Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

czwartek, 13 sierpnia 2015

|127| Jak ten czas leci...

Dwa tygodnie po urlopie.
Najpierw Warszawa, potem Gdańsk. Wspaniale było się spotkać z ludźmi, z którymi mam w zasadzie kontakt jedynie przez internet. Byłam na dwóch filmach w kinie, czyli na Ant-Manie i Pixels.
Odwiedziłam warszawskie sklepy z komiksami, miałam seanse z animacjami z DC (Batman, Joker, Superman, Flash etc.). :3
W Gdańsku udało mi się zwiedzić trochę miasta, a byłam w nim po raz pierwszy i się w tym mieście zakochałam ♥
TAK.
Nad morzem byłam może przez pięć minut. SUDDENLY. STORM.
Musieliśmy uciekać przed ścianą deszczu XDD
Czas ucieka jakby przez palce, mijają już kolejne dwa tygodnie.
JAK? KIEDY? GDZIE?!
Cholerne upały.
Chmury przyszły akurat wczoraj, kiedy miałam oglądać Perseidy.
Dlaczego zawsze kiedy coś się dzieje nad polskim niebem ( spadające gwiazdy i zorze polarne, chociażby), zawsze musi być pochmurno? D:
Wyprowadzę się kuźwa do Afryki, jak będzie trzeba. >_<
Zdjęć nie mam, bo musiałam zrobić format karty w telefonie. >->
ALE, ale w zeszłą sobotę udało mi się uchwycić błyskawicę, przy pomocy mojej lustrzanki ofc.

Jest czwartek, godzina 21:30, złapałam w pokoju pająka wielkości mojego paznokcia od kciuka ;_; Do szklanki. Wypuściłam go na dwór. Niech nie wraca.
Szklankę chyba będę dezynfekować przez następny rok @_@
Albo się jej w ogóle pozbędę ^^'' *sniff*

Niedługo wrzucę kolejny, bo dziesiąty rozdział o Smoku i Ptaszynie.
Do uczytania, ludziska!

P.S. Co u Was słychać? Żyjecie?
Pogoda was nie dobiła? o.o





sobota, 1 sierpnia 2015

|126| "Kobieca intuicja, czy szatańska manipulacja?"

Ot, kolejny, dziewiąty już rozdział opowiadania o "Smoku i Ptaszynie". :D

I HEJ. NA DRUGIM BLOGU TEŻ POJAWIAJĄ SIĘ WPISY! :3

Rozdział 9

 ***

-Szanowna Rado! Powinniśmy na jakiś czas odłożyć wojenne strategie i zająć się następstwem na królewski tron.- kapitan zaczął zaraz na wstępie, zanim jeszcze zasiadł do stołu.
-Kapitanie!- ze swojego krzesła z trudem poderwał się burmistrz miasta.- Nie mamy czasu na tego typu zagrywki! Kto zresztą odważyłby się zasiąść na tronie w tak ciężkim okresie, skoro to smok pilnuje tego miejsca, obarczając je klątwą?!- mężczyzna zaczął sapać. Schudło mu się o połowę od Balu Pogrzebowego. Posiwiał bardziej, niż to było możliwe, wymarniał i panikował w specyficzny sposób na każdą wzmiankę o smoku. Zupełnie jakby miał coś na sumieniu.
-Gromagarze, doskonale wiem, że nie chcesz być jednym z kandydatów.- odrzekł kapitan z pogardą.
-Przecież to szaleństwo!
-Jakby nie patrzeć, ministrze Cinre, właśnie takich szaleńców nam potrzeba. Szaleńca, który zasiądzie na tronie w czasach konfliktu!- czarnowłosy nie żartował. Nawet nie miał w zwyczaju żartować, zwłaszcza na takie tematy.
-Kpisz sobie, Avido!
-Bynajmniej, Vladik. Rozesłałem już heroldów z ogłoszeniami.- Ethan spojrzał ponuro po zebranych.
-Avido! Postradałeś zmysły...
-To przez tę kobietę!
-Działasz bez zgody Rady, Ethanie.- zawrzało kilkoro z Rady, podnosząc się z miejsca.
-Nie zapominajcie, kto was do tej Rady zwołał!- czarnowłosy został wyprowadzony z równowagi, głównie przez wzmiankę o Naith, bo całej reszty haseł puszczonych z mniejszym, bądź większym oburzeniem sam się spodziewał.
-Potrzebujemy kogoś z królewskiego rodu.- głos podniosła kapłanka, Sieen.- Do tego trzeba nam ludzi z innych królestw, a na chwilę obecną nikt nie chce zadzierać ze Starszymi. Jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Nasz król, niech Bogini oświetla swym blaskiem jego duszę, nie zostawił nam innego rozwiązania, jak znaleźć wystarczająco szaloną osobę, by choć reprezentowała nas na polu bitwy w trakcie konfliktu.- kapłanka sprawiła, że w sali zapadła cisza. Jej spokojny ton głosu dawał wszystkim do zrozumienia, że zgodziła się właśnie z poglądami kapitana.
-Dziękuję ci, kapłanko.
-Nie dziękuj, chłopcze.- staruszka spokojnie przeciągnęła swoje spojrzenie po zebranych.- Nawet ja nie widzę innego wyjścia z sytuacji, a długo już chodzę po świecie.

***

Nie minęło pół miesiąca, jak zaczęli się zjeżdżać kandydaci na stanowisko króla. Śmiałków nie brakowało. Miasto dotąd wyludnione, poczęło zapełniać się bogatszymi rodzinami, które wraz z kandydatami na władcę, zwoziły do miasta swój dobytek w obawie przed grabieżami w rodzinnych stronach.
Naith, która już chyba na stałe przyjęła to imię, podeszła do kapitana bezszelestnie. Stał na dziedzińcu, obserwując Szaleńców, popisujących się między sobą budową ciała, znajomością języków, wielkością sakwy.
-Wykonałeś kawał dobrej roboty, Ethanie.- odparła na jego niezadowolone cmoknięcie.- Dlaczego jeszcze nie zaczynacie?- spytała, poprawiając poły sukienki, którą kupiła niedawno na targu. Kapitan zmrużył tylko oczy, zerkając ukradkiem na niebo.- Sądzisz, że się pojawi?
-Jestem tego pewien. Nie mam tylko pojęcia kiedy.
-Na ten moment nie powinniśmy się martwić smokiem. Cieszę się, że wziąłeś me słowa pod uwagę.- położyła dłoń na jego ramieniu. Przymknął na chwilę oczy. Odetchnął spokojniej, by za chwilę odezwać się do zebranych. Naith odsunęła się posłusznie jak cień.
-Jak widać, śmiałków na objęcie tronu jest wielu! Każdego, kto zechce zasiąść na tronie zapraszam do Sali Tronowej, a tam odbędzie się przesłuchanie, na podstawie którego wybierzemy najodpowiedniejszego z Was!- kapitan wskazał gestem drogę misternie ubranym kandydatom.
Gdy tylko wszyscy zebrali się w Sali Tronowej, ostrożnie przechodząc przez złotą bramę, można było zacząć przesłuchanie.
Naith również w nich uczestniczyła, ale jako świadek, oraz dlatego, że członkowie Rady wybrali z ludu grupę, która miała wedle swego upodobania ocenić czy dany szaleniec nadaje się na ich króla.
Napięcie panujące na Sali dało się chyba odczuć nawet poza murami miasta. Każdy z przestrachem zerkał w okiennice, wyczekując pojawienia się smoka. Zoe, zachowywała się na tyle swobodnie, że dodawała tym otuchy niektórym z loży doradców, którzy jednak z nie mniejszym przerażeniem w oczach reagowali na fakt, że dziewczyna opiera się o złote wrota, jakby nie pamiętała tamtego wieczora. Jednej z kobiet wyjaśniła, że to swojego rodzaju terapia po stracie przyjaciela. Nie uwierzyła...

Kolejni ochotnicy wychodzili na podium, żeby przedstawiać się z jak najlepszej strony. Zdecydowanie poprzeczkę wyżej niż poprzednicy. Coraz śmielej obiecywali dobrobyt przyszłym podwładnym, lepsze zarządzanie funduszami królestwa i wszelkie inne zmiany. Rada natomiast między zażenowaniem, a dezaprobatą zaczęła okazywać znużenie, gdy tylko słyszała hasło "finanse"
-Co wy możecie mówić o finansach królestwa? Podobno skarbiec jest przeklęty! Jak niby chcecie zarządzać złotem, skoro, przypominam, jesteśmy w stanie wojny, drodzy kandydaci.- Naith odezwała się nieproszona.
-Bezczelna...- wydusił z siebie minister Cinre.
-Zadałam pierwsze i ostatnie pytanie z mojej strony, ministrze. Kieruję je do wszystkich zebranych.- jej głos z każdą następną chwilą nabierał pewności siebie. Zwłaszcza w momencie, w którym kilku jej sąsiadów wsparło pytanie swoim "no właśnie", albo "dokładnie". Nikt nie miał jednak odwagi by je zadać, w obawie przed smokiem.
Zoe odepchnęła się od wrót. Spojrzała na swoje ręce dość teatralnie i odetchnęła z ulgą, dodając otuchy reszcie, bo przecież nic jej się nie stało. Grą aktorską zdążyła się już wprawić, bo miała na to sporo czasu.
-Żaden z Was nie obawia się smoczej klątwy?- swój głos zabrała kapłanka, skutecznie odwracając uwagę od biednej Naith. Kilkoro Szaleńców jakby się wycofało, niepewnie przestępując z nogi na nogę.
-A czy pozostali z Was będą w stanie dać królestwu silne potomstwo?- Sieen kontynuowała swoje. Na twarzach trzech Szaleńców pojawił się dziarski uśmieszek. Widać niejedną dziewkę brali już w obroty. W tym samym momencie jednak wszystkim zrzedły miny i jak jeden mąż zebrani padli na kolana, gdy poza murami zagrzmiało.
-Doprawdy, zaskoczeniem jest, dlaczego pytacie tych dziarskich chłopców o to, czy dadzą królestwu potomstwo!- oddech smoka roztopił świeżo wstawione okiennice, pozwalając mu wkroczyć na Salę. Ethan poderwał się z miejsca, ignorując fakt, że wszyscy klęczą z niewiadomych powodów i wcale nie przeszkadzało im, że mogą się sami podnieść i rzucić do ucieczki.
-Jakie inne pytania mamy zadawać?! Ludzie się ciebie boją, kreaturo!- Ethan w każdej chwili był w stanie dobyć miecza, żeby choć spróbować się wybronić. Złoty Smok wyszczerzył zębiska, rozejrzał się po sali i spoczął wzrokiem na kapitanie, zbliżając się do niego.
Tłum zaszumiał niczym las w wietrzny dzień; Kilka kobiet, w tym Zoe wydało z siebie stłumiony okrzyk.
-Nie zrobisz tego...-wyszeptało bezgłośnie dziewczę z blizną na powiece, lustrując postać smoka.
-Dam Wam warunki, które muszę spełniać kandydaci! Tych tutaj z chęcią zjadłbym na przystawkę, ale gustuję w delikatniejszym mięsie.- zagrzmiał smok. Kilkoro Szaleńców pomdlało, w obawie o swoje życie.- Doprawdy, to mają być kandydaci?- parsknął smok.- Chcę kobiety na tronie.
-To niemożliwe!
-To moje warunki!- prychnęła bestia.- Czyżby coś było nie tak?
-Kobiety są zbyt słabe by wytrzymać tą presję.- stwierdził kapitan, ściągając brwi.
-Powiedział człowiek, który niejednokrotnie sugerował się zdaniem takowej kobiety.- smok ukłonił się w kierunku Zoe, a ona wycofała się gwałtownie, odbijając się od przeklętych wrót. Chcąc nie chcąc, skupiła na sobie uwagę wszystkich zebranych. Mało brakowało, by wymusiła na sobie łzy. - Burmistrz i kilkoro ministrów knują za plecami kapitana spisek. Dobrze by było się przyjrzeć, kogo macie w szeregach, panie Kapitanie. Połowa zebranych tu kmiotków, to ich ludzie.- Smok przymknął oczy i skinął głową, jakby dawał znać Avido, że nie musi mu dziękować za przysługę.
-Łżesz, smoku!- odezwał się Cinre, szczerze urażony.
-Uderz w stół, starcze, a nożyce się odezwą.- kontynuował smok, wyraźnie niezadowolony z arogancji starca.- Zgłoście na tron kilka kobiet. Sam wybiorę właściwą.
-Po moim trupie!- zagrzmiał Cinre. Smok przymknął błękitne ślepia, po czym minister zaczął się szamotać, gdy jego kończyny pokryły się płomieniami nie do ugaszenia, pełznącymi po całym ciele, by bezczelnie wpełznąć do płuc i tam dokończyć co zaczęły.
-To się robi nudne...- potwór nie mówiąc więcej, wzbił się w powietrze i odleciał, pozostawiając przerażonych ludzi samych sobie. Minister opadł na krzesło obsmażony niczym świniak na rożnie, a jego upadek zadziałał jak uderzenie w dzwon na gołębie siedzące na wieży kościelnej. Popłoch dało się słyszeć poza zamkiem, a smoka już dawno nie było.