Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

piątek, 26 września 2014

|117| Copernicon, choroba itd.







Oj, działo się ostatnio. Spontanicznie postanowiłam pojechać na Copernicon. Trzy dni derpienia i świetnej zabawy! Chodziłam jako Ryuko w sobotę. Co najlepsze w tym wszystkim to to, że CAŁY TORUŃ ŻYJE W CZASIE TRWANIA FESTIWALU. ♥
Ludzie zaczepiali nas, pytając co to i z czym to się je, dlaczego jesteśmy przebrani. Słyszało się pochwały od przechodniów, zwracało się uwagę na ciekawe spojrzenia. :3

Połowa kasy poszła na żarełko, drugie tyle na zakupy xD
Mam plakat z Kill la Kill, kubek z Ryuko, małego Senketsu, jako breloczek :3 Przypinki z gry Borderlands  ♥♥ jedną przypinkę z Arno Dorianem z AC: UNITY ♥
I w ogóle chciałam podziękować wszystkim ludziom, których spotkałam. Na pewno nie wpadną na tego bloga, bo nie podawałam im tego adresu. Anyway!
Jeden z asasynów bardzo chętnie dzielił się informacjami na temat swojego credo i w ogóle na temat nowinek wszelakich, za co bardzo mu dziękuję i doceniam szczerze. Szkoda tylko, że nie udało mu się stworzyć panelu o Assassin's Creed. ;-; Byłabym na nim na pewno.

A potem się przeziębiłam. Znaczy się, grypa mnie wzięła. Od dwóch dni leżę w łóżku, bo w pracy bym nie wytrzymała. Wzięłam urlop na chorobę. Wszystko mnie boli i to na pewno nie jest już wina konwentowej podłogi. Nie po tygodniu ;-;











Mam więc chwilę czasu, więc chyba napiszę Wam kolejny rozdział opowiadania ze Złotym Smokiem i biedną Zoe.

Rozdział 6

Oczywistym było, że nie weszli z powrotem do sali balowej, a już na pewno nie zamierzali zjawić się tam przy pomocy frontowych drzwi.
Smok chciał podrzucić Zoe na balkon na pierwszym piętrze. Sam nie miał przecież najmniejszego problemu by w sekundę się tam znaleźć.
Skinieniem głowy zaledwie sprawił, że osoby postronne zapadły w chwilowy letarg, stojąc niczym te ogrodowe posągi oblewające się winem, jak z fontanny. Dziewczę rezygnując z pomocy smoka, rzuciło się na drabinkę pod balkonem. Na zaskoczone mruknięcie smoka odparła tylko, że nie może wypaść z formy. Gdy zadzierała nogę by wystartować ze wspinaczką, zerknęła jeszcze na niego z uniesioną brwią. Suknia rozdarła się jeszcze bardziej, lecz Zoe nie zwróciła na to większej uwagi. Tuż przed wejściem na balkon w kratce, gęsto zarośniętej bluszczem, utknął jej bucik. Zostawiła go na pastwę losu. Gdy już wdarła się na równą powierzchnię, Złoty już tam był. Przyglądał się jej z nieodgadnionym, acz złośliwym uśmieszkiem.
-Z dołu twa wspinaczka wyglądała dość interesująco, przyznam szczerze.- obszedł ją naokoło, przyglądając się uważniej, gdy zrzucała ze stopy drugi but z nadłamanym obcasem.
-Przestań, nic z tego nie będzie.- przemknęła po chłodnej posadzce balkonu, by pchnąć drzwi do wnętrza jednej z wielu zamkowych sypialni.
W półmroku prześwitywały gdzieniegdzie złote ozdoby, przyprószone kurzem, co przyćmiło ich naturalny blask.
-Światło, proszę.
-No co ty, przecież w ciemności jest zabawniej.- wciąż kroczył za nią niczym cień. Widocznie teraz nie chciał by Zoe wpadła w ręce inne niż jego.
Bose stopy dziewczyny cieszyły się delikatnym chłodem idealnie gładkiej drewnianej podłogi. Przeszła na palcach obok kominka, pieszcząc jego blat opuszkami palców, a gdy tylko chwyciła porcelanową figurkę w dłonie, w kominku rozbłysł płomień. Podniosła wzrok na ścianę nad kominkiem. Lustro z idealnie gładkiego złota rozświetliło pomieszczenie ciepłymi smugami. Oczy smoka lśniły swoim hipnotyzującym błękitem i bez względu na kolor światła nie zmieniały się.
Potem dopiero Zoe przyjrzała się swojej twarzy. Rozpuszczone włosy zarzucone na bok z grzywką przykrywającą delikatnie oko, które zdobiła w tej chwili dość wyraźna blizna, ciągnąca się od brwi, przez powieki, aż do połowy policzka.
-Ciekawe, co dokładnie dzieje się z królem? Burmistrz, jak dobrze mi się zdaje nie ma specjalnych uprawnień do tego, co się tu wyprawia.- zaczęła. Gdy oczyściła figurkę z kurzu, odstawiła ją na swoje miejsce.
-Masz jakiś specjalny pomysł na to, co się z nim dzieje?
-Mówiono, że wyjechał w delegację. Sprzymierzać się ze Starszymi.- westchnęła, rozcierając między palcami kurz z oczyszczonej figurki.
-Z tego, co obiło mi się o uszy, Twój król nie miał i bodajże nie chciał mieć ze Starszymi nic wspólnego. Przecież oni się nienawidzą.- odrzekł spokojnym tonem.-A ja służę wiernie temu, by taki stan rzeczy się uchował.- dodał po chwili zadumy. Zoe zmrużyła oczy.
-Co ty kombinujesz?
-Burmistrz, moja droga, zbytnio ceni sobie swobodę w mieście, skoro jest bezpośrednio pod płaszczem króla. Na jego stanowisko również nie byłby w stanie wskoczyć, bo to z kolei wiąże się z większymi obowiązkami. Niedługo stanowisko króla się zwolni, a potomków on też nie posiada. Bezkrólewie, to piękne czasy, wiesz?- wymruczał.
-I po to wciągnąłeś mnie na zamek, żeby mi o tym powiedzieć?- skrzyżowała ręce na piersi.
- Nie tyle wciągnąć na zamek, co doprowadzić do tronu.- objął ją w pasie. Uniosła brew.
- To będzie prędka rewolucja.
- Jeśli w odpowiednim czasie pokażesz, że ze mną współpracujesz, nie będą mieli wątpliwości.
- Nie nadaję się do tego.- odepchnęła go od siebie.
- Kto powiedział, że się nadajesz?! Stałabyś jedynie u mego boku, jako królowa.-
-Smok na tronie! Nie za szybko przyzwyczaiłeś się do tej marnej powłoki?- parsknęła.
-Ileż można latać i wylegiwać się na skałach.- zmrużył błękitne oczy, idealnie naśladując ton jej wypowiedzi.
-Ach, więc jednak korci cię na ludzkie rozrywki, cudownie.
-Aktualnie korci mnie na coś więcej - postąpił krok w jej kierunku.- Obiecałem ci przecież niewinną zabawę w Panią Sprawiedliwości.- oznajmił, kłaniając się. Wyciągnął do niej dłoń i poprowadził dziewczynę do fotela. Zaraz potem zza pazuchy wyjął szkatułkę ze złotem.
-Komu mam wcisnąć te skarby?
-Kogo uważasz za dostatecznie godnego?- rozsiadła się w fotelu wygodnie. Zaczęło jej się to podobać.
-Zabrakłoby skarbów na ich wszystkich.- uśmiech zagościł na ich twarzach.


"Zabawmy się w wyliczankę"


Strażnicy patrolowali korytarze wyższych pięter zdawałoby się zupełnie niepotrzebnie. Znużeni czekali tylko na moment, w którym wybije czas na odpoczynek. Nie było dane im jednak długo czekać na coś, co zerwie ich z posterunku. Zakapturzona postać przemknęła przez korytarz, sypiąc za sobą kosztowności.Smok pomyślał o wszystkim. W pokoiku przylegającym do gościnnej sypialni znalazł idealne pantofelki pasujące do kreacji jego towarzyszki, wcale nie gorsze od tych, które zdążyła zniszczyć. Jego plan jak zwykle jej się nie spodobał. Odstawiona w pobliże alejki, z której dopiero co została wyciągnięta, miała za zadanie wybudzić kapitana straży i go zaalarmować.
Siedział tam dalej, półprzytomny. Ściągnęła na moment usta w niesmaku. Najchętniej by mu jeszcze przyłożyła od siebie, lecz prędko musiała odrzucić te myśli
-Przebudź się, Ethanie.- zaczęła drżącym głosem. Pochyliła się nad nim, chwyciła go delikatnie za brodę i uniosła jego głowę.- Spójrz na mnie.- wyciągnęła mu butelkę z ręki, gdy zaczął odzyskiwać przytomność. Dołożyła wszelkich swoich starań, by wyglądało to tak, jakby on faktycznie zasnął z przepicia.- Jesteś tu.- uśmiechnęła się, spokojniejsza, gdy zwrócił na nią uwagę. Chwycił ją gwałtownie za rękę i ścisnął mocno. Wydała z siebie przestraszone westchnienie.
-Naith... Uderzyłaś mnie.- syknął, czując jeszcze pulsujący ból z tyłu głowy.
-Wybacz, spanikowałam. Sama też nie byłam w najlepszym stanie. Przed chwilą zaczęli bić na alarm. Chyba jesteś tam potrzebny.
-Nic bym ci nie zrobił.- jęknął. Zoe zdążyła w porę ugryźć się w język. To wyglądało zupełnie inaczej.- Pomóż mi wstać.
-Wszystko dobrze?-na to pytanie, zbył ją tylko wymownym spojrzeniem.
-Idziemy do zamku.-rozkazał się prowadzić. Im bliżej sali balowej się znajdowali, tym lepiej się czuł i mniej pomocy potrzebował. Krzywił się wciąż przez dotkliwy ból głowy, ale zaraz znieczulił się odpowiednio przy pomocy przypadkowego trunku, jaki wpadł mu w ręce, przy wejściu do sali.- Nie mieszaj się do sprawy, piękna.- rozkazał jej tym samym, by trzymała się z tyłu. Zarumieniła się tylko, przebąkując coś o tym, że nawet nie śmiałaby brać się za typowo męskie sprawy.
Smok zauważył kapitana dużo wcześniej niż dziewczynę. Przywołał ją do siebie, z uśmiechem zadowolenia widząc, że kapitan obserwuje ją kątem oka.
-Bardzo dobrze ci poszło, moja droga.- Aren uśmiechnął się troskliwie, odgarniając kosmyk włosów z jej czoła. Zlustrował przy tym minę skonfundowanego kapitana.
-Męskie sprawy, mam się nie mieszać.-wyrecytowała. Smok zmrużył oczy, jakby tylko czekał na to hasło.
-Więc to ja będę miał pełne pole do popisu.- wyśpiewał jej do ucha, uradowany.

4 komentarze:

  1. Bardzo fajne opowiadanie, przyjemnie się je czyta <3
    Świetny kubek *-*

    http://alice-japan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Generalnie jak wspominam swoje konwenty to w wielu miastach jest tak, że jak się przechadza ulicami wyglądając nieco inaczej to pytają co się dzieje i to w bardzo miły sposób. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo mania na Kill la Kill XD wielbię. Ale nie ma żadnych zdjęć Aikosia w cosplayu :c smutam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie fajne zdjęcie, ale zrobione w domciu, bo jak zwykle wpadłam na pomysł po fakcie ;-;

      Usuń

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.