Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

środa, 8 maja 2013

|0063| KOLEJNY ROZDZIAŁ I COŚ Z ŻYCIA NO-LIFE'A

MYŚL DNIA:
Codzienne podróże autobusem są nad wyraz nużące, ale dobra muzyka sprawia, że drzewa i inne obiekty za oknem mijają w rytm muzyki... no i widzimy przez ułamek sekundy Olbrzyma sięgającego chmur, stojącego gdzieś daleko, daleko~


Jestem stara. Konto na ask.fm założyłam dla zabawy, z nudów. Dziwne, że od razu znalazł się ktoś kto anonimowo próbuje poinformować mnie o mojej żałosnej egzystencji, wypomina mi, że nie mam znajomych w moim wieku i ponadto, że jestem wkurwiająca dla wszystkich. Dziwne~

Nie odczułam, żebym była wkurwiająca dla ludzi, z którymi się trzymam. W żadnym wypadku nie jestem nachalna, bo nie jestem tym typem człowieka. LOL.

JESTEM WKURWIAJĄCY AIKOOŚ ZAGŁADY! TRZYMAM SIĘ Z GÓWNIARZAMI I ICH TYM WKURWIAM.


Jestem człowiekiem, któremu można powiedzieć coś prosto w twarz. Najwyżej szybko wystosuję kontrę i problem będzie z głowy.

Dobra~ Na czym ja skończyłam przy moim fanfic'u?
A może rzucę Wam fragmentem innego? :3

ALBO NIE!

VIII. Intuicyjnie sceptyczni

To, co znalazła ją zszokowało. Zbiór przeróżnych ukrytych ostrzy, a także strojów, których nie jeden historyk by jej pozazdrościł. Uniformy zdawały się nie mieć określonego przeznaczenia dla płci.
-Ciekawi mnie, czy ta właścicielka wie o pokoju. Sporo tu kurzawy.- mruknęła sama do siebie, szczerze zaskoczona takim zbiorem eksponatów. Skrzywiła się, po zdmuchnięciu z jednego przedmiotu sporej warstwy pyłu. Znalazła lampę naftową i stare zapałki. Skorzystała ze źródła światła. Przez małe okienko wchodziło go naprawdę niewiele. Widocznie musiało się ono znajdować w pobliżu dachu. Drugie okienko już w samym suficie, było tak brudne, że nie dało się przez nie nawet spojrzeć na niebo.
Usiadła na podłodze, zdejmując ze stołów i podziwiając każde następne dzieło. Nie raz też zdarzyło jej się drasnąć palec przy sprawdzaniu ostrości ostrzy. Mistrzowska robota. Dalej kusiło ją by zacząć przymierzać stroje. Powstrzymała się widząc, że krew spod bandaży zaczyna już przeciekać przez ubranie. Na ten widok skrzywiła się niemiłosiernie, bo to wyrwało ją z zafascynowania. Zanim wyszła z kryjówki sprawdziła, czy nikogo nie ma w pokoju, bo takie zjawisko lepiej zostawić dla siebie. Przynajmniej na razie. Zeskoczyła w dwóch susach na podłogę. Jęcząc głośniej z bólu, obserwowała jak mechanizm zamyka się i ukrywa pod dekoracjami, po czym podniosła się i poszła do łazienki by zatamować krwawiącą na nowo ranę.
Zaklęła pod nosem gdy zrobiło jej się słabo, aż zaczęła się słaniać na nogach.
-Trzeba było słuchać Olivera...-sapnęła opadając na kolana i z trudem utrzymując się w pionie. Odetchnęła głębiej kilka razy i zdołała wyskrobać odrobinę siły, by dojść do łóżka i położyć się wygodniej, by nie czuć aż takiego bólu.
-Marie!- usłyszała, że wołają ją na dół. Zarzuciła kołdrę na przybrudzone ubranie i zamknęła oczy, udając, że śpi. Przeczuwała wyraźnie, że na pewno ktoś wtargnie do jej pokoju.
-Dajcie mi spokój.-sapnęła, gdy ktoś podszedł do łóżka z zamiarem zrzucenia z niej kołdry. Zamiar stał się czynem.
-Bandaż ci przecieka. Trenowałaś...- stwierdził Kurt.
-Chyba w wannie!- obruszyła się.
-Może nie w wannie, ale baldachim łóżka wygląda na całkiem stabilny.- rzekł grobowym tonem, chwytając krawędzi solidnego stelażu. Dziewczyna zamarła na chwilę.- Na co się gapisz? Wstawaj, na dole Jean założy ci nowy opatrunek.- tknął ją palcem wskazującym w środek czoła.
Teraz ona była traktowana jak dziecko. Zwłaszcza przez najstarszych, czyli Kurta i Olivera.
-Już wstaję.-syknęła. Wyrazem twarzy przyznała się do winy, czyli minimalnego wysiłku.- Musieli mnie postrzelić?! Byłoby wszystko w porządku.
-Bywa.- czarnowłosy potargał jej złośliwie włosy i wyprzedził na kręconych schodach. W trakcie gdy on kulturalnie zszedł, ona zdążyła zeskoczyć przez poręcz i jedynie syknąć przez zaciśnięte zęby. Kurt spojrzał na nią niczym na nieudolna masochistkę. Weszła pierwsza do salonu. Jean machnął na nią ręką, żeby podeszła do niego.
-Co chcieliście ode mnie?- mruknęła, krzywiąc się przy dezynfekcji. Zaklęła kilka tonów ciszej.-Nosz ... Delikatniej!
-Och. Jaka z ciebie panna...-uśmiechnął się jadowicie J.
-Ale też nie facet!- byłaby zdolna go zdzielić.-Niech tylko wyzdrowieję, to ustawię się z Tobą na sparing, Jean.
-Przegrasz, wiesz o tym?-prychnął młody.
-Nie, może wiesz coś na temat swojej...
-Dość! Nie kłóćcie się!- Sybilla wkroczyła do pomieszczenia.- Mam dla waszej ekipy zlecenie... w teren. Marie, jak widać nie jesteś jeszcze w stanie na wysiłek fizyczny. Zostaniesz w posiadłości.
-W takim razie po co mnie tu wołaliście?-zrzedła jej mina.
- Żeby cię upomnieć o nie wysilaniu się, bo to sprawia, że krwawisz. Potrzebujesz lekarza.- oznajmiła.
-Jean. Zaszywaj to.-oznajmiła nagle Marie z grobową miną patrząc na właścicielkę domu.
-Pogięło cię?!
-Zaszywaj.
-Nie zrobię tego na żywca.
-Ale na walkę się umawiasz. Szyj.- łypnęła na niego kątem oka.- Łezka mi z oka nie pocieknie jak to będzie zaszywał. Jeśli mi tego zabraniasz w takim razie po jaką cholerę mnie odbijali?!
-Nie popisuj się!- wyglądało na to, ze Marie zaczęła wyprowadzać kobietę z równowagi.
-Jestem w stanie to zrobić. Przez lekko ponad dwa miesiące udało mi się osiągnąć sprawność jaką szkolą w sobie ludzie przez lata! Rozstawiaj sobie mnie po kątach jak chcesz, ale swoje zdanie mam prawo posiadać!
-Mówiłam coś do ciebie, gówniaro. Nie jesteś niczym innym jak niedorobionym nowicjuszem. Daleko ci do prawdziwych asasynów!
-Z tego co mi wiadomo tych prawdziwych asasynów już na świecie nie ma. Istnieją tylko podróbki.- parsknęła Marie. Jean nie zdejmował jej opatrunku, by zaszyć ranę, która się sama rozlazła. Do tej pory poprawiał jej tylko bandaże, by zaraz odsunąć się, kiedy Marie padła z krzesła na ziemię po uderzeniu Sybilli.
-Nie masz prawa tak się odzywać. Nie masz prawa w taki sposób mówić o czymś do czego PRAWIE przynależysz.
-Nie uważasz, że ta odwieczna walka robi się trochę archaiczna i nudna? Nie siedzę w tym nie wiadomo ile czasu, ale wiele bym dała za to, żeby żyć normalnie... Wrócić do rodziny i zapomnieć o gównie, w które mnie wpakowało Abstergo. Ścigali cię kiedyś za to, że masz dla nich cenne informacje? Nie? A szkoda...-mówiłaby dalej, gdyby nie kopniak zaserwowany jej prosto w przeponę. Dziewczyna skuliła się tracąc zupełnie oddech. Jean i Kurt, który właśnie podniósł się spod A8, rzucili się, żeby uspokoić Sybillę. Odciągnęli ja na bok, a Marie kurczowo łapiąc oddech podniosła się i ruszyła do siebie, przygarbiona.
-Marie Collins!-z korytarzyka prowadzącego do salonu wyłonił się Oliver. Był wściekły. Słyszał o całym zajściu.
-Czego? Pewnie wszystko słyszałeś, skoro tak nagle wylazłeś.
- Żebyś wiedziała. Zejdź ze schodów i mi to wytłumacz. Tu i teraz!- rozkazał.
- Tu chyba nie ma co tłumaczyć!- krzyknęła ze schodów nie mając w zamiarze zejść do niego.
- Złaź, póki jeszcze chcę rozmawiać!
- Następny...- westchnęła. Zeszła jednak, bo to w końcu on był przywódcą tej grupy.
 I to mu powiedziała, tłumacząc się tym, że nie będzie słuchać człowieka, który traktuje ją jak ułomna osobę. Po prostu nie zawsze ludzie muszą się uwielbiać.
-Nie rozumiem cię...-odparł zbity z tropu.
-To, że jej się wypłakałam w ramię nie znaczy, że się z nią zaprzyjaźnię. Zresztą nieważne. Idę do siebie, bo chyba gubię zęby i żebra.- machnęła ręką i ruszyła z powrotem na schody. Drzwi do pokoju miała uchylone, by wiedzieć, czy ktoś nie przychodzi do niej, by sprzedać jej kolejną moralną gadkę a także po to, żeby podsłuchać szczegóły ich misji. Usiadła pod drzwiami dowiadując się kolejnych szczegółów, które dawała chłopakom Sybilla. Sama misja miała się odbyć zaskakująco niedaleko ich siedziby. Gdyby znała okolicę mogłaby im pomóc. Zamaskować się jakoś, ale im pomóc. Gdy rozmowa zlazła niezgrabnie na jej temat, Marie wodziła wzrokiem po suficie.
-Moglibyśmy ją wziąć ze sobą. Nawigowałaby nas, a ja w końcu ruszę do roboty.- oznajmił Jean.
- Jean, wiesz doskonale, że leki mogą ją otumanić. Jeden błąd w odczytach, jedna wolniejsza reakcja i jest po was. Nie zgadzam się na coś takiego.
-Jakbyśmy mieli ślepo obserwować drogę przez nawigację. Od czego mamy oczy?-mruknął Kurt.- Nie najlepsze rokowania jej dajesz.-Oliver zignorował jego słowa.- Ta dziewczyna ma w sobie pierwiastek Tych, Którzy Byli Przed Nami, wiesz? Zastanawia mnie szczerze, czy nie ma jakiegoś połączenia genetycznego z Obiektem 17.
- Z Desmondem Milesem?
- Tak tylko palnąłem.
- Chodzi o to, że nie każdy przypadkowy człowiek ma w sobie takie umiejętności.- gdybania Kurta wyjaśnił Oliver.
- Nie obchodzi mnie to. Jest niezdolna do walki, więc zostaje w posiadłości. Zamkniemy ją dla pewności.
- Billa,  nie przesadzasz aby? Ona nie jest tak głupia, żeby ją zamykać na cztery spusty. Wystarczy jej to powiedzieć.- znów odezwał się Oliver. Kobieta westchnęła ciężko.
-Słuchajcie... Zrobię to by być pewnym, że nikt się tu nie wślizgnie podczas naszej nieobecności. Dobrze? Nie chcielibyście chyba, żeby wynieśli wam sprzęt? Złodzieje grasują po okolicach bardzo często.
- Fakt, wspominałaś mi o kilku próbach napadu...- dziewczynie nie chciało się dalej słuchać tych wywodów. Co do tej ich misji miała dziwne przeczucia. Położyła się na brzuchu w poprzek łóżka jedynie lekko przerzucając koc przez plecy. Rozluźniła się, myśląc nad ich misją.
- A więc dziś późnym wieczorem...- mruknęła do siebie i przysnęła.
Wieczorem obudziła się, a pierwszym widokiem była twarz Sinistera. Czekał najwidoczniej, aż brunetka się obudzi.
-Dobry wieczór, mała.- oznajmił z uśmiechem.- Mam do ciebie prośbę. Nie traktuj Billi jak swojego wroga, ok? I nie wychodź z posiadłości. Warunki opuszczenia bazy są takie same jak w hangarze.
-Okej, okej. Postaram się.- bąknęła nawet nie słuchając za wiele. Była dziwnie rozkojarzona.
-Możesz też w razie czego mieć z nami kontakt, załatwiłem ci jedną słuchawkę.
- Spoko, dzięki. Chyba nie powinno być problemów. Nie mam zamiaru się stąd ruszać.- podniosła się ziewając.- Chociaż odprowadzę was wzrokiem.- stanęła w drzwiach. Standardowo mogła przejrzeć odczyty wspomnień z poprzednich sesji i poczytać z kilku dokumentów.
Miała zamiar wejść do salonu, gdzie byli rozstawieni, ale musiała jej w tym przeszkodzić Sybilla.
-Nie wchodzisz tam pod naszą nieobecność.- oznajmiła szorstko. Nóź  otwierał się w kieszeni Marie. Z wielką ochotą by go w nią wsadziła. Zerknęła na Sina, który delikatnie szturchnął ją łokciem i uśmiechnął się, toteż dziewczyna ze skruchą przytaknęła. Nie miała zamiaru się narażać tym bardziej że  Sybilla była już uzbrojona. Wystarczyło mieć słuchawkę przy sobie i odezwać się kiedy tylko zajdzie potrzeba.
-I tak będę spać, wiec nie mam pojęcia na co mi to.- trzymała przez chwile słuchawkę w otwartej dłoni, gdy Jean odciągnął ją na bok, żeby jej ją dać.
- Cicho.- wskazał jej ukradkiem, że ma łyknąć tabletkę na uspokojenie.- Będzie ci się lepiej spało.
- Otumanić i zostawić w norze... Oczywiście.- sapnęła wkładając papierek i słuchawkę do jednej kieszeni.
Odprowadziła ich wzrokiem do samochodu. Gdy zniknęli za zakrętem poczuła dziwne dreszcze i pobiegła do siebie. Usiadła na łóżku bezczynnie. Taki jej stan utrzymywał się przez dobre pół godziny. Wyjęła fanty z kieszeni. Na papierku napisane było, ze to zwykle witaminy i trochę paracetamolu na ból, ale żadnych środków uspokajających. Ucieszyło ją to. Choć jeden przekręt z udziałem Jeana był na jej korzyść.
Nagle albo jej się cos wydawało, albo ktoś wszedł do budynku. Przypływ adrenaliny był tak nagły, ze dziewczyna aż podskoczyła. Wyjrzała ukradkiem na hol i zobaczyła zawodowo uzbrojonych ludzi.

2 komentarze:

  1. O, jeśli chodzi o myśl dnia to za każdym razem mam identyczne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no, w takim momencie przerwałaś? Serce mi łamiesz ;__;
    Czekam na kolejną notkę. ^.^

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.