Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

czwartek, 19 czerwca 2014

|112| Długi weekend aż za krótki.

Jutro też idę do pracy. Pociesza, albo i nie pociesza mnie w ogóle fakt, że jest tyle pracy. Urlop coraz bliżej co prawda, ale mimo wszystko już przydałoby mi się podładować akumulatorki.
Zauważyłam, że im lepsza pogoda za oknem, tym bardziej chce mi się robić coś kreatywnego.
Przykładowo - pisanie opowiadań. Wpadam wtedy na tyle pomysłów, że sama jestem w szoku.

STEAMSALE!
GABEN SIĘ WZBOGACA.

E3! ZA NAMI.
NOWE GRY.
NOWY WIEDŹMIN I NOWE ASSASSIN'S CREED.

I W OGÓLE TO MAM NASZYJNIK ASASYŃSKI ♥
JEST PRZEPIĘKNY.


I zaraz zaproszę Was chyba na trzecią część mojego smoczego opowiadania.
Co wy na to? :3



Rozdział 3


"Człowiek - zawszona, pazerna menda. Robactwo, na bogactwo łase."
- "Wiklinowy kosz" to wyśmienicie mizerna knajpa. Trzeba było wybrać inną melinę do schadzek ze wspólnikami, księżniczko.- kapitan powitał ich oboje dość opryskliwie, ochoczo wpychając oboje schwytanych do celi.
-Auruo, ty mendo.- Zoe syknęła na smoka.
-Auruo to, Auruo tamto. Daj już spokój, moja droga. Przesiedzisz tu swoje i zacznę działać.- smok rozejrzał się po lochu. Skrzywienie na jego przystojnej twarzy nastąpiło po zwróceniu uwagi na dawno nieopróżniane wiadro pełne mieszanki odchodów i wymiocin, albo czegoś, co bardzo je przypominało w odorze i wyglądzie. Ignorował przy tym fakt, że kapitan straży się im przysłuchuje.
-Raczej nie dotrwacie żadnych specjalnych akcji. Długo będziemy Was tu gościć.- szef zatrzasnął kraty do celi.- Ty, dziewucho, za długo ciągnące się występki, a ty za współpracę z poszukiwanym.
-Właśnie dlatego nie chciałam tu wylądować.- Zoe zignorowała wypowiedź kapitana, zwracając uwagę na smoka, który dalej wpatrywał się w brudne zakamarki celi z nieciekawym wyrazem twarzy.- Kapitanie Avido. Za te kilka flaszek mam tu siedzieć, aż zgrzybieję jak te prycze?- podniosła wzrok na szefa straży. Smok tylko przewrócił oczyma, uśmiechając się dyskretnie. Nie zauważyła tego.
-Czemu by nie? Kradzież to kradzież. Standardowo obcinamy palec i puszczamy wolno, ale ty straciłabyś na to już obie dłonie. Żaden pożytek z kaleki.- Avido rozsiadł się przy masywnym stole nijak nie pasującym do obskurnego wystroju podziemnej salki.
-Musisz być dobra, skoro dopiero cię złapali, moja Zoe.- wymruczał smok. Dziewczyna usiadła ostrożnie na brzegu kruszejącej pryczy i wsparła ręce na kolanach.
-Gdyby nie ty, dalej spałabym sobie...
-W jakiejś zapchlonej norce bez możliwości odświeżenia się po ciężkim dniu. Nie dziękuj mi za to, że dzisiaj promieniejesz.- smok podszedł do niej.
-Wylądowałam w gorszej norze i to razem z Tobą, erotomanie.- obruszyła się, gdy smok już klęcząc, położył dłoń na jej udzie.
-Żeby on jeszcze był zwykłym erotomanem!- krzyknął nagle kapitan.- A on Cię zwyczajnie do nas doprowadził.- złotooki podniósł się z krzesła, bawiąc się kluczem do celi.
-Słucham?!- spojrzała na smoka. Uśmiechał się pod nosem, przymykając oczy. Podniósł powieki i powoli puścił jej oczko, coraz szerzej się przy tym uśmiechając.
-Jestem tylko podróżnym, którego próbowałaś okraść i naciągnąć na koszta w karczmie. Z drugiej strony, nawet jeśli bym za ciebie płacił, musiałabyś się odwdzięczyć. Nawet tego nie zaznałem.-westchnął teatralnie Auruo.- Mniej zapłaciłbym pewnie w burdelu.- podniósł się z miejsca i wykonał kilka kroków, żeby znaleźć się przy wyjściu z celi.
-Wyłaź, zanim się rozmyślę.- warknął kapitan, gdy Smok odwrócił się jeszcze by spojrzeć na zdezorientowaną twarz dziewczyny.
-To jakieś kpiny!- z wrażenia zupełnie opadły jej ręce. Zostanie tu na dłużej, pewnie. Siedziała tak w samym szlafroku, podczas gdy Smok, którego nazwała Auruo, wydostawał się właśnie na wolność. Przeklinała go pod nosem.- Sczeźnij w piekle, gadzie.- syknęła mu na odchodne. 


To koniec! Zoe może się pożegnać z reputacją nieuchwytnego łotrzyka. Zostanie tutaj tak długo dopóki się ktoś nad nią nie zlituje, albo dopóki nie zainteresuje się nią któryś ze strażników. To pierwsze jest wątpliwe, a drugie bardziej niż prawdopodobne, zważając na fakt, że ona siedzi tu sama w zaledwie jednej szmatce, a strażnicy znani są z tego, że po pijaku są dość wulgarni. Długo czekać nie musiała, aż kapitan się zmył. Dopóki do późnego popołudnia siedział przy stole, przeglądając i spisując raporty, żaden nie odezwał się nawet słowem. Teraz wystarczyło, by zamknęły się za nim drzwi, a zaczęli się do niej dobierać.
-Od kiedy to kurwy lądują w lochach za usługi?
-Nie twój zasrany interes, grubasie.- warknęła. Zarechotali.
-Doigrałaś się, a było nie kombinować na prawo i lewo. Teraz jesteś zdana na naszą łaskę.- najchudszy ze strażników w przydużej zbroi zbliżył się do krat. Zwróciła uwagę na to, że do pasa ma podczepiony klucz do jej celi. Podniosła się i podeszła do kraty.
-Chce mi się pić.- oznajmiła.
-Bimber powinien rozchylić ci nogi wystarczająco.- grubas zrobił błąd, że wsadził rękę z flaszką pomiędzy kraty. Zoe złapała go pod łokciem i pociągnęła gwałtownie w swoim kierunku, zapierając się nogą o murek. Strażnik łupnął łbem o kratę i począł osuwać się po niej na ziemię. Odczepiła klucz i usiadła z powrotem na pryczy, bawiąc się nim.
-Nierozważne to było.- mruknęła.
-Ty dziwko portowa!- wrzasnął najgrubszy ze strażników, któremu z kolei zbroja się nie domykała. Byli w kropce. Nie mieli najwidoczniej drugiego klucza. Z drugiej strony, Zoe też nie miała jak w tej chwili uciec. Strażnicy nie byli specjalnie wyszkoleni, mogłaby dać im radę sama, ale nijak uśmiecha się jej dostać z halabardy w brzuch. Szlag by to wszystko.- sarknęła, przyglądając się zagotowanym pod zbrojami ludziom. Nie wiedzieli, co ze sobą zrobić.
-Dobra, wystarczy, że będziemy udawać przed szefem, że wszystko jest w porządku.- sapnął jeden. Reszta była na tyle niekumata, że poparli idiotyczny pomysł.
-O ile mi wiadomo, to właśnie kapitan straży wyciąga z celi więźnia, żeby odprowadzić go do sądu. Nie mylę się?
-Zamknij się.- ciemna masa zareagowała tak samo, w tym samym momencie.
Zoe poprawiła na sobie szlafrok. Ta gadzina ją wykorzystała. Pytanie tylko, co by było, gdyby faktycznie się z nim przespała. Prychnęła pod nosem. Absurd. Wsparła rękę na swoim kolanie, w dłoni ułożyła swój policzek. Westchnęła.
Nic by się nie stało.
Gdyby miała dostęp do informacji odnośnie służebności Demonów na pewno w historii nikt nie miał na usługach smoka.
-Tak chcesz mnie podejść...- mruknęła do siebie, zerkając przez przymrużone oczy na ulicę na której właśnie zapaliły się światła. W bajki nie uwierzę.- trzeba się będzie zdrzemnąć. Zoe miała tylko nadzieję, że nie będzie w nocy padać, bo cały syf wleje się do środka celi. Stąd te szmaty, zapróchniałe łóżka i wiadro z pomyjami, zastawiające odpływ ściekowy. A może to wiadro nie zastawiało odpływu, a było jego przedłużeniem? W tym samym momencie na nie do końca zidentyfikowanej powierzchni płynów pojawił się tłusty bąbel pełen gazu. Dziewczyna mało co nie zwymiotowała, gdy rozchlapał się nadzwyczaj gęsto po zgniłej posadzce roznosząc nieprzyjemny smród.

Coś wybuchło z daleka. Do miejskiego loszku wpadł kapitan.
-Do broni, imbecyle! Smok atakuje!- warknął. Po chwili w powietrzu rozbrzmiał dźwięk magicznych syren strażniczych, zabierając jednocześnie całe światło z miasta.
Smoka było już jednak słychać z dość bliskiej odległości. Zoe stała właśnie przy kratach, obserwując. Nagle loch zrobił się pusty, a ona zyskała szansę ucieczki. Otworzyła delikatnie drzwi do celi. Strażnika, który leżał nieprzytomny wciągnęła do środka, zamknęła celę na trzy spusty, a klucz wrzuciła celnie do nieszczęsnego wiadra.
Budynek zatrząsł się w posadach. Dziewczyna wystrzeliła z lochów, otworzyła drzwi z impetem, by zaraz je zamknąć. Ściana ognia nie dawała strażnikom szans by gdziekolwiek uciec. Smok musiał znajdować się aktualnie na szczycie posterunku. Po raz kolejny otworzyła drzwi. Zauważyła kapitana, kierującego łucznikami. On również zwrócił na nią uwagę. Skrzywił się tylko, bo teraz przepędzenie smoka z miasta było ważniejsze. Jednak skierował na nią jednego ze swoich łuczników.
-Strzelaj! Ten więzień mi nie ucieknie!- jak rozkazał, tak się stało. Strzała przeszła przez bok dziewczyny. Niewiele szczęścia brakowałoby, a skończyłoby się jedynie na draśnięciu. Padła na kolana wrzeszcząc z bólu. Strzała na bestie trzymała się na kawałku skóry zaledwie, krew spływała strużką pod jej szlafrokiem. Smok zawył złowrogo. Dziewczyna przestraszyła się już tylko jego. Poderwała się w górę i pobiegła ile sił jak najdalej od miejsca zdarzenia. Zatrzymała się w alejce. Zdarła z linki pranie jakiejś mieszczki. Jedną szmatę włożyła do ust i zagryzła mocno. Oparła się o ścianę, zbierając siły na wyciągnięcie strzały ze swojego boku. Każdy najdrobniejszy ruch trzonem pocisku sprawiał jej ból.
-Mam dość!- jęknęła, zaciskając zęby i wyrywając strzałę. Drugą szmatę przycisnęła do rany. Obdarła część szlafroka i zawiązała wokół talii ciasno, by utrzymać opatrunek na miejscu. Zaczęła tracić wszelkie siły. Wciągnęła na siebie jeszcze przyduże spodnie i ruszyła dalej chwiejnym krokiem.

Trzymała się drobniejszych uliczek, powłóczyła nogami, opadając z sił coraz bardziej. Na jej twarzy zjawiły się już krople zimnego potu i objawy narastającej gorączki. Jeśli na ulicach nie było świateł, był to znak, że alarm wciąż trwa.
-Kolejny błąd mojego życia.- jęknęła sama do siebie. Umrze tu, w ciemnej uliczce, pod czyimś oknem i nikt nie zorientuje się, że ona tu leży, dopóki szczury nie zlecą się na posiłek.
Osunęła się na ziemię u wylotu uliczki. Oddychała ciężko. Widziała jak smok odlatuje, ziejąc ogniem po kilkunastu posiadłościach.-Ty mendo.
Zanim światła zawitają na dobre na ulicach, minie jeszcze sporo czasu. Załkała o pomoc, prawdziwie zdesperowana. Miała kiepską tolerancję na ból i gorączkę i do tej pory udało jej się tego unikać. Podniosła się i podeszła do pierwszych lepszych drzwi.
-Gospodarzu...- uderzyła wątło w drzwi- Gospodarzu, pomóżcie. Smok już odleciał...- usiadła pod drzwiami.
-Odejdź włóczęgo. W trakcie alarmu nie możemy nikomu otwierać!- usłyszała przestraszony głos mężczyzny.
-Też mi dekret.- zaszumiało jej w głowie. Jeszcze chwila i znów wyląduje w łapach strażników.


Auruo, ciekawe imię- stwierdził smok. Pikował akurat prosto do urwiska, wcześniej zasłaniając się ścianą ciężkiego dymu. Wiedział doskonale, gdzie znajduje się dziewczyna i jak daleko od niej są strażnicy. Chwila wystarczyła by znalazł się na miejscu.
Słabnąca Zoe rozsiewała wokół siebie zapach świeżej krwi, tracąc coraz więcej energii.
- Wspominałem, że trochę poczekasz, zanim zaczniemy rewolucję, moja droga. Syknęła tylko.
- Z takim rozmachem to mnie jeszcze nikt nie ratował.- rzuciła słabo. Smok roześmiał się.
- Widzę, że sama dajesz sobie radę doskonale.
- Puść mnie z łaski swojej, gadzie.- warknęła. Skoczyła jej adrenalina. Wywinęła mu się z ramion. Upadła na ziemię jak kot, ale już nie mogła się podnieść.
- Proszę bardzo.- smok wzruszył ramionami i bezceremonialnie ją wyminął.
- A idź stąd! Nie mam zamiaru się z tobą bawić.- klęknęła, chwytając się za bok. Niebieskooki stanął nagle w miejscu, obrócił się gwałtownie i klęknął przy niej. Złapał ją za ranę. Załkała, krzywiąc się i prawie przywaliła mu czołem w nos, gdyby nie to, że odchylił głowę i pozwolił zatrzymać jej się na własnym ramieniu.- Chce mi się spać...- wzdrygnęła się. Chciała się od niego odepchnąć, ale znów ścisnął jej ranę powodując kolejną falę bólu, tym razem obezwładniającego.

______

NO. Mam nadzieję, że się podobało :3

niedziela, 15 czerwca 2014

|111| Kolejny rozdział, niech Wam bedzie.

U mnie ciężko. Ciągle pracuję. Nie mam na nic czasu, czy nawet siły. Zostaje mi niedziela do wypoczęcia, a to naprawdę niewiele.

No nic, to. Mam nadzieję, że chociaż chwilowy przypływ weny da wam znać, że jeszcze nie jest ze mną tak źle :3

Rozdział 2

"Tak niesamowita jest ochrona i bezpieczeństwo społeczeństwa, że szkoda gadać."

Gdy zamknęły się za nią drzwi, dziękowała bogom za ratunek, ale stanęła w obliczu innego zagrożenia.
-Spokojnie, tu już nic ci nie grozi.
-Dziękuję za pomoc i doceniam to, ale muszę już iść.
-Wspominałem, że nie chcę zawracać głowy strażnikom. Dokładnie zdajesz sobie sprawę z tego, co miałem na myśli, a ja doskonale wiem kiedy ktoś przechowuje moje rzeczy w swoich kieszeniach, moja droga.- mężczyzna skrzyżował  ręce na piersi. Zoe przełknęła głośno ślinę.
-Miałam zamiar to oddać- wydusiła z siebie.
-Nie widzę takiej potrzeby, złodziejaszku... Ale żeby w biały dzień kraść owoce i to jeszcze w trakcie nalotu smoka?- mężczyzna uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd białych, równych zębów, po czym zdjął okulary. Jego błękitne oczy wpatrywały się w nią z nieskrywaną satysfakcją. - I gdyby nie ta poranna akcja z kapitanem, już dawno wpadłabyś w moje sidła.
-Co?
-A tak zmusiłaś mnie do przywdziania tej marnej, ludzkiej powłoki, żebym tylko mógł cię znowu dopaść, moja Zoe.- mężczyzna spojrzał z pogardą na swoją dłoń.


 Dziewczyna cofnęła się do drzwi. Chciała już pociągnąć za klamkę, ale drzwi ani drgnęły, a ona padła na kolana niczym rażona gromem. Osunęła się na plecy, widząc jak mężczyzna podchodzi do niej.
-Jak to, jesteś smokiem?- jęknęła, nie mogąc się ruszyć.Ku uciesze wilka w owczej skórze nie mogła drgnąć jeszcze przez dłuższy czas. Był to moment wystarczający, by za skinieniem ręki poznać dotyk jej skóry.
- Przemiana w człowieka właśnie dla takich momentów staje się czegoś warta.- szczerzył swoje zęby coraz bardziej. Odtrąciła jego rękę od swojej piersi, powodując, że zawarczał groźnie.
- Nie jestem panną do towarzystwa. Mówiłam już, że nie chcę ci tutaj towarzyszyć.- syknęła, podnosząc się z miejsca.
- Która z dziewek nie marzy skrycie o przygodnym seksie z Drakonitą, hm?- podniósł się z klęczek.
- Oj, bo padnę Ci w ramiona!- wzniosła oczy ku niebu- Księżniczki w wieżach pewnie nie narzekają.
- Tylko po to zamyka się je w wieżach, doprawdy.
- Mało ci?
- Coraz mniej księżniczek na tym padole, moja Zoe.
- Nie jestem twoja, smoku.- warknęła, obserwując go uważnie. Przeszedł spokojnie w kierunku łóżka. Rozłożył się na nim wygodnie. Do drzwi zapukał karczmarz z jedzeniem. Dziewczyna zwietrzyła okazję by mu otworzyć. Wymknęłaby się drzwiami, gdyby Drakonita jej nie odciągnął.
-Strażnicy nie będą już problemem dla panienki.- oznajmił właściciel knajpy. Zoe usłyszała też, jak smok odprawił  poddenerwowanego śpiącymi strażnikami mężczyznę. Mógłby mieć przecież kłopoty za przetrzymywanie wszelakich złodziei pod swoim dachem. Nie wspominając już o nadszarpniętej renomie karczmy.
-Jestem pewien, że po tym trunku nie będą pamiętać nawet jak się tu znaleźli. Za miejsce dla damy już przecież dopłaciłem.- chwycił dwa wiklinowe kosze pełne jedzenia i trzasnął drzwiami.
Karczmarz jeszcze chwilę stał pod drzwiami, oniemiały. Po chwili dało się słyszeć jego ociężałe kroki. Mężczyzna zerknął do kosza z jedzeniem.
-Strawa wydaje się być znośna, lecz niezbyt wykwintna, jak na swoją cenę. - stwierdził, wzdychając teatralnie.
- Czego żeś się spodziewał na obrzeżach miasta?!- syknęła złośliwie. Spojrzał na nią z ukosa.
-Wiesz, czym jestem i jeszcze nie szczędzisz sobie języka. Znam sposoby na takie dziewki, moja Zoe.
- Póki co, widzę, że jesteś człowiekiem. Takie pogróżki to błahostka.
-Możemy zrobić tak.- uśmiechnął się - Będziesz pod moją protekcją tak długo, jak zechcę. Jedz. Twoje dzisiejsze wysiłki sprawiły, że wyglądasz marnie.- oznajmił. Dziewczyna uniosła brwi wysoko.
- Ja nie chcę żadnej protekcji. Zresztą smoki to podstępne gadziny, wiadomo z każdej bajki. W tym też jest jakiś haczyk...- nie chciała tego, ale brnęła dalej.
-Haczyk jest taki, że mi się kiedyś oddasz.- uśmiech nie schodził z jego twarzy. Dziewczę zaniemówiło na moment, by za chwilę wybuchnąć.
- Ani mi się śni!- krzyknęła wręcz, czerwieniąc się gwałtownie.
- Śnią się różne rzeczy. Nie chciałaś się czasem wyrwać z tej zapyziałej dziury. Zostawić za sobą barwną przeszłość? Może nawet z moją pomocą zasiadłabyś na tronie tego małego królestwa?- przyglądał się zmianom na jej twarzy ukontentowany. Bez problemu zauważył błysk w jej oku i usłyszał szybsze bicie serca, a potem wszystko ucichło. Twarz dziewczyny spoważniała, a oczy opanowały niesforny błysk podniecenia.
- Myślisz, że za te kilka słówek sprzedam się jak nie przymierzając, dziwka?- prychnęła, krzyżując ręce na piersi.- Grubo się mylisz, smoku. W takie bajki akurat nie jestem w stanie uwierzyć.
-Nie bez powodu nazywają mnie Złotym Smokiem.- niebieskooki skinął w kierunku Zoe. Nakazał, by wyjęła z kieszeni sakiewkę. Tak też zrobiła.- Wrzuć jedną monetę do kosza.- dodał.- Dziewczę ostrożnie wyjęło monetę z woreczka. Czyste złoto wrzuciła celnie do kosza, który smok postawił przed sobą. Nachylił się i chuchnął do środka delikatnie. Po chwili zaledwie wywrócił kosz i ze środka z charakterystycznym hałasem wysypało się złoto.
-Przecież to...
-Czyste złoto, owszem.
-Zmarnowałeś kosz dobrego jedzenia.- ciągnęła dalej.
-Niedługo będziesz jadła lepsze.- odparł lekko.
-Nie zgadzam się na współpracę.- Zoe szła w zaparte.
-Zgodziłaś się na współpracę, przekraczając próg tego pokoju, a teraz pozwól, że pójdę zaspokoić instynkty.- smok poderwał się z łóżka.- Zjedz coś, wykąp się i odetchnij. Od jutra zaczynamy rewolucję.- podszedł wolnym krokiem do drzwi.- Ach, radzę też nie opuszczać pokoju, jeśli nie chcesz do rana stracić kontroli nad swoim ciałem.- mrugnął do niej.
- Nie zostawisz mnie tu chyba?!
- Pod tą postacią znacznie trudniej mi oszczędzać magię, więc muszę się posilić czymś więcej niż przyprawionym kawałkiem martwego wołu. Energię życiową najlepiej wchłania się przez bliski kontakt fizyczny, a raczej ty mi tego nie zagwarantujesz, moja Zoe.
-Nie jestem twoja, smoku!- warknęła po raz kolejny, ale jego już w środku nie było

Beznadziejna sytuacja. Chyba w gorsze bagno nie mogła się wpakować. Tyle słyszała o Drakonitach i ich legendarnych wkładach w królewskie szeregi, ale zawsze sądziła, że to bujdy na resorach. Żyła przecież w na tyle nowoczesnym świecie, że pojawienie się Drakonity było graniczące z cudem. Cud. Przecież właśnie stała się więźniem jednej z legendarnych postaci.
Słyszała też o magicznych kontraktach z demonami, które to usługiwały człowiekowi w zamian za ustaloną dawkę energii życiowej. Nie sądziła jednak i odrzuciła od razu myśl o tym, jakoby Złoty Smok dał sobą pomiatać za trochę energii. Absurd.

Pokręciła głową, nalewając wody do wanny. Takiej odrobiny luksusu było jej trzeba. Po odświeżającej i jakże relaksującej kąpieli rozsiadła się na podłodze i przekąszając kolację, liczyła  wysypane z kosza złoto. Zastanawiała się nad sensem tego wszystkiego. Znużona myśleniem nawet nie zdążyła położyć się na łóżku. Wsparta ramieniem o jego krawędź, zasnęła, trzymając w dłoni zaśniedziałą monetę, którą wrzuciła do kosza zanim pojawiło się w nim więcej złota.


"Sąsiedzi nie mają pojęcia, co właśnie dzieje się za ścianą"



Smok wrócił nad ranem, a jego oczom ukazał się widok Zoe półnagiej, bo w samym szlafroku zaledwie. Spała tak, jak zasnęła. Zauważył monetę w jej rozchylonej dłoni. Uśmiech zawitał na jego twarzy, bo wiedział już, że jednak ma ją w garści.
-Moja droga Zoe.- nachylił się nad nią i klęknął po chwili. Zbliżył twarz do jej szyi i wtulił nos w dołeczek przy jej obojczyku. Te kilka pijanych dziewek było niczym kalorycznym w porównaniu do jej osóbki. Przebudziła się, przez chwilę nie wiedząc, co się dzieje. Potem niemalże wpełzła pod łóżko, uciekając przed mężczyzną.
-Oszalałeś?!- zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zaśmiał się.
-Biorę to, co mi się należy.
-Nic nie będziesz ode mnie brał! Idę stąd! Nie zatrzymuj mnie.
-W samym szlafroku, proszę bardzo. Nic, tylko patrzeć jak strażnicy zgarniają cię za ekshibicjonizm. Nie byłabyś nawet w stanie im uciec, czy skryć się w tłumie, moja Zoe. Gotowa na rewolucję?
-Nie. Ile razy mam powtarzać?- ścisnęła pięść, w której trzymała monetę.
-Nie przesadzaj, dziewczyno. Nie chciałabyś za to, co przed chwilą mieć smoka na usługach?
-Za co?!
-Przecież było tak przyjemnie.
-Kłamiesz.- zbladła znacznie, przerażona. Smok uśmiechnął się, przymykając przy tym oczy w rozbawieniu.
-Tak, prosty pocałunek wystarczy, byś zawarła ze mną umowę.
-Prosty pocałunek?! Nie wmawiaj mi teraz, że prosty pocałunek  spowoduje zawarcie umowy z demonem. Ohyda.- skrzywiła się.
-Ja jestem smokiem.
- Jeden pies!- przerwała mu.
-Dobrze więc. Od wczoraj roznoszą za tobą listy gończe, wiesz?- wymruczał.- Dają za twoją główkę pięćset sztuk złota. Naprawdę zalazłaś im za skórę, moja Zoe.- dodał. Dziewczyna jęknęła, niezadowolona.- Mógłbym to wszystko uciszyć, daj tylko znak.
- Do tej pory dawałam sobie jakoś radę.- podniosła się z podłogi.
-Jeden gest, Zoe. Tyle wystarczy...
-W zamian za co?- łyknęła haczyk. Obserwował ją kątem oka.
-Za jeden pocałunek.- podniósł się powoli, stając pewnie przed dziewczyną. Spojrzał w jej oczy, zahipnotyzował ją. Był pewien, że teraz już pójdzie mu z górki. Chwycił ją za brodę delikatnie i zdążył na ułamek sekundy zasmakować w jej drżących ustach, gdy miłą chwilę przerwała im wizyta dziesięciu chłopa.
-Z rozkazu kapitana, jesteście aresztowani!- strażnicy rozpełzli się po pokoju, rekwirując wszystko co w nim było.
-Szlag by cię, oszuście.- warknęła do smoka, gdy ją wyprowadzali.
-Łapy przy sobie, marny człowieku.- mężczyzna odepchnął od siebie jednego ze strażników, by zaraz zostać powalonym na ziemię przez czterech następnych.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

|110| Smok i ptaszyna.

Wypadałoby chyba zmienić szablon, na coś weselszego.

Mam nadzieję, że uda mi się dostać urlop pod koniec lipca. Chcę pojechać do Warszawy, do znajomych.
Martwię się, bo nie wiem jak będzie, a obiecałam chłopakom, że jednak przyjadę.

Web komiksy?
A czy ja mam tyle skilla, żeby rysować coś takiego? O czym by to miało być? Stworzyć swój komiks? O czym?

W przypływie weny, napiszę rozdział, albo dwa, jakiejś opowiastki. Szał twórczy.
Obiecuję Wam, że to opublikuję, a potem milczę przez trzy tygodnie.
Niezbyt to postępowe.

Rozdział 1

" Od kiedy to smoki bronią ptaszynę przed kotem?"

...
-Stój! Nie ruszaj się! Oddawaj to wino! - gdy strażnik wspomniał o skradzionym przedmiocie, rzeczona butelka całkiem drogiego wina pozwoliła sobie na frywolne wymknięcie się spod płaszcza łotrzyka. Złodziejaszek obrócił spojrzenie za resztkami rozpływającego się alkoholu, tracąc wszelkie nadzieje na dzisiejszy zarobek. Jednak strażnicy nie dawali za wygraną, podjudzeni utratą flaszki, która skonfiskowana, przechodziła bezpowrotnie na ich konto. Niestety, wino się zmarnowało, a tego złodziejaszka nie jest tak trudno złapać.
-Możecie go zostawić! Mi daleko nie ucieknie. To zwykły szczeniak.- drogę zastąpił strażnikom rosły mężczyzna o długich czarnych włosach, spod przymrużonych irytacją powiek, błyszczały leniwie złotozielone oczy. Odprawił zmęczonych podwładnych machnięciem ręki.- Ostatni raz mi się wymykasz, gówniarzu...- sarknął w kierunku uciekającego, przy okazji wyzywając pod nosem na nieudolność jego strażników. Skręcił w alejkę, prowadzącą przez skróty na skraj miasta. Siedział złodziejowi na ogonie.- To, że mieszkasz w barakach, to żadna nowość...- rzucił pod nosem. Uciekający, jakby słysząc jego słowa, obrócił się jeszcze w biegu, a widząc kapitana straży tuż za sobą, rzucił się w krzaki, zapominając zupełnie o urwisku.
-Proszę, proszę.- czarnowłosy stanął na krawędzi przepaści. Chwycił szamoczącego się złodzieja za rękę i przerzucił go sobie przez ramię, by za chwilę przejść na ścieżkę i zrzucić chłystka na ziemię.- Pokaż mordę, szczeniaku.- syknął, a nachylając się za łotrzykiem, szarpnął za jego głęboki kaptur. Jego oczom ukazała się lekko ubrudzona od kurzawy, damska twarzyczka.
Spojrzała na niego z ukosa, by po chwili na jej twarzy wymalowało się realne przerażenie.
Kapitan nie rzucał takiego cienia na ścieżkę. To nie drzewa tak rozpraszały światło słoneczne.
Na krawędzi urwiska zjawiła się bestia, która w ciszy i niemalże bezszelestnie zwinęła się w kłębek, okrywając skrzydłami dwójkę robaczków, jakby chciała zatrzymać widowisko dla siebie. 
Kapitan lustrujący postać dziewczyny, dopiero po chwili zwrócił uwagę na to, jak wszystko ucichło naokoło. Rozejrzał się powoli, by za chwilę gwałtownie się obrócić i stanąć twarzą w twarz z najprawdziwszym smokiem. Bestia ukazała rząd piekielnie ostrych zębisk w złośliwym uśmiechu i ignorując kapitana, wpatrywała się w dziewczynę parą błękitnych ślepi.
Dziewczę zerwało się, korzystając z okazji i zaczęło uciekać. Szczelina pomiędzy skrzydłami, zdawała się być specjalnie taka, by nieszczęśnica mogła się wydostać i zniknąć z oczu kapitana.
Smoczysko wydało z siebie pomruk zadowolenia, ale kapitan straży nie był zadowolony z jej ucieczki. Z drugiej jednak strony trzeba się było teraz skonfrontować z potworem. Smok jaki jest, każdy słyszał, a jeśli takowy już sobie coś umyśli, ciężko jest z nim pertraktować.
-Niespotykane, żeby smoki zjawiały się tuż pod miastem. Spłoszyłeś mi złodzieja, smoku.-rzekł bezceremonialnie.
-A Ty, człowieku, pozwoliłeś zorientować się mojej ofierze, że tu jestem.- wymruczała bestia, znów prezentując swoje uzębienie.- Zadowoliłbym się kapitanem straży miejskiej, a jakże, lecz marnie wyglądałoby to na Twoim własnym pogrzebie, nie sądzisz? Stąd też, zaznaj mojej łaski, daruję ci życie.- gad przeciągnął się niby od niechcenia, prezentując swoją wyższość nad człowiekiem. Złotooki uniósł jedną brew, poirytowany. Wiedział doskonale, że ze smokiem nie ma najmniejszej szansy, jeśli nie jest odpowiednio przygotowany.
Smok rozłożył skrzydła, wzbił się w powietrze, a odlatując smagnął jeszcze kapitana  w plecy. Mężczyzna zjeżył się tylko, obserwując potwora zataczającego koło nad miastem. Zachował spokój stając oko w oko z najprawdziwszym smokiem, a całe miasto sieje panikę, gdy bestia nie ma nawet ochoty na atak.

Zatrzymał się w powietrzu, poszukując swojej ofiary. Muzyką dla uszu były krzyki i płacz, drżącej ze strachu na jego widok, gawiedzi.
Gdyby tylko ukrywanie się w tych chatkach cokolwiek by wam dało.- westchnął, zażenowany. Jego wzrok wyłapał ofiarę. Dziewczę nawet w obliczu ataku smoka, szukało okazji, żeby coś podwędzić z opuszczonego stoiska. Zorientowało się chyba, bo wszystkie owoce wypadły mu ze zwiniętego materiału. Słyszał, jak dziewczyna klnie pod nosem i się wycofuje. Przestraszy ją trochę, w końcu i tak dziewczę padnie jego ofiarą.
Uskoczyła w ciemniejszą alejkę. Sprytnie. Stamtąd by jej nie sięgnął. Ryknął więc doniośle, a mury miasta zatrzęsły się w posadach. Darował sobie po chwili, bo i tak naciągnął już swoje zasady - nie atakować żadnego miasta, przez byle kaprys.
Odleciał.

Zoe na dzień dzisiejszy miała dość ucieczek i nieudanych kradzieży. Jeszcze dwukrotnie spotkała się ze smokiem. Wracała właśnie do siebie, za każdym razem obierając inną trasę powrotu. Nie mogła przecież pozwolić na to, żeby ktokolwiek odkrył drogę do jej kryjówki.
Jednak jej wewnętrzna natura nie pozwalała jej zignorować okazji na zdobycie grosza od kilku nierozważnych podróżników.
Jeden z nich wyglądał na dość bogatego i chyba był dostatecznie mocno znużony poszukiwaniem noclegu. Podeszła go po cichu od tyłu. Odczepiła od jego pasa sakiewkę ze złotem, skryła ją chybcikiem w wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyprzedziła jegomościa, jak gdyby nigdy nic.
-Hola! Panienko!- włos jej się zjeżył na karku, gdy tylko usłyszała, że mężczyzna ją woła.- Doprawdy, nie mam ochoty zawracać głowy strażnikom~!- dodał. Zoe spięła się, ale odwróciła głowę w jego kierunku.- Powiesz mi może, gdzie znajdę jakiś nocleg?- spytał, uśmiechając się leniwie i zerkając na dziewczynę spod delikatnych okularów.
-Niedaleko stąd jest karczma, z całkiem przytulnymi pokoikami...
-A mogłabyś dotrzymać mi towarzystwa?
-Proszę wybaczyć, nie jestem przewodnikiem.- poczuła, że traci kontrolę nad nerwami.
-Ach, spokojnie! Zapłacę!- mężczyzna zaczął sięgać po sakiewkę, której tam nie było. Zoe doskoczyła do niego.
- Nie trzeba!- uniosła ręce w geście zapewnienia.
-To jak będzie? Jak ci na imię, dziewczyno?- mężczyzna uśmiechnął się delikatnie, lecz zauważalnie.
-Zoe.- westchnęła.- Zaprowadzę pana do tej karczmy...-rzuciła zrezygnowana.
-Wyśmienicie! Prowadź.- wyśpiewał, machając ręką w otwartym geście. Wciągnęła powietrze w płuca. Mogła sobie darować...
-Może w nagrodę zechciałabyś mi potowarzyszyć przy kolacji, hm? Nalegam. Nie znam okolicy, a będę się czuł raźniej u boku kogoś zaufanego, Zoe.- uśmiech wciąż nie schodził z twarzy mężczyzny. I albo jej się wydawało, albo specjalnie podkreślał ostatnie słowa, bo cholernie zaczęło jej to ciążyć. Sakiewka ukryta przy piersi też zaczęła się robić dziwnie ciężka.- Wyglądasz mi na głodną istotkę.
-Nie trzeba.- zatrzymała się przed karczmą.- To tutaj.
-Na pewno?
-Z pewnością...- rzuciła, rozglądając się niepewnie. Za rogiem pojawił się kolejny, nieoczekiwany element dzisiejszego wieczoru.- No, niechże ten dzień się już skończy!- jęknęła, wskakując do środka, zanim strażnicy zorientowali się, że to ona.
-Czyli jednak.- podróżny zerknął na strażników i uśmiechnął się pod nosem.- Jakieś osobiste zatargi?- przedostawał się właśnie między stolikami w zatłoczonej karczmie.
-Coś w ten deseń. Powiedzmy, że nie płacę podatków.- syknęła, oglądając się co chwilę w kierunku drzwi.
-Widzę, że masz kłopoty.- westchnął.-Chcę wynająć pokój i proszę dostarczyć tam wszystkiego, co macie najlepsze podwójnie.- zwrócił się do karczmarza, który z kolei zmierzył go podejrzliwym wzrokiem. Mężczyzna znikąd wyjął inną sakiewkę pełną monet, zupełnie nie przejmując się brakiem tej poprzedniej.
Zoe zaczęła panikować. Strażnicy jednak wkroczyli do karczmy, więc doskoczyła znów do mężczyzny. Z dwojga złego, lepiej w tę stronę - oberwać od podróżnika i zostać z niczym, ku przestrodze, aniżeli wpakować się w tłuste łapska strażników i siedzieć do końca życia w zapleśniałych lochach z resztą miejskiej szajki.
Okularnik o czymś jeszcze rozmawiał z karczmarzem, po czym pchnął dziewczynę w kierunku zaplecza.- Pakuj się na górę, Zoe.
-Hej, ty!- krzyknął już za nią jeden ze strażników. Zauważyli ją. Gospodarz podleciał do nich z dwoma butelkami najmocniejszego alkoholu. Żaden, ale to żaden strażnik, nie przepuści okazji, żeby się napić.- Ech, ta mała kurwa może sobie poczekać...


TUH DUH!
MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZYPADNIE WAM DO GUSTU :3