Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

wtorek, 16 kwietnia 2013

|0048| UWAGA. DOCZEKACIE SIĘ...!

Notka o snach na pewno się pojawi, muszę tylko zebrać myśli, żeby nie przekazać wam tego nazbyt chaotycznie.
TAK, MOI DRODZY!
Aikooś żyje i ma się całkiem dobrze, jeśli nie liczyć kilku odcisków xD

A teraz zapraszam na kolejną część fanfic'a.
Mam nadzieję, że tym razem długość będzie satysfakcjonująca.
No to, do uczytania następnym razem:

VI. Ewakuacje przez halucynacje


Pożółkłe ściany dużego pomieszczenia zastawione były regałami i sprzętem elektronicznym. Wszystkie szafki były połączone kablami z obudowanym stołem z którego zniesiono właśnie półprzytomną Marie. Przytargano ją przez całe pomieszczenie do małej klatki z materacem w rogu pokoju.
-Suko. Zabiłaś kilku moich ludzi. Zapłacisz za to.-syknął krępy mężczyzna w fartuchu, spod którego widać było całkiem drogi garnitur. Nie słuchała go już. Rozgorączkowana, z promieniującym bólem ramienia, który wzmagał się przy gwałtowniejszym ruchu, skuliła się ostrożnie na materacu. Już dostatecznie jej się oberwało za tamto. Założyli jej opatrunek tylko dlatego, żeby nie pobrudziła podłogi, a tuż po wyjęciu kuli z rany miała się zalogować do Animusa. Nie chciała tego zrobić wiedząc, czym ryzykuje, a drugie tyle, że nie mogła tego zrobić, bo kręciło jej się w głowie od tej gorączki. Zabrali jej ostrze i rozłożyli na części pierwsze, skanując każdą część i szukając czegoś co ich naprowadzi na trop asasynów. Udało im się znaleźć nadajnik, ale ostrza z powrotem złożyć się nie dało. Z niemałą satysfakcją i przerażeniem dziewczyna oglądała poczynania dwóch naukowców, zmagających się ze specyfiką tej morderczej i cichej broni.
Nie przyjdą po nią. Zaczęła się powoli godzić na ten los, ale nie wiedziała jak długo może się stawiać tym obcym ludziom i udawać osłabienie po zetknięciu z Animusem. Minął tydzień. Raną zajęli się lekarze kilka dni wcześniej. Oczyścili ją i dali antybiotyki oraz zastrzyki przeciwbólowe. Powinno być lepiej - mówili. Dostali wcześniej informacje, że pacjentki nie można zawieźć do szpitala. Zresztą, szpital był na przeciwko. Dostali zakaz mówienia do więźnia i nakaz szybkiego uwinięcia się z robotą pod różnymi groźbami za niewykonanie tego na czas.
Współpraca, albo śmierć. Taki był warunek. Spanikowała. Wybrała to pierwsze. Ociągała się jednak, starała się jak najdłużej doprowadzać  poszczególne sekwencje odczytywanych wspomnień do końca. Znała te wspomnienia. Już przez nie przechodziła, ale nie mogłaby dopuścić do tego, żeby Abstergo dowiedziało się więcej o jej przodkach niż jej grupa.
Darowali sobie, była tego pewna. Nie warto ryzykować życiem dla ofiary z góry skazanej na śmierć z ręki Templariuszy.

Którejś nocy jednak ta ofiara nie mogła zasnąć. Przewróciła się na drugi bok znów widząc te halucynacje. Ktoś wbiegł do pokoju, zajrzał do skrytki w podłodze, na której miejscu teraz stało biurko, a gdy zobaczył, że to coś jest bezpieczne, zamknął wieko i wyskoczył oknem. Przetarła czoło wierzchem dłoni, próbując odgonić te dziwne wizje. Podniosła się z miejsca po chwili, szukając przy pomocy Orlego Zmysłu czegoś pod biurkiem, jakiegoś oznaczenia. Wtem do pomieszczenia wpadł ten sam krępy mężczyzna. Podbiegł do klatki i otworzył ja, szarpiąc Marie za włosy.
-Ile tego plugastwa, poza tobą będzie się tu jeszcze kręcić?!- cisnął nią w stronę klatki po czym spanikowany rzucił się w stronę biurka by nim zabarykadować drzwi. Nie udało mu się. Do pomieszczenia wpadła zakapturzona postać. Ku zaskoczeniu naukowca, wskoczyła na mebel i z niego na mężczyznę, sztyletem przebijając jego gardło na wylot. Asasyn podniósł się z miejsca, strzepnął krew z ręki i postąpił kilka kroków w stronę Marie nic sobie nie robiąc z krwi pozostałej na ubraniu.
-Mamy mało czasu.- Kurt był jak zawsze poważny, jednak dało się usłyszeć w jego glosie nutę ulgi. Podszedł do Animusa. Roztrzaskał kokpit i wyjął z niego dysk twardy z ostatnich kilku sesji. Dziewczyna podniosła się w czasie kiedy on rujnował wrogowi sprzęt i podeszła do skrytki. Była zupełnie niewidoczna gołym okiem. Dopiero jeśli wyciągnęło się sęk z jednej z desek reszta delikatnie opadała i można ją było wsunąć pod resztę paneli. Oczom dziewczyny ukazało się zakurzone stalowe ostrze z pełnym skórzanym zarękawiem. Założyła je na rękę. Musiało pasować. Kurt nie zadawał pytań, bo nie było na nie czasu. Biegli korytarzami. Zmienili kierunek, żeby uniknąć niepotrzebnej walki. Jean prowadził Kurta przez zestaw słuchawkowy.
-Wyskakujemy pierwszym piętrem. Chłopaki powinni już nam tam oczyścić drogę. Marie, dasz rade się wspinać?
- Nie. Nie mogę nawet podnieść ręki. Jesteście tu wszyscy?!-zmieniła temat.
-Ta... Każdy nauczył się mapy tego budynku na pamięć zanim ruszyliśmy do akcji. Wyskakuj!- dobiegli do ślepego zaułka na którego końcu było rozbite okno. Wyskoczyła bez wahania,  ufając, że dobrze zaplanowali trasę. Musiała amortyzować upadek obrotem. Ryknęła z bólu.- Wstawaj, później sobie poszlochasz.- prychnął patrząc na cierpienie wymalowane wyraźnie na posiniaczonej twarzy nastolatki.
 Kurt pogonił Marie i znacznie ja wyprzedził, a robił to tylko po to, żeby pomóc jej się wspinać i znów zdobywać przewagę w trasie. W pewnym momencie ściągnął ją z dachu i cofnął do  wnętrza budynku po którym akurat biegli. Wrogowie popędzili dalej. Dziewczyna wstrzymała oddech by po sprawdzeniu czy nie ma nikogo w pobliżu pozwolić sobie na chwile słabości. Nie dałaby rady  przecież tego wszystkiego wytrzymać. Może i rana nie była zbyt inwazyjna, ale jednak niosło to za sobą o wiele za dużą dla niej dawkę bólu.
-Zahartowana to ty nie jesteś.- prychnął Kurt wyglądając ukradkiem przez okno.-Przebieraj się.- cisnął w kierunku dziewczyny kwiecistą, zwiewną sukienką, sporymi okularami przeciwsłonecznymi i ciemnym ażurowym kapeluszem. Spojrzała na niego krzywo. On w tym czasie zdjął z siebie dres i wrzucił wszystkie rzeczy do plecaka. Granatowa koszula, biały podkoszulek i dżinsy, to znajdowało się pod 'roboczym' ubiorem. A zwieńczeniem była czapka z daszkiem.
-Że co?
- Zdejmuj wszystko, zostawiasz to tutaj bo nie wiadomo czy nie wsadzili ci tu nadajnika w razie gdybyś chciała uciec. Ruszaj się. Nie mamy czasu!- podszedł do niej ze sztyletem w dłoni i rozdarł zupełnie jej bluzę i koszulkę pod spodem. Zdarł z niej te ubrania. Spodnie pozwolił jej zdjąć już samej. Wciągnęła sukienkę. Zawstydzona i zbita na moment z tropu podniosła poniszczone rzeczy. - Rzuć to w cholerę, dziewczyno. Teraz idziemy na dół. Będziesz mnie nawigować gdzie są nasi przeciwnicy.- zerknął na nią wymownie. Spojrzała na karwasz na swojej ręce.
-Weź go. Nawet ma ukryty cały mechanizm...-bała się, że nie da rady, że ta misja zakończy się niepowodzeniem jeśli ona zacznie się udzielać.
-Nie. Możesz wziąć moja koszulę i zakryć ostrze i opatrunek. Takiej osoby Będą szukać. Wtapiaj się w tłum.-mężczyzna wypchnął dziewczynę na światło dzienne.- A taka zignorują, bo zatarliśmy poszlaki.- kazał chwycić się pod rękę. Był od niej wyższy co najmniej o głowę. Rozejrzała się spod okularów. Widziała najwyraźniej zdenerwowanych strażników budynku, z którego uciekła. Szturchnęła go w bok. Ciemnowłosy poszedł tam, gdzie go prowadziła. Lekkie napięcie ramienia oznaczało skręt w lewo.
- Gdzie idziemy?-spytała.
-Zaraz zobaczysz...-mruknął, prawie nie poruszając ustami. Marie pociągnęła go za ramię w lewą stronę. Kilku rozpędzonych wrogów właśnie wyskoczyło z uliczki przed nimi. Zawróciłaby, gdyby to jej nie zdradziło, a tak tylko spuściła wzrok udając, że ogarnia wzrokiem kilku wariatów.-... Skarbie.- Kurt dokończył doskonale udawanym słodkim tonem.
-Och...- wyrwało jej się z zaskoczenia. Ktoś trzeci mógłby to uznać za rodzaj oburzenia, spowodowany niedoszłym zderzeniem z obcymi ludźmi.
- O mały włos, dokąd oni tak pędzą?-spytał Kurt wymijając tychże ludzi. Kilka innych osób, które zdążyły zatrzymać się przed Kurtem i Marie zadało podobne pytanie, wiec to nie było nic podejrzanego. Zatarło się w tłumie. Jednak gdy Marie i Kurt byli już kawałek dalej, wrogowie zaczęli za nimi podążać. Obserwowali ich.
-Kurt, idą za nami.-mruknęła. Kiwnął, że o tym wie.
-Gh... Stul pysk. Słyszałeś, co młoda mówiła? Co teraz?-syknął.
-Wejdźcie do najbliższej restauracji. Wyjdziecie przez zaplecze, tam będziemy stali z samochodem na wyjściu z uliczki. Spokojnie,  jest czysto.-rzucił Jean.
-Idziemy na szybki obiad.-syknął ponownie, coraz bardziej wściekły na docinki młodego. Było to wyczuwalne w jego głosie, ale nie po wyrazie twarzy.
Zrobili to wszystko, co według zaleceń Jeana było optymalne. Będąc już za drzwiami zaplecza puścili się biegiem w stronę auta. Szlusowali miedzy śmietnikami, byleby tylko wskoczyć do samochodu i odjechać w bezpieczne miejsce. Sukienka była za wąska do biegu. Ostrze wysunęła Marie lekkim ruchem dłoni i rozcięła sukienkę wzdłuż uda aż do samego końca. Zaraz potem popędziła za Kurtem. Dogoniła go całkiem szybko mimo zmęczenia i bolącej rany. Tak! Samochód. Ten sam Van, jakim przyjechali na miejsce treningu, który  zakończył się fiaskiem. Kurt wskoczył do auta pierwszy. Marie tuż za nim jedynie na moment wynurzyła się z cienia i w locie oszacowała już gdzie wyląduje i jaki będzie to  stopień bólu o ile oczywiście przy takim wstrząsie znów nie poleje się z tej rany krew. 


Pokój i bezpieczeństwo, bracia i siostry <]

1 komentarz:

  1. Yehehej świetny rozdział :3
    Czekam na notkę o snach *pewnie będzie o assassinach* c:

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.