Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

sobota, 20 grudnia 2014

|120| Sporo się zmienia...

... Kupiłam sobie nowego PC.
Powinnam mieć więcej czasu na pisanie o wszystkim i o niczym, a już w szczególności o wszystkim. Kiedy była tu ostatnia notka?
Za jakiś tydzień będą dwa miesiące?
Jestem w szoku.
Co mnie skłania do napisania notki?
Hm...
Tak, kupiłam sobie lustrzankę, super. Potem tablet, jeszcze lepiej. Teraz komputer stacjonarny. Ekstra.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale ja już przecież spełniłam trzy swoje marzenia o posiadaniu TAKIEGO sprzętu.
Co dalej?
Może podchodzę do tego nazbyt materialistycznie. Do marzeń. Bo chcę coś mieć, to sobie  kupię. Denerwuje mnie to, bo lepiej mi się żyło ciesząc się z małych rzeczy.

Z drugiej strony, wiem, że stać mnie na więcej!
No, może poza utrzymaniem stałych kontaktów ze znajomymi.
Codziennie wstaję rano, pracuję, wracam do domu i w zasadzie nie robię nic, żeby temu zapobiec.
Nie chce mi się. Ludzie nie wiadomo jak sympatyczni, męczą mnie swoją obecnością.
I tak najlepiej się czuję, kiedy położę się do drzemki i przyśni mi się jakaś historia.
Coraz bliżej Święta, nie czuję tego.
Poza reklamami, nie widać. Brak śniegu, temperatury w plusie. NIE CZUJĘ ŚWIĄT.

Najem się tylko jak zawsze na kolację i wrócę do kompa, żeby coś narysować, albo zagrać.
ALL I WANT FOR CHRISTMAS IS FOOD.

niedziela, 26 października 2014

|119| Coś dla siebie. DREAMFALL.

Skorzystałam z porady Tabithy odnośnie sprawienia sobie prezentu i tak w zeszłym tygodniu byłam u fryzjera. Ponadto kupiłam Dreamfall: Chapters. Gra jest niesamowita, czekałam na tę część dobre osiem lat i wcale nie jestem zawiedziona. Wprost przeciwnie!

Pierwsza księga Dreamfall: Chapters pt. Reborn, wprowadza nas w świetny i zarazem wzruszający sposób do dalszych wydarzeń z poprzedniej części gry. Wzruszyłam się na początku. Łza spłynęła mi po policzku, ale nie będę się rozpisywać i co gorsza, spoilerować. W to trzeba zagrać!
Przygoda Zoe się rozkręca. Sama Zoe coraz bardziej mi się podoba pod względem charakteru. Europolis jest naprawdę bardzo podobne do Newport. Pierwsza myśl, gdy Zoe wyszła z wieży." Kurczaki, jak to? Jestem w Newport?"
Nie potrafię opisać słowami, jak przyjemnie mi się robi na sercu, gdy widzę wszystkie smaczki pojawiające się w grze. Multikulturowość, polityka, eastereggi. Nawet mimo tego, że gra jest po angielsku, postacie wtrącają tam masę polskich... wyzwisk. I nie tylko.
Pozycja obowiązkowa, pozycja specyficzna, pozycja na tyle fantastyczna, że naprawdę ciężko się będzie od niej oderwać, albo co gorsza ZAPOMNIEĆ. Wydałabym wszystkie swoje pieniądze na pudełkową edycję kolekcjonerską.
A muzyka, mmm~ muzyka!

♥ ODSŁUCHAJ SOUNDTRACK ♥

"Norweskie studio przygotowało tak naprawdę coś więcej, niż tylko proste gry przygodowe polegające na rozmowach i używaniu przedmiotów, co bardzo rzadko udaje się na taką skalę: pełne zazębiających się intryg uniwersum, wypełnione niezmiernie interesującymi postaciami. W The Longest Journey i Dreamfall: The Longest Journey nie tyle się grało, co przeżywało historię, traktowało się te tytuły jak dobre książki i nawet jeżeli w drugiej z gier pojawiło się kilka nietrafionych pomysłów w postaci uproszczonej walki czy zagadek, nie miało to większego znaczenia. Zabawa pochłaniała mnie całkowicie i te osiem lat wyczekiwania na kontynuację było prawdziwą torturą." - źródło: Gry Online (polecam artykuł)

MWAH!
Tak zacieszam z tego powodu, że nie mogę się wysłowić xD

A co u mnie?
Tygodnie lecą mi jak z bicza strzelił. Dopiero byłam na spacerze z kumpelą i już mija następna niedziela.
Och! Wczoraj obejrzałam "Jak wytresować smoka 2"!
Szczerbatek jest świetny pod każdym względem x3

A co po wizycie u fryzjera? Miałam mieć fioletowe końcówki, ale trochę za mocno się pokryły ;-; Mam włosy w kolorze śliwki, czego niestety na zdjęciach za bardzo nie widać ;-;









niedziela, 12 października 2014

|118| Uwaciacia...

Bardzo się zastanawiam, dlaczego ludzie tak mocno mnie denerwują?
***UWAGA***
***JESIENNA CHANDRA***
I nie chodzi tu o randomowe osoby, spotkane w życiu raz czy dwa. Bardziej chodzi o ludzi, z którymi mam dłuższy kontakt, nawet kilkuletni. Po prostu nie potrafię zignorować takiego czasu w roku, w którym tak bardzo chcę się izolować od ludzi.
Praca mi na to nie pozwala. A wtedy świerzbi mnie język, wychodzi ze mnie zołza i wracam do domu zmordowana, jak po całym dniu biegania.
I TAK W KÓŁKO.

Uch... Chyba wychodzą ze mnie nerwy.
Coraz gorzej mi się pracuje, a co za tym idzie wypłata jest marna. Nie wyobrażałam sobie, że będę zarabiać tyle, co po pierwszym miesiącu pracy. A pracuję już półtora roku. Straszne, prawda?

I znowu... Nie potrafię odmawiać i postawić na swoim. Sprawia mi to duże problemy.
I nie wiem, może sobie wmawiam, że nie mam siły na pisanie, czy rysowanie przez to, co się ze mną dzieje teraz. >_<

Po prostu nie wiem, z której strony zabrać się za rozwijanie pasji, żeby się nie załamać D:

HALP.
Jakąś receptę na powrót Aikoosia?
;_;

piątek, 26 września 2014

|117| Copernicon, choroba itd.







Oj, działo się ostatnio. Spontanicznie postanowiłam pojechać na Copernicon. Trzy dni derpienia i świetnej zabawy! Chodziłam jako Ryuko w sobotę. Co najlepsze w tym wszystkim to to, że CAŁY TORUŃ ŻYJE W CZASIE TRWANIA FESTIWALU. ♥
Ludzie zaczepiali nas, pytając co to i z czym to się je, dlaczego jesteśmy przebrani. Słyszało się pochwały od przechodniów, zwracało się uwagę na ciekawe spojrzenia. :3

Połowa kasy poszła na żarełko, drugie tyle na zakupy xD
Mam plakat z Kill la Kill, kubek z Ryuko, małego Senketsu, jako breloczek :3 Przypinki z gry Borderlands  ♥♥ jedną przypinkę z Arno Dorianem z AC: UNITY ♥
I w ogóle chciałam podziękować wszystkim ludziom, których spotkałam. Na pewno nie wpadną na tego bloga, bo nie podawałam im tego adresu. Anyway!
Jeden z asasynów bardzo chętnie dzielił się informacjami na temat swojego credo i w ogóle na temat nowinek wszelakich, za co bardzo mu dziękuję i doceniam szczerze. Szkoda tylko, że nie udało mu się stworzyć panelu o Assassin's Creed. ;-; Byłabym na nim na pewno.

A potem się przeziębiłam. Znaczy się, grypa mnie wzięła. Od dwóch dni leżę w łóżku, bo w pracy bym nie wytrzymała. Wzięłam urlop na chorobę. Wszystko mnie boli i to na pewno nie jest już wina konwentowej podłogi. Nie po tygodniu ;-;











Mam więc chwilę czasu, więc chyba napiszę Wam kolejny rozdział opowiadania ze Złotym Smokiem i biedną Zoe.

Rozdział 6

Oczywistym było, że nie weszli z powrotem do sali balowej, a już na pewno nie zamierzali zjawić się tam przy pomocy frontowych drzwi.
Smok chciał podrzucić Zoe na balkon na pierwszym piętrze. Sam nie miał przecież najmniejszego problemu by w sekundę się tam znaleźć.
Skinieniem głowy zaledwie sprawił, że osoby postronne zapadły w chwilowy letarg, stojąc niczym te ogrodowe posągi oblewające się winem, jak z fontanny. Dziewczę rezygnując z pomocy smoka, rzuciło się na drabinkę pod balkonem. Na zaskoczone mruknięcie smoka odparła tylko, że nie może wypaść z formy. Gdy zadzierała nogę by wystartować ze wspinaczką, zerknęła jeszcze na niego z uniesioną brwią. Suknia rozdarła się jeszcze bardziej, lecz Zoe nie zwróciła na to większej uwagi. Tuż przed wejściem na balkon w kratce, gęsto zarośniętej bluszczem, utknął jej bucik. Zostawiła go na pastwę losu. Gdy już wdarła się na równą powierzchnię, Złoty już tam był. Przyglądał się jej z nieodgadnionym, acz złośliwym uśmieszkiem.
-Z dołu twa wspinaczka wyglądała dość interesująco, przyznam szczerze.- obszedł ją naokoło, przyglądając się uważniej, gdy zrzucała ze stopy drugi but z nadłamanym obcasem.
-Przestań, nic z tego nie będzie.- przemknęła po chłodnej posadzce balkonu, by pchnąć drzwi do wnętrza jednej z wielu zamkowych sypialni.
W półmroku prześwitywały gdzieniegdzie złote ozdoby, przyprószone kurzem, co przyćmiło ich naturalny blask.
-Światło, proszę.
-No co ty, przecież w ciemności jest zabawniej.- wciąż kroczył za nią niczym cień. Widocznie teraz nie chciał by Zoe wpadła w ręce inne niż jego.
Bose stopy dziewczyny cieszyły się delikatnym chłodem idealnie gładkiej drewnianej podłogi. Przeszła na palcach obok kominka, pieszcząc jego blat opuszkami palców, a gdy tylko chwyciła porcelanową figurkę w dłonie, w kominku rozbłysł płomień. Podniosła wzrok na ścianę nad kominkiem. Lustro z idealnie gładkiego złota rozświetliło pomieszczenie ciepłymi smugami. Oczy smoka lśniły swoim hipnotyzującym błękitem i bez względu na kolor światła nie zmieniały się.
Potem dopiero Zoe przyjrzała się swojej twarzy. Rozpuszczone włosy zarzucone na bok z grzywką przykrywającą delikatnie oko, które zdobiła w tej chwili dość wyraźna blizna, ciągnąca się od brwi, przez powieki, aż do połowy policzka.
-Ciekawe, co dokładnie dzieje się z królem? Burmistrz, jak dobrze mi się zdaje nie ma specjalnych uprawnień do tego, co się tu wyprawia.- zaczęła. Gdy oczyściła figurkę z kurzu, odstawiła ją na swoje miejsce.
-Masz jakiś specjalny pomysł na to, co się z nim dzieje?
-Mówiono, że wyjechał w delegację. Sprzymierzać się ze Starszymi.- westchnęła, rozcierając między palcami kurz z oczyszczonej figurki.
-Z tego, co obiło mi się o uszy, Twój król nie miał i bodajże nie chciał mieć ze Starszymi nic wspólnego. Przecież oni się nienawidzą.- odrzekł spokojnym tonem.-A ja służę wiernie temu, by taki stan rzeczy się uchował.- dodał po chwili zadumy. Zoe zmrużyła oczy.
-Co ty kombinujesz?
-Burmistrz, moja droga, zbytnio ceni sobie swobodę w mieście, skoro jest bezpośrednio pod płaszczem króla. Na jego stanowisko również nie byłby w stanie wskoczyć, bo to z kolei wiąże się z większymi obowiązkami. Niedługo stanowisko króla się zwolni, a potomków on też nie posiada. Bezkrólewie, to piękne czasy, wiesz?- wymruczał.
-I po to wciągnąłeś mnie na zamek, żeby mi o tym powiedzieć?- skrzyżowała ręce na piersi.
- Nie tyle wciągnąć na zamek, co doprowadzić do tronu.- objął ją w pasie. Uniosła brew.
- To będzie prędka rewolucja.
- Jeśli w odpowiednim czasie pokażesz, że ze mną współpracujesz, nie będą mieli wątpliwości.
- Nie nadaję się do tego.- odepchnęła go od siebie.
- Kto powiedział, że się nadajesz?! Stałabyś jedynie u mego boku, jako królowa.-
-Smok na tronie! Nie za szybko przyzwyczaiłeś się do tej marnej powłoki?- parsknęła.
-Ileż można latać i wylegiwać się na skałach.- zmrużył błękitne oczy, idealnie naśladując ton jej wypowiedzi.
-Ach, więc jednak korci cię na ludzkie rozrywki, cudownie.
-Aktualnie korci mnie na coś więcej - postąpił krok w jej kierunku.- Obiecałem ci przecież niewinną zabawę w Panią Sprawiedliwości.- oznajmił, kłaniając się. Wyciągnął do niej dłoń i poprowadził dziewczynę do fotela. Zaraz potem zza pazuchy wyjął szkatułkę ze złotem.
-Komu mam wcisnąć te skarby?
-Kogo uważasz za dostatecznie godnego?- rozsiadła się w fotelu wygodnie. Zaczęło jej się to podobać.
-Zabrakłoby skarbów na ich wszystkich.- uśmiech zagościł na ich twarzach.


"Zabawmy się w wyliczankę"


Strażnicy patrolowali korytarze wyższych pięter zdawałoby się zupełnie niepotrzebnie. Znużeni czekali tylko na moment, w którym wybije czas na odpoczynek. Nie było dane im jednak długo czekać na coś, co zerwie ich z posterunku. Zakapturzona postać przemknęła przez korytarz, sypiąc za sobą kosztowności.Smok pomyślał o wszystkim. W pokoiku przylegającym do gościnnej sypialni znalazł idealne pantofelki pasujące do kreacji jego towarzyszki, wcale nie gorsze od tych, które zdążyła zniszczyć. Jego plan jak zwykle jej się nie spodobał. Odstawiona w pobliże alejki, z której dopiero co została wyciągnięta, miała za zadanie wybudzić kapitana straży i go zaalarmować.
Siedział tam dalej, półprzytomny. Ściągnęła na moment usta w niesmaku. Najchętniej by mu jeszcze przyłożyła od siebie, lecz prędko musiała odrzucić te myśli
-Przebudź się, Ethanie.- zaczęła drżącym głosem. Pochyliła się nad nim, chwyciła go delikatnie za brodę i uniosła jego głowę.- Spójrz na mnie.- wyciągnęła mu butelkę z ręki, gdy zaczął odzyskiwać przytomność. Dołożyła wszelkich swoich starań, by wyglądało to tak, jakby on faktycznie zasnął z przepicia.- Jesteś tu.- uśmiechnęła się, spokojniejsza, gdy zwrócił na nią uwagę. Chwycił ją gwałtownie za rękę i ścisnął mocno. Wydała z siebie przestraszone westchnienie.
-Naith... Uderzyłaś mnie.- syknął, czując jeszcze pulsujący ból z tyłu głowy.
-Wybacz, spanikowałam. Sama też nie byłam w najlepszym stanie. Przed chwilą zaczęli bić na alarm. Chyba jesteś tam potrzebny.
-Nic bym ci nie zrobił.- jęknął. Zoe zdążyła w porę ugryźć się w język. To wyglądało zupełnie inaczej.- Pomóż mi wstać.
-Wszystko dobrze?-na to pytanie, zbył ją tylko wymownym spojrzeniem.
-Idziemy do zamku.-rozkazał się prowadzić. Im bliżej sali balowej się znajdowali, tym lepiej się czuł i mniej pomocy potrzebował. Krzywił się wciąż przez dotkliwy ból głowy, ale zaraz znieczulił się odpowiednio przy pomocy przypadkowego trunku, jaki wpadł mu w ręce, przy wejściu do sali.- Nie mieszaj się do sprawy, piękna.- rozkazał jej tym samym, by trzymała się z tyłu. Zarumieniła się tylko, przebąkując coś o tym, że nawet nie śmiałaby brać się za typowo męskie sprawy.
Smok zauważył kapitana dużo wcześniej niż dziewczynę. Przywołał ją do siebie, z uśmiechem zadowolenia widząc, że kapitan obserwuje ją kątem oka.
-Bardzo dobrze ci poszło, moja droga.- Aren uśmiechnął się troskliwie, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. Zlustrował przy tym minę skonfundowanego kapitana.
-Męskie sprawy, mam się nie mieszać.-wyrecytowała. Smok zmrużył oczy, jakby tylko czekał na to hasło.
-Więc to ja będę miał pełne pole do popisu.- wyśpiewał jej do ucha, uradowany.

niedziela, 17 sierpnia 2014

|116| "Nowe złotko na salonach"

I tak oto pojawia się kolejny rozdział mojego smoczego opowiadania :3

Rozdział 5

Zoe przeklinała pod nosem wydarzenia z dni poprzednich, dopóki smok nie zjawił się znów na horyzoncie. Potem wskoczyła na niego, wyzywając dość głośno i mając nadzieję, że to stamtąd usłyszy.
Niestety zniknął po raz kolejny, a Zoe przysnęła, znużona.

###

-Zachowuj się jak na prawdziwą damę przystało, moja droga.- prowadził ją przez salę balową z jej ręką pod swoim ramieniem.Witał się z mijanymi postaciami, jakby się znali na co dzień. Utrzymała prostą sylwetkę, prezentując swe wdzięki w mocno dopasowanej sukience z rozcięciami przy udach. Po chwili dopiero odzyskała pełną świadomość tego, co się dzieje. Ściągnęła go delikatnie w swoim kierunku.
-Smoku. Co tu się dzieje, do jasnej cholery?- syknęła.
-Wprowadzam Cię na salony, skarbie. Taki był mój plan, nie spodziewałaś się tego?- odparł miękko.
Szkarłatna, lejąca się suknia robiła niesamowite wrażenie na gościach płci męskiej i wzbudzała zazdrość u kobiet dworu o niezbyt lekkich proporcjach.
-Arenie! Cóż to za złotko żeś przyprowadził?- do pary podszedł dość chwiejnym krokiem pyzaty burmistrz miasta- Całuję rączki w najniższym ukłonie!- jak powiedział, tak zrobił. Zoe pochwycona za dłoń wyprostowała się jeszcze bardziej, dygając na powitanie. Nie odzywała się.- Co was tu sprowadza? Arenie, mam nadzieję, że ostatnia libacja z poprzednią towarzyszką nie zrzuciła na ciebie żadnych alimentów.- roześmiał się, a wraz z radosnym rechotem zatrzęsły mu się wąsy,
-Bez obaw, Gromagarze.
-Jeśli panienka jeszcze nie słyszała, to mogę zdradzić, że Aren jest bardziej niż popularny wśród naszych dziewcząt. Nie pożałuje panienka.
-Dość, przyjacielu. Wystraszysz mi towarzyszkę.
- Nie trzeba było wyjawiać plotek, które są oczywiste. Aren... On sam nie kryje się ze swymi zapędami.- ściągnęła brwi delikatnie.
-W takim razie życzę Wam udanej nocy. Tymczasem, wybaczcie. Lady Wiran chyba potrzebuje towarzystwa. Biedaczka owdowiała po ostatnim nalocie smoka.
-To przykre, doprawdy.- Aren przysunął Zoe do siebie.- Byliśmy daleko od miasta, ale i stamtąd było widać ogień. Straszna sprawa.- potarł ją po okaleczonym boku. Wyczuła doskonale owinięte wokół jej tułowia bandaże. Burmistrz ich opuścił, kłaniając się nisko po raz kolejny.
- Nie chcę tu być.- odprowadziła burmistrza wzrokiem.
-Może jednak zechcesz w pełni wykorzystać dworskie komnaty, hm? Chcesz się napić?- odparł słodkim tonem. Skinęła głową, a podaną szklanicę wina opróżniła jednym haustem. Mocny alkohol uderzył jej do głowy niemalże od razu.
-Idźmy stąd.- mruknęła, zniechęcona.
-Przecież się dopiero rozkręcamy, moja droga. Nie poznałaś jeszcze kapitana straży.- kontynuował ze swoim słodkim tonem.
Zoe zrobiło się słabo na samo wspomnienie o nim.
-Chyba sobie kpisz?
-A jakże.- smok zaśmiał się pod nosem, odbierając Zoe puste naczynie. Po chwili objął ją i zaczął szeptać na ucho.- A teraz się rozejrzyj. Z jaką zazdrością dworki obserwują, co z tobą robię... Zagraj przez chwilę, jakby to było normalne, moja droga.- wymruczał. Uśmiechnęła się, przymykając oczy. Wplotła palce w jego włosy i tym razem to ona zaczęła mówić mu do ucha.
- Jeśli to prawda, to powinni nam teraz zwrócić uwagę. Pójdę do toalety, rozejrzę się trochę, skoro tak bardzo chcesz, bym ich swoją osobą trochę sprowokowała...
-Czytasz mi w myślach i nader szybko się uczysz, moja Zoe.- wypuścił ją ze swych objęć, ale gdy kierowała się do wyjścia z sali ociągał się z puszczeniem jej dłoni, domagając się, by jeszcze na niego spojrzała. Tak też zrobiła, odchodząc niczym kocica.
Odźwierni ukłonili się nisko i otworzyli drzwi jednym skinieniem dłoni. Korytarze pełne były podpitych gości. Niejedni nawet na głos komentowali wdzięcznie sposób w jaki się dziewczę poruszało. Nowo przybyłe panie próbowały naśladować jej chód. Zoe uśmiechnęła się tylko pod nosem i rozprostowała suknię.
-Przepraszam!- podeszła do grupki obserwujących ją od chwili gdy wyszła z wielkiej sali.- Wiedzą państwo, gdzie mogłabym przypudrować nosek?- uniosła brew, stając swobodnie w grupce.
-Toalety są w części sypialnianej zamku, młoda damo. Wstęp tam mają tylko ludzie dworu.
-Och, wielka szkoda.- skrzywiła się niewinnie, nie zwracając uwagi na poniżenie jej statusu. I tak się tu nie nadawała.
-Panience przecież niczego nie brakuje.- do Zoe doskoczył jedyny ciemnowłosy mężczyzna w grupie. Reszta męskiego towarzystwa była albo siwiuteńka, albo łysiejąca.
Postawiła ciężar ciała na jednej nodze, położyła rękę na biodrze, a drugą odrzuciła włosy na plecy.
-Dziękuję za komplement i chwilę towarzystwa. Pójdę się przewietrzyć. Słyszałam o pięknym ogrodzie zamkowym, więc może go poszukam.
-Tak samotnie?- spytał ciemnowłosy.
- Lubię od czasu do czasu zaczerpnąć świeżego powietrza i ułożyć myśli. Jeszcze raz dziękuję.-odeszła jak gdyby nic się nie stało. Potem zaczęła pluć sobie w brodę, że w ogóle była w stanie tak sobie z nimi pogrywać.

Złoty Smok zabawiał w najlepsze lgnących do niego gości. Zoe gdzieś mu zniknęła, więc stracił pewność, że wróci do niego. Nie okazywał tego jednak, choć wolałby, żeby była obok. Dzięki jego magicznym sztuczkom zgodziła się przyjść na bal i to w tak skąpej sukni.
-Bylebyś mi nie uciekła.-mruknął do siebie.

Im dalej od smoka była, tym bardziej rzedła jej mina. Wyszła na dziedziniec i czar prysł. Wzdrygnęła się, bo przejrzała całkowicie na oczy. Ruszyła więc w stronę bramy zamkowej dość pospiesznie.
-Gdzie to się biegnie? Taki piękny wieczór, a panienka sama?- odezwał się znany jej, męski głos. Bała się odwrócić, by jej nie poznał.
-Och, dobry wieczór. Wyszłam tylko na świeże powietrze.
-Dość szybki ten spacer, a przyjęcie dopiero ma się ku lepszemu.
-Po prawdzie szukałam ogrodu. Miałam zamiar zapytać o niego strażników, Panie...-odwróciła twarz w stronę kapitana straży.
Nie poznał jej na szczęście. W zamian za to dziewczę zostało zbadane uważnym wzrokiem od czubka głowy aż do ziemi.
-Ethan, droga pani. Pozwól, że Cię po nim oprowadzę.- nadstawił ramię. Zoe przełknęła głośniej ślinę. Podeszła jednak, przyjmując zalotny wyraz twarzy.- Mogę znać twoje imię?
-Naith.- rzuciła krótko, gdy okrążyli zamek, mijając ciekawskie spojrzenia. Nareszcie dotarli do ogrodu pachnącego intensywnie kwiatami z każdego zakamarka królestwa, zapełnionego magicznymi latarenkami oświetlającymi delikatne ścieżki między wielobarwnymi rabatkami. Sieć dróżek prowadziła do niezliczonej ilości zagajników i kryjówek z których już korzystały rozochocone pary.- Cudowny ogród.- odetchnęła dość ciężkim, upojnym, kwiatowym powietrzem, czując, że znów wraca pod działanie magii smoka. Bardziej wtuliła się w kapitana, wiedząc, że naraża się na odkrycie swojej tożsamości. Odrzuciła jednak tę myśl tak prędko, jak się tylko pojawiła.
-Naprawdę chciałaś tu przyjść sama? Strażnicy bywają napastliwi podczas warty na zamku.
-Skąd pan wie takie rzeczy?
-Mów mi po imieniu, Naith.
-W takim razie, Ethanie, skąd o tym wiesz?- odpowiedź już znała.
- Jestem ich kapitanem, Naith.- oznajmił, obdarzając ją znaczącym uśmiechem. Nie znała go od tej strony i nie chciała go znać. Mimo wszystko zarumieniła się na ten gest.- Nie chcesz może wina?- kapitan zawołał jedną ze służących. Ukłoniła się, przyjmując zamówienie, a w tym samym czasie Ethan zaczął ją prowadzić do jednego z dalszych zakątków ogrodu. Czuła się dość niepewnie.
-Ethanie, nie musisz mnie oprowadzać, pewnie czekają na Ciebie na sali.
-Mogą poczekać.- odparł gładko.
-Och, kapitanie!- wyrwało się z jej ust, gdy została objęta w pasie.
-Nie każ mi wchodzić w to zapchlone towarzystwo samotnie. Zapewne uciekłaś stamtąd, bo w istocie jesteś ozdobą balu. Nie dziwota tym wszystkim spojrzeniom.
-Kapitanie...
-Mów mi po imieniu!
-E- Ethanie. Moje towarzystwo właśnie zabawia gości na balu. Nie mogłabym mu tego zrobić. Tym bardziej, że ludzie zaczną wtedy plotkować.
-Daliśmy już temat do rozmów służbie i przechodzącym obok ludziom. Już się z tego nie wybronisz.
-No, dobrze. Masz rację.- unikała jego spojrzenia jak ognia.

###

Służba już trąbiła o niechybnym romansiku kapitana straży z nową pięknością na salonach. Taka informacja dotarła też do samego smoka.- Arenie! Tak żeś pilnował swojej pięknej, że się w ogrodzie z kapitanem znalazła.
-Doprawdy?- smok parsknął zaskoczony ale i rozbawiony tym faktem.
-Może się dziewczę chciało zrewanżować za te historie odnośnie twoich podbojów, przyjacielu!- zarechotał burmistrz.
-Naith nie jest typem złośnicy.
-Chyba jeszcze nie znasz kobiet, Arenie!

###

-Kim jest twój towarzysz? Mogę go stąd wyciągnąć siłą.- spytał.
-Hm, najpierw każesz mi sobie mówić po imieniu, a teraz chcesz nadużywać władzy? Tak raczej nie wypada.- odsunęła się od niego. Usiadła na trawniku, a rozcięcie u boku sukni odsłoniło całkowicie jej udo. Ethan zmrużył oczy i również usiadł na ziemi.
-Nie boisz się ubrudzić sukni?
-Ledwo się w nią wcisnęłam, więc żeby zupełnie ją zdjąć będę musiała ją pociąć.- poprawiła ogon sukni, przykrywając nim część uda.
- To ułatwia sprawę.- wymruczał, poprawiając pas przy którym wisiał ozdobny, kapitański sztylet. Zoe ściągnęła brwi.
-Wolałabym jednak się jej nie pozbywać.- poruszyła się, zerkając w stronę zamku. Właśnie go spławiła. I dobrze. Odetchnęła, bo gdyby coś poszło za daleko, a kapitan zobaczyłby bandaż na jej boku, zbyt szybko połączyłby fakty. To się dobrze i tak nie skończy, choć zaskakującym jest jak bardzo blizna na twarzy zmienia wizerunek.
Tak, to Złoty jej to zrobił. Przy ostatniej dość zawziętej dyskusji nie omieszkał nadszarpnąć jej urody. Kłótnia była właśnie na temat przyjęcia, pewnie też dlatego Zoe stała się mu tak posłuszna. Magiczne sztuczki.
-Idźmy może do środka. Pewnie wszyscy Cię oczekują.- stwierdziła lekko. Podniosła się z ziemi i wyminęła kapitana. W ostatniej chwili odrzucił gdzieś na bok pustą butelkę wina i ściągnął dziewczynę za rękę wprost na siebie.
-Będziesz miała kłopoty, jeśli mi odmówisz, Naith.- warknął, szarpiąc za dół jej sukni i rozdzierając ją do wysokości biodra. Zagotowało się w niej, gdy zrzucił ją na ziemię, jednocześnie siadając na jej brzuchu. Kapitan zablokował jej tym samym wszelkie możliwości ruchu. Czuła jego oddech przesiąknięty do cna dopiero wypitym alkoholem.
-Myślę, że to ty będziesz miał kłopoty, skoro próbujesz bezczelnie wykorzystać niewinną niewiastę.- smok stanął nad całą sytuacją i wcale nie był zdziwiony jej przebiegiem. Ogłuszony kapitan obalił się na bok, pozwalając dziewczynie się swobodnie ruszyć.- Spodziewałem się tego po nim.- oznajmił spokojnym tonem Smok, podając Zoe rękę. Sama się podniosła, odpychając pomocną dłoń.
-I co z nim teraz zrobisz, hm?!- założyła ręce na biodra.
-Pomyśli jedynie, że urwał mu się film.- Złoty z łatwością usadził Ethana pod krzakiem róży i wcisnął mu w rękę pustą butelkę po winie.-Nikt nie musi wiedzieć i... oho, ktoś poprawił ci w końcu suknię!- obojętny wyraz twarzy Smoka przekształcił się za moment w ten złośliwy i lubieżny zarazem.
-Zamknij się z łaski swojej. Nie chcę już być na tym balu.- gdy tylko Zoe się sprzeciwiła, blizna na jej twarzy zapiekła ją nieznośnie.
-Rozumiesz, co to oznacza?
-Nieważne.- odparła szybko. Koniec balu oznaczał noc spędzoną ze smokiem. Zainteresowany westchnął ciężko.
-A byłoby tak pięknie.-podstawił jej ramię, by poprowadzić ją z powrotem na bal.- Może chcesz pozwiedzać królewskie pokoje, hm? Podwędzimy coś i podrzucimy kilku bezczelnym dworzanom.
-Brzmi interesująco, ale co z patrolami?
-Nimi się nie przejmuj, moja droga.- przyciągnął ją do siebie.- Będą zajęci.



BOOYAH!
:D
Jakieś pytania do rozdziału? :3

niedziela, 10 sierpnia 2014

|115| Pozbierałam myśli

W zasadzie pozbierałam część myśli. Wyjazd do Warszawy był aż nadto udany i chyba, o ile nie na pewno, będę tam jeździć częściej.
Zdjęć nie mam, a szkoda. Reakcja ludzi, których znam, a którzy widzieli mnie po raz pierwszy w życiu była niesamowita. Zupełnie jakbym widziała się z przyjaciółmi, których nie widziała szmat czasu!
Były wypady na film, były wypady do pubu z grami, turnieje w Tekkena, Mario Smash Bros: Brawl i w ogóle, masa nowo poznanych ludzi *^*
Płakać mi się chciało tylko na samym końcu, bo musiałam stamtąd wyjechać.
Urlop zakończyłam niedzielnym wypadem na Strażników Galaktyki.
POLECAM TĘ PRODUKCJĘ BARDZO SERDECZNIE. Uśmiałam się, wzruszyłam, a potem znowu był śmiech i radość z przeżywania każdej scenki x3

Tak, potem wróciłam do pracy. I znów zaczyna się harmider i pełne ręce roboty, bo jakże by inaczej.
Kupiłam sobie dwie książki!
Assassin's Creed Tajemna Krucjata i Czarna Bandera *U*
Jestem wniebowzięta i na pewno zakupię inne części. Skoro mogę wydawać kasę na papierosy, to czemu by nie trzasnąć sobie książki zamiast tych kilku paczek? Zapełnię moje regały.
Tajemną Krucjatę skończyłam, no prawie, ale mam tak, że nie chcę kończyć książek, które mi się podobają. Znacie to?
Z pewnością.
WAH!
Mam rozkoszny humor na ten niedzielny wieczór i ochotę by coś napisać, z kimś, coś wciągającego.
Niestety mam to do siebie, że ja swoich historii nie bardzo lubię udostępniać, gdyż boję się, że się nie przyjmą na forum, albo moja wizja przepadnie wraz z jej przekazaniem. A przecież o to chodzi we wspólnym pisaniu, żeby akcja stawała się nieprzewidywalna, czyż nie?

Och, mam taki zastój jeśli chodzi o powrót do mojego opowiadania "Na łańcuchu"- stanęłam w martwym punkcie. Jeśli ktoś o tym opowiadaniu pamięta, może dałby mi jakiś pomysł co do rozwinięcia wątku? Wtrącenia jakiejś postaci, albo wydarzenia z przeszłości, które wywarły określony efekt w czasie bieżącym?

Nya!
Dawno nie było tak długiej notki *^*
Chyba wrócę do Was na częściej.
Powróciła wena na pisanie o swoim życiu.
Chyba tego urlopu najbardziej mi brakowało.
Samotny wyjazd do Warszawy mnie odmienił. Otworzył mi oczy na to, że mogę wyjechać sama bez obawy, że na pewno się zagubię, a także na to, że spontaniczne wypady wcale nie są takie złe, a jedynie wystarczy się na nie zdecydować.
Mogę stracić jedynie pieniądze, ale wspomnienia większe i mniejsze zostaną dla mnie.
Czuję się dobrze.
Denerwuję się na pewno, bo w pracy znów zaczyna się typowy zapierdol.
Och, mam tylko nadzieję, że nie zostanę w jednym miejscu przez milion lat. Jestem za młoda, żeby się przykuwać do jednego miejsca pracy na zawsze i zegar tyka, a w mojej wiosce raczej nie znajdę swojego miejsca na ziemi.
Pomyślimy, zobaczymy.
BRANOC!

czwartek, 24 lipca 2014

|114| Aikooś urlopuje.

Aikooś ma za dużo czasu i nie wie na co mógłby go zmarnować.

Jadę w poniedziałek na cztery dni do Warszawy. Mam nadzieję, że wypad się uda i będę go miło wspominać.

ODPOCZYWAM!

Mam chęć coś napisać, więc chyba wrzucę Wam tu rozdział opowiadania ze smokiem, bo zauważyłam, że Wam się podoba.

Mwah!

No to zaczynamy!
Kolejna notka zapewne pojawi się jak już wrócę z Warszawy, czyli za tydzień :D

Rozdział 4

"Tam, gdzie smoki mówią dobranoc"


Ptaki zdążyły się rozbudzić i znów musiały zamilknąć.
Zoe poruszyła się niespokojnie, by chwilę potem otworzyć oczy. Leżała na miękkim posłaniu, a nad jej głową znajdował się sufit skalny. W oddali słychać było potok. Zaczęła kojarzyć fakty, gdy spojrzała w kierunku światła. Jaskinia znajdowała się w połowie urwiska pod miastem. Dziewczę przeciągnęło się, wykrzywiając usta w grymasie rozchodzącego się po całym boku bólu. Podniosło się ociężale z miejsca. Opatrunek był solidny, okalający jej talię i piersi niczym gorset, a spięty był złotą sprzączką na wysokości mostka. Ognisko od strony przepaści dogasało. Gdy spojrzała wgłąb jaskini, wciągnęła powietrze przez zęby. Smok, w swojej prawdziwej formie, spał, zajmując praktycznie całe dno i tak płytkiej jaskini. Jego ogon, ułożony przy ścianie, ciągnął się aż do jej łoża i najwyraźniej robił za poduszkę. Jego szkarłatne łuski, skrzyły się gdzieniegdzie złotem. Odchyliła powoli futro, by wyjść spod ciepłej pościeli. Podciągnęła przyduże spodnie, które musiała chyba ukraść, gdy uciekała z aresztu. Ruszyła ku wylotowi z jaskini najciszej jak mogła, by w końcu stanąć na krawędzi i wydać z siebie ciężkie, acz ciche westchnienie. Nie było tu żadnej skałki, żadnej drobniejszej szczeliny, przy których pomocy dziewczyna mogłaby opuścić jaskinię.

Smok otworzył jedno oko delikatnie, obserwując jak Zoe zrezygnowana siada na krawędzi i kryje twarz w dłoniach. Piękną miała figurę. Stwierdził z dumą, że udało mu się ją podkreślić przez opatrunek. Podniósł łeb bezszelestnie,uważając przy tym by nie naruszyć skał. Skrzydła położył po sobie, choć miał przeogromną ochotę rozprostować kości. Koniec jego ogona wysunął się całkowicie spod posłania.
Zoe wiedziała, że w tym przypadku już od smoka nie ucieknie i nawet nie próbowała z tego powodu powstrzymywać łez, podziwiając może po raz ostatni widok z jaskini. Zatrzęsła się w przestrachu.
-Wzruszający widok, czyż nie?- podszedł do niej i usiadł obok już jako człowiek. Nawet na niego nie spojrzała. Ogarnął kosmyk włosów z jej twarzy.
-Zostaw mnie.- warknęła.- Znajdź sobie jakąś dziewkę do chędożenia, a ode mnie się odczep.
-Moja droga Zoe- wymruczał- To nie będzie proste, wiesz?
-Nie wydam Cię przecież! Kto by mi uwierzył, że smok robił mi za poduszkę?!
-Również nie o to chodzi. Zwyczajnie mam ochotę wprowadzić odrobinę zamieszania w tym durnym i zapyziałym królestwie. Zdajesz się podzielać moje zdanie.- rzucił, mimowolnie przysuwając się do dziewczyny.- Podoba ci się broszka?- zmusił ją, by zerknęła na ozdobną złotą sprzączkę na bandażu. Dotknęła jej. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że broszka ma kształt smoczej łuski.- Widocznie podświadomie zależy ci na znajomości, skoro przez cały ten czas wciąż ściskałaś w dłoni tą starą monetę, więc pozwoliłem sobie odrobinę ją przekształcić.
-Nieważne.- bąknęła ponuro. Zerknęła na niego kątem oka. Jego tors zdobiły głębokie blizny. Ściągnęła brwi i przygryzła delikatnie dolną wargę. Zaczęła wycierać swoje łzy nadgarstkami, odrzucając od siebie wszelkie niepożądane myśli na temat ludzkiej powłoki smoka.- Skąd masz te blizny?- i tak się w to zagłębiła.
-Smoki mają to do siebie, że walczą ze sobą o terytorium.- odparł. Musi być silną bestią.
-Mogę ich dotknąć?- sama była zaskoczona swoim pytaniem, ale to zdawało się być silniejsze od niej samej. Odsunęła się od krawędzi i podeszła do niego na klęczkach. Chwycił ją za rękę i ściągnął do siebie, gdy tylko przesunęła wilgotną od łez dłonią po bliźnie na jego barku.
-Widzisz?- tym razem przyłożył jej dłoń do blizny ciągnącej się przez klatkę piersiową.  Zanikały powoli, by nie zostawić po sobie śladu.- To twoja zasługa- znów ściągnął ją bliżej siebie, oparła się na nim i zaczerwieniła gwałtownie- Dziewico.- roześmiał się, widząc jej reakcję.
-I to dlatego nie dasz mi spokoju?!
-Mimo wszystko, gwałty na dziewicach nie leżą w moim zwyczaju. Wolałbym damę najpierw uwieść, a później się zabawić. Mimo tak nędznej powłoki, uroku chyba mi nie brakuje.-ściszył głos. Nie zaprzeczyła.
-Jesteś zbyt pewny siebie, Auruo.- syknęła, odpychając się od niego.
-W końcu jestem Smokiem. Czemu nazywasz mnie Auruo?
-Głupie pytanie, Złoty Smoku. Może wolałbyś, żebym mówiła na Ciebie, Złociutki? Niedoczekanie.- prychnęła, podnosząc się ze skalistego podłoża.
-Zdążyłem już zatuszować ślady twojej obecności w mieście i wyczyścić twoje rejestry, więc zapewne będziesz chciała wrócić do miasta.- zerknął na nią kątem oka.
- Musiałbyś mnie zabić, żeby tego dokonać.- odparła zaskoczona, co spotkało się z zadowolonym uśmieszkiem błękitnookiego.
-Wystarczyło zwabić samotną dziewkę w szlafroku, wepchnąć jej strzałę w bok i zatuszować wszystko podpaleniem. Nikt nie będzie tęsknił za starą panną.- odrzekł usatysfakcjonowany swoim dziełem. Zoe postanowiła to przemilczeć, a smok kontynuował.- Tak więc teraz, skoro jesteś już zupełnie anonimowa, możemy przystąpić do akcji. Obiecałem Ci to, moja Inauratam.
-Cokolwiek, byle nie z takim imieniem.- obruszyła się- Nie przywłaszczysz mnie sobie.
-A czy już tego nie zrobiłem?- uśmiechał się, tym razem niewinnie.
-Gdyby nie to, że nie mam skrzydeł i jeszcze mi życie miłe, już by mnie tu dawno nie było!
-Cierpliwości.-mruknął, zeskakując ze skarpy. Trzask rozdzieranej ludzkiej powłoki, znów sprawił, że nieśmiałe ptaki znów zamilkły na jakiś czas.
-Nie zostawiaj mnie tu!- wrzasnęła za nim, ale było już za późno. Ręce opadły jej z bezsilności. Cofnęła się do łóżka, zgarnęła z niego narzutę i wróciła na krawędź jaskini, szczelnie się nią owijając.




TEH END.
A to tylko rozdział. Będą następne :3

Mam nadzieję, że pomysł z dziewicą nie jest oklepany xD Smok wybrnął z sytuacji xDD
A jakże to tak, w skorumpowanym świecie znaleźć dziewicę? To jak wygrana na loterii.
Smoki to doceniają xD





poniedziałek, 7 lipca 2014

|113| Powiem tyle

Świeci słońce, jest piękna pogoda za oknem, aż chce się żyć.

NIESTETY.

Ja chyba mam depresję.
Wszystko mnie przytłacza.
Nie. Mam. Siły.
Chce mi się płakać.
Uśmiecham się jednak dalej.
No bo co...
Nie pozostaje mi nic więcej.


Smut wielki.
Smenty(smęty) , wiem.

Daję znać, że żyję.



czwartek, 19 czerwca 2014

|112| Długi weekend aż za krótki.

Jutro też idę do pracy. Pociesza, albo i nie pociesza mnie w ogóle fakt, że jest tyle pracy. Urlop coraz bliżej co prawda, ale mimo wszystko już przydałoby mi się podładować akumulatorki.
Zauważyłam, że im lepsza pogoda za oknem, tym bardziej chce mi się robić coś kreatywnego.
Przykładowo - pisanie opowiadań. Wpadam wtedy na tyle pomysłów, że sama jestem w szoku.

STEAMSALE!
GABEN SIĘ WZBOGACA.

E3! ZA NAMI.
NOWE GRY.
NOWY WIEDŹMIN I NOWE ASSASSIN'S CREED.

I W OGÓLE TO MAM NASZYJNIK ASASYŃSKI ♥
JEST PRZEPIĘKNY.


I zaraz zaproszę Was chyba na trzecią część mojego smoczego opowiadania.
Co wy na to? :3



Rozdział 3


"Człowiek - zawszona, pazerna menda. Robactwo, na bogactwo łase."
- "Wiklinowy kosz" to wyśmienicie mizerna knajpa. Trzeba było wybrać inną melinę do schadzek ze wspólnikami, księżniczko.- kapitan powitał ich oboje dość opryskliwie, ochoczo wpychając oboje schwytanych do celi.
-Auruo, ty mendo.- Zoe syknęła na smoka.
-Auruo to, Auruo tamto. Daj już spokój, moja droga. Przesiedzisz tu swoje i zacznę działać.- smok rozejrzał się po lochu. Skrzywienie na jego przystojnej twarzy nastąpiło po zwróceniu uwagi na dawno nieopróżniane wiadro pełne mieszanki odchodów i wymiocin, albo czegoś, co bardzo je przypominało w odorze i wyglądzie. Ignorował przy tym fakt, że kapitan straży się im przysłuchuje.
-Raczej nie dotrwacie żadnych specjalnych akcji. Długo będziemy Was tu gościć.- szef zatrzasnął kraty do celi.- Ty, dziewucho, za długo ciągnące się występki, a ty za współpracę z poszukiwanym.
-Właśnie dlatego nie chciałam tu wylądować.- Zoe zignorowała wypowiedź kapitana, zwracając uwagę na smoka, który dalej wpatrywał się w brudne zakamarki celi z nieciekawym wyrazem twarzy.- Kapitanie Avido. Za te kilka flaszek mam tu siedzieć, aż zgrzybieję jak te prycze?- podniosła wzrok na szefa straży. Smok tylko przewrócił oczyma, uśmiechając się dyskretnie. Nie zauważyła tego.
-Czemu by nie? Kradzież to kradzież. Standardowo obcinamy palec i puszczamy wolno, ale ty straciłabyś na to już obie dłonie. Żaden pożytek z kaleki.- Avido rozsiadł się przy masywnym stole nijak nie pasującym do obskurnego wystroju podziemnej salki.
-Musisz być dobra, skoro dopiero cię złapali, moja Zoe.- wymruczał smok. Dziewczyna usiadła ostrożnie na brzegu kruszejącej pryczy i wsparła ręce na kolanach.
-Gdyby nie ty, dalej spałabym sobie...
-W jakiejś zapchlonej norce bez możliwości odświeżenia się po ciężkim dniu. Nie dziękuj mi za to, że dzisiaj promieniejesz.- smok podszedł do niej.
-Wylądowałam w gorszej norze i to razem z Tobą, erotomanie.- obruszyła się, gdy smok już klęcząc, położył dłoń na jej udzie.
-Żeby on jeszcze był zwykłym erotomanem!- krzyknął nagle kapitan.- A on Cię zwyczajnie do nas doprowadził.- złotooki podniósł się z krzesła, bawiąc się kluczem do celi.
-Słucham?!- spojrzała na smoka. Uśmiechał się pod nosem, przymykając oczy. Podniósł powieki i powoli puścił jej oczko, coraz szerzej się przy tym uśmiechając.
-Jestem tylko podróżnym, którego próbowałaś okraść i naciągnąć na koszta w karczmie. Z drugiej strony, nawet jeśli bym za ciebie płacił, musiałabyś się odwdzięczyć. Nawet tego nie zaznałem.-westchnął teatralnie Auruo.- Mniej zapłaciłbym pewnie w burdelu.- podniósł się z miejsca i wykonał kilka kroków, żeby znaleźć się przy wyjściu z celi.
-Wyłaź, zanim się rozmyślę.- warknął kapitan, gdy Smok odwrócił się jeszcze by spojrzeć na zdezorientowaną twarz dziewczyny.
-To jakieś kpiny!- z wrażenia zupełnie opadły jej ręce. Zostanie tu na dłużej, pewnie. Siedziała tak w samym szlafroku, podczas gdy Smok, którego nazwała Auruo, wydostawał się właśnie na wolność. Przeklinała go pod nosem.- Sczeźnij w piekle, gadzie.- syknęła mu na odchodne. 


To koniec! Zoe może się pożegnać z reputacją nieuchwytnego łotrzyka. Zostanie tutaj tak długo dopóki się ktoś nad nią nie zlituje, albo dopóki nie zainteresuje się nią któryś ze strażników. To pierwsze jest wątpliwe, a drugie bardziej niż prawdopodobne, zważając na fakt, że ona siedzi tu sama w zaledwie jednej szmatce, a strażnicy znani są z tego, że po pijaku są dość wulgarni. Długo czekać nie musiała, aż kapitan się zmył. Dopóki do późnego popołudnia siedział przy stole, przeglądając i spisując raporty, żaden nie odezwał się nawet słowem. Teraz wystarczyło, by zamknęły się za nim drzwi, a zaczęli się do niej dobierać.
-Od kiedy to kurwy lądują w lochach za usługi?
-Nie twój zasrany interes, grubasie.- warknęła. Zarechotali.
-Doigrałaś się, a było nie kombinować na prawo i lewo. Teraz jesteś zdana na naszą łaskę.- najchudszy ze strażników w przydużej zbroi zbliżył się do krat. Zwróciła uwagę na to, że do pasa ma podczepiony klucz do jej celi. Podniosła się i podeszła do kraty.
-Chce mi się pić.- oznajmiła.
-Bimber powinien rozchylić ci nogi wystarczająco.- grubas zrobił błąd, że wsadził rękę z flaszką pomiędzy kraty. Zoe złapała go pod łokciem i pociągnęła gwałtownie w swoim kierunku, zapierając się nogą o murek. Strażnik łupnął łbem o kratę i począł osuwać się po niej na ziemię. Odczepiła klucz i usiadła z powrotem na pryczy, bawiąc się nim.
-Nierozważne to było.- mruknęła.
-Ty dziwko portowa!- wrzasnął najgrubszy ze strażników, któremu z kolei zbroja się nie domykała. Byli w kropce. Nie mieli najwidoczniej drugiego klucza. Z drugiej strony, Zoe też nie miała jak w tej chwili uciec. Strażnicy nie byli specjalnie wyszkoleni, mogłaby dać im radę sama, ale nijak uśmiecha się jej dostać z halabardy w brzuch. Szlag by to wszystko.- sarknęła, przyglądając się zagotowanym pod zbrojami ludziom. Nie wiedzieli, co ze sobą zrobić.
-Dobra, wystarczy, że będziemy udawać przed szefem, że wszystko jest w porządku.- sapnął jeden. Reszta była na tyle niekumata, że poparli idiotyczny pomysł.
-O ile mi wiadomo, to właśnie kapitan straży wyciąga z celi więźnia, żeby odprowadzić go do sądu. Nie mylę się?
-Zamknij się.- ciemna masa zareagowała tak samo, w tym samym momencie.
Zoe poprawiła na sobie szlafrok. Ta gadzina ją wykorzystała. Pytanie tylko, co by było, gdyby faktycznie się z nim przespała. Prychnęła pod nosem. Absurd. Wsparła rękę na swoim kolanie, w dłoni ułożyła swój policzek. Westchnęła.
Nic by się nie stało.
Gdyby miała dostęp do informacji odnośnie służebności Demonów na pewno w historii nikt nie miał na usługach smoka.
-Tak chcesz mnie podejść...- mruknęła do siebie, zerkając przez przymrużone oczy na ulicę na której właśnie zapaliły się światła. W bajki nie uwierzę.- trzeba się będzie zdrzemnąć. Zoe miała tylko nadzieję, że nie będzie w nocy padać, bo cały syf wleje się do środka celi. Stąd te szmaty, zapróchniałe łóżka i wiadro z pomyjami, zastawiające odpływ ściekowy. A może to wiadro nie zastawiało odpływu, a było jego przedłużeniem? W tym samym momencie na nie do końca zidentyfikowanej powierzchni płynów pojawił się tłusty bąbel pełen gazu. Dziewczyna mało co nie zwymiotowała, gdy rozchlapał się nadzwyczaj gęsto po zgniłej posadzce roznosząc nieprzyjemny smród.

Coś wybuchło z daleka. Do miejskiego loszku wpadł kapitan.
-Do broni, imbecyle! Smok atakuje!- warknął. Po chwili w powietrzu rozbrzmiał dźwięk magicznych syren strażniczych, zabierając jednocześnie całe światło z miasta.
Smoka było już jednak słychać z dość bliskiej odległości. Zoe stała właśnie przy kratach, obserwując. Nagle loch zrobił się pusty, a ona zyskała szansę ucieczki. Otworzyła delikatnie drzwi do celi. Strażnika, który leżał nieprzytomny wciągnęła do środka, zamknęła celę na trzy spusty, a klucz wrzuciła celnie do nieszczęsnego wiadra.
Budynek zatrząsł się w posadach. Dziewczyna wystrzeliła z lochów, otworzyła drzwi z impetem, by zaraz je zamknąć. Ściana ognia nie dawała strażnikom szans by gdziekolwiek uciec. Smok musiał znajdować się aktualnie na szczycie posterunku. Po raz kolejny otworzyła drzwi. Zauważyła kapitana, kierującego łucznikami. On również zwrócił na nią uwagę. Skrzywił się tylko, bo teraz przepędzenie smoka z miasta było ważniejsze. Jednak skierował na nią jednego ze swoich łuczników.
-Strzelaj! Ten więzień mi nie ucieknie!- jak rozkazał, tak się stało. Strzała przeszła przez bok dziewczyny. Niewiele szczęścia brakowałoby, a skończyłoby się jedynie na draśnięciu. Padła na kolana wrzeszcząc z bólu. Strzała na bestie trzymała się na kawałku skóry zaledwie, krew spływała strużką pod jej szlafrokiem. Smok zawył złowrogo. Dziewczyna przestraszyła się już tylko jego. Poderwała się w górę i pobiegła ile sił jak najdalej od miejsca zdarzenia. Zatrzymała się w alejce. Zdarła z linki pranie jakiejś mieszczki. Jedną szmatę włożyła do ust i zagryzła mocno. Oparła się o ścianę, zbierając siły na wyciągnięcie strzały ze swojego boku. Każdy najdrobniejszy ruch trzonem pocisku sprawiał jej ból.
-Mam dość!- jęknęła, zaciskając zęby i wyrywając strzałę. Drugą szmatę przycisnęła do rany. Obdarła część szlafroka i zawiązała wokół talii ciasno, by utrzymać opatrunek na miejscu. Zaczęła tracić wszelkie siły. Wciągnęła na siebie jeszcze przyduże spodnie i ruszyła dalej chwiejnym krokiem.

Trzymała się drobniejszych uliczek, powłóczyła nogami, opadając z sił coraz bardziej. Na jej twarzy zjawiły się już krople zimnego potu i objawy narastającej gorączki. Jeśli na ulicach nie było świateł, był to znak, że alarm wciąż trwa.
-Kolejny błąd mojego życia.- jęknęła sama do siebie. Umrze tu, w ciemnej uliczce, pod czyimś oknem i nikt nie zorientuje się, że ona tu leży, dopóki szczury nie zlecą się na posiłek.
Osunęła się na ziemię u wylotu uliczki. Oddychała ciężko. Widziała jak smok odlatuje, ziejąc ogniem po kilkunastu posiadłościach.-Ty mendo.
Zanim światła zawitają na dobre na ulicach, minie jeszcze sporo czasu. Załkała o pomoc, prawdziwie zdesperowana. Miała kiepską tolerancję na ból i gorączkę i do tej pory udało jej się tego unikać. Podniosła się i podeszła do pierwszych lepszych drzwi.
-Gospodarzu...- uderzyła wątło w drzwi- Gospodarzu, pomóżcie. Smok już odleciał...- usiadła pod drzwiami.
-Odejdź włóczęgo. W trakcie alarmu nie możemy nikomu otwierać!- usłyszała przestraszony głos mężczyzny.
-Też mi dekret.- zaszumiało jej w głowie. Jeszcze chwila i znów wyląduje w łapach strażników.


Auruo, ciekawe imię- stwierdził smok. Pikował akurat prosto do urwiska, wcześniej zasłaniając się ścianą ciężkiego dymu. Wiedział doskonale, gdzie znajduje się dziewczyna i jak daleko od niej są strażnicy. Chwila wystarczyła by znalazł się na miejscu.
Słabnąca Zoe rozsiewała wokół siebie zapach świeżej krwi, tracąc coraz więcej energii.
- Wspominałem, że trochę poczekasz, zanim zaczniemy rewolucję, moja droga. Syknęła tylko.
- Z takim rozmachem to mnie jeszcze nikt nie ratował.- rzuciła słabo. Smok roześmiał się.
- Widzę, że sama dajesz sobie radę doskonale.
- Puść mnie z łaski swojej, gadzie.- warknęła. Skoczyła jej adrenalina. Wywinęła mu się z ramion. Upadła na ziemię jak kot, ale już nie mogła się podnieść.
- Proszę bardzo.- smok wzruszył ramionami i bezceremonialnie ją wyminął.
- A idź stąd! Nie mam zamiaru się z tobą bawić.- klęknęła, chwytając się za bok. Niebieskooki stanął nagle w miejscu, obrócił się gwałtownie i klęknął przy niej. Złapał ją za ranę. Załkała, krzywiąc się i prawie przywaliła mu czołem w nos, gdyby nie to, że odchylił głowę i pozwolił zatrzymać jej się na własnym ramieniu.- Chce mi się spać...- wzdrygnęła się. Chciała się od niego odepchnąć, ale znów ścisnął jej ranę powodując kolejną falę bólu, tym razem obezwładniającego.

______

NO. Mam nadzieję, że się podobało :3

niedziela, 15 czerwca 2014

|111| Kolejny rozdział, niech Wam bedzie.

U mnie ciężko. Ciągle pracuję. Nie mam na nic czasu, czy nawet siły. Zostaje mi niedziela do wypoczęcia, a to naprawdę niewiele.

No nic, to. Mam nadzieję, że chociaż chwilowy przypływ weny da wam znać, że jeszcze nie jest ze mną tak źle :3

Rozdział 2

"Tak niesamowita jest ochrona i bezpieczeństwo społeczeństwa, że szkoda gadać."

Gdy zamknęły się za nią drzwi, dziękowała bogom za ratunek, ale stanęła w obliczu innego zagrożenia.
-Spokojnie, tu już nic ci nie grozi.
-Dziękuję za pomoc i doceniam to, ale muszę już iść.
-Wspominałem, że nie chcę zawracać głowy strażnikom. Dokładnie zdajesz sobie sprawę z tego, co miałem na myśli, a ja doskonale wiem kiedy ktoś przechowuje moje rzeczy w swoich kieszeniach, moja droga.- mężczyzna skrzyżował  ręce na piersi. Zoe przełknęła głośno ślinę.
-Miałam zamiar to oddać- wydusiła z siebie.
-Nie widzę takiej potrzeby, złodziejaszku... Ale żeby w biały dzień kraść owoce i to jeszcze w trakcie nalotu smoka?- mężczyzna uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd białych, równych zębów, po czym zdjął okulary. Jego błękitne oczy wpatrywały się w nią z nieskrywaną satysfakcją. - I gdyby nie ta poranna akcja z kapitanem, już dawno wpadłabyś w moje sidła.
-Co?
-A tak zmusiłaś mnie do przywdziania tej marnej, ludzkiej powłoki, żebym tylko mógł cię znowu dopaść, moja Zoe.- mężczyzna spojrzał z pogardą na swoją dłoń.


 Dziewczyna cofnęła się do drzwi. Chciała już pociągnąć za klamkę, ale drzwi ani drgnęły, a ona padła na kolana niczym rażona gromem. Osunęła się na plecy, widząc jak mężczyzna podchodzi do niej.
-Jak to, jesteś smokiem?- jęknęła, nie mogąc się ruszyć.Ku uciesze wilka w owczej skórze nie mogła drgnąć jeszcze przez dłuższy czas. Był to moment wystarczający, by za skinieniem ręki poznać dotyk jej skóry.
- Przemiana w człowieka właśnie dla takich momentów staje się czegoś warta.- szczerzył swoje zęby coraz bardziej. Odtrąciła jego rękę od swojej piersi, powodując, że zawarczał groźnie.
- Nie jestem panną do towarzystwa. Mówiłam już, że nie chcę ci tutaj towarzyszyć.- syknęła, podnosząc się z miejsca.
- Która z dziewek nie marzy skrycie o przygodnym seksie z Drakonitą, hm?- podniósł się z klęczek.
- Oj, bo padnę Ci w ramiona!- wzniosła oczy ku niebu- Księżniczki w wieżach pewnie nie narzekają.
- Tylko po to zamyka się je w wieżach, doprawdy.
- Mało ci?
- Coraz mniej księżniczek na tym padole, moja Zoe.
- Nie jestem twoja, smoku.- warknęła, obserwując go uważnie. Przeszedł spokojnie w kierunku łóżka. Rozłożył się na nim wygodnie. Do drzwi zapukał karczmarz z jedzeniem. Dziewczyna zwietrzyła okazję by mu otworzyć. Wymknęłaby się drzwiami, gdyby Drakonita jej nie odciągnął.
-Strażnicy nie będą już problemem dla panienki.- oznajmił właściciel knajpy. Zoe usłyszała też, jak smok odprawił  poddenerwowanego śpiącymi strażnikami mężczyznę. Mógłby mieć przecież kłopoty za przetrzymywanie wszelakich złodziei pod swoim dachem. Nie wspominając już o nadszarpniętej renomie karczmy.
-Jestem pewien, że po tym trunku nie będą pamiętać nawet jak się tu znaleźli. Za miejsce dla damy już przecież dopłaciłem.- chwycił dwa wiklinowe kosze pełne jedzenia i trzasnął drzwiami.
Karczmarz jeszcze chwilę stał pod drzwiami, oniemiały. Po chwili dało się słyszeć jego ociężałe kroki. Mężczyzna zerknął do kosza z jedzeniem.
-Strawa wydaje się być znośna, lecz niezbyt wykwintna, jak na swoją cenę. - stwierdził, wzdychając teatralnie.
- Czego żeś się spodziewał na obrzeżach miasta?!- syknęła złośliwie. Spojrzał na nią z ukosa.
-Wiesz, czym jestem i jeszcze nie szczędzisz sobie języka. Znam sposoby na takie dziewki, moja Zoe.
- Póki co, widzę, że jesteś człowiekiem. Takie pogróżki to błahostka.
-Możemy zrobić tak.- uśmiechnął się - Będziesz pod moją protekcją tak długo, jak zechcę. Jedz. Twoje dzisiejsze wysiłki sprawiły, że wyglądasz marnie.- oznajmił. Dziewczyna uniosła brwi wysoko.
- Ja nie chcę żadnej protekcji. Zresztą smoki to podstępne gadziny, wiadomo z każdej bajki. W tym też jest jakiś haczyk...- nie chciała tego, ale brnęła dalej.
-Haczyk jest taki, że mi się kiedyś oddasz.- uśmiech nie schodził z jego twarzy. Dziewczę zaniemówiło na moment, by za chwilę wybuchnąć.
- Ani mi się śni!- krzyknęła wręcz, czerwieniąc się gwałtownie.
- Śnią się różne rzeczy. Nie chciałaś się czasem wyrwać z tej zapyziałej dziury. Zostawić za sobą barwną przeszłość? Może nawet z moją pomocą zasiadłabyś na tronie tego małego królestwa?- przyglądał się zmianom na jej twarzy ukontentowany. Bez problemu zauważył błysk w jej oku i usłyszał szybsze bicie serca, a potem wszystko ucichło. Twarz dziewczyny spoważniała, a oczy opanowały niesforny błysk podniecenia.
- Myślisz, że za te kilka słówek sprzedam się jak nie przymierzając, dziwka?- prychnęła, krzyżując ręce na piersi.- Grubo się mylisz, smoku. W takie bajki akurat nie jestem w stanie uwierzyć.
-Nie bez powodu nazywają mnie Złotym Smokiem.- niebieskooki skinął w kierunku Zoe. Nakazał, by wyjęła z kieszeni sakiewkę. Tak też zrobiła.- Wrzuć jedną monetę do kosza.- dodał.- Dziewczę ostrożnie wyjęło monetę z woreczka. Czyste złoto wrzuciła celnie do kosza, który smok postawił przed sobą. Nachylił się i chuchnął do środka delikatnie. Po chwili zaledwie wywrócił kosz i ze środka z charakterystycznym hałasem wysypało się złoto.
-Przecież to...
-Czyste złoto, owszem.
-Zmarnowałeś kosz dobrego jedzenia.- ciągnęła dalej.
-Niedługo będziesz jadła lepsze.- odparł lekko.
-Nie zgadzam się na współpracę.- Zoe szła w zaparte.
-Zgodziłaś się na współpracę, przekraczając próg tego pokoju, a teraz pozwól, że pójdę zaspokoić instynkty.- smok poderwał się z łóżka.- Zjedz coś, wykąp się i odetchnij. Od jutra zaczynamy rewolucję.- podszedł wolnym krokiem do drzwi.- Ach, radzę też nie opuszczać pokoju, jeśli nie chcesz do rana stracić kontroli nad swoim ciałem.- mrugnął do niej.
- Nie zostawisz mnie tu chyba?!
- Pod tą postacią znacznie trudniej mi oszczędzać magię, więc muszę się posilić czymś więcej niż przyprawionym kawałkiem martwego wołu. Energię życiową najlepiej wchłania się przez bliski kontakt fizyczny, a raczej ty mi tego nie zagwarantujesz, moja Zoe.
-Nie jestem twoja, smoku!- warknęła po raz kolejny, ale jego już w środku nie było

Beznadziejna sytuacja. Chyba w gorsze bagno nie mogła się wpakować. Tyle słyszała o Drakonitach i ich legendarnych wkładach w królewskie szeregi, ale zawsze sądziła, że to bujdy na resorach. Żyła przecież w na tyle nowoczesnym świecie, że pojawienie się Drakonity było graniczące z cudem. Cud. Przecież właśnie stała się więźniem jednej z legendarnych postaci.
Słyszała też o magicznych kontraktach z demonami, które to usługiwały człowiekowi w zamian za ustaloną dawkę energii życiowej. Nie sądziła jednak i odrzuciła od razu myśl o tym, jakoby Złoty Smok dał sobą pomiatać za trochę energii. Absurd.

Pokręciła głową, nalewając wody do wanny. Takiej odrobiny luksusu było jej trzeba. Po odświeżającej i jakże relaksującej kąpieli rozsiadła się na podłodze i przekąszając kolację, liczyła  wysypane z kosza złoto. Zastanawiała się nad sensem tego wszystkiego. Znużona myśleniem nawet nie zdążyła położyć się na łóżku. Wsparta ramieniem o jego krawędź, zasnęła, trzymając w dłoni zaśniedziałą monetę, którą wrzuciła do kosza zanim pojawiło się w nim więcej złota.


"Sąsiedzi nie mają pojęcia, co właśnie dzieje się za ścianą"



Smok wrócił nad ranem, a jego oczom ukazał się widok Zoe półnagiej, bo w samym szlafroku zaledwie. Spała tak, jak zasnęła. Zauważył monetę w jej rozchylonej dłoni. Uśmiech zawitał na jego twarzy, bo wiedział już, że jednak ma ją w garści.
-Moja droga Zoe.- nachylił się nad nią i klęknął po chwili. Zbliżył twarz do jej szyi i wtulił nos w dołeczek przy jej obojczyku. Te kilka pijanych dziewek było niczym kalorycznym w porównaniu do jej osóbki. Przebudziła się, przez chwilę nie wiedząc, co się dzieje. Potem niemalże wpełzła pod łóżko, uciekając przed mężczyzną.
-Oszalałeś?!- zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zaśmiał się.
-Biorę to, co mi się należy.
-Nic nie będziesz ode mnie brał! Idę stąd! Nie zatrzymuj mnie.
-W samym szlafroku, proszę bardzo. Nic, tylko patrzeć jak strażnicy zgarniają cię za ekshibicjonizm. Nie byłabyś nawet w stanie im uciec, czy skryć się w tłumie, moja Zoe. Gotowa na rewolucję?
-Nie. Ile razy mam powtarzać?- ścisnęła pięść, w której trzymała monetę.
-Nie przesadzaj, dziewczyno. Nie chciałabyś za to, co przed chwilą mieć smoka na usługach?
-Za co?!
-Przecież było tak przyjemnie.
-Kłamiesz.- zbladła znacznie, przerażona. Smok uśmiechnął się, przymykając przy tym oczy w rozbawieniu.
-Tak, prosty pocałunek wystarczy, byś zawarła ze mną umowę.
-Prosty pocałunek?! Nie wmawiaj mi teraz, że prosty pocałunek  spowoduje zawarcie umowy z demonem. Ohyda.- skrzywiła się.
-Ja jestem smokiem.
- Jeden pies!- przerwała mu.
-Dobrze więc. Od wczoraj roznoszą za tobą listy gończe, wiesz?- wymruczał.- Dają za twoją główkę pięćset sztuk złota. Naprawdę zalazłaś im za skórę, moja Zoe.- dodał. Dziewczyna jęknęła, niezadowolona.- Mógłbym to wszystko uciszyć, daj tylko znak.
- Do tej pory dawałam sobie jakoś radę.- podniosła się z podłogi.
-Jeden gest, Zoe. Tyle wystarczy...
-W zamian za co?- łyknęła haczyk. Obserwował ją kątem oka.
-Za jeden pocałunek.- podniósł się powoli, stając pewnie przed dziewczyną. Spojrzał w jej oczy, zahipnotyzował ją. Był pewien, że teraz już pójdzie mu z górki. Chwycił ją za brodę delikatnie i zdążył na ułamek sekundy zasmakować w jej drżących ustach, gdy miłą chwilę przerwała im wizyta dziesięciu chłopa.
-Z rozkazu kapitana, jesteście aresztowani!- strażnicy rozpełzli się po pokoju, rekwirując wszystko co w nim było.
-Szlag by cię, oszuście.- warknęła do smoka, gdy ją wyprowadzali.
-Łapy przy sobie, marny człowieku.- mężczyzna odepchnął od siebie jednego ze strażników, by zaraz zostać powalonym na ziemię przez czterech następnych.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

|110| Smok i ptaszyna.

Wypadałoby chyba zmienić szablon, na coś weselszego.

Mam nadzieję, że uda mi się dostać urlop pod koniec lipca. Chcę pojechać do Warszawy, do znajomych.
Martwię się, bo nie wiem jak będzie, a obiecałam chłopakom, że jednak przyjadę.

Web komiksy?
A czy ja mam tyle skilla, żeby rysować coś takiego? O czym by to miało być? Stworzyć swój komiks? O czym?

W przypływie weny, napiszę rozdział, albo dwa, jakiejś opowiastki. Szał twórczy.
Obiecuję Wam, że to opublikuję, a potem milczę przez trzy tygodnie.
Niezbyt to postępowe.

Rozdział 1

" Od kiedy to smoki bronią ptaszynę przed kotem?"

...
-Stój! Nie ruszaj się! Oddawaj to wino! - gdy strażnik wspomniał o skradzionym przedmiocie, rzeczona butelka całkiem drogiego wina pozwoliła sobie na frywolne wymknięcie się spod płaszcza łotrzyka. Złodziejaszek obrócił spojrzenie za resztkami rozpływającego się alkoholu, tracąc wszelkie nadzieje na dzisiejszy zarobek. Jednak strażnicy nie dawali za wygraną, podjudzeni utratą flaszki, która skonfiskowana, przechodziła bezpowrotnie na ich konto. Niestety, wino się zmarnowało, a tego złodziejaszka nie jest tak trudno złapać.
-Możecie go zostawić! Mi daleko nie ucieknie. To zwykły szczeniak.- drogę zastąpił strażnikom rosły mężczyzna o długich czarnych włosach, spod przymrużonych irytacją powiek, błyszczały leniwie złotozielone oczy. Odprawił zmęczonych podwładnych machnięciem ręki.- Ostatni raz mi się wymykasz, gówniarzu...- sarknął w kierunku uciekającego, przy okazji wyzywając pod nosem na nieudolność jego strażników. Skręcił w alejkę, prowadzącą przez skróty na skraj miasta. Siedział złodziejowi na ogonie.- To, że mieszkasz w barakach, to żadna nowość...- rzucił pod nosem. Uciekający, jakby słysząc jego słowa, obrócił się jeszcze w biegu, a widząc kapitana straży tuż za sobą, rzucił się w krzaki, zapominając zupełnie o urwisku.
-Proszę, proszę.- czarnowłosy stanął na krawędzi przepaści. Chwycił szamoczącego się złodzieja za rękę i przerzucił go sobie przez ramię, by za chwilę przejść na ścieżkę i zrzucić chłystka na ziemię.- Pokaż mordę, szczeniaku.- syknął, a nachylając się za łotrzykiem, szarpnął za jego głęboki kaptur. Jego oczom ukazała się lekko ubrudzona od kurzawy, damska twarzyczka.
Spojrzała na niego z ukosa, by po chwili na jej twarzy wymalowało się realne przerażenie.
Kapitan nie rzucał takiego cienia na ścieżkę. To nie drzewa tak rozpraszały światło słoneczne.
Na krawędzi urwiska zjawiła się bestia, która w ciszy i niemalże bezszelestnie zwinęła się w kłębek, okrywając skrzydłami dwójkę robaczków, jakby chciała zatrzymać widowisko dla siebie. 
Kapitan lustrujący postać dziewczyny, dopiero po chwili zwrócił uwagę na to, jak wszystko ucichło naokoło. Rozejrzał się powoli, by za chwilę gwałtownie się obrócić i stanąć twarzą w twarz z najprawdziwszym smokiem. Bestia ukazała rząd piekielnie ostrych zębisk w złośliwym uśmiechu i ignorując kapitana, wpatrywała się w dziewczynę parą błękitnych ślepi.
Dziewczę zerwało się, korzystając z okazji i zaczęło uciekać. Szczelina pomiędzy skrzydłami, zdawała się być specjalnie taka, by nieszczęśnica mogła się wydostać i zniknąć z oczu kapitana.
Smoczysko wydało z siebie pomruk zadowolenia, ale kapitan straży nie był zadowolony z jej ucieczki. Z drugiej jednak strony trzeba się było teraz skonfrontować z potworem. Smok jaki jest, każdy słyszał, a jeśli takowy już sobie coś umyśli, ciężko jest z nim pertraktować.
-Niespotykane, żeby smoki zjawiały się tuż pod miastem. Spłoszyłeś mi złodzieja, smoku.-rzekł bezceremonialnie.
-A Ty, człowieku, pozwoliłeś zorientować się mojej ofierze, że tu jestem.- wymruczała bestia, znów prezentując swoje uzębienie.- Zadowoliłbym się kapitanem straży miejskiej, a jakże, lecz marnie wyglądałoby to na Twoim własnym pogrzebie, nie sądzisz? Stąd też, zaznaj mojej łaski, daruję ci życie.- gad przeciągnął się niby od niechcenia, prezentując swoją wyższość nad człowiekiem. Złotooki uniósł jedną brew, poirytowany. Wiedział doskonale, że ze smokiem nie ma najmniejszej szansy, jeśli nie jest odpowiednio przygotowany.
Smok rozłożył skrzydła, wzbił się w powietrze, a odlatując smagnął jeszcze kapitana  w plecy. Mężczyzna zjeżył się tylko, obserwując potwora zataczającego koło nad miastem. Zachował spokój stając oko w oko z najprawdziwszym smokiem, a całe miasto sieje panikę, gdy bestia nie ma nawet ochoty na atak.

Zatrzymał się w powietrzu, poszukując swojej ofiary. Muzyką dla uszu były krzyki i płacz, drżącej ze strachu na jego widok, gawiedzi.
Gdyby tylko ukrywanie się w tych chatkach cokolwiek by wam dało.- westchnął, zażenowany. Jego wzrok wyłapał ofiarę. Dziewczę nawet w obliczu ataku smoka, szukało okazji, żeby coś podwędzić z opuszczonego stoiska. Zorientowało się chyba, bo wszystkie owoce wypadły mu ze zwiniętego materiału. Słyszał, jak dziewczyna klnie pod nosem i się wycofuje. Przestraszy ją trochę, w końcu i tak dziewczę padnie jego ofiarą.
Uskoczyła w ciemniejszą alejkę. Sprytnie. Stamtąd by jej nie sięgnął. Ryknął więc doniośle, a mury miasta zatrzęsły się w posadach. Darował sobie po chwili, bo i tak naciągnął już swoje zasady - nie atakować żadnego miasta, przez byle kaprys.
Odleciał.

Zoe na dzień dzisiejszy miała dość ucieczek i nieudanych kradzieży. Jeszcze dwukrotnie spotkała się ze smokiem. Wracała właśnie do siebie, za każdym razem obierając inną trasę powrotu. Nie mogła przecież pozwolić na to, żeby ktokolwiek odkrył drogę do jej kryjówki.
Jednak jej wewnętrzna natura nie pozwalała jej zignorować okazji na zdobycie grosza od kilku nierozważnych podróżników.
Jeden z nich wyglądał na dość bogatego i chyba był dostatecznie mocno znużony poszukiwaniem noclegu. Podeszła go po cichu od tyłu. Odczepiła od jego pasa sakiewkę ze złotem, skryła ją chybcikiem w wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyprzedziła jegomościa, jak gdyby nigdy nic.
-Hola! Panienko!- włos jej się zjeżył na karku, gdy tylko usłyszała, że mężczyzna ją woła.- Doprawdy, nie mam ochoty zawracać głowy strażnikom~!- dodał. Zoe spięła się, ale odwróciła głowę w jego kierunku.- Powiesz mi może, gdzie znajdę jakiś nocleg?- spytał, uśmiechając się leniwie i zerkając na dziewczynę spod delikatnych okularów.
-Niedaleko stąd jest karczma, z całkiem przytulnymi pokoikami...
-A mogłabyś dotrzymać mi towarzystwa?
-Proszę wybaczyć, nie jestem przewodnikiem.- poczuła, że traci kontrolę nad nerwami.
-Ach, spokojnie! Zapłacę!- mężczyzna zaczął sięgać po sakiewkę, której tam nie było. Zoe doskoczyła do niego.
- Nie trzeba!- uniosła ręce w geście zapewnienia.
-To jak będzie? Jak ci na imię, dziewczyno?- mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, lecz zauważalnie.
-Zoe.- westchnęła.- Zaprowadzę pana do tej karczmy...-rzuciła zrezygnowana.
-Wyśmienicie! Prowadź.- wyśpiewał, machając ręką w otwartym geście. Wciągnęła powietrze w płuca. Mogła sobie darować...
-Może w nagrodę zechciałabyś mi potowarzyszyć przy kolacji, hm? Nalegam. Nie znam okolicy, a będę się czuł raźniej u boku kogoś zaufanego, Zoe.- uśmiech wciąż nie schodził z twarzy mężczyzny. I albo jej się wydawało, albo specjalnie podkreślał ostatnie słowa, bo cholernie zaczęło jej to ciążyć. Sakiewka ukryta przy piersi też zaczęła się robić dziwnie ciężka.- Wyglądasz mi na głodną istotkę.
-Nie trzeba.- zatrzymała się przed karczmą.- To tutaj.
-Na pewno?
-Z pewnością...- rzuciła, rozglądając się niepewnie. Za rogiem pojawił się kolejny, nieoczekiwany element dzisiejszego wieczoru.- No, niechże ten dzień się już skończy!- jęknęła, wskakując do środka, zanim strażnicy zorientowali się, że to ona.
-Czyli jednak.- podróżny zerknął na strażników i uśmiechnął się pod nosem.- Jakieś osobiste zatargi?- przedostawał się właśnie między stolikami w zatłoczonej karczmie.
-Coś w ten deseń. Powiedzmy, że nie płacę podatków.- syknęła, oglądając się co chwilę w kierunku drzwi.
-Widzę, że masz kłopoty.- westchnął.-Chcę wynająć pokój i proszę dostarczyć tam wszystkiego, co macie najlepsze podwójnie.- zwrócił się do karczmarza, który z kolei zmierzył go podejrzliwym wzrokiem. Mężczyzna znikąd wyjął inną sakiewkę pełną monet, zupełnie nie przejmując się brakiem tej poprzedniej.
Zoe zaczęła panikować. Strażnicy jednak wkroczyli do karczmy, więc doskoczyła znów do mężczyzny. Z dwojga złego, lepiej w tę stronę - oberwać od podróżnika i zostać z niczym, ku przestrodze, aniżeli wpakować się w tłuste łapska strażników i siedzieć do końca życia w zapleśniałych lochach z resztą miejskiej szajki.
Okularnik o czymś jeszcze rozmawiał z karczmarzem, po czym pchnął dziewczynę w kierunku zaplecza.- Pakuj się na górę, Zoe.
-Hej, ty!- krzyknął już za nią jeden ze strażników. Zauważyli ją. Gospodarz podleciał do nich z dwoma butelkami najmocniejszego alkoholu. Żaden, ale to żaden strażnik, nie przepuści okazji, żeby się napić.- Ech, ta mała kurwa może sobie poczekać...


TUH DUH!
MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZYPADNIE WAM DO GUSTU :3

poniedziałek, 19 maja 2014

|109| KURDEBELA.

Dobra!

Wielki powrót Aikoosia!
KTO JEDZIE ZE MNĄ NA NOWĄ GODZILLĘ?
KTO USZYJE MI COSPLAY?
(Tak, jeszcze nic nie ruszyłam)

Nie mam czasu na nic, co wymaga chwili spokoju. Pracuję nawet w soboty, omijają mnie imprezy. W ten piątek miałam okazję pobalować z okazji moich i mojej kumpeli urodzin, żeśmy się dobrały 13 maja xD


Uwah! Praca się uspokoi. Rozkręcamy się ze streamami. Tak, bo znajduję czas na granie z ludźmi.
Vedę kojarzycie?
-->VEDA KUSAKABE<--

Tutaj co jakiś czas Veda wrzuca streamy, na twitchu też go znajdziecie. Najbliższy livestream w środę 21.05! http://www.twitch.tv/vedakun W godzinach wieczornych, pewnie coś koło 18/19.

Usłyszycie Aikoosia, jak rzuca mięsem i rage'uje.


DERP.

Tak bardzo zapędy na wielkie rzeczy, tak bardzo brak rozpędu na starcie wielkich rzeczy.
Jakieś metody na mobilizację, anyone?
POZDRAWIAM WAS WSZYSTKICH.
W końcu robi się cieplej!


CHCĘ TAKIE WŁOSY.
AMEN.

niedziela, 20 kwietnia 2014

|108| WESOŁEGO. ŚMIGUS DYNGUS. LEJ TĘ COLĘ.


W piątek byłam na zdjęciach. Od pierwszego dnia wiosny chodzą na mój temat jakieś plotki, które są absurdalnie śmieszne xD
Nie będę tego tu zdradzać, ale wszyscy i tak obracają to w żarty, więc jest całkiem luźno xD

Właśnie, święta. Jakoś ich nie czuję, wiecie? Poza tym, że mogę skorzystać z jednego wolnego dnia więcej. Cóż. Coś pękło już dawno i ta radość ze świąt też minęła, choć starałam się jak mogłam sama z siebie podratować rodzinną atmosferę. Widzę, że to nie ma sensu, bo coś się zawsze musi wydarzyć i nie mamy nawet jak usiąść razem do stołu. To już kolejne takie święta.
MEH.

Nieważne!

Zdjęcia, zdjęcia! :3







Udaję, że tańczę :3
Nie potrafię być poważna xD

:3 Nasze manatki z tyłu o.o 

Told ya. Nie potrafię xD
Ciepełko robi swoje. Korzystanie z pogody na najwyższym poziomie. Oczywista rzecz, ognisko xD

Tak pięknie wczoraj wyglądało.
Mogłabym siedzieć przy takim co wieczór.

NARYSOWAĆ WAM COŚ? BO MUSZĘ SIĘ ROZRUSZAĆ, A NIE MAM POMYSŁU.

Edit:

Znalazła mi się wena na chwilę~ 

Znacie grę pt. Dishonored?



Rysowanie po własnym ciele jest zabawne ^^
Hah! A teraz Ryuko-chan po raz kolejny :3














sobota, 22 marca 2014

|107| Wiosna, wiosna.

Tak, nadeszła. Wczorajszy dzień był piękny, nawet mimo chłodnego wiatru, który zerwał się po południu. Wieczorem, klasyczne topienie Marzanny *if u know what i mean*. Tak, tak, tak. Piwko, kiełbaski i ognisko.
Dzisiaj już nie jest tak ładnie, a szkoda.
Wolałabym jednak jeszcze skorzystać z pogody ;-;
W pracy cisza i spokój. Jest aż za mało pracy.
Mam zablokowany przepływ many, w sensie Weny. Chcę coś stworzyć, napisać, narysować, ale. Właśnie, ALE.
*DUM DUM DUMMM*
NIEMAMPOMYSŁU.
>_<
Chociaż ostatnio zaczęłam coś skrobać o smoku. Zainspirował mnie do tego jeden art.



Jak myślicie, uda mi się tak wykreować ten świat, żeby samej się wciągnąć?
Według mnie pomysł jest przedni. :3
Nawet jeśli bym miała zakończyć to w formie krótkiego opowiadania i umieściłabym je tutaj, co? Ostatnio zaprzestałam wrzucania jakiejkolwiek mojej twórczości pisanej. Może dlatego właśnie mam tego artblocka, bo nie mam motywacji. xD
CO WY NA TO?

niedziela, 2 marca 2014

|106| To już rok pracy


Tak, wczoraj minął rok jak pracuję.
Dziwnie się z tym czuję. Naprawdę.

Ostatki spędziłam w domu, spałam.

Aikooś kombinował jak tu ułożyć fryzurę w peruce...

Wymyślił coś takiego. Roztrzepanie kontrolowane, ale dalej było nie tego. Zbierała się odwaga na cięcie wiga...

Tuh duh! Chyba wygląda znośnie :3 Wig daje się prostować, pierwsze w życiu przycinanie grzywki chyba wyszło względnie xD
Szykujcie się na nową notkę w przyszłym tygodniu, gdzie Aikooś będzie miał włoski koloru fioletowego. Żegnam się z niepewnym brązem. Próbować można wszystkiego, a nawet trzeba.
A niebieskie włosy chyba mi pasują, co? xD

NIE MAM CZEGO WRZUCAĆ.
DAM WAM MOJEGO NATHANA.

Więcej zdjęć niż pisania, bo nie wiem, o czym pisać.

piątek, 21 lutego 2014

|105| JESZCZE MOMENT


Luty zleciał mi tak, że nie wiem jaki jest dzień tygodnia i kilka razy dziennie sprawdzam to w kalendarzu. Doprawdy.

Krótki miesiąc w którym nic a nic się nie wydarzyło.
Peruka nieruszona, rysowanie... HM.
Moje ambitne plany na coś twórczego poszły jak Pasja w Naturę z reklam Hortexa.
XDD
Za tydzień stuknie mi rok, jak pracuję. Wyobrażacie sobie?
Ja nawet nie spodziewałam się, że to zleci tak szybko, a w tym czasie w zasadzie niczego nie ogarnęłam.
Poza tym, że mam swojego laptopa.
Kilka gadżetów. Ekhm.
Kolejne trzydzieści gier na platformie STEAM.

Gramy.
Z chłopakami.
W zasadzie na większość umówionych akcji jestem sama z bandą zboczeńców xDD
Ale to fajne, nie afiszuję się, że jestem dziewczyną i gram.
W OGÓLE.
Po przeczytaniu "Sezonu Burz" Sapkowskiego, ostatnio trafiła mi się okazja na zakupienie dwóch części gry
pt. Wiedźmin. Ciskam teraz w pierwszą część. Żebym tylko nie zablokowała się w tym samym momencie, co zwykle, bo to byłaby moja porażka ;-;
DAM RADĘ.

Teraz na sto procent wiem, że będę farbować włosy.
Chcę rozjaśnić końcówki i na całą czuprynę położyć fiolet. Dość jebitny fiolet.
Ciekawe tylko jak zareagują ludzie xD

Obejrzałam dzisiaj dziewiętnasty epizod Kill la Kill.
Szczęka opadła mi jeszcze bardziej niż przy odcinku osiemnastym. Jeśli anime zakończy się z takim hukiem, zostanę przy nim na dłużej, bo nawet  w Ao no Exorcist, czy przy Sword Art Online zabrakło takiego pierdolnięcia, jakie pojawiło się tutaj.
I zaraz Aikooś po obejrzeniu odcinka wbija na tumblr. (tak, mam go dziada; instagrama też mam, hipsteryzuję, ot co) GIFY, GRAFIKI, WINCYJ GIFÓW!
I chyba zrobię sobie tatuaż. Na nadgarstku.
Niewielki, ale znaczący, łatwy do zastąpienia w znaczeniu. Chociaż wiem, że moja pasja, jeśli się już trzyma szmat czasu, to nie minie. Zdarzają się mi tylko lekkie zachwiania. Jak każdemu.

COSPLAY, COSPLAY, COSPLAY.

Na kogo bym Wam jeszcze pasowała?
Ryuko to raczej dobra opcja, o ile nie na pewno dobry wybór :3
Są jakieś postacie, które byście mi zaproponowali?
Czekam na propozycje.
Mogą to być postacie z anime, z gier.
Spłacę laptopa i będę do przodu z kasą, więc będzie już konkretnie ^^
Zastanawiajcie się i dajcie znać, moi drodzy.
A tymczasem, żegnam się ja, Aikooś :3
Ja ne!

niedziela, 9 lutego 2014

|104| MY GODNESS...



Walentynki coraz bliżej. Będę cisnąć samotniaczki ♥
Co do cosplayowania. Chyba zrobię kilka strojów.
Jeden klasyczny - ending KLK.
Drugi - mundurek zwany Senketsu.

Boję się stylizować wiga, póki co, bo nawet nie mam na czym go rozwiesić.
ALE. Bądźmy dobrej myśli :D

W ogóle, muszę Wam powiedzieć, że w tym tygodniu skończyłam Assassin's Creed IV.
I wzięłam się za Liberation HD, które wyszło stosunkowo niedawno (koniec stycznia).
Wracając do czwóreczki - JEST NIESAMOWITA!
Płyniesz statkiem, słuchasz szant i masz ich tyle, ile zdobędziesz kartek z tekstami w danych lokacjach.
Kingston, Havana, Nassau! Urokliwe miejsca, świetnie się biega po dżunglach, przywiązałam się do Edwarda choć przez większość gry miałam mieszane uczucia co do jego zamiarów. Mwah!
Masakra, mówię Wam.
Wyższość tej gry nad innymi częściami? Trudno stwierdzić. Jestem jednak przekonana, że nacisk na pirackie bitwy w trakcie żeglugi nie były złym wyjściem. Z początku się cykałam, potem po zgarnięciu kilku frachtowców, fregat, czy Man O' War poczułam, że nawet nadmorskie forty to dla mnie pikuś przy dobrej strategii walki. O, taak~
Co najlepsze, po ukończeniu fabuły można grać dalej i wyczyścić zupełnie mapę, przejąć resztę nadmorskich fortów Imperium Brytyjskiego, czy Hiszpanii. Można zdobyć legendarny statek.
No, magia po prostu.

Ja się rozpisuję na temat gry o której i tak pewnie większość z Was nie słyszała. Wiem, jednak, że niewielkie grono wie dokładnie o czym mówię.

Do czego ja... Sama nie wiem. Co by Wam tu jeszcze napisać.

A WŁAŚNIE.
Chce mi się pisać RP.
Z kimkolwiek.
Opowiadania :3
Do własnych nie mam weny, hoho~
Nic nowego.
Są chętni na jakieś coś fajnego, kreatywnego?
Jestem otwarta na pomysły, moi drodzy.

:D
Do zobaczyska za tydzień! (Mam taką nadzieję o.o)

sobota, 25 stycznia 2014

|103| WUWAAAAAAH!

Przyjechał mój wig!
TAK! MAM GO OD WCZORAJ!
JEST PIĘKNY, ALE MUSZĘ GO JESZCZE WYSTYLIZOWAĆ @_@

Włoski są gęste, mają piękny kolor i jestem z tego wiga ogromnie zadowolona.
Szybko przyszedł, no nie?

A miał być między końcem stycznia, aż do końca lutego.
Tymczasem nie minęły nawet dwa tygodnie, jak wig znalazł się w moich łapkach <3

Teraz tylko szukać materiałów na cosplay *^* Mwahahah~
TAKA RADOŚĆ,
TAKI MRÓZ,
Z DOMU NIE WYCHODZĘ.
ŻYJĘ :3



No i pakupałam sobie słuchafony do MP3ki i nowe, zimowe, ocieplane leginsy <3



niedziela, 12 stycznia 2014

|102| KONKRETY

Mam konkretne plany co do niektórych rzeczy. Mianowicie - cosplay!

Pierwsza postać i to przede wszystkim i najbardziej przeze mnie pożądana:


Matoi Ryuuko z Kill la Kill.
Rozglądam się już nawet za wigiem :3
Znaczy się, mam upatrzony, wystarczy tylko doładować konto na PayPalu x3
Niach, niach!

Druga opcja: fem! Engineer z gry Team Fortress 2.


oczywiście ten art jest umowny :D podejrzewam, że trochę to zmodyfikuję x3

No i trzecia opcja, ostatnia i pozornie najłatwiejsza
Revy z Black Lagoon!



Jak myślicie? Uda mi się stworzyć coś takiego?
Najwięcej pracy będę miała z Ryuuko. To pewne, bo strój musiałabym uszyć od zera x3
Wyjdą moje nikłe zdolności do szycia...

Hah, tydzień pracy w nowym miejscu. Jazda zaczęła się od środy, ale daję radę. Jutro znowu tam idę. Prawdopodobnie do odwołania. Zobaczymy.
Weekend leniwy i nic poza tym.
Skończyłam czytać Sezon Burz Sapkowskiego.
I NIE MAM CO ROBIĆ D: DERP.

Jakieś pomysły, gdzie mogłabym znaleźć materiał na mudnurek Ryuuko w rozsądnej cenie? :3