Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 31 stycznia 2016

|134| Chyba się rozbujałam


Pytanie z serii zasadniczych. Ktoś to jeszcze czyta?

Rozdział 12


"Jedyne co w królewskim obrządku jest nie tak, to drętwota gości"


Na obmyślaniu planu na najbliższy czas zleciało Zoe pół dnia, dopóki służba nie zawitała do drzwi. Mieli pomóc jej się odświeżyć i ubrać przed kolacją. Wygoniła ich zaraz potem gdy wnieśli wannę i napełnili ją gorącą wodą. Nie miała najmniejszego zamiaru się jakoś specjalnie przebierać. Jej spodnie przecież były w dobrym stanie. Koszulę ewentualnie mogłaby zmienić na coś adekwatniejszego do wystawnej kolacji, jaką mieliby je ugościć na zamku.
Zrzuciła swoje ubrania i wkroczyła do wanny. Stojąc tak jeszcze przez chwilę, przyglądała się ozdobie, na swojej talii. Pas okazał się być jeszcze większy niż by się mogło wydawać i w zasadzie śmiało można go nazwać gorsetem. Czuła, że akurat ten metal nie jest zwykłym metalem. Był elastyczny, reagował na jej dotyk. Ściągnęła brwi, uśmiechając się z przekąsem.
-Hm, więc tak nas wszystkie obserwujesz.- mruknęła do siebie i zanurzyła się w ciepłej kąpieli. Gdzieś tam w głębi jej głowy kłębiły się głupie nadzieje na to, że tym razem się od tego uwolni, że woda rozpuści złoto i Zoe będzie mogła uciec stąd jak najdalej.
Uderzyła w brzeg wanny pięścią, rozchlapując ciecz na drewnianą posadzkę. Potrząsnęła głową.
Przecież to absurdalne. Sarknęła do siebie w myślach. Ucisk w żołądku nie zapowiadał niczego dobrego. To przeczucie zawsze towarzyszyło jej tuż przed tym, gdy miała być złapana na gorącym uczynku.
Fuknęła, odrzucając złe myśli, które zaczęły kłębić się pod jej czupryną.
-Dość tego moczenia się w  wodzie.- podniosła się gwałtownie, zakrywając się ręcznikiem. Szybko się osuszyła i przebrała w swoje stare rzeczy. Wyszła na korytarz, a tam jedna drobniejsza służka ukłoniła się nisko, chyba czekając na wejście.
-Pani, nie możesz wyjść na kolację w takiej kreacji. Wymagana jest odświętna suknia, którą przygotowano na tę okazję.
-Wyprostuj się, proszę. Aż mi głupio, jak się przede mną kłaniasz. Naprawdę muszę się ubrać w suknię?
-Wymogi smoka, pani.
-Jestem Naith. Nie przebieram się w suknię. Jeśli coś mu nie będzie pasowało, niech przyjdzie i sam to powie.- Zoe obserwowała tylko wystraszoną reakcję służki na jej słowa. Uśmiechnęła się do niej ciepło.- To nie twoja wina. Zostaw suknię w pokoju. Może ubiorę ją innym razem. Jak ci na imię?
-Rosa, pani.
-Mów mi po imieniu.- obruszyła się Zoe.
-Dobrze, pani.- Rosa skłoniła się nisko, a dziewczę z blizną westchnęło z politowaniem. Służka czekała na pozwolenie by wejść do pokoju.
-Daj mi tę kieckę.- Zoe bez pardonu wyciągnęła zwitek materiału z drobnych rączek dziewczyny i rzuciła go na fotel.
-Ale, o pani...
-Chodźmy już, co?- spytała Zoe lustrując naburmuszoną buźkę Rosy.- No, o co chodzi?
-Sama ją wybierałam. Widziałam Cię, pani na Balu wtedy przed zjawieniem się smoka. Chciałabym... Chciałabym...- usiłowała coś powiedzieć. Wyraźnie coś jej leżało na sercu, Zoe to zauważyła. Rozejrzała się tylko po korytarzu widząc jak Złoty znika za rogiem z uśmiechem na ustach. Ściągnęła brwi i zgarnęła Rosę do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
-No to o co chodzi, hm?- westchnęła.
-Bo przydzielono mnie również do pani Esther, a ona nie mieści się w tą suknię.
-Esther? Która to? Ta ruda kulka?
-Nie. Ta z kolią na szyi. Suknia bardzo jej się spodobała, ale niestety nie jest w jej rozmiarze.
-Chcesz jej zrobić na złość, ubierając mnie w tą kieckę?- Zoe obserwowała zmieniający się wyraz twarzy służki. Oczy jej błysnęły na wspomnienie o złośliwości.- Mów, jak własnej siostrze.
-Pani Esther oblała mnie winem za to, że nie zmieściła się w tą kreację. I tak, chciałabym jej utrzeć nosa.- Rosa podniosła głowę wysoko, pozwalając sobie na butny wyraz twarzy.
- Chyba nie mam wyjścia.- Naith zaczęła rozpinać koszulę. Dziewczyna podbiegła do fotela, rozwijając pakunek i prezentując długą smukłą suknię w kolorze przypominającym czerwone wino.
-Skądś tą suknię pamiętam. Nie miałam na sobie takiej w trakcie Balu?
- Nie taką! Tą uszyłam sama. I nie przerobię jej na nikogo innego.- fuknęła.
-Dobrze, już dobrze. Nie wiem tylko, czy z tym dam radę ją na siebie włożyć.- odkryła złoty gorset z pulsującego życiem złota. Rosa zrobiła wielkie oczy.
- Pani...
-Naith.
-Naith, czemu to ukrywałaś? Wszyscy myślą, że kłamiesz przywdziewając kolczyk, by dotrzeć do smoka. W zamku mawiają, że przekupiłaś zarówno kapitana jak i całą Radę.
-Brednie. Gdybyś tylko wiedziała, przez co przeszłam i jak bardzo nie chcę tu być, Rosa, zdementowałabyś te plotki z miejsca. Pozwól mi to utrzymać w tajemnicy - Zoe wskazała na złotą obrożę - a ja nie zdradzę, że jako służka nie jesteś obiektywnie i służebnie nastawiona do swoich przełożonych. Zdaje mi się, że będziesz mogła mi pomóc w kilku rzeczach.
-Dobrze, dobrze! Przepraszam za moją niesubordynację. Będę trzymać język za zębami. P-...Naith. Naznaczenie będzie trzeba zamaskować. Za bardzo odznacza się na materiale.- gdy tylko to powiedziała gorset przylgnął do ciała tak, że był ledwie widoczny.- T-to naprawdę jest smocze złoto.-pisnęła przerażona, starając się go nie dotknąć. Chwyciła zaraz potem za kuferek, który cały czas niosła na plecach. Postawiła go na stoliczku, koło wanny. W środku znajdowały się kosmetyki, cienie do powiek i kilka dodatków do upięcia włosów.
-Nie chcę niczego we włosach.
-Dobrze. Będzie akurat.- szybko skończyła. Machnęła pędzelkiem tu i ówdzie i zakończyła z uśmiechem na ustach. Rosa widocznie była zadowolona z efektu.- Teraz możesz iść na kolację.
-Prowadź, Rosa. Nie znam tych korytarzy.- Zoe podniosła się z miejsca, zerkając na swoje odbicie w złocistym lustrze.
- Pani Naith. Nie powiesz nikomu, że się tak zachowałam?
- Esther podpadła i mnie już na samym początku. Zabawnie będzie zobaczyć jej minę. Mam tylko nadzieję, że nie mówiłaś jej o tym, że i mnie będziesz pomagać.
-Nie. To też miała być tajemnica.- odparła pokornie.
Dotarły do jadalni nader szybko. Rosa okazała się być otwartą osóbką, dość zadziorną zresztą jak na służkę. Nie dziwota, że Esther w swoim przekonaniu o ideale swojej osoby oblała biedaczkę winem.
Wkroczyła do niewielkiej, przytulnie ustrojonej sali. Wszystkie wybranki już siedziały na miejscach. Smok wylegiwał się między służbą, dając się najwidoczniej zauważyć jedynie Zoe. Reszta nie zwracała na niego uwagi. Uśmiechał się tajemniczo, dopóki nie wkroczyła do pomieszczenia. Ściągnęła brwi, obserwując go kątem oka. Zaraz potem zwróciła uwagę na fakt, że Złoty przygląda się Esther. Ta z kolei nadymając policzki na siłę próbowała się uśmiechnąć. Widocznie nie leżało jej, że ta suknia, która jej się spodobała idealnie pasuje na dziewczę z blizną.
-Nareszcie jesteś, kochanico kapitana.- rzuciła uszczypliwie z odrazą w tonie głosu i odwróciła głowę, opróżniając kielich z winem jednym haustem.
-Spróbuj się nie upić, to może wtedy porozmawiamy.- Zoe uśmiechnęła się nadto życzliwie i zasiadła na swoim miejscu między Kruszyną i Artystką. Po przeciwnej stronie stołu stało jeszcze jedno puste miejsce.- Spodziewamy się jeszcze kogoś, jak sądzę.- zauważyła, że Esther siedzi tuż obok tego pustego miejsca. Pewnym było, że to smok tam zasiądzie. Liczyła chyba na to, że będzie bliżej niego.
Artystka nie czekała na resztę, zaczęła pałaszować talerze znajdujące się w pobliżu. Jadła za dwie, mimo tak drobnej figury.
-Spokojnie, bo dostaniesz czkawki.- Kruszyna również starała się stonować swój głód. Jadła trochę wolniej, robiąc spore przerwy. Esther natomiast wciąż zasłaniała twarz za kielichem wina, bawiąc się swoją kolią i zerkając tęsknie w kierunku każdego wejścia do jadalni. Zoe zerknęła na miejsce, w którym jeszcze kilka chwil temu siedział smok.
-Polecam wołowe roladki z warzywami, droga pani.- Złoty nachylił się nad Zoe, podstawiając jej półmisek z roladkami. Rozbawiony jej wystraszoną reakcją tylko bardziej uniósł kąciki ust i spojrzał jej znacząco w oczy. Widocznie bawił się w najlepsze, mogąc się wcielić w jeszcze inną postać niż zamierzał.
Wszystkie dziewczęta zastygły w bezruchu.
-Oj, Esther, Esther.- wyprostował się.- Obiecać ci złotą komnatę i najlepsze kreacje świata i zachowasz się, jak ci zagram. Izae. Ta kruszyna się buntuje. Za to Ciaeal ma niepohamowaną żądzę głodu. Co zresztą widać, moja droga Zoe.- Złoty krążył wokół stołu, a gdy wspomniał imię dziewczyny, poruszyła się niespokojnie, obserwując, czy aby na pewno żadna z jej towarzyszek, ani służba nie usłyszała tego imienia.- Chwyć za tacę. Szkoda byłoby ubrudzić tak piękną kreację.- zasiadł na przygotowanym dla siebie miejscu. Zoe nie miała dużo czasu na reakcję. Tacę pochwyciła w ostatnim momencie, gdy niesforny sługa wypuścił ją z rąk. Nie wiedział gdzie się znajduje.
-Przepraszam.- ukłonił się nisko. Na szczęście ciemnowłosa zdążyła pochwycić półmisek w taki sposób, że jedyna roladka, która postanowiła się wymknąć wylądowała z pacnięciem na jej talerzu.
-Nic się nie stało.- Zoe oddała mu półmisek i usunął się skruszony. Zaraz potem dziewczęta zorientowały się, że mają gościa przy stole. Zlękniona Esther chwyciła się za pierś, by zaraz zagrać twardą.
- Och, jesteś już.- wachlowała rzęsami, prostując się bardziej. Zoe mało nie parsknęła śmiechem. Dusząc w sobie tą reakcję, zdobyła się jedynie na krótki uśmieszek.
-Nie chciałbym, byście czuły się tu jak w klatce, drogie panie. Czujcie się jakbyście tu mieszkały od zawsze.- spojrzał ukradkiem na Zoe, która wbrew wszystkim zajęła się jedzeniem zdobytej roladki. Pozostałe kobiety przestały jeść, wpatrując się w smoka, zadziwione i zastanawiające się jakim sposobem się tu znalazł.
-Czemu nas naznaczyłeś?- spytała otwarcie ruda kulka.
- Coby nikt inny się Wami nie zainteresował, kiedy to ja mam was na uwadze.- oznajmił melodyjnie. Kruszyna syknęła, chwytając się za okutą w złoto lewą dłoń. Zoe zmroziła go wzrokiem, narażając się na ścisk w talii, ale zamiast tego poczuła niezręczny ból w okolicach oka, gdy ich spojrzenia się spotkały. Nie dała tego po sobie poznać.
- To nie wyjdziemy z zamku dopóki nie wybierzesz, którejś z nas?
- Kto to powiedział? Możecie przecież wyjść w każdej chwili.- zmrużył oczy. Nie musiał obserwować reakcji.- Podejrzewam, że ta kolacja była złym pomysłem. Zbyt drętwo się robi. - machnął teatralnie ręką.- Może pójdziecie do Skrzydła Gryfa? Rozluźnicie się, poznacie się lepiej w przytulniejszym otoczeniu.
-Nie pójdziesz z nami?- Esther udawała słodką lolitkę.
-Nie chcę was rozpraszać swoją obecnością, moja droga Esther.- nachylił się w jej stronę, jeszcze mrucząc jej coś do ucha. Rozpromieniła się, kryjąc zadowolenie za pustym już kryształowym kielichem po winie. Przez to wyraz jej twarzy zniekształcił się w komiczny sposób. Kruszyna to zauważyła i uśmiechnęła się blado, spuszczając wzrok na nieskończone jedzenie.
-Bawcie się, dziewczęta!- na to hasło na kolanach każdej z istotek pojawiła się sakiewka ze złotem, odwracając ich uwagę od jego zniknięcia.

Gotowe do wyjścia już były, a jakże. Wystarczyła tylko decyzja większości.
Zoe trzymała się na tyłach, gdy tak kroczyły przez ulice miasta. Ludzie odsuwali się od nich, jako że były naznaczone, ale gdzieś tam w cieniu uliczek przemykały nieprzyjaźnie wyglądające postacie. Jeśli Raymond nasłał na nie swoich ludzi i ona nie będzie bezpieczna. Tak działa robota pod przykrywką. Z drugiej strony jednak Ray nie odważyłby się zadrzeć ze smokiem, nawet jeśli jest tym nieuchwytnym Królem Podziemia.

W restauracji już widniała przygotowana dla nich loża. Szkarłaty, płótna, złocone ozdoby, duszący aromat eterycznych olejków i magiczne kominki wypełnione skrzącymi się żywo kamieniami w strefach dla ważnych gości. Nie to nie było miejsce, w którym się jadło. To była typowa pijalnia wszelkich alkoholi znajdujących się w zasięgu królestwa. Schemat jaki się tu rozgrywał wyglądał następująco. Wkraczało się tu, nabierając ochotę na najsłodsze wino, jakie mieli w karcie alkoholi. Taką właśnie Zoe nabrała ochotę. Otrząsnęłaby się z tego, gdyby nie fakt, że już wciśnięto jej do rąk butelkę i szklanicę. Przyduszone olejkami zmysły sprawiły, że trunek szybko uderzył jej do głowy. Inne panny nie czekały na odpowiedni moment, a Kokietka zaczęła szukać wśród gości kogoś do flirtowania.
-Przestań, babo. Zwracasz na siebie uwagę.
-Och, to ty przestań! Nie potrafisz się zachować w obecności Smoka jak należy, więc nie mów mi co mam robić!- pisnęła, puszczając oczko do pewnego jegomościa, który obserwował co się dzieje w loży z niemałym zaciekawieniem.
-Esther. do siedmiu bogów! Tobie to chyba wszystko jedno z kim pójdziesz do łóżka, byleby ci obiecał złote góry.- parsknęła Naith.
-Bo tak jest.- dodała Artystka nalewając do szklanki więcej napitku. Najwyraźniej potem stwierdziła, że lepiej będzie opróżnić samą butelkę i tak też zrobiła. Izae popijała skromnie, kurczowo trzymając sakiewkę ze złotem, coby jej nie zgubić.
-Rozluźnij się.- Zoe rozłożyła się na oparciu kanapy.- Zachowując się tak dajesz potencjalnemu napastnikowi do zrozumienia, że masz coś cennego. Wiem co mówię.- nie skłamała. Gdy jeszcze żyła z drobnych kradzieży, to była jedna z metod na szukanie zarobku.
-Naprawdę? Niech tylko spróbują.- jeszcze bardziej zacisnęła piąstkę na zamknięciu sakiewki. Tym razem na jej twarzyczce pojawiła się determinacja, toteż szybciej opróżniła naczynie.
Ciaeal zaszyła się w kącie i zaczęła rysować, przegryzając zakąski. Esther podeszła do baru i zaczęła dyskutować z jegomościem, którego zbystrzyła już wcześniej. Ruda rozsiadła się, powoli przysypiając.
Pozostałe trzy kobiety zaszyły się w swoim gronie, debatując na temat drapowań i wystroju restauracji. Jedna z nich klęła w najlepsze i coraz więcej proporcjonalnie do ilości opróżnionego napoju. Pozostałe dwie chichotały już bardziej między sobą.
W pewnym momencie Zoe poczuła, że sakiewka przyczepiona do jej płaszcza znacznie się poruszyła.
-Ani się waż ruszać tej sakiewki, paskudo.- warknęła, nie patrząc na złodziejaszka. Pożałowała zaraz, gdy złapana za szyję została ściągnięta gwałtownie z kanapy.
-Co tu robi tyle pięknych kobiet, w takim miejscu?- kilku potężniejszych mężczyzn stanęło murem osłaniając całe zdarzenie swoimi cielskami. Kokietka za chwilę została przyprowadzona przez jegomościa i nagle pół obsady w restauracji stało się wrogami Wybranek.- Wyskakujcie z sakiewek, to może nie zrobimy Wam nic złego.- jegomość chwycił Kokietkę pod brodę, obserwując jej twarzyczkę.
Nie było tu smoka. Nie tym razem.
I to nie z jego powodu miały teraz kłopoty. Tego Zoe była pewna. Nie byli to też ludzie Raymonda. Poznałaby te parszywe mordy. To ktoś z zewnątrz.
Została usadzona z powrotem na miejscu siłą, otumaniona uprzednim zderzeniem z podłogą. Jeszcze chwilę trwało nim dotarło do niej, co się dzieje i ilu przeciwników ma przed sobą. Esther zaczęła łkać rzewnymi łzami w narastającej bezsilności. Liczyła chyba, że smok przyjdzie im z ratunkiem, przez co rozmazał jej się misterny makijaż. Gdyby tylko Rosa widziała w jak żałosny sposób Kokietka zniszczyła jej pracę...
To nie jedyny mankament jaki dało się odkryć.  Szkarłatna suknia uległa rozdarciu niemal w tym samym miejscu co podczas niefortunnego Balu.
Szybki plan. Rozsunęła nogi, szukając oparcia, by wystrzelić z miejsca i powalić jednego z drabów na plecy. Szturchnęła łokciem Kruszynę, dając jej znać by zwolniła ucisk na sakiewce. Zrozumiała przekaz niemal wypuszczając ją z ręki. W tym momencie jeden z napastników schylił się by wyrwać woreczek ze złotem z jej osłabionych objęć, ale Zoe była szybsza. Cisnęła sakiewką w twarz jegomościa, sprawiając, że wypuścił Kokietkę z objęć. Rzuciła się zaraz na pochylonego draba, uderzając go pod kolanem pięścią, by stracił równowagę. Rąbnął z hukiem o stół stojący naprzeciwko i już się nie podniósł. Drugi z bandytów jegomościa podbiegł by pomóc mu wstać. Wskoczyła na niego, odbijając się, by i go powalić.
-W nogi, no!- pogoniła resztę dziewczyn, oniemiałych z wrażenia. Kokietka puściła się do wyjścia, potykając się o własne nogi. Wyłożyła się na buciorze omdlałego draba i straciła przytomność. Jeszcze jeden. Czaił się na Zoe. Skoczył w jej kierunku, gdy Artystka pisnęła, że ma nóż w ręce. Poszły iskry. Nóż osunął się po jej talii, a chłop stracił równowagę zaskoczony zupełnie. Ściągnęła pełną butelkę ze stołu i przysunęła mu nią prosto w dziób. Kołysał się jeszcze na wiotkich nogach, dopóki to Kruszyna nie poczęstowała go prostym strzałem z pięści. Zostało ich jeszcze dwóch.
Jegomość szamotał się pod półprzytomnym rozbójnikiem, wściekły. Miał zapewne powiedziane, że to będzie banalny zarobek.- Kto cię nasłał?- Zoe nie zwracała już uwagi na resztę zebranych. Postawiła obcas na plecach półprzytomnego i wsparła rękę na kolanie. Powiększony rozporek na biodrze odsłonił całkowicie jej nogę.
-Jeszcze was dorwiemy.
-Wydaje mi się, że niewiele zdziałasz, paskudo. Kapitan się z wami rozmówi na osobności.- skinęła na Artystkę, żeby wezwała straże. Ta, wyślizgnęła się z kanapy i zniknęła za drzwiami wejściowymi.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

|133| Kruszyna, Kokietka, Artystka

Czas na nową notkę, moi drodzy. Produkuję się, żeby się nie zastać z wyobraźnią. Mam nadzieję, że ten rozdział jest w jako takim ładzie i składzie. Prywatnie nic się więcej nie zmieniło, jest tak jak w poprzedniej notce.
Enjoy, my fellow lads.

Rozdział jedenasty nadchodzi.


Co to za czasy, ile umysłów, tyle fantazji.


Skoro świt z błogiego snu wyrwało brunetkę dobijanie się do drzwi.
-Otwierać!
-Nie pali się!- odparła owijając się kocem. Nie miała zamiaru podnosić się z łóżka, ale niecierpliwi goście uderzali w niczego winne wrota jeszcze bardziej natarczywie. Wypuściła powietrze z płuc zerkając przez okno na niebo. Podźwignęła się rozespana i przeszła przez kawalerkę. Strażnicy stanęli na baczność, gdy tylko zobaczyli, że drzwi się uchylają.
- Ma pani rozkaz odnośnie spotkania się za chwilę z Radą w zamku.
-Słucham?- odgarnęła włosy za ucho.- Co ja im zrobiłam?
-Pani zadaniem będzie podniesienie morali zebranych kobiet.
-To nie jest wojsko.- prychnęła i trzasnęła drzwiami.- Powiedzcie im, że będę za pół godziny!- krzyknęła jeszcze w stronę drzwi.- I wcale mi się tam nie spieszy...- przeciągnęła się wchodząc już jedną nogą z powrotem pod kołdrę. Pukanie do drzwi nastąpiło po raz kolejny.- Powiedziałam przecież, że...- tym razem zostawiła koc za sobą i poirytowana otworzyła drzwi na oścież.
-Lepszego powitania wymarzyć sobie nie mogłem.- mężczyzna wkroczył do mieszkania prezentując swoje białe zęby w szelmowskim uśmieszku. Obszedł dziewczynę i powoli wyswobodził klamkę z objęcia jej dłoni. Zoe oniemiała z wrażenia dopiero po chwili była w stanie się ruszyć.
-Złoty. Co ty tu robisz?!- syknęła, a wtedy wstrzymana akcja organizmu wróciła z podwójną siłą.
-Przybyłem w odwiedziny.
-Jesteś najdurniejszym smokiem, jakiego w życiu widziałam na oczy.- niemal krzyknęła. Czerwona na twarzy skierowała kroki w stronę łóżka, by zgarnąć ze stojącego przy nim kufra swoje rzeczy.
- Przytulnie tu. Testowałaś już to łóżko?- smok nie przejmował się najwidoczniej niczym. Za nic miał też fakt, że kapitańska kawalerka miała nadzwyczaj mało miejsca na przebieralnię. Lustrował zachowanie Zoe, gdy wciągnęła na siebie spodnie i podniosła halkę do wysokości piersi. Blizna po strzale na prawym boku goiła się ładnie.
-Kiedy zamierzasz pojawić się w zamku?
-Może dziś, może w południe, może w środku nocy.- wymieniał, naciskając niezbyt subtelnie na środek nocy.- Może za tydzień, albo za miesiąc. Sam nie wiem.- teatralnie wpatrywał się w swoje dłonie, pozwalając dziewczynie się przebrać, bez obaw, że będzie ją podglądał.- Powiedz, moja Zoe. Jak daleko zaszłaś z kapitanem?- przystanął odwrócony do niej tyłem. Prychnęła rozbawiona pytaniem.
-Niewiele dalej od momentu w którym zaczął się mną opiekować po twojej "śmierci".-wstrzymała się na chwilę z przebieraniem.
-Dość beztrosko się przebierasz. Kapitanowi to nie przeszkadza?- drążył dalej smok. Zerknął na nią, mrużąc oczy znacząco.
- Nie ma go już, kiedy wstaję.- stwierdziła.- Muszę spotkać się z Raymondem zanim pójdę do Rady. Przyszpilić go odrobinę.
-Zoe, moja Zoe. Powinnaś być mu wdzięczna, wiesz?- zaczął smok.
- Co masz na myśli?
-Gdybyś uciekła poza miasto, musiałbym cię zabić.- podszedł do niej.- Dlatego właśnie gardzę ludźmi, bo nie wykorzystują danej im szansy.
-A wyglądam na taką, której pasuje tego typu szansa do wykorzystania? Nie nadaję się do tego i doskonale o tym wiesz. Zacisnąłeś mnie w tym imadle i nie mam najmniejszej możliwości, żeby się z tego wyrwać.
-Nie. Ty jesteś odpowiednia i mam co do ciebie ambitne plany.
-Jakie, jeśli można wiedzieć?
-Nie można. W swoim czasie.
- Ty wiesz, co Raymond przekazał w liście Ethanowi? Mów!- złapała go za ramię, zapominając zupełnie kim jest i jak bardzo cierpiała ostatnio, gdy zrobiła coś podobnego. Smok zmrużył tylko oczy ostrzegawczo. Zrozumiała przekaz i odskoczyła gwałtownie, potykając się o koc. Podźwignął ją błyskawicznie i pchnął w kierunku łóżka.
-Mam ci bardziej oszpecić buźkę?- zapytał wciskając kciuk w jej nadgarstek. Zatrzęsła głową w panice.- Zuch dziewczę.- oczy rozbłysły mu pożądliwie. Blizna na jej powiece zapiekła niemiłosiernie, sprawiając, że Zoe musiała zamknąć oczy.

Ocknęła się na podłodze w momencie, w którym strażnik chciał ją obrócić na plecy. Zauważyła wyważone drzwi i zorientowała się w końcu o co chodzi. Musiało być naprawdę późno, skoro posunęli się do takiego wyczynu. Podniosła się o własnych siłach i zaraz pożałowała, że podparła się rękoma. Nadgarstki bolały ją niesamowicie i już miała podciągnąć rękawy, by sprawdzić czy wszystko z nimi w porządku, gdy do pomieszczenia wtłoczyła się kolejna gromada ludzi. Jakby z trzema tęgimi strażnikami nie było już tu tłoczno.
-Miałaś się stawić o poranku.- rzekła kapłanka.- Smok zjawił się późnym popołudniem i naznaczył siedem kobiet.
-Jak to... Naznaczył?- dziewczyna była jeszcze zamroczona bólem w nadgarstkach. Po chwili zaledwie zaczęła modlić się, by ten ból nie okazał się owym naznaczeniem. Miała naprawdę szczere nadzieje, że Smok się jednak rozmyślił co do jej osoby.
-Rozpiąć jej koszulę.- rzucił stary Vladik, najwidoczniej bez namysłu, bo strażnik zawahał się.
-Czego w zasadzie szukacie?- Zoe podniosła się z podłogi, siadając na krawędzi łóżka. Przetarła twarz, narażając się na zdawkowe spojrzenia zebranych.
-Złotych obręczy w uszach, na szyi i na kończynach.- wytłumaczyła kapłanka. Wtedy też ból w nadgarstkach zaczął jawić się jako ciężar jednolitych obręczy, zaciśniętych wokół nadgarstków, lodowatych, wrośniętych w ciało kajdanek. Przynajmniej to powiedziała jej wyobraźnia. Poderwała rękawy do góry, przerażona, ale niczego tam nie było. Na nogach i szyi też niczego nie znalazła. I miałaby już odetchnąć z ulgą, gdyby nie fakt, że chwytając się za mostek w uldze, poczuła coś jakby pas, zaciśnięty na talii. Kończył się pod linią żeber i zgrywał się z ich ruchem, nie dając się odczuć.
-Złoty kolczyk, pani.- jeden ze strażników zauważył błysk między jej włosami.
-Bzdura...- prychnęła Zoe.- Nie noszę przecież...- chwyciła się za lewe ucho, wyczuwając i tam metalową ozdobę na tyle delikatną, że mogłaby ją z łatwością rozerwać.

Podłe uczucie towarzyszyło jej do samych bram zamkowych. Czuła się jak skazaniec, a nie jak jedna z kandydatek. Zatrzymała się na chwilę, a strażnik pchnął ją, wzmagając tylko jej poczucie odrazy całą sytuacją. Niewiele już trzeba jej było, by zaczęła układać w głowie plan, jak to zrobić na przekór wszystkim i uciec z tego cholernego miasta, po drodze dowiadując się kilku rzeczy od starych przyjaciół, bo przecież kapitan zostawił ją z wieloma pytaniami do Raymonda.
Na dziedzińcu stały dwa tuziny namiotów, z czego jeden wyróżniał się nie tyle rozmiarem, co ozdobami.
W namiocie przesiadywały wybrane panny. Wystarczyło na nie spojrzeć, by dowiedzieć się, że będzie to interesujące wydarzenie. Rozmawiały o czymś, siedząc na poduszkach i pufach do czasu, gdy nie pojawili się kolejni goście. Zoe zmrużyła oczy, obiegając wzrokiem po zebranych. Dziewczęta były różnej urody, więc smok nie przebierał w środkach, ale wszystkie miały jedną wspólną cechę - złoty przedmiot, wyraźnie rzucający się w oczy i nie do zakrycia. One również przyglądały się dziewczynie. Jedna z nich pokręciła nosem, widząc delikatny kolczyk w uchu Zoe. Przebiegła palcami po złotej kolii opadającej na wyeksponowany biust. Inne dziewczęta bawiły się swoimi bransoletami, zapewne próbując też rozmasować uciśnięte miejsca. Ze dwie z nich zaledwie odsuwały naznaczone kończyny, jakby bały się, że coś im się stanie.
Usiadła na wolnym miejscu nieopodal kruchego dziewczęcia o jasnej karnacji. Mimowolnie spojrzała na blondynkę z troską w oczach i przez myśl przemknęło jej, że chciałaby ją obronić przed tymi lwicami z naprzeciwka. Kruszyna uśmiechnęła się do niej słabo. Widocznie to, przez co musiała przejść już podczas obławy sprawiło, że teraz może jedynie odpocząć.
-To już wszystkie wybranki?- Vladik upewniał się, niezbyt przekonany, co do tego faktu.
-Miejmy nadzieję. Jest was osiem, dziewczęta. Przydzielimy wam komnaty w zamku. Wieczorem, przy zaleceniu smoka, wystawimy kolację. Macie teraz czas dla siebie.- oznajmiła lakonicznie kapłanka Sieen. Nie była zadowolona, że odbyło się to wszystko w taki sposób, drogą konkursu poprzedzonego wiadomymi zdarzeniami.
- Kapitan już wie, że smok nas wybrał?- zapytała Zoe nagle, bo im bardziej kapłanka oddalała się w kierunku wyjścia, tym bardziej uciążliwa stawała się blizna na jej twarzy. Ściągnęła brwi, rozglądając się po namiocie. Złoty je z pewnością obserwuje, bo w innym przypadku nie zmusiłby jej do tego pytania.
-Ta informacja powinna już do niego dotrzeć, panno Naith. Zna pani swoją rolę w tym zespole. Proszę się do tego zastosować.- odparł zastępca kapitana. Jeden z jego dryblasów z którymi zwykł wozić się dawniej podczas obchodów w mieście. Pamiętała go doskonale. Powstrzymała echo bólu głowy, którym ją niegdyś poczęstował, gdy cudem mu się wywinęła.
Tymi słowami się pożegnali.
-No, proszę. Jaką masz rolę do odegrania, koleżanko?- odezwała się kobieta o sporym biuście przekonana najwidoczniej, że jest tu jedyną wybranką.
-Podnieść wasze morale, byście jednak tu zostały. Najwidoczniej Tobie, moja droga nie jest to już potrzebne.- odparła zgryźliwie Zoe.
-Smok chyba cię wziął w gratisie. Kolczyk? Tylko tyle ci dał?- kontynuowała brunetka, przekładając nogę na nogę.
-Wolałabym, żeby mnie tu nie było, doprawdy.- odwarknęła, podnosząc się z miejsca.
Nie wiedzieli o jej pasie w talii. Może to i lepiej. Poczuła jak złoto uciska delikatnie na bliznę na boku. Uśmiechnęła się krzywo.- No, dobrze! O czym rozmawiałyście, zanim tu weszłam? O nim? Jaki jest?
-Przystojniak...
-Królewicz.
-Przecież to gadzina.- odparsknęła Zoe.
- To chyba nie widziałaś go w ludzkiej postaci.- rzuciła rozmarzonym tonem, piegowata kulka z rudymi prostymi włosami. Ładną miała buźkę i duże błękitne oczy.
-Chodzi wam o tego nonszalanckiego, perwersyjnego osobnika o dziwnym kolorze włosów?
-Dobrze ujęte.- sarknęła złotooka szatynka.
-W ogóle po co nas wszystkie wybrał? Dlaczego jest nas tak dużo i dlaczego to złoto tak boli?- odezwała się Kruszyna, płonąc rumieńcem.
-Przecież to nie boli.- czarnulka parsknęła z wyrzutem. Zoe zmroziła ją wzrokiem i klęknęła przy Kruszynie.
-Spokojnie, zrelaksuj się i powinno być wszystko w porządku. Mnie po prawdzie też ucho piecze niemiłosiernie, ale staram się to ignorować.
-Hej, a może ty nie jesteś wybranką? Kolczyk da się zdjąć, albo rozciąć nożycami. Mniejsza ujma na uchu niż na ręce, albo szyi. Nie udajesz czasem, żeby dostać się do smoka?- wyrzuciła z siebie ostatnia z dziewczyn. Mała okularnica o srebrnych oczach i niemal białych włosach. Ręce poplamione od atramentu, notes przyczepiony do pasa, magiczne pióro zawieszone na rzemyku dyndało tuż pod jej niewielkim biustem.
-Jeśli masz na tyle analityczny umysł, na jaką wyglądasz, to wiedziałabyś, że nie wpakowałabym się w to za nic w świecie.
-Nie jestem naukowcem. Jestem artystką.- fuknęła, najwidoczniej urażona. Zoe skinęła głową z aprobatą.
-Masz podobno podnieść nasze morale, a tymczasem wciskasz nam jak bardzo nie chcesz tu być.
-Dostałam takie zadanie od samego kapitana. Nie skupiajcie się na mojej osobie.
-Skąd masz tę bliznę na twarzy?
-Z Arenem wjechaliśmy do miasta tuż przed nalotem smoka.- zrzedła jej mina. Nie lubiła rozmawiać o sobie, zwłaszcza jeśli musiała kłamać.

Dość było rozmów na temat jej osoby, choć kilka osób najwyraźniej korciło, by dopytać się Zoe, jak toczy się jej relacja z kapitanem straży. Rzeczy i tak jednak sprowadzały się do dyskusji na temat smoka i fantazji na temat jego ludzkiej postaci. Typowe damskie pogawędki, w których prym wiodła brunetka z kolią. Dość szybko dziewczęta się podzieliły, stając albo po stronie Zoe, albo po stronie Kokietki w trakcie jednej z dyskusji odnośnie upodobań wszelakiej maści.
Stałoby się to bardziej drapieżne, gdyby nie strażnicy, wkraczający do namiotu, mający za zadanie zaprowadzić dziewczęta do przydzielonych im komnat.
Zoe dostała pokój z balkonem, w którym już kiedyś była.
-Ptaszek w złotej klatce, co?- podeszła do płonącego kominka, podnosząc porcelanową figurkę kota i oczyszczając ją z kurzu, który zdążył się na nim zebrać po ostatniej wizycie. Podeszła do balkonu. Strażnicy dość regularnie obchodzili ogród, znikając na dłuższy czas za rogiem zamku.- Dzisiaj znów będzie padać, wspaniale.- przesunęła wzrokiem po niebie uspokajając myśli po kłótni z Kokietką. Nawet nie poznała ich imion. Zresztą, na to będzie miała dużo czasu. Wycofała się, zasiadając w fotelu między poduchami.
-Kłamstwo ci służy, najwidoczniej.- usłyszała za swoimi plecami. Drakonita wsparty na fotelu z udawanym zaciekawieniem obserwował swoje zgrabne dłonie, oświetlone jedynie płomieniem z kominka.
-Nawet do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć w czym leżą twoje intencje, Auruo.- prychnęła.
-Dawno nie słyszałem już tego przezwiska z twoich ust, moja Naith.- wyśpiewał. Nie odpowiedziała mu na to.- Zmieniłem zdanie, wiesz? Tu jest tyle pięknych dziewcząt, że nie jestem w stanie już zadowolić się tobą. Jesteś co prawda wyjątkowa, ale niestety nie na tyle, by być moją faworytką.- dodał. Nie poruszyła się nawet o milimetr. W tej jednej chwili dał jej do zrozumienia, że nie jest już wiele warta.
-Mogę już sobie iść w takim razie. Czemu tylko sprawiłeś, że Kruszyna musiała dołączyć do grona tych wyjadaczek?
-Wiedziałem, że ci się to nie spodoba. Podobnież nie lubisz spadku w swojej formie, toteż daję ci pole do popisu. To filigranowe dziewczę aż się prosi, żeby je zdusić, skruszyć, złamać.- kontynuował z narastającym podnieceniem w głosie.
-Na to ci nie pozwolę.- spojrzała na niego wilkiem.
-Więc masz powód by tu zostać, moja droga Zoe.- jego oczy błysnęły zaciekawione. Prychnęła, rzucając porcelanowego kota na poduszki. Zatopił się w nich miękko.- A teraz wybacz, muszę odwiedzić pozostałe kandydatki. Nie mogę przecież dać im do zrozumienia, że bardziej lubię przebywać z tobą, aniżeli z nimi.
-Niech się dowiem, że ruszyłeś Kruszynę...- rzuciła ostrzegawczo, ale jego już nie było. Opadła więc na poduchy miękko, jak ten porcelanowy kot. Westchnęła ciężko na myśl o tym, że znów dała się wciągnąć w kolejną gierkę smoka.

niedziela, 17 stycznia 2016

|132| Cholibka





Dawno mnie tu nie było, co nie zmienia faktu, że nie wchodzę na blogspota.
Zbieram myśli na napisanie notki, co się u mnie dzieje od dłuższego czasu.
Właśnie od dłuższego czasu nie mam go wcale na życie. Pracuję na dwie zmiany po dziesięć, czasem dwanaście godzin. Jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie. Nie mogę spać w nocy. Od października zaledwie schudłam prawie pięć kilogramów. Wszystkie spodnie zjeżdżają mi z tyłka, trzęsą mi się ręce. Zdarza mi się mieć taki charakterystyczny ucisk w klatce piersiowej, ciężko mi się oddycha. To może być panika, albo coś...
Taki tryb życia nie jest dla mnie. Poczekam jednak aż odłożę więcej pieniędzy, zrobię prawo jazdy i rzucę tę robotę w cholerę.
Niemiło się zaczęła ta notka, co?
Chciałabym, żebyście wiedzieli, że nie jest tak w porządku.
Nie jestem w stanie przyjąć rzeczy takich jakimi są.
Ciężko mi nawet teraz się uzewnętrznić. Zaciskam zęby, próbuję być silna, ale nie potrafię.
Dziwię się strasznie, że moi współpracownicy wytrzymują taki tryb życia od dawna, kilku dobrych lat. O ile nie kilkunastu.
Naprawdę nie chcę dołączyć do grona Zestresowanych, żrących tabletki na uspokojenie tonami, żeby móc normalnie zasnąć. NIE CHCĘ.
Wiem jednak, że zmiana pracy wiąże się z ciężką drogą, bo ciężko jest w moim powiecie z pracą. Boję się też, że jeśli nawet wyprowadziłabym się od rodziców - nie dam sobie rady.
Dorosłe życie jest cholernie ciężkie.
Najgorsze jest narzekanie, jak to ludzie mają ciężko w pracy? Och, ludzie. Wszyscy mają ciężko.

Może to moja wina. Nie wiedziałam/ nie przewidziałam, w co się pakuję zgadzając się przejść do innego działu w zakładzie...
Nuda. Zanudzam Was. Przez te kilka miesięcy nikt mnie już chyba nie odwiedza.
Zaniedbałam Was i siebie przy okazji.
Najłatwiej jest się poddać. Nie dyskutować, przyjąć sytuację taką jaka jest.
Nie chcę tego. Czekam na odpowiedni moment, żeby się stąd wyrwać. Bylebym go tylko nie przegapiła.

SZLAG.

Byłam na Hellconie. Wybieram się na Pyrkon. Dostałam zaproszenie na wrześniową sesję zdjęciową grupy cosplayowej z Katekyo Hitman Reborn. Na Pyrkonie mam zamiar być najstarszym Lambo. Peruka jest zamówiona. Upatrzony płaszcz muszę tylko kupić i przerobić. Reszta to nie problem. No, może buty. Spróbuję swoich sił w cosplayu. Co mi szkodzi? Może gdy będę miała inne zajęcie nie będę się tyle stresować?

Prawie zepsułam swój tablet graficzny, ale jeszcze działa, jeśli nie ruszam kabla.
Nowy telefon nie cieszy mnie tak jak powinien. Aparat jest beznadziejny, może to dlatego. Albo zwyczajnie nie jest mi potrzebny do życia taki sprzęt. Strata pieniędzy, huh? Muszę to wziąć na siebie, jak dorosła osoba. O, ironio.

Wasza Aikoo. Bez odbioru.