Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 17 sierpnia 2014

|116| "Nowe złotko na salonach"

I tak oto pojawia się kolejny rozdział mojego smoczego opowiadania :3

Rozdział 5

Zoe przeklinała pod nosem wydarzenia z dni poprzednich, dopóki smok nie zjawił się znów na horyzoncie. Potem wskoczyła na niego, wyzywając dość głośno i mając nadzieję, że to stamtąd usłyszy.
Niestety zniknął po raz kolejny, a Zoe przysnęła, znużona.

###

-Zachowuj się jak na prawdziwą damę przystało, moja droga.- prowadził ją przez salę balową z jej ręką pod swoim ramieniem.Witał się z mijanymi postaciami, jakby się znali na co dzień. Utrzymała prostą sylwetkę, prezentując swe wdzięki w mocno dopasowanej sukience z rozcięciami przy udach. Po chwili dopiero odzyskała pełną świadomość tego, co się dzieje. Ściągnęła go delikatnie w swoim kierunku.
-Smoku. Co tu się dzieje, do jasnej cholery?- syknęła.
-Wprowadzam Cię na salony, skarbie. Taki był mój plan, nie spodziewałaś się tego?- odparł miękko.
Szkarłatna, lejąca się suknia robiła niesamowite wrażenie na gościach płci męskiej i wzbudzała zazdrość u kobiet dworu o niezbyt lekkich proporcjach.
-Arenie! Cóż to za złotko żeś przyprowadził?- do pary podszedł dość chwiejnym krokiem pyzaty burmistrz miasta- Całuję rączki w najniższym ukłonie!- jak powiedział, tak zrobił. Zoe pochwycona za dłoń wyprostowała się jeszcze bardziej, dygając na powitanie. Nie odzywała się.- Co was tu sprowadza? Arenie, mam nadzieję, że ostatnia libacja z poprzednią towarzyszką nie zrzuciła na ciebie żadnych alimentów.- roześmiał się, a wraz z radosnym rechotem zatrzęsły mu się wąsy,
-Bez obaw, Gromagarze.
-Jeśli panienka jeszcze nie słyszała, to mogę zdradzić, że Aren jest bardziej niż popularny wśród naszych dziewcząt. Nie pożałuje panienka.
-Dość, przyjacielu. Wystraszysz mi towarzyszkę.
- Nie trzeba było wyjawiać plotek, które są oczywiste. Aren... On sam nie kryje się ze swymi zapędami.- ściągnęła brwi delikatnie.
-W takim razie życzę Wam udanej nocy. Tymczasem, wybaczcie. Lady Wiran chyba potrzebuje towarzystwa. Biedaczka owdowiała po ostatnim nalocie smoka.
-To przykre, doprawdy.- Aren przysunął Zoe do siebie.- Byliśmy daleko od miasta, ale i stamtąd było widać ogień. Straszna sprawa.- potarł ją po okaleczonym boku. Wyczuła doskonale owinięte wokół jej tułowia bandaże. Burmistrz ich opuścił, kłaniając się nisko po raz kolejny.
- Nie chcę tu być.- odprowadziła burmistrza wzrokiem.
-Może jednak zechcesz w pełni wykorzystać dworskie komnaty, hm? Chcesz się napić?- odparł słodkim tonem. Skinęła głową, a podaną szklanicę wina opróżniła jednym haustem. Mocny alkohol uderzył jej do głowy niemalże od razu.
-Idźmy stąd.- mruknęła, zniechęcona.
-Przecież się dopiero rozkręcamy, moja droga. Nie poznałaś jeszcze kapitana straży.- kontynuował ze swoim słodkim tonem.
Zoe zrobiło się słabo na samo wspomnienie o nim.
-Chyba sobie kpisz?
-A jakże.- smok zaśmiał się pod nosem, odbierając Zoe puste naczynie. Po chwili objął ją i zaczął szeptać na ucho.- A teraz się rozejrzyj. Z jaką zazdrością dworki obserwują, co z tobą robię... Zagraj przez chwilę, jakby to było normalne, moja droga.- wymruczał. Uśmiechnęła się, przymykając oczy. Wplotła palce w jego włosy i tym razem to ona zaczęła mówić mu do ucha.
- Jeśli to prawda, to powinni nam teraz zwrócić uwagę. Pójdę do toalety, rozejrzę się trochę, skoro tak bardzo chcesz, bym ich swoją osobą trochę sprowokowała...
-Czytasz mi w myślach i nader szybko się uczysz, moja Zoe.- wypuścił ją ze swych objęć, ale gdy kierowała się do wyjścia z sali ociągał się z puszczeniem jej dłoni, domagając się, by jeszcze na niego spojrzała. Tak też zrobiła, odchodząc niczym kocica.
Odźwierni ukłonili się nisko i otworzyli drzwi jednym skinieniem dłoni. Korytarze pełne były podpitych gości. Niejedni nawet na głos komentowali wdzięcznie sposób w jaki się dziewczę poruszało. Nowo przybyłe panie próbowały naśladować jej chód. Zoe uśmiechnęła się tylko pod nosem i rozprostowała suknię.
-Przepraszam!- podeszła do grupki obserwujących ją od chwili gdy wyszła z wielkiej sali.- Wiedzą państwo, gdzie mogłabym przypudrować nosek?- uniosła brew, stając swobodnie w grupce.
-Toalety są w części sypialnianej zamku, młoda damo. Wstęp tam mają tylko ludzie dworu.
-Och, wielka szkoda.- skrzywiła się niewinnie, nie zwracając uwagi na poniżenie jej statusu. I tak się tu nie nadawała.
-Panience przecież niczego nie brakuje.- do Zoe doskoczył jedyny ciemnowłosy mężczyzna w grupie. Reszta męskiego towarzystwa była albo siwiuteńka, albo łysiejąca.
Postawiła ciężar ciała na jednej nodze, położyła rękę na biodrze, a drugą odrzuciła włosy na plecy.
-Dziękuję za komplement i chwilę towarzystwa. Pójdę się przewietrzyć. Słyszałam o pięknym ogrodzie zamkowym, więc może go poszukam.
-Tak samotnie?- spytał ciemnowłosy.
- Lubię od czasu do czasu zaczerpnąć świeżego powietrza i ułożyć myśli. Jeszcze raz dziękuję.-odeszła jak gdyby nic się nie stało. Potem zaczęła pluć sobie w brodę, że w ogóle była w stanie tak sobie z nimi pogrywać.

Złoty Smok zabawiał w najlepsze lgnących do niego gości. Zoe gdzieś mu zniknęła, więc stracił pewność, że wróci do niego. Nie okazywał tego jednak, choć wolałby, żeby była obok. Dzięki jego magicznym sztuczkom zgodziła się przyjść na bal i to w tak skąpej sukni.
-Bylebyś mi nie uciekła.-mruknął do siebie.

Im dalej od smoka była, tym bardziej rzedła jej mina. Wyszła na dziedziniec i czar prysł. Wzdrygnęła się, bo przejrzała całkowicie na oczy. Ruszyła więc w stronę bramy zamkowej dość pospiesznie.
-Gdzie to się biegnie? Taki piękny wieczór, a panienka sama?- odezwał się znany jej, męski głos. Bała się odwrócić, by jej nie poznał.
-Och, dobry wieczór. Wyszłam tylko na świeże powietrze.
-Dość szybki ten spacer, a przyjęcie dopiero ma się ku lepszemu.
-Po prawdzie szukałam ogrodu. Miałam zamiar zapytać o niego strażników, Panie...-odwróciła twarz w stronę kapitana straży.
Nie poznał jej na szczęście. W zamian za to dziewczę zostało zbadane uważnym wzrokiem od czubka głowy aż do ziemi.
-Ethan, droga pani. Pozwól, że Cię po nim oprowadzę.- nadstawił ramię. Zoe przełknęła głośniej ślinę. Podeszła jednak, przyjmując zalotny wyraz twarzy.- Mogę znać twoje imię?
-Naith.- rzuciła krótko, gdy okrążyli zamek, mijając ciekawskie spojrzenia. Nareszcie dotarli do ogrodu pachnącego intensywnie kwiatami z każdego zakamarka królestwa, zapełnionego magicznymi latarenkami oświetlającymi delikatne ścieżki między wielobarwnymi rabatkami. Sieć dróżek prowadziła do niezliczonej ilości zagajników i kryjówek z których już korzystały rozochocone pary.- Cudowny ogród.- odetchnęła dość ciężkim, upojnym, kwiatowym powietrzem, czując, że znów wraca pod działanie magii smoka. Bardziej wtuliła się w kapitana, wiedząc, że naraża się na odkrycie swojej tożsamości. Odrzuciła jednak tę myśl tak prędko, jak się tylko pojawiła.
-Naprawdę chciałaś tu przyjść sama? Strażnicy bywają napastliwi podczas warty na zamku.
-Skąd pan wie takie rzeczy?
-Mów mi po imieniu, Naith.
-W takim razie, Ethanie, skąd o tym wiesz?- odpowiedź już znała.
- Jestem ich kapitanem, Naith.- oznajmił, obdarzając ją znaczącym uśmiechem. Nie znała go od tej strony i nie chciała go znać. Mimo wszystko zarumieniła się na ten gest.- Nie chcesz może wina?- kapitan zawołał jedną ze służących. Ukłoniła się, przyjmując zamówienie, a w tym samym czasie Ethan zaczął ją prowadzić do jednego z dalszych zakątków ogrodu. Czuła się dość niepewnie.
-Ethanie, nie musisz mnie oprowadzać, pewnie czekają na Ciebie na sali.
-Mogą poczekać.- odparł gładko.
-Och, kapitanie!- wyrwało się z jej ust, gdy została objęta w pasie.
-Nie każ mi wchodzić w to zapchlone towarzystwo samotnie. Zapewne uciekłaś stamtąd, bo w istocie jesteś ozdobą balu. Nie dziwota tym wszystkim spojrzeniom.
-Kapitanie...
-Mów mi po imieniu!
-E- Ethanie. Moje towarzystwo właśnie zabawia gości na balu. Nie mogłabym mu tego zrobić. Tym bardziej, że ludzie zaczną wtedy plotkować.
-Daliśmy już temat do rozmów służbie i przechodzącym obok ludziom. Już się z tego nie wybronisz.
-No, dobrze. Masz rację.- unikała jego spojrzenia jak ognia.

###

Służba już trąbiła o niechybnym romansiku kapitana straży z nową pięknością na salonach. Taka informacja dotarła też do samego smoka.- Arenie! Tak żeś pilnował swojej pięknej, że się w ogrodzie z kapitanem znalazła.
-Doprawdy?- smok parsknął zaskoczony ale i rozbawiony tym faktem.
-Może się dziewczę chciało zrewanżować za te historie odnośnie twoich podbojów, przyjacielu!- zarechotał burmistrz.
-Naith nie jest typem złośnicy.
-Chyba jeszcze nie znasz kobiet, Arenie!

###

-Kim jest twój towarzysz? Mogę go stąd wyciągnąć siłą.- spytał.
-Hm, najpierw każesz mi sobie mówić po imieniu, a teraz chcesz nadużywać władzy? Tak raczej nie wypada.- odsunęła się od niego. Usiadła na trawniku, a rozcięcie u boku sukni odsłoniło całkowicie jej udo. Ethan zmrużył oczy i również usiadł na ziemi.
-Nie boisz się ubrudzić sukni?
-Ledwo się w nią wcisnęłam, więc żeby zupełnie ją zdjąć będę musiała ją pociąć.- poprawiła ogon sukni, przykrywając nim część uda.
- To ułatwia sprawę.- wymruczał, poprawiając pas przy którym wisiał ozdobny, kapitański sztylet. Zoe ściągnęła brwi.
-Wolałabym jednak się jej nie pozbywać.- poruszyła się, zerkając w stronę zamku. Właśnie go spławiła. I dobrze. Odetchnęła, bo gdyby coś poszło za daleko, a kapitan zobaczyłby bandaż na jej boku, zbyt szybko połączyłby fakty. To się dobrze i tak nie skończy, choć zaskakującym jest jak bardzo blizna na twarzy zmienia wizerunek.
Tak, to Złoty jej to zrobił. Przy ostatniej dość zawziętej dyskusji nie omieszkał nadszarpnąć jej urody. Kłótnia była właśnie na temat przyjęcia, pewnie też dlatego Zoe stała się mu tak posłuszna. Magiczne sztuczki.
-Idźmy może do środka. Pewnie wszyscy Cię oczekują.- stwierdziła lekko. Podniosła się z ziemi i wyminęła kapitana. W ostatniej chwili odrzucił gdzieś na bok pustą butelkę wina i ściągnął dziewczynę za rękę wprost na siebie.
-Będziesz miała kłopoty, jeśli mi odmówisz, Naith.- warknął, szarpiąc za dół jej sukni i rozdzierając ją do wysokości biodra. Zagotowało się w niej, gdy zrzucił ją na ziemię, jednocześnie siadając na jej brzuchu. Kapitan zablokował jej tym samym wszelkie możliwości ruchu. Czuła jego oddech przesiąknięty do cna dopiero wypitym alkoholem.
-Myślę, że to ty będziesz miał kłopoty, skoro próbujesz bezczelnie wykorzystać niewinną niewiastę.- smok stanął nad całą sytuacją i wcale nie był zdziwiony jej przebiegiem. Ogłuszony kapitan obalił się na bok, pozwalając dziewczynie się swobodnie ruszyć.- Spodziewałem się tego po nim.- oznajmił spokojnym tonem Smok, podając Zoe rękę. Sama się podniosła, odpychając pomocną dłoń.
-I co z nim teraz zrobisz, hm?!- założyła ręce na biodra.
-Pomyśli jedynie, że urwał mu się film.- Złoty z łatwością usadził Ethana pod krzakiem róży i wcisnął mu w rękę pustą butelkę po winie.-Nikt nie musi wiedzieć i... oho, ktoś poprawił ci w końcu suknię!- obojętny wyraz twarzy Smoka przekształcił się za moment w ten złośliwy i lubieżny zarazem.
-Zamknij się z łaski swojej. Nie chcę już być na tym balu.- gdy tylko Zoe się sprzeciwiła, blizna na jej twarzy zapiekła ją nieznośnie.
-Rozumiesz, co to oznacza?
-Nieważne.- odparła szybko. Koniec balu oznaczał noc spędzoną ze smokiem. Zainteresowany westchnął ciężko.
-A byłoby tak pięknie.-podstawił jej ramię, by poprowadzić ją z powrotem na bal.- Może chcesz pozwiedzać królewskie pokoje, hm? Podwędzimy coś i podrzucimy kilku bezczelnym dworzanom.
-Brzmi interesująco, ale co z patrolami?
-Nimi się nie przejmuj, moja droga.- przyciągnął ją do siebie.- Będą zajęci.



BOOYAH!
:D
Jakieś pytania do rozdziału? :3

1 komentarz:

  1. Szkoda, że taki krótki, a wciągające :o ostatnie zdanie, o matko chcę wieceeej ;;;;

    OdpowiedzUsuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.