Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

czwartek, 1 stycznia 2015

|121| Szczęśliwego Nowego!

Tak, tak. Sylwester za nami. Mamy Nowy Rok i czas się znów przyzwyczaić do pisania nowej daty.
Oby następny rok był lepszy pod wieloma względami. A wiem sama, że to i tak nic nie zmieni, bo to żadna magiczna data.

ANYWAY.
Obiecałam w poprzedniej niby-notce, że napiszę tu kolejny rozdział opowiadania i tak zrobię.

Rozdział 7

"Złoty Ląd"
Smok wyprostował się dumnie. Burmistrz, wystraszony, wyminął go tylko i niemalże podbiegł do kapitana straży. Mężczyzna zlustrował tylko biegnącego w jego kierunku staruszka i zapytał, co się stało.
-Kapitanie! Okradziono zamek z kosztowności! Sprawcy są gdzieś na sali balowej! Na pewno nie zdążyli uciec!- gdy Gromagar zagrzmiał, po sali przemknął pomruk zaskoczenia i teatralnego wzburzenia.
-Nikt więc nie ma prawa opuścić sali, dopóki nie znajdziemy sprawców! Obstawić wyjścia z sali. Wszelkie próby ucieczki będą karane aresztem!- Ethan z wyższością przesunął wzrokiem po zebranych. Widać było, że nawet burmistrz nie robi na nim szczególnego wrażenia. Nie dziwota, skoro miał sposobności na ukaranie kogokolwiek bez posiadania dowodów. Zresztą burmistrz trzymał swoją posadę tylko dlatego, że nie wchodził kapitanowi specjalnie w drogę, a swoje za uszami miał. Tak więc, zazwyczaj rubaszny chłop, skulił się jak pies i skrył się w cieniu dostojnego kapitana.
Złoty w tym samym czasie położył dłoń na ramieniu Zoe.
-Moja droga. Zwróć uwagę na jego pozycję. Zdaje się, że nasz kapitan poczuwa się sam w roli ważniejszej niż burmistrz.- przyglądał się dalej ciemnowłosemu. Ich spojrzenia się spotkały, przez co Ethan zmrużył podejrzliwie oczy i przeniósł wzrok na Zoe. Gdy tylko się zorientowała, oblała się rumieńcem. Złotooki uśmiechnął się więc, delikatnie unosząc brew.- Masz go w garści, moja Naith.
-Wykorzystujesz mnie.- dziewczyna odepchnęła rękę Drakonity ze swego ramienia, a on tylko przemieścił rękę na jej opatrzony bok.
I tak śledztwo trwałoby w najlepsze, gdyby nie szum w jadalnej części sali.
-Złodziejka!
-Ach! Cóż to za obelga?!
-Złodziej!- wrzasnął ktoś z drugiego końca sali.
-Królewskie złoto! To oni!- robiło się coraz głośniej. Tłum rozstępował się, by wskazywać sprawców.
-Peseo! Jak mogłaś mnie tak oczernić!- wydało się z gardła Khrana, właściciela najlepszej, królewskiej restauracji. Skrzydło Gryfa straci dzisiejszego wieczora większość klienteli.
-Strażnicy! Brać ich!- rozkazał kapitan. Kobiety i mężczyźni, którym smok podrzucił błyskotki, zdawali się nie wiedzieć o co chodzi. Wyglądali przy tym jakby mieli zaraz postradać zmysły. Złoto posypało się na posadzkę. Smok zaciągnął dziewczynę na podest tuż obok tronu, by lepiej wszystko widzieć. Może i się nie uśmiechał, ale ten widok sprawiał mu wiele satysfakcji.
-To nie ja, kapitanie! Błagam! Ktoś mi to podrzucił!- próbowali się tłumaczyć, jeden przez drugiego. Ethan gardził nimi.
-Któż mógłby to zrobić? Duchy tamtych władców?!- niemal się zaśmiał.- Za tego typu zbrodnię, osobiście odrąbuję palce u rąk.
-Nie, tylko nie to!-Pesea skryła pulchne dłonie obładowane pierścieniami od męża. Po chwili z zapałem godnym duszącego się, zaczęła szarpać się z kolią, która nie chciała się odpiąć.- Zdejmij to ze mnie, skarbie!- pisnęła w panice. Jej mąż odsunął się.
-Jak mogłaś, Peseo?! Przecież niczego Ci nie żałowałem.
-Dlatego zaleca się pilnować jedynie jednej damy podczas balu, miły panie.- odparł na to kąśliwie złotooki. Khran pobladł, by za chwilę zalać się soczystą purpurą oburzenia. Nie odezwał się jednak, skoro doskonale wiedział, o co chodzi.
Po chwili ciszy, przerywanej szamotaniną Pesei dało się słyszeć krzyki strażników i większą szamotaninę, gdzieś na korytarzu.
Na salę chciał ktoś wejść.
Dziewczyna ścisnęła Drakonitę za rękę. Przeczuwała, co się zaraz stanie. Domyślała się kto i z jaką informacją zjawi się zaraz w sali balowej, i przede wszystkim, co to oznacza dla niej.
Wycieńczony posłaniec legł na kolana, gdy tylko przekroczył próg sali balowej. Jego brudne, lepiące się od czegoś ubranie, kleiło się do wyczerpanego ciała.
-Król... Król nie żyje!- wydał z siebie okrzyk i padł na twarz, nieprzytomny. W tym momencie nawet Pesea przestała się szamotać z klejnotami. Kapitan straży wyprężył się jak kot i spoważniał jeszcze bardziej. Doskonale słyszał o czym mówił posłaniec. Spojrzał na Naith, która pobladła znacznie, ściskając z wrażenia ramię Arena. Odchrząknął, odwrócił się na pięcie od Pesey, przemaszerował przez salę, trzymając dłoń na rękojeści ozdobnego sztyletu, chciał sprawdzić, kim był ten chłystek. Nachylił się nad leżącym i odwrócił go na plecy. W miejscu, w którym leżał zdążyła się zrobić kałuża krwi.
-Wynieście go stąd!- rozkazał.- I przeszukajcie. Może ma coś, co potwierdzi tą informację.- dodał chłodno, prostując się. Wytarł dłoń w serwetkę, którą podał mu zaraz jeden z podwładnych.
-A teraz lekko Cię zaboli.- odezwał się nagle smok, szepcząc Zoe do ucha. Sekundę później nastąpił wybuch. Posypało się szkło z witraży nad tronem i dziewczę zostało rzucone przez salę tuż pod nogi kapitana.
Z kłębów dymu wydobył się słup ognia, rozpływający się tuż pod sufitem. Postrzępione smocze skrzydła zajęły pół sali wprawiając oniemiały tłum w panikę.
-Bezkrólewie to piękne czasy!- smok zamknął wrota, zalewając je i ludzi, którzy za nie chwycili płynnym złotem. Złote posągi jęczały jeszcze przez chwilę panicznie, by zastygnąć na dobre w bezdechu.
-Do broni!- wrzasnął Ethan- Osłaniajcie ludzi!- sam okrążył Naith i osłonił ją własnym ciałem.
-Cóż mi możecie zrobić?- łeb smoka w końcu wyłonił się z dymu. Część gawiedzi pomdlała ze strachu.- Król zostawił was bez potomstwa, testamentu. I zachciało mu się teraz umierać. Gdyby nie to, zostawiłbym to państewko samemu sobie. Nie bez powodu też nazywają mnie Złotym Smokiem.- wyśpiewał ponuro.
-To klątwa! To złoto jest zaklęte!- wrzasnęła Pesea, niemal dusząc się pod kolią, którą Drakonita sam jej na szyi zawiesił.
-Niech i tak będzie.- błękitne ślepia smoka błysnęły złowrogo, a biżuteria zacisnęła się na pulchnej szyi kobiety, by za chwilę cała ona zamieniła się w złoty posąg. Tylko jej oczy, przekrwione świdrowały jeszcze otoczenie, dopóki mogły. To samo po chwili zaledwie stało się z pozostałymi osobami.- Bez króla zrobię z tego królestwa Złoty Ląd.- warknął smok.
-I my mamy wierzyć w te bajki?!-krzyknął ktoś z tłumu.
-Uczeni też stamtąd nie wracali i niby nie wierzą w smoki, a jednak jestem tu przed wami, profesorze i właśnie zamieniam ludzi w złote rzeźby!- głos smoka zagrzmiał we wszystkich korytarzach zamku. Profesor poprawił okulary na nosie i odsunął się pod ścianę.
-Odejdź smoku! Nie mamy pewności, że król nie żyje!- zawołał Ethan. Tłum rozstąpił się na zawołanie.
-Dajcie mi więc powód, bym odszedł, bo póki co, dobrze się bawię. Znajdźcie Nowego Króla, a być może zdobędziecie mą przychylność w nadchodzącej wojnie ze Starszymi.- bestia machnęła skrzydłami i wydostała się z zamku, zostawiając wszystkich samych sobie.
Do tej pory nieprzytomna Naith, zdążyła zobaczyć tylko jak smok wpatruje się w nią na chwilę przed opuszczeniem zamku.
-Więc to pogrzeb.- kapitan, obrócił głowę, by spojrzeć na obolałą i przerażoną Naith.
-Aren! Gdzie jest Aren?!- wiedziała, że musi udawać. Smok zażyczył sobie, by taką rolę odgrywała i jednocześnie, nie była w stanie się jego woli sprzeciwić.
-Twój towarzysz zginął.- kapitan straży oraz wszyscy inni widzieli, że smok pożera Arena. Naith ukryła twarz w dłoniach. Wiedziała prawdę, wiedziała, że to on kazał im to widzieć, a jednak się rozpłakała.



I małe sprostowanko. W poprzedniej notce, pisząc o sprzęcie, miałam na myśli spełnianie starych marzeń. Lustrzankę dostałam na osiemnastkę, tak więc aparat mam już od czterech lat. :3
Wzorowane rysunki to żadna sztuka ;-;
Ładnie wyszło, ale dumna specjalnie z tego nie jestem.






1 komentarz:

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.