Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

|0055| KOLEJNA CZĘŚĆ DO FF Z ASSASSIN'S CREED

CHYBA COŚ NARYSUJĘ, DZIUBASKI. DAM SIĘ WYSZALEĆ WYOBRAŹNI, A TYM CZASEM ZADAWAJCIE MI PYTANKA WSZELAKIE <tutej xD> I CZYTAJCIE SOBIE TO, CO TU WYMODZIŁAM.


VII. Na cienkiej nitce.


 Ciemnowłosy zdążył się jedynie obrócić w miejscu i Marie wpadła na niego. Zdołał jednak na tyle zamortyzować jej skok do wozu, żeby nie wrzasnęła z bólu.
Zamiast tego jęknęła przeciągle, zaraz chwytając delikatnie za to ramie i zajmując ociężale wolne miejsce. Zaciskała oczy i próbowała się nie rozpłakać. Jean zasunął drzwi i ruszyli. Skuliła się z bólu, który nasilił się po utracie pewnej dawki adrenaliny.
-Dzięki, chłopaki. Nie sądziłam, że będziecie próbowali mnie odbić.-mruknęła przez łzy mordęgi, które pojawiły się wtedy, gdy tylko otworzyła oczy.
-Tch... To chyba oczywiste. Ale zrobiłaś się jakaś lżejsza przez ten tydzień. Skurwysyny nie potrafią o nic dbać.- rzucił niedbale Kurt.
- Widziałeś klatkę... Kto prowadzi woź?- co do drugiego były jedynie dwie możliwości.
-Oliver. Sin załatwia nam kryjówkę na najbliższy miesiąc. -odparł Jean.
- Jak to?
- A tak to, że mogą nas w każdej chwili namierzyć. Nawet jeśli teraz zostalibyśmy dzień dłużej, mogli by na nas napaść i zrównać z ziemią.
-Och....- mruknęła, krzywiąc się gdy zarzuciło nią na bok. Zatrzymali się z impetem.
Willa była zamieszkała przez bogatych ludzi. Po co oni tu przyjechali? Oliver otworzył drzwi od zewnątrz.
- Wysiadajcie. To będzie od dzisiaj nasza baza.
- Niby w jaki sposób?! Chyba nie masz na myśli jakiejś stodoły za tym cackiem.-parsknął Kurt, rozkładając ramiona.
-Nie żartuję. Moja znajoma udostępni nam kilka pomieszczeń w zachodnim skrzydle budynku. Chodźcie, chodźcie!- zawołał machając na nich rękami. Marie miała nadzieję, że szybko dadzą jej coś przeciwbólowego. Nie dość, że była cała spięta, to jeszcze ból się wzmagał i robił nieznośny, albo co najmniej paraliżujący. Ledwo szła o własnych siłach, zachowując resztki koncentracji. Nie miała nawet odwagi spojrzeć na bandaż. Wyczerpana, powłóczyła nogami dopóki nie weszli do holu, gdzie przywitała ich skromnie ubrana kobieta z przepaską na lewej ręce. Witała ich z uśmiechem, dopóki nie zobaczyła twarzy Marie, która była teraz oliwkowozielona. Podeszła do niej akurat wtedy gdy dziewczyna zaczęła mdleć z wyczerpania.
 Zakwaterowanie nie trwało długo. Ekipa była już przyzwyczajona do stałej ewakuacji i związanych z nią migracji. Marie ocknęła się po kilku dniach, ale zdążyli się nią już zająć prywatni lekarze. Można by rzec, że ta intensywna rehabilitacja to dopiero początek bolesnej mordęgi, jaką jej zagwarantują najbliższe dni, o ile nie miesiące.
-Sybilla. Wiesz doskonale, że będą cię obserwować ze względu na nowych lokatorów?
-Chyba we mnie wątpisz, Oliver. Inaczej bym was tu nawet nie wpuszczała.-rzekła kobieta, właścicielka domu, także będąca asasynem. Pierścionek jaki nosiła na serdecznym palcu zakrywał jej asasynski symbol, który sobie wytatuowała.
-Marie nie powinna na razie wychodzić z łóżka, a tym bardziej trenować. Doskonale o tym wiecie? Mam taka nadzieje.-oznajmiła po chwili.- Żeby do takiego stanu dziewczynę doprowadzić.-westchnęła wznosząc ręce i opuszczając je luźno wzdłuż tułowia.
-Cóż... To Abstergo. Nie przebierają w środkach, ale i tak znaleźli co nieco z tego, co staraliśmy się przed nimi ukryć. Widać było, że dziewczyna się specjalnie ociągała, żeby im nie dać zbyt wielu informacji. -Oliver podciągnął się w fotelu. Był pełen podziwu, że się im tak długo stawiała. Sinister wyszedł z salonu, żeby po drodze do kuchni zajrzeć do pokoju w którym leżała dziewczyna. Na widok przytomnej Marie blondyn rozpromienił się.
-Jak tam?
-Leżę, nie widać? Wszystko mnie boli. Cholerne zakwasy. -mruknęła zachrypniętym głosem.
-Jakbyś się chciała ruszyć, to nie radzę. Masz zakaz na opuszczanie wyra.
-Nawet nie mam zamiaru.-ziewnęła.- W co ja się zdążyłam wpakować?-westchnęła ruszając obolałym ramieniem. Skrzywiła się. - Oliver mnie stad usłyszy? -spytała.- OLIVER! Chodź tu!-wrzasnęła łamiącym się głosem bez chwili namysłu. Przyszli, mile zaskoczeni stanem Marie.
-Co jest, młoda?
-Przez tych cweli zawaliłam trening. Rozumiem, że straciłam wszystko co "dostałam"?- spytała z wyrzutem. Musiała skupić się na czymś bardziej przyziemnym niż ubolewanie nad swoim losem.
- Nie. Nie w takim wypadku. Powiedz mi tylko skąd wytrzasnęłaś ukryte ostrze?
-Które?-zadała pytanie doskonale wiedząc, że na ręce miała już dwie takie sztuki.
-Oba.
-To, które przyniosłam ze sobą jest ze skrytki z pomieszczenia w którym byłam przetrzymywana. Nie pytaj jak je znalazłam. A to drugie było w bieliźnie. -na tą wieść Oliver przeniósł wzrok na Sybillę.- To od pani te ubrania?-spytała mrużąc oczy niepewnie. W zasadzie jej to nie zdziwiło. Podniosła się na łóżku, żeby było jej wygodniej, co zaowocowało grymasem bólu. Jednak po chwili skrzywiła się jeszcze mocniej. Tabletki przestawały działać. Odchyliła głowę, spoglądając w okno.
Wpakowali ją w to. Całe jej życie to kłamstwo, a jednak zbytnio się tym nie przejęła.
- Sin, wyjazd. Co ty tu w ogóle robisz?- zarzucił mu Oliver, widząc, że Marie zaczęła grymasić, myśląc nad czymś.
- Nudzę się. Przylazłem popatrzeć na zwierzątka.- fuknął.
- Hm...- ta uwaga wywołała u Marie uśmieszek, który chwilę potem zatonął we łzach. Obróciła i opuściła głowę, zakrywając twarz dłonią. Sybilla wypędziła mężczyzn z pokoju i zamknęła za nimi drzwi dość głośno. Sinister zaczął panikować, myśląc, że powiedział coś nieodpowiedniego.
-Dla...dlaczego j-ja tak płaczę?-spytała Marie kobiety, kiedy ta usiadła na łóżku i przytuliła dziewczynę do siebie.
-Jedno słowo, jedne emocje... A tyle łez. Długo to w tobie siedziało, co?
-Od czasu jak jestem z nimi. Ja myślałam, że po mnie nie przyjdą.- zanosiła się coraz bardziej w końcu nie będąc w stanie się wysłowić.
-Dobrze, że was przyjęłam do siebie, bo oni zapewne niewiele by z tym zrobili.- oznajmiła głośniej, kierując twarz w stronę drzwi.
-Nie wcale...-usłyszały przytłumione hasło rzucone przez Sinistera i to jak Oliver go karci.
 Zastanawiali się dlaczego tak długo siedzą tam same.
-Billa wie, jak się zachować w takiej sytuacji. Intuicja...- Oliver wzniósł oczy ku niebu. Blondyn przytaknął tylko. Po dobrej godzinie właścicielka posiadłości wyszła sama z pokoju.
-Jednak z tego co opowiadacie, wcale nie jest jej tak dobrze.
- Nie chciała rozmawiać o tych rzeczach. Sama zawsze odchodziła od tematu.- wytłumaczył ciemnowłosy. Sybilla tylko łypnęła na niego  i zamilkł.
-Mężczyźni...-westchnęła.
 Następnego dnia mimo iż ból nie robił się lżejszy dziewczyna postanowiła wstać z łóżka. Nawet narzekaniami na jej stan nie dała się zaprowadzić z powrotem do pokoju. Oliver akurat kończył sesję w Animusie.
-Co ty tu robisz? Do wyra! - oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Jakbym ojca słyszała.- mruknęła nie ruszając się z miejsca, robiąc przy tym nietęga minę.
Znów ją uruchomili.
-Nie to miałem na myśli. Lepiej byłoby ci pójść do łóżka, porządnie się zaleczyć.
-Nie obchodzi mnie, co mówiła ta kobieta.- fuknęła, narażając się zaraz na zdawkowe spojrzenia Olivera i Jeana.
-Dziewczyno. Jeśli tego nie zrobisz, będę musiał cię zanieść siłą.- Sinister wszedł do salonu. Marie spojrzała na niego i poruszyła się niespokojnie. Jednak dalej siedziała w jednej pozycji.
- Nie boli cię to już?- Kurt podniósł się zza A-8. Widocznie aby ukończyć sesję, a tym bardziej nie stracić danych trzeba było majstrować przy mechanizmie na bieżąco.
- Przynajmniej czuję, że żyję.- mruknęła w powietrze.
- Wiesz, że będziesz musiała to rehabilitować?
-Tak jest!- nie mogła się z nimi o to kłócić. -Co oni ode mnie chcieli? To Abstergo...- sądziła, że to oczywiste, ale zadała pytanie dla pewności.
-Podejrzewam, że brakuje im kilku szczegółów, a trafili jakimś cudem na twój trop i co okazało się niezwykłym szczęściem w nieszczęściu ,zaskakującą zgodność genów twoich  i twoich przodków. Sybilla dużo poświęca przetrzymując nas tutaj. Następny nasz krok to wyjazd za granicę.-oznajmił nagle Oliver.
-Jak daleko chcecie wyjechać?
-Do kraju w którym rzekomo Templariusze ukrywają swoje skarby.
-Czyli gdzie?
- Malbork, Polska.
- Moja ciotka tam mieszka.- rzuciła bez chwili zastanowienia.- Mogłabym się z nią skontaktować.
- Nie! Jeśli nawet twoi rodzice byli fałszywi, to ona tym bardziej.
- Nie tyle ciotka, co moja nauczycielka języka polskiego. Zupełnie sama zapisywałam się na jej lekcje. Nikt mi nie podstawiał jej wizytówki pod nos.- dodała po chwili.
- Nie pozwolę ci się z nią spotkać, zrozumiano?
- Tak, zrozumiałam.- fuknęła.- Nie jest nawet powiedziane, że na pewno tam pojedziemy.
- Musimy być jak najbardziej mobilni, jeśli chcemy przeżyć. Możemy wyjechać byle kiedy. W środku nocy, jeśli będzie trzeba. Rozumiesz?
- Tak.- przyznała skruszona, gdy Oliver spuścił z tonu,  wciąż będąc poważnym. Ten ton głosu był zupełnie niepodobny do sposobu zachowania Olivera. Im też było ciężko. Wiele by oddali za możliwość kontaktu z bliskimi. Oczywiście istniała możliwość pozostania w rodzinnym gronie, ale trzeba się było liczyć ze strachem o ich życie i co gorsza wplątaniem ich w to wszystko.
-Sinister, wbijasz?- odezwał się Jean monitorujący pracę A-8, przerywając niezręczną ciszę.
-Pewnie. Za momencik.- Sin przechylił puszkę z Colą i rzucił nią do kosza. Marie mruknęła coś o tym, że idzie do siebie i opuściła salon, odprowadzona wzrokiem przez wszystkich.
-Biedaczek.- mruknął Sin. Jean tylko parsknął.
-Nie pozwolę jej na to, nawet jeśli miałaby dostać spazmów z płaczu.- szef grupy skrzywił się na to wyobrażenie.
- Niech się dzieciak przyzwyczaja. -sarknął Kurt- Mogła z tobą nie iść. Uciec przy pierwszej lepszej okazji. To nie.-marudził pod nosem jeszcze dłuższą chwilę, by zaraz zasiąść na kanapie.
 Dziewczyna krążyła po pokoju. Zastanawiało ją, czy mimo wszystko uda jej się jakoś skontaktować z nauczycielką. Spojrzała na dach swojego łóżka. Po chwili okazał się on przejściem do tajnego pomieszczenia. Zobaczyła to przez Zmysł Orła, który uaktywnił się po dość długim czasie nieużytku i jak sama potem stwierdziła, przez emocje. Wspięła się na drewniane piętro łóżka, co sprawiło jej spory ból, a przez wysiłek bandaże zaczęły przeciekać.
-Szlag.- zaklęła zaciskając zęby i badając mechanizm, który otworzy jej wejście do pomieszczenia. Przekręciła odpowiedni kaseton o 90 stopni i zaczął on dość szybko wracać do swojego poprzedniego miejsca. W suficie obok otworzył się wąski właz. Wślizgnęła się tam w ostatniej chwili.

1 komentarz:

  1. Niesamowicie piszesz *-* Muszę sobie wszystkie rozdziały przeczytać ^.^

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.