Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 15 czerwca 2014

|111| Kolejny rozdział, niech Wam bedzie.

U mnie ciężko. Ciągle pracuję. Nie mam na nic czasu, czy nawet siły. Zostaje mi niedziela do wypoczęcia, a to naprawdę niewiele.

No nic, to. Mam nadzieję, że chociaż chwilowy przypływ weny da wam znać, że jeszcze nie jest ze mną tak źle :3

Rozdział 2

"Tak niesamowita jest ochrona i bezpieczeństwo społeczeństwa, że szkoda gadać."

Gdy zamknęły się za nią drzwi, dziękowała bogom za ratunek, ale stanęła w obliczu innego zagrożenia.
-Spokojnie, tu już nic ci nie grozi.
-Dziękuję za pomoc i doceniam to, ale muszę już iść.
-Wspominałem, że nie chcę zawracać głowy strażnikom. Dokładnie zdajesz sobie sprawę z tego, co miałem na myśli, a ja doskonale wiem kiedy ktoś przechowuje moje rzeczy w swoich kieszeniach, moja droga.- mężczyzna skrzyżował  ręce na piersi. Zoe przełknęła głośno ślinę.
-Miałam zamiar to oddać- wydusiła z siebie.
-Nie widzę takiej potrzeby, złodziejaszku... Ale żeby w biały dzień kraść owoce i to jeszcze w trakcie nalotu smoka?- mężczyzna uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd białych, równych zębów, po czym zdjął okulary. Jego błękitne oczy wpatrywały się w nią z nieskrywaną satysfakcją. - I gdyby nie ta poranna akcja z kapitanem, już dawno wpadłabyś w moje sidła.
-Co?
-A tak zmusiłaś mnie do przywdziania tej marnej, ludzkiej powłoki, żebym tylko mógł cię znowu dopaść, moja Zoe.- mężczyzna spojrzał z pogardą na swoją dłoń.


 Dziewczyna cofnęła się do drzwi. Chciała już pociągnąć za klamkę, ale drzwi ani drgnęły, a ona padła na kolana niczym rażona gromem. Osunęła się na plecy, widząc jak mężczyzna podchodzi do niej.
-Jak to, jesteś smokiem?- jęknęła, nie mogąc się ruszyć.Ku uciesze wilka w owczej skórze nie mogła drgnąć jeszcze przez dłuższy czas. Był to moment wystarczający, by za skinieniem ręki poznać dotyk jej skóry.
- Przemiana w człowieka właśnie dla takich momentów staje się czegoś warta.- szczerzył swoje zęby coraz bardziej. Odtrąciła jego rękę od swojej piersi, powodując, że zawarczał groźnie.
- Nie jestem panną do towarzystwa. Mówiłam już, że nie chcę ci tutaj towarzyszyć.- syknęła, podnosząc się z miejsca.
- Która z dziewek nie marzy skrycie o przygodnym seksie z Drakonitą, hm?- podniósł się z klęczek.
- Oj, bo padnę Ci w ramiona!- wzniosła oczy ku niebu- Księżniczki w wieżach pewnie nie narzekają.
- Tylko po to zamyka się je w wieżach, doprawdy.
- Mało ci?
- Coraz mniej księżniczek na tym padole, moja Zoe.
- Nie jestem twoja, smoku.- warknęła, obserwując go uważnie. Przeszedł spokojnie w kierunku łóżka. Rozłożył się na nim wygodnie. Do drzwi zapukał karczmarz z jedzeniem. Dziewczyna zwietrzyła okazję by mu otworzyć. Wymknęłaby się drzwiami, gdyby Drakonita jej nie odciągnął.
-Strażnicy nie będą już problemem dla panienki.- oznajmił właściciel knajpy. Zoe usłyszała też, jak smok odprawił  poddenerwowanego śpiącymi strażnikami mężczyznę. Mógłby mieć przecież kłopoty za przetrzymywanie wszelakich złodziei pod swoim dachem. Nie wspominając już o nadszarpniętej renomie karczmy.
-Jestem pewien, że po tym trunku nie będą pamiętać nawet jak się tu znaleźli. Za miejsce dla damy już przecież dopłaciłem.- chwycił dwa wiklinowe kosze pełne jedzenia i trzasnął drzwiami.
Karczmarz jeszcze chwilę stał pod drzwiami, oniemiały. Po chwili dało się słyszeć jego ociężałe kroki. Mężczyzna zerknął do kosza z jedzeniem.
-Strawa wydaje się być znośna, lecz niezbyt wykwintna, jak na swoją cenę. - stwierdził, wzdychając teatralnie.
- Czego żeś się spodziewał na obrzeżach miasta?!- syknęła złośliwie. Spojrzał na nią z ukosa.
-Wiesz, czym jestem i jeszcze nie szczędzisz sobie języka. Znam sposoby na takie dziewki, moja Zoe.
- Póki co, widzę, że jesteś człowiekiem. Takie pogróżki to błahostka.
-Możemy zrobić tak.- uśmiechnął się - Będziesz pod moją protekcją tak długo, jak zechcę. Jedz. Twoje dzisiejsze wysiłki sprawiły, że wyglądasz marnie.- oznajmił. Dziewczyna uniosła brwi wysoko.
- Ja nie chcę żadnej protekcji. Zresztą smoki to podstępne gadziny, wiadomo z każdej bajki. W tym też jest jakiś haczyk...- nie chciała tego, ale brnęła dalej.
-Haczyk jest taki, że mi się kiedyś oddasz.- uśmiech nie schodził z jego twarzy. Dziewczę zaniemówiło na moment, by za chwilę wybuchnąć.
- Ani mi się śni!- krzyknęła wręcz, czerwieniąc się gwałtownie.
- Śnią się różne rzeczy. Nie chciałaś się czasem wyrwać z tej zapyziałej dziury. Zostawić za sobą barwną przeszłość? Może nawet z moją pomocą zasiadłabyś na tronie tego małego królestwa?- przyglądał się zmianom na jej twarzy ukontentowany. Bez problemu zauważył błysk w jej oku i usłyszał szybsze bicie serca, a potem wszystko ucichło. Twarz dziewczyny spoważniała, a oczy opanowały niesforny błysk podniecenia.
- Myślisz, że za te kilka słówek sprzedam się jak nie przymierzając, dziwka?- prychnęła, krzyżując ręce na piersi.- Grubo się mylisz, smoku. W takie bajki akurat nie jestem w stanie uwierzyć.
-Nie bez powodu nazywają mnie Złotym Smokiem.- niebieskooki skinął w kierunku Zoe. Nakazał, by wyjęła z kieszeni sakiewkę. Tak też zrobiła.- Wrzuć jedną monetę do kosza.- dodał.- Dziewczę ostrożnie wyjęło monetę z woreczka. Czyste złoto wrzuciła celnie do kosza, który smok postawił przed sobą. Nachylił się i chuchnął do środka delikatnie. Po chwili zaledwie wywrócił kosz i ze środka z charakterystycznym hałasem wysypało się złoto.
-Przecież to...
-Czyste złoto, owszem.
-Zmarnowałeś kosz dobrego jedzenia.- ciągnęła dalej.
-Niedługo będziesz jadła lepsze.- odparł lekko.
-Nie zgadzam się na współpracę.- Zoe szła w zaparte.
-Zgodziłaś się na współpracę, przekraczając próg tego pokoju, a teraz pozwól, że pójdę zaspokoić instynkty.- smok poderwał się z łóżka.- Zjedz coś, wykąp się i odetchnij. Od jutra zaczynamy rewolucję.- podszedł wolnym krokiem do drzwi.- Ach, radzę też nie opuszczać pokoju, jeśli nie chcesz do rana stracić kontroli nad swoim ciałem.- mrugnął do niej.
- Nie zostawisz mnie tu chyba?!
- Pod tą postacią znacznie trudniej mi oszczędzać magię, więc muszę się posilić czymś więcej niż przyprawionym kawałkiem martwego wołu. Energię życiową najlepiej wchłania się przez bliski kontakt fizyczny, a raczej ty mi tego nie zagwarantujesz, moja Zoe.
-Nie jestem twoja, smoku!- warknęła po raz kolejny, ale jego już w środku nie było

Beznadziejna sytuacja. Chyba w gorsze bagno nie mogła się wpakować. Tyle słyszała o Drakonitach i ich legendarnych wkładach w królewskie szeregi, ale zawsze sądziła, że to bujdy na resorach. Żyła przecież w na tyle nowoczesnym świecie, że pojawienie się Drakonity było graniczące z cudem. Cud. Przecież właśnie stała się więźniem jednej z legendarnych postaci.
Słyszała też o magicznych kontraktach z demonami, które to usługiwały człowiekowi w zamian za ustaloną dawkę energii życiowej. Nie sądziła jednak i odrzuciła od razu myśl o tym, jakoby Złoty Smok dał sobą pomiatać za trochę energii. Absurd.

Pokręciła głową, nalewając wody do wanny. Takiej odrobiny luksusu było jej trzeba. Po odświeżającej i jakże relaksującej kąpieli rozsiadła się na podłodze i przekąszając kolację, liczyła  wysypane z kosza złoto. Zastanawiała się nad sensem tego wszystkiego. Znużona myśleniem nawet nie zdążyła położyć się na łóżku. Wsparta ramieniem o jego krawędź, zasnęła, trzymając w dłoni zaśniedziałą monetę, którą wrzuciła do kosza zanim pojawiło się w nim więcej złota.


"Sąsiedzi nie mają pojęcia, co właśnie dzieje się za ścianą"



Smok wrócił nad ranem, a jego oczom ukazał się widok Zoe półnagiej, bo w samym szlafroku zaledwie. Spała tak, jak zasnęła. Zauważył monetę w jej rozchylonej dłoni. Uśmiech zawitał na jego twarzy, bo wiedział już, że jednak ma ją w garści.
-Moja droga Zoe.- nachylił się nad nią i klęknął po chwili. Zbliżył twarz do jej szyi i wtulił nos w dołeczek przy jej obojczyku. Te kilka pijanych dziewek było niczym kalorycznym w porównaniu do jej osóbki. Przebudziła się, przez chwilę nie wiedząc, co się dzieje. Potem niemalże wpełzła pod łóżko, uciekając przed mężczyzną.
-Oszalałeś?!- zrobiło jej się ciemno przed oczami. Zaśmiał się.
-Biorę to, co mi się należy.
-Nic nie będziesz ode mnie brał! Idę stąd! Nie zatrzymuj mnie.
-W samym szlafroku, proszę bardzo. Nic, tylko patrzeć jak strażnicy zgarniają cię za ekshibicjonizm. Nie byłabyś nawet w stanie im uciec, czy skryć się w tłumie, moja Zoe. Gotowa na rewolucję?
-Nie. Ile razy mam powtarzać?- ścisnęła pięść, w której trzymała monetę.
-Nie przesadzaj, dziewczyno. Nie chciałabyś za to, co przed chwilą mieć smoka na usługach?
-Za co?!
-Przecież było tak przyjemnie.
-Kłamiesz.- zbladła znacznie, przerażona. Smok uśmiechnął się, przymykając przy tym oczy w rozbawieniu.
-Tak, prosty pocałunek wystarczy, byś zawarła ze mną umowę.
-Prosty pocałunek?! Nie wmawiaj mi teraz, że prosty pocałunek  spowoduje zawarcie umowy z demonem. Ohyda.- skrzywiła się.
-Ja jestem smokiem.
- Jeden pies!- przerwała mu.
-Dobrze więc. Od wczoraj roznoszą za tobą listy gończe, wiesz?- wymruczał.- Dają za twoją główkę pięćset sztuk złota. Naprawdę zalazłaś im za skórę, moja Zoe.- dodał. Dziewczyna jęknęła, niezadowolona.- Mógłbym to wszystko uciszyć, daj tylko znak.
- Do tej pory dawałam sobie jakoś radę.- podniosła się z podłogi.
-Jeden gest, Zoe. Tyle wystarczy...
-W zamian za co?- łyknęła haczyk. Obserwował ją kątem oka.
-Za jeden pocałunek.- podniósł się powoli, stając pewnie przed dziewczyną. Spojrzał w jej oczy, zahipnotyzował ją. Był pewien, że teraz już pójdzie mu z górki. Chwycił ją za brodę delikatnie i zdążył na ułamek sekundy zasmakować w jej drżących ustach, gdy miłą chwilę przerwała im wizyta dziesięciu chłopa.
-Z rozkazu kapitana, jesteście aresztowani!- strażnicy rozpełzli się po pokoju, rekwirując wszystko co w nim było.
-Szlag by cię, oszuście.- warknęła do smoka, gdy ją wyprowadzali.
-Łapy przy sobie, marny człowieku.- mężczyzna odepchnął od siebie jednego ze strażników, by zaraz zostać powalonym na ziemię przez czterech następnych.

1 komentarz:

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.