Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 22 lutego 2015

|123| Raz, Dwa, Trzy i Raz, Dwa, Trzy...

Wytańczyłam się. Wesele było niesamowite. Wszystko będzie mnie boleć chyba jeszcze przez najbliższy tydzień. NAPRAWDĘ.
Zdjęć jako takich sama nie robiłam, nie chciałam. Wolałam cieszyć się chwilami radości z rodziną niż pstrykać zdjęcia. Od tego był fotograf i zdjęcia też będą wywołane do albumów. Nie na płyty, nie będzie filmu, będą klasyczne zdjęcia, czyli to, co najbardziej odświeża pamięć.
Nic to! Ślub i wesele było, teraz zostały wspomnienia i to, co się z tego z czasem urodzi :3
Jeszcze tydzień i zacznie nam się marzec.  Dwa tygodnie do wypłaty. Miesiąc i wiosna.
Tak, narysowałam samą siebie. Tak mniej więcej wyglądałam w weselnej sukience. ^^
:3

Wah! Jak ja nie potrafię opowiadać. No, cieszę się.
Kolejny rozdział "O Smoku...", maybe?
No to bierzcie i czytajcie z tego wszyscy~ :D

Rozdział 8

Zoe miała od tej pory zamieszkać u kapitana. Sam jej to zresztą zaproponował i nalegał, mimo, że dziewczyna nie chciała skorzystać z pomocy. Udawanie przyjezdnej w zasadzie nie szło jej ciężko, ale przecież w każdej chwili mogła się spakować i wyjechać z miasta. Wrócić tam, skąd przybyła.
-Możesz korzystać z mieszkania do woli. Gdybyś miała jakiś problem, wiesz gdzie mnie znaleźć.
-Ethanie, nie chcę się narzucać. Na zamku macie chyba większy problem. Zdaje się, że ten smok nie żartował.
-Smoki nigdy nie żartują. A ten dziwnie się w ciebie wpatrywał.- zauważył kapitan. Dziewczynę zmroziło przerażenie.
-Przecież pożarł Arena, a mógł się czaić na mnie.- głos jej zadrżał. Ethan pożałował tego, co powiedział. Za wcześnie jeszcze by poruszać tego typu tematy.
-Dlatego nalegam, byś mieszkała tutaj. Dopóki sytuacja ze smokiem się nie uspokoi.- wyjaśnił, zabierając od Zoe bagaż.

Złote wrota do sali tronowej, w której odbył się nieszczęsny Bal Pogrzebowy miały wszystkim przypominać o klątwie, która od tamtego dnia krążyła nad miastem.
Smok jednak długo się nie pojawiał. Zastępcy na króla również ze świecą było szukać, bo nikt się na takiego nie zgłaszał. Dopiero po pochówku, niepewni śmiałkowie zaczęli się zjeżdżać do miasta, by zostać przesłuchanym przez samozwańczą Radę, na której czele stał kapitan straży, Ethan Avido.
W jej skład wchodziło kilkunastu doradców wojskowych z różnych części królestwa. Przewodnim tematem obrad nie było jednak znalezienie następnego króla, a przygotowanie do wojny ze Starszymi.
Zamach na Króla wprawił wszystkich w bojowy nastrój. Chęć zemsty, obrona honoru królewskiego nazwiska i bunt wśród ludności wystarczająco napięły sytuację w stolicy. To z kolei dawało się we znaki również na granicach.

Zoe przyzwyczaiła się z czasem do nowego imienia i sposobu zachowania. Coraz częściej jednak była zaczepiana przez ludzi, wyzywana od ladacznic, grożono jej niejednokrotnie. Starała się to ignorować, dopóki kapitan nie zaczął wysyłać za nią ochrony, gdy tylko wychodziła do miasta. Wtedy też zaczął się prawdziwy raban. Zaczepki stały się agresywniejsze, dochodziło nawet do przepychanek z ludźmi, których znała od kołyski, a jednak oni jej nie poznawali. Chcąc uniknąć przykrych kontaktów zaczęła wymykać się w nocy, kierując się na skraj miasta.
Złoty zostawił ją bez słowa wyjaśnienia, więc zaczęła działać na własną rękę. Skoro kapitan nie robi nic w kierunku znalezienia osoby na tron, ona znajdzie kogoś innym sposobem. Wiedziała, że porywa się z motyką na słońce, jednak warto było spróbować. Stanęła przed wejściem do jednego z mieszkań. Jeden z drabów spał smacznie, pijany i nie zwrócił nawet uwagi, gdy Zoe głośno wypuściła powietrze z płuc, żeby pozbierać myśli i przygotować się do działania. Wiedziała, że będą tu siedzieć. Nie miała jednak pojęcia, jak się w stosunku do niej zachowają.
Otworzyła drzwi z impetem. W pomieszczeniu zapadła grobowa cisza. Wkroczyła do środka i trzasnęła drzwiami równie gwałtownie, słysząc, że drab na zewnątrz wybudza się z głośnym chrapnięciem.
-Coś ty za jeden?!- odezwała się osoba, która miała tu być. Zoe w płaszczu ruszyła dalej, wgłąb pomieszczenia, by stanąć przed przywódcą bandytów.- Odpowiesz, czy zabrakło ci języka w gębie?!
-Chcę z Tobą porozmawiać, Raymondzie.
-Nie ma tu nikogo takiego jak Raymond.- odburknął, dając znak kilku swoim ludziom, by pozbyli się niechcianego gościa. Zrzuciła kaptur z głowy. Raymond wstrzymał drabów.- O czym chcesz rozmawiać?
-O dzisiejszej sytuacji w królestwie. Filozofom się nie śniło, co się teraz tam dzieje. Nie interesuje Was to?- napomknęła.
-Jak długo nie kłóci się to z naszymi interesami, nie mam z tym żadnego problemu, ślicznoto.
-Tak więc, Raymondzie, proponuję Wam układ, a w zasadzie rozwiązanie sytuacji, która się z pewnością niedługo wywiąże.
-Zapewne miałabyś nami dowodzić w tej sprawie? O nie, nie. Prędzej dałbym się złapać strażnikom, którzy zaraz tu pewnie wpadną, bo łażą za Tobą dość nieudolnie się pokazując. Nie jesteś u siebie i radzę Ci dobrze, nie rozkręcaj się, bo marnie skończysz w którymś z zaułków.- Raymond bawił się sztyletem, gdy do niej mówił, co jakiś czas kierując jego ostrze w jej stronę, jako ostrzeżenie. Spojrzał na nią. Skrzywiła się, przymknęła oczy na chwilę by za moment zacząć rozpinać swój płaszcz. Przywódca bandytów uniósł brwi, które schowały się po chwili pod szkarłatną chustą przewiązaną na czole.
-W takim razie chodź się bić.- jednym ruchem smagnęła płaszczem jego dłoń, wytrącając mu sztylet z uścisku i wyrzuciła go gdzieś pod publikę.
-Nie masz szans, panienko!- zmusiła Raymonda do podniesienia się z miejsca, a to już było coś. Uśmiechnęła się pod nosem.
-Zobaczymy.- dawno się tak swobodnie nie czuła. Niczego nie podejrzewający bandyci zdecydowanie nie byli w stanie jej rozpoznać.
-Jeżeli uda Ci się uderzyć mnie w twarz, bardzo możliwe, że Cię wysłucham, paniusiu. Jeśli jednak nie zdołasz tego zrobić o czasie, będziesz moja na dzisiejszą noc.
-Kiedyś też tak mnie straszyłeś.- wyrwało jej się. Raymond zignorował to. Zoe przeszła do miejsca, w którym zwykle wszyscy ustawiali się do bitki.
Niewiele trzeba było by  jej stary znajomy zaszarżował na nią. Niewiele też brakowało, by prawie przygwoździł ją do ściany. Umknęła mu na drugi koniec pomieszczenia. Uniosła gardę, czekając na jego kolejny ruch. Znała jego techniki dostatecznie dobrze.
-Nie przyszłam tu po to, żebyście oddali się w ręce strażników. Można ich zresztą z łatwością zgubić.
-I tak by im się nie udało.- Raymond wyciągnął kolejny sztylet zza pazuchy. Zbliżył się do niej. Miał już się zabierać za kolejny zamach, gdy dziewczyna zrobiła zwrot, chwyciła za butelkę i rozbiła ją o kant stołu. Ktoś krzyknął, żeby Raymond w końcu ją powalił. Reszta zaśmiała się i gwizdała na brunetkę, próbując ją rozproszyć.
-Będzie ci przyjemnie tej nocy.- szef oblizał wąskie usta, uśmiechając się szyderczo. Chciała wykorzystać moment jego nieuwagi, ale przerzucił ją nad sobą. Wpadła na stół i ześlizgnęła się z niego na podłogę, szamocząc się chwilę w bezdechu. Raymond usiadł na niej, ale zanim zdołał zablokować jej dłonie, rozbita butelka powędrowała ku jego szyi. Zatrzymał się na chwilę, zbity z tropu. Szkło upadło na podłogę, a pięść wylądowała na jego twarzy. Odchylił się mimowolnie. W pomieszczeniu zapadła cisza. Warknął groźnie i w mgnieniu oka machnął uzbrojoną w sztylet ręką wbijając go tuż przy uchu dziewczyny, lustrując jej twarz jeszcze przez dłuższą chwilę. Wpatrywała się w jego oczy, próbując odczytać wszelkie intencje potencjalnego wroga. Poniszczoną słońcem i bliznami twarz rozjaśnił po chwili śmiech Króla Podziemi.
-Brawo! Miałaś szczęście.- podniósł się i podał jej rękę. Nie chwyciła jej, wiedząc doskonale, czym to się może skończyć.
-Oboje znaliśmy kogoś, kto miał podobne szczęście, Ray.
-Nie spoufalaj się!- zmrużył oczy, grożąc jej znów ostrzem.
-Zoe wpadła w kłopoty, a wy jej nie pomogliście.
-Zoe? Ona działała na własną rękę! Skąd wiesz o istnieniu takiej osoby?
-Bo zaginęła w trakcie ostatniego ataku smoka.
-Wielu naszych wtedy zginęło. Co z tego?!
-A to, że stoję tu przed Wami.- uśmiechnęła się pewnie.
-Masz jaja, żeby się tu zjawiać i podszywać pod jednego z naszych, zdziro.
-To nie jest bujda.- rozpięła kamizelkę i podciągnęła koszulkę, by pokazać mu bliznę po strzale jednego z ludzi kapitana.
-Masz tupet, żeby się tu zjawiać.- podszedł do niej, przystawiając jej nóż do krtani. Rozeźliła go tym.
-Gdybym nie była jedną z Was, nie miałabym pewnie szczęścia, żeby Was tu znaleźć, skoro nawet Strażnicy nie potrafią Cię dopaść. Nie wspomnę już o tym, że nie wiedzą jak wyglądasz!
-Pieprzysz bzdury. Zejdź mi z oczu zanim Cię poszatkuję.- nie żartował. Poczuła czubek ostrza na skórze.
-Doradca króla przygarnął mnie i opatrzył. Towarzyszyłam mu w ramach przysługi. Obiecał mi krocie za jedną noc na balu, a już go nie ma. Słyszałeś, że pożarł go smok?- w porę wymyśliła sobie przykrywkę. Zaskakująco lekko jej to szło.
-Jak wyjaśnisz to, że kapitan obserwuje Cię na każdym kroku?- mężczyzna wycofał się, chwycił kufel piwa i rozsiadł się przy stoliku obok, wyciągając nogi na blat.

-Nie poznał mnie. Wy też najwidoczniej macie z tym problemy.
-Uważaj na...
-Słowa? Od kiedy uważa się tu na słowa?! Raymond, pamiętasz kiedy wysłałeś mnie po dwie flaszki najlepszego wina? Teraz mogę Ci załatwić stokrotną ilość tego, co sobie zażyczysz, ale potrzebujemy nowego króla, bo kapitan zeświruje całkowicie i doprowadzi nas tym do ruiny. Już nie jest kolorowo.- zdmuchnęła kosmyk włosów z czoła.- Rada nie spieszy się z poszukiwaniami. Ludzie są niespokojni, a bez jakiejkolwiek władzy, stracimy na tym wszyscy. Rozpuśćcie wici na ten temat.
-Szukanie następcy to pożywka dla smoka! To miasto już jest przeklęte.
-Osobiście wolałabym się udusić w złotej trumnie niż stać się niewolnicą Starszych!- wycedziła przez zęby, stając twardo na ziemi i zaciskając pięści ze wściekłości.- Decyzja należy do Was, durnie!- odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku wyjścia.
-Nie tak prędko! Co nam przyjdzie z tego układu?- Raymond zaszedł ją od tyłu, jak cień. Zaiste, tytuł Króla Podziemi należał do właściwej osoby.
-Więcej do zyskania, aniżeli do stracenia. Z drogi, Darryll.- zmierzyła jednego z tarasujących jej drogę. Ustąpił jej miejsca bez słowa.
Odetchnęła głębiej, gdy tylko opuściła pomieszczenie. Chwilę potem skierowała swe kroki na skarpę, na której pierwszy raz miała styczność ze smokiem. Usiadła na jej krawędzi, opierając się o pień solidnego drzewka. Wpatrywała się w przepaść i przestrzeń ponad nią, zastanawiając się, czy dobrze zrobiła, spotykając się z bandytami i zdradzając im swoją tożsamość.
-A mogłabym po prostu wyjechać z miasta i mieć gdzieś, co tu się wyprawia.- westchnęła.
-Obawiam się, że nie taki był nasz plan.- usłyszała za sobą. Przebiegły ją zimne dreszcze.
-Złoty...-chciała się obrócić, by na niego spojrzeć.
-Ćś...- zakrył jej usta dłonią.- Moja droga Zoe.- szepnął jej do ucha, nie pozwalając na siebie spojrzeć. Teraz zrobiło jej się gorąco. Odsunęła jego dłoń od swoich ust. Tym razem już nie miała zamiaru na niego spojrzeć.
-Przestań się bawić w kotka i myszkę. Wiem, że to Ty, Smoku.- mruknęła z dozą pretensji w głosie.
-Już się mnie nie boisz?!- zaśmiał się.
-Ten parszywy głos rozpoznam wszędzie.- odburknęła. Nie przyzna się przecież, że obawiała się o jego powrót, albo co gorsza, że zaczęła tęsknić. Wzdrygnęła się, przeszyta zimnym dreszczem. Czuła na sobie jego lubieżne spojrzenie.- Jaki masz plan?
-Zobaczysz niedługo, moja droga Zoe, albo może, moja kochana Naith.- zaśmiał się po raz kolejny. Blizna na twarzy zapiekła ją, gdy tylko wypowiedział jej fałszywe imię. Dał jej tym samym do zrozumienia, że ma się trzymać tej tożsamości. Skuliła się z bólu, zaciskając powieki.

Gdy je otworzyła, była w sypialni. Kapitan siedział w fotelu, czytając jakieś dokumenty.
-Nie powinnaś chodzić sama po nocach. Moi ludzie znaleźli Cię drzemiącą na ławce w mieście.
-Musiał mnie znużyć spacer.- wyjaśniła szybko. Kapitan tylko na nią zerknął i pokręcił głową z dezaprobatą.
-Widzę, jak traktują Cię ludzie za dnia. W nocy tym bardziej nie jesteś bezpieczna.
-To mój problem.
-Moim obowiązkiem jest chronić obywateli tego miasta.- odparł chyba nieświadomie, zanurzając się znów w papierach.
-Kapitanie. Odnoszę wrażenie, że mylisz się w zeznaniach. Widzę, w jakiej wszyscy jesteśmy sytuacji. Nie skupiaj się na mnie. Musimy chyba znaleźć następcę na tron?
-Ludzie boją się smoka. Chodzą bujdy odnośnie tego...-westchnął, odkładając dokumenty na stół.
-Jakie bujdy?
-Każdego chętnego podobno smok ma zamieniać w posąg ze złota.
-Przecież do tej pory nic takiego nie miało miejsca!- ściągnęła brwi.
-Tych, którzy pokusili się na królewskie skarby spotkało coś takiego. Sądzisz, że władza w tych czasach opiera się tylko na rządzeniu? Jesteś naiwna, Naith.- Ethan uśmiechnął się pobłażliwie, przecierając zmęczoną twarz ręką.
-Nawet nie zaczęliście poszukiwań.- Zoe wstała z łóżka, wciąż w ubraniu, zarzuciła na siebie koc i przeszła przez chłodny pokój, by oprzeć się o fotel, w którym siedział kapitan. Odchylił się z westchnieniem.
-Może masz rację. Musiałbym to zgłosić Radzie.- wyrzucił z siebie, zerkając na nią.
-Nie wypada mi się wtrącać, oczywiście, ale Rada za bardzo skupia się na wojnie.- odwróciła wzrok, zatrzymując go na świeczniku.- Bez przywódcy nasze królestwo nie będzie miało szans.
-Upadłoby i bez pomocy smoka.- sarknął.
-Z tego, co udało mi się wywnioskować z twoich opowieści, smok może być naszą mocną stroną. Jeśli następca mu się spodoba, zyskamy przewagę, a do tego czasu lepiej chyba rozdzielić skupienie na obie sprawy, nie uważasz?
-Kobieca intuicja, co?- uśmiechnął się, mrużąc oczy.
-Kwestia niekoniecznie rozsądnego myślenia.- skwitowała.
-Zobaczę co da się zrobić...



~~~~
I jak? Podobało się? :3
Mam nadzieję, bo kolejny rozdział czeka już, żeby go opublikować :D

See ya, mate!

środa, 4 lutego 2015

|122| Luty, luty, Walentynki i Walęwódę

Zmieniłam szablon bloga? TAK.
Ładny, co? W końcu coś w innych kolorach, bo tamten już mnie z lekka przytłaczał.
Styczeń minął dość szybko. Do wypłaty jednak się strasznie dłuży, tym bardziej, że cały zeszły miesiąc i na pewno w tym tygodniu jeszcze będę siedziała w zakładowym magazynie, bo w naszym oddziale nie ma tyle pracy. Zostałam odesłana niespełna miesiąc temu przez kierownika z hasłem: "na dwa, góra trzy dni".
Czyżby o mnie zapomnieli?
NIEWAŻNE. WYTRZYMAM W TEMPERATURZE 10 STOPNI PRZEZ OSIEM GODZIN.
CO MI TAM.
Coraz bliżej Walentynki. Osobiście, strasznie irytujące "święto". Mimo tego mam nadzieję, że będę się dobrze bawić, bo idę na moje pierwsze w życiu wesele. Do kuzyna :D
Kreację mam zakupioną, urlop zaklepany... Mam nadzieję, że się tylko nie rozchoruję, bo będę cierpieć z tego powodu. ;-;

Jest taka, a jak wykonam w niej obrót, pięknie się podnosi (czyt. widać gatki) ♥
Przecudna ostatnia sztuka zdjęta z manekina i pasowała idealnie ♥

Tak, to chyba tyle, co chciałam powiedzieć.
Do uczytania, a rozdział o Smoku i Ptaszynie pojawi się w nowej notce ^^