabym się wielu rzeczy.-oznajmiła. Pokręciła głową po chwili, zaprzeczając temu, co powiedziała.- Zwyczajnie przestałam sobie wmawiać, że było inaczej. Ta wersja jest mniej dołująca. Mogę już iść?- ziewnęła przeciągle. Przywłaszczyła sobie bluzę Kurta, tak samo jak jego pokój. Zaciszny kąt z widokiem na halę treningową stał się jej obecnym skrawkiem życia, jej małym azylem.
Zasnęła w bluzie i pożyczonych spodenkach. Już całe dwa tygodnie nie miała na sobie nic z własnych rzeczy. Jedyne, co mogła jeszcze nosić, to jeansy, które i tak podarły jej się przy ostatniej wspinaczce.

Minął miesiąc. Treningów wciąż nie było końca, a zaangażowanie w życie grupy znacznie pomogło Marie się rozluźnić.
Kodeks asasyński przekazywali jej w urywkach. Musiała wychwycić odpowiednie informacje, zakodować je sobie i znać, by móc je ewentualnie przekazać dalej.
Zaczęli jej również organizować wyścigi na czas. Dziewczyna musi wtedy przebiec określoną trasę jak najszybciej, ponadto dodatkowo zbierając obręcze, chorągiewki, niszcząc lotki, czy szukać niestandardowych fantów.
-Świetnie ci idzie, Marie! Robisz postępy!- Sin tym razem został, żeby wykonać z nią ten trening. Reszta chłopaków musiała pilnie wyjechać.
Dziewczyna o oliwkowozielonych oczach podbiegła do niego, dając mu całą sumę skórzanych bransolet, które zakładała szybkim ruchem na nadgarstki w trakcie biegu.
-Nawet się specjalnie nie zmęczyłam.- sapnęła, uśmiechając się dowcipnie.- Te pudła znam już na pamięć…- nachyliła się i podparła prostymi dłońmi o kolana.
-Dobra, dobra. Chodź na piwo.- rzucił w przerwie między chichotami.
-Co? Co ze mną nie tak?- dogoniła go w progu kuchni.
-Masz nagą strzałkę na tyłach.- rzucił, otwierając drzwi lodówki i wyjmując z niej dwie butelki alkoholu. Poczerwieniała na twarzy bardziej niż mogła do tej pory. Chwyciła się za pośladki i faktycznie, wyczuła rozdarcie.
-Kurt mnie zabije za te dresy.- jęknęła, a po chwili wpatrywania się zażenowanym wzrokiem w sufit, zwróciła twarz w kierunku Sinistera.- Gdzie się patrzysz?
- Wypada zwracać uwagę na takie rzeczy.- wzruszył ramionami.
-Mniejsza… Jak to się stało, że jesteś tutaj?- spytała, siadając przy stole, na miejscu, na którym blondyn postawił jej butelkę.
-Moi starsi nimi byli. Co prawda Zakon Asasynów miał już dawno przestać istnieć, ale jesteśmy jeszcze my i kilka innych filii rozsianych po świecie. Z Animusa możesz się wiele dowiedzieć.- rzucił z przerwą na łyk napoju.
-Jak się naprawdę nazywasz?- zadała kolejne pytanie ze zwykłej ciekawości. Sin ściągnął delikatnie brwi.
-Sinister, po prostu Sinister.- mruknął szorstko. Poznała od razu zmianę w jego głosie. Zrobił się niepotrzebnie podejrzliwy.
-Tak tylko pytałam.- bąknęła.- A w ogóle pochodzisz z Francji?
-Jean i Oliver, tak. Ja i Kurt musieliśmy się tu przenieść. Z przyczyn oczywistych.
-J. pokazał mi raporty, które w jakiś sposób zdobyliście.- odparła głośniej, chcąc szybko zmienić temat.
- Nie ma to jak swój kret w obcej firmie. Część raportów jest moja.- uśmiechnął się tajemniczo.- To była fucha.- westchnął i opróżnił resztę tego, co mu zostało z piwa.
-Ciężka robota, co?
-Jak każda inna.- dodał bez namysłu.
-Zastanawia mnie dlaczego tym razem, któryś z was został w bazie mimo nagłego wypadu.
-Kosmetyczne sprawy mnie nie kręcą.- spojrzał jej w oczy, uśmiechając się zawadiacko. Wciągnęła cicho powietrze przez nos.
-Wolisz brać na siebie konkretną robotę?
-Przynajmniej wiem, że jak schrzanię jedno to tylko to.- rozłożył się na krześle, a jego nogi wylądowały na stole.- A ty? Do jakiej pracy moglibyśmy cię przydzielić?
-Nie mam pojęcia.- przyznała sobie szczerze.- Ja się do tego nie nadaję. Chyba od razu byłoby po mnie widać, że coś kombinuję.
-Zobaczymy.- rzucił krótko, bawiąc się pustą butelką. Spojrzała na Sinistera, zaskoczona.
-Szykujecie coś?
-Sama pewnie zauważyłaś, że tych kontenerów nie da się ustawić na wiele sposobów. Polecimy raz, czy dwa w teren i się zobaczy.- zniżył głos znacznie, puścił do Marie oczko.
-W końcu świeże powietrze!- gdy to oznajmiła, widok na świat przesłonił jej spory kawał materiału, a po chwili do brzucha przyciśnięty worek. Następne dwa wylądowały pod drzwiami.
-Jak ci poszedł trening. Tak na początek.- rzekł Kurt grobowym tonem.
-Znośnie, bez większych ambicji.- odburknęła tym samym głosem, ściągając z twarzy bluzę.
-Na czas?
-Nawet przed, z kompletem bransolet!- wtrącił Sinister. Dziewczyna rzuciła na niego ukradkowym spojrzeniem, po czym zainteresowała się zawartością toreb. Bluza z głębokim kapturem podszytym czerwonym materiałem była zapinana od mostka w górę. Kieszeń na brzuchu była zapinana na suwak, dwie kolejne na plecach wyglądały jak przygotowane na inny arsenał niż drobniaki i telefon. Wszystkie torby Marie chciała przejrzeć na miejscu, ale gdy otworzyła tą, która jako pierwsza wylądowała na jej kolanach, zamknęła ją od razu, zanim którykolwiek zdążył zajrzeć jej przez ramię do środka. Zawartość tej torby sprawdzi sama, w swoim pokoju.
-Za co wyście to kupili?- była zaskoczona takim prezentem.
-Odrobisz w robocie.- Kurt zaapelował bez ogródek. Zajrzał do lodówki, szukając piwa.
- W jakiej robocie?- pytała dalej, podejrzewając już jednak, że chodzi o wypad na zewnątrz. Zerknęła na ubrania po raz kolejny. Po chwili w momencie całkowitej pewności, spojrzała na Sina.- Kosmetyczne sprawy?
Blondyn nie ukrywał tłumaczącego się uśmieszku i towarzyszącego temu wzruszeniu ramionami. Dziurę w dresie, jaki miała w tej chwili na sobie zaraz ukryła, przewiązując bluzę na biodrach. Podniosła się szybko, chcąc jednocześnie chwycić wszystkie worki i butelkę.
-Dzięki chłopaki.- rzuciła. Kurt jako pierwszy położył dłoń na jej piwie.- Ej!
-Myślisz, że nie widziałem dresów? Ciesz się, że to tylko piwo.- syknął, mrużąc oczy.

Koszulki, dwie bluzy, trzy pary spodni, jej własny dres, spodenki, buty do biegania, dwie koszule, kurtka i nawet buty na obcasie.
Zaczęła to wszystko układać na półkach, bieliznę zostawiła w worku. Zawartość tego ostatniego worka przejrzała na końcu.
-Zboczeńcy.- fuknęła, nie powstrzymując się od niespokojnego uśmiechu. Po chwili jednak musiała ten śmiech powstrzymać. W worku z bielizną było coś niezwiązanego z właściwą zawartością. Poznała uproszczony mechanizm od razu. Założyła na lewą rękę opaskę na przegub i pozapinała pasy na odpowiedniej długości. Ostrze nie było stalowe. To była inna, delikatniejsza, a może i nawet wytrzymalsza struktura. Włókno węglowe. Wysunęła go kilka razy, a gdy usłyszała pukanie do drzwi, ściągnęła rękaw, zasłaniając zdobycz całkowicie.
Do środka wszedł Oliver.
-I jak?
-Tyle mi było trzeba, dziękuję.- odparła nerwowo. Na bieliznę zarzuciła koc, obserwując ukradkiem zaciekawienie na twarzy Olivera.
-Akurat to, co teraz leży na łóżku, pod kocem – uśmiechnął się ciepło – załatwiłem ci przez moją znajomą.
-Nawet nie śmiem spytać, kiedy zdjąłeś ze mnie miarę.
-Kozetka jest do tego idealna.- rzucił rozbawiony, wspierając się o ścianę i poprawiając okulary na nosie. - Właśnie! Nie po to tu przyszedłem. Dziś nad ranem mamy trening w terenie.
-Już dzisiaj?!
-Oczywiście. Podobno tęskno ci za świeżym powietrzem.- wyrzucił z siebie dość melodyjnym tonem.
-Trudno, żeby nie. Idzie ześwirować bez gołego nieba nad głową co jakiś czas.
-Przyzwyczajaj się- otworzył drzwi by wyjść.- Obudzi cię któryś, kiedy będziemy ruszać.
-Dzięki za uprzedzenie.- Marie odprowadziła Olivera wzrokiem, a gdy już była pewna, że zamknął drzwi na dobre, zaczęła wszystko zgarniać z powrotem do worka.
Czuła, że teraz będzie się mogła wykazać. W końcu te intensywne treningi i efekt rozmycia działały na razie na jej korzyść, jeśli nie liczyć kilku pościgów za projekcjami jej mózgu, co na szczęście ujawniało się jedynie, gdy była sama.

Tak jak Oliver zapowiadał, wyjechali tuż po lekkiej drzemce, zarzekając się, że reszta wypoczynku nastąpi potem – po treningu w terenie.
Jechali tak dobrą godzinę, ciemnym Vanem, przez różne miasteczka i wsie. Slumsy przywitały Marie mieszanką świeżego powietrza i niemiłego aromatu ze śmietniska.
Przez głowę w jednej chwili przemknęła jej myśl, by od razu wspiąć się na dach, żeby dłużej nie narażać się na te zapachy.
-Masz swoje świeże powietrze, mała.- Sinister szturchnął ją nie tyle dla zaczepki, co by rozpocząć wyścig na dach.
Dał jej fory – przynajmniej tak to wyglądało z brzegu. W rzeczywistości Marie podłapała sytuację szybciej i śmignęła na dach tuż po sygnale. Ostrze założyła sobie prawidłowo, bo nie wadziło przy wspinaczce. Usiadła więc na krawędzi dachy, patrząc na chłopaków z góry i zerkając z uniesionymi brwiami na Sinistera, który dopiero potem wskoczył na dach.
-Cwaniara.- wydusił z siebie.
-Miałam za co złapać.- zauważyła. Jej trasa wspinaczki była usiada w dziury, ubytki i wypukłości, a budynek miał trzy piętra wysokości.
-Zdarza się.- machnął ręką, żeby poszła za nim. Reszta ekipy dołączyła do nich chwilę później.
-Imponujące!
-Co takiego?
-Jak do tej pory, to Sin był pierwszy na tym budynku.- oznajmił Oliver głosem pełnym podziwu.
-Miałam fuksa.- zbagatelizowała to w zasadzie niepotrzebnie. Zaczęła już na zapas rozglądać się po dachach i swojej przypuszczalnej trasie treningowej.
-Może… Nieważne!- zakrzyknął po chwili.- Twoje zadanie to odnaleźć na tym terenie latarenki i zapalić je wedle numerów w podanej kolejności.- oznajmił szatyn, wręczając dziewczynie opaskę na rękę z wypisanymi numerami. Od razu ją założyła, starając się już zapamiętać ich kolejność.
-Żaden problem.- uśmiechnęła się sprytnie.
-Już ja wiem, co to za uśmiech! Otóż haczyk jest taki, że jeśli zapalisz latarenkę inną niż podana w następnej kolejności, to wszystkie dotychczas zapalone, zgasną i zadanie musisz wykonać od nowa.
-No, tak.- westchnęła zrezygnowana.
-Powiedz jej o nagrodzie.- napomknął Kurt uśmiechając się szelmowsko.
-Nagroda to ubrania, które dostałaś. Przegrana oznacza tyle, że zabieramy ci je wszystkie i zostajesz w tym, co masz na sobie.- Oliver skrzyżował ręce na piersi. Kurta nie opuszczało poczucie humoru. Najwidoczniej założył z góry, że przegra wszystko, co dostała.
Collins otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale się powstrzymała. W zasadzie nawet przy takim układzie wciąż zostaną jej bluza, spodnie i buty, jakie ma na sobie.
-Startuj, masz dwadzieścia minut.
Na każdą latarenkę miała nieco ponad minutę. Numerków na opasce było piętnaście. To już zakrawa o prawdziwy trening. To było coś, na co czekała. Spięła się i zaczęła intensywniej przeszukiwać teren w poszukiwaniu fantów.


A co będzie się dziać w następnym epizodzie: Kto myśli co ciekawego będzie się dziać wedle muzyki? Dałabym bardziej sugerującą nutę, ale wszystko będzie wiadome (niech ktoś sobie znajdzie "Lorne Balfe - Villa Under Attack")

2 komentarze:

  1. Suuuuper roździał (jak zawsze) :3 Kiedy będzie ciąg dalszy :3

    OdpowiedzUsuń
  2. JA CHCĘ WIĘCEJ :CC
    Swoją drogą rozpisałaś się na te 100 komentarzy ^__^
    NIE ŻEBYM NARZEKAŁA <3

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.