Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

poniedziałek, 25 stycznia 2016

|133| Kruszyna, Kokietka, Artystka

Czas na nową notkę, moi drodzy. Produkuję się, żeby się nie zastać z wyobraźnią. Mam nadzieję, że ten rozdział jest w jako takim ładzie i składzie. Prywatnie nic się więcej nie zmieniło, jest tak jak w poprzedniej notce.
Enjoy, my fellow lads.

Rozdział jedenasty nadchodzi.


Co to za czasy, ile umysłów, tyle fantazji.


Skoro świt z błogiego snu wyrwało brunetkę dobijanie się do drzwi.
-Otwierać!
-Nie pali się!- odparła owijając się kocem. Nie miała zamiaru podnosić się z łóżka, ale niecierpliwi goście uderzali w niczego winne wrota jeszcze bardziej natarczywie. Wypuściła powietrze z płuc zerkając przez okno na niebo. Podźwignęła się rozespana i przeszła przez kawalerkę. Strażnicy stanęli na baczność, gdy tylko zobaczyli, że drzwi się uchylają.
- Ma pani rozkaz odnośnie spotkania się za chwilę z Radą w zamku.
-Słucham?- odgarnęła włosy za ucho.- Co ja im zrobiłam?
-Pani zadaniem będzie podniesienie morali zebranych kobiet.
-To nie jest wojsko.- prychnęła i trzasnęła drzwiami.- Powiedzcie im, że będę za pół godziny!- krzyknęła jeszcze w stronę drzwi.- I wcale mi się tam nie spieszy...- przeciągnęła się wchodząc już jedną nogą z powrotem pod kołdrę. Pukanie do drzwi nastąpiło po raz kolejny.- Powiedziałam przecież, że...- tym razem zostawiła koc za sobą i poirytowana otworzyła drzwi na oścież.
-Lepszego powitania wymarzyć sobie nie mogłem.- mężczyzna wkroczył do mieszkania prezentując swoje białe zęby w szelmowskim uśmieszku. Obszedł dziewczynę i powoli wyswobodził klamkę z objęcia jej dłoni. Zoe oniemiała z wrażenia dopiero po chwili była w stanie się ruszyć.
-Złoty. Co ty tu robisz?!- syknęła, a wtedy wstrzymana akcja organizmu wróciła z podwójną siłą.
-Przybyłem w odwiedziny.
-Jesteś najdurniejszym smokiem, jakiego w życiu widziałam na oczy.- niemal krzyknęła. Czerwona na twarzy skierowała kroki w stronę łóżka, by zgarnąć ze stojącego przy nim kufra swoje rzeczy.
- Przytulnie tu. Testowałaś już to łóżko?- smok nie przejmował się najwidoczniej niczym. Za nic miał też fakt, że kapitańska kawalerka miała nadzwyczaj mało miejsca na przebieralnię. Lustrował zachowanie Zoe, gdy wciągnęła na siebie spodnie i podniosła halkę do wysokości piersi. Blizna po strzale na prawym boku goiła się ładnie.
-Kiedy zamierzasz pojawić się w zamku?
-Może dziś, może w południe, może w środku nocy.- wymieniał, naciskając niezbyt subtelnie na środek nocy.- Może za tydzień, albo za miesiąc. Sam nie wiem.- teatralnie wpatrywał się w swoje dłonie, pozwalając dziewczynie się przebrać, bez obaw, że będzie ją podglądał.- Powiedz, moja Zoe. Jak daleko zaszłaś z kapitanem?- przystanął odwrócony do niej tyłem. Prychnęła rozbawiona pytaniem.
-Niewiele dalej od momentu w którym zaczął się mną opiekować po twojej "śmierci".-wstrzymała się na chwilę z przebieraniem.
-Dość beztrosko się przebierasz. Kapitanowi to nie przeszkadza?- drążył dalej smok. Zerknął na nią, mrużąc oczy znacząco.
- Nie ma go już, kiedy wstaję.- stwierdziła.- Muszę spotkać się z Raymondem zanim pójdę do Rady. Przyszpilić go odrobinę.
-Zoe, moja Zoe. Powinnaś być mu wdzięczna, wiesz?- zaczął smok.
- Co masz na myśli?
-Gdybyś uciekła poza miasto, musiałbym cię zabić.- podszedł do niej.- Dlatego właśnie gardzę ludźmi, bo nie wykorzystują danej im szansy.
-A wyglądam na taką, której pasuje tego typu szansa do wykorzystania? Nie nadaję się do tego i doskonale o tym wiesz. Zacisnąłeś mnie w tym imadle i nie mam najmniejszej możliwości, żeby się z tego wyrwać.
-Nie. Ty jesteś odpowiednia i mam co do ciebie ambitne plany.
-Jakie, jeśli można wiedzieć?
-Nie można. W swoim czasie.
- Ty wiesz, co Raymond przekazał w liście Ethanowi? Mów!- złapała go za ramię, zapominając zupełnie kim jest i jak bardzo cierpiała ostatnio, gdy zrobiła coś podobnego. Smok zmrużył tylko oczy ostrzegawczo. Zrozumiała przekaz i odskoczyła gwałtownie, potykając się o koc. Podźwignął ją błyskawicznie i pchnął w kierunku łóżka.
-Mam ci bardziej oszpecić buźkę?- zapytał wciskając kciuk w jej nadgarstek. Zatrzęsła głową w panice.- Zuch dziewczę.- oczy rozbłysły mu pożądliwie. Blizna na jej powiece zapiekła niemiłosiernie, sprawiając, że Zoe musiała zamknąć oczy.

Ocknęła się na podłodze w momencie, w którym strażnik chciał ją obrócić na plecy. Zauważyła wyważone drzwi i zorientowała się w końcu o co chodzi. Musiało być naprawdę późno, skoro posunęli się do takiego wyczynu. Podniosła się o własnych siłach i zaraz pożałowała, że podparła się rękoma. Nadgarstki bolały ją niesamowicie i już miała podciągnąć rękawy, by sprawdzić czy wszystko z nimi w porządku, gdy do pomieszczenia wtłoczyła się kolejna gromada ludzi. Jakby z trzema tęgimi strażnikami nie było już tu tłoczno.
-Miałaś się stawić o poranku.- rzekła kapłanka.- Smok zjawił się późnym popołudniem i naznaczył siedem kobiet.
-Jak to... Naznaczył?- dziewczyna była jeszcze zamroczona bólem w nadgarstkach. Po chwili zaledwie zaczęła modlić się, by ten ból nie okazał się owym naznaczeniem. Miała naprawdę szczere nadzieje, że Smok się jednak rozmyślił co do jej osoby.
-Rozpiąć jej koszulę.- rzucił stary Vladik, najwidoczniej bez namysłu, bo strażnik zawahał się.
-Czego w zasadzie szukacie?- Zoe podniosła się z podłogi, siadając na krawędzi łóżka. Przetarła twarz, narażając się na zdawkowe spojrzenia zebranych.
-Złotych obręczy w uszach, na szyi i na kończynach.- wytłumaczyła kapłanka. Wtedy też ból w nadgarstkach zaczął jawić się jako ciężar jednolitych obręczy, zaciśniętych wokół nadgarstków, lodowatych, wrośniętych w ciało kajdanek. Przynajmniej to powiedziała jej wyobraźnia. Poderwała rękawy do góry, przerażona, ale niczego tam nie było. Na nogach i szyi też niczego nie znalazła. I miałaby już odetchnąć z ulgą, gdyby nie fakt, że chwytając się za mostek w uldze, poczuła coś jakby pas, zaciśnięty na talii. Kończył się pod linią żeber i zgrywał się z ich ruchem, nie dając się odczuć.
-Złoty kolczyk, pani.- jeden ze strażników zauważył błysk między jej włosami.
-Bzdura...- prychnęła Zoe.- Nie noszę przecież...- chwyciła się za lewe ucho, wyczuwając i tam metalową ozdobę na tyle delikatną, że mogłaby ją z łatwością rozerwać.

Podłe uczucie towarzyszyło jej do samych bram zamkowych. Czuła się jak skazaniec, a nie jak jedna z kandydatek. Zatrzymała się na chwilę, a strażnik pchnął ją, wzmagając tylko jej poczucie odrazy całą sytuacją. Niewiele już trzeba jej było, by zaczęła układać w głowie plan, jak to zrobić na przekór wszystkim i uciec z tego cholernego miasta, po drodze dowiadując się kilku rzeczy od starych przyjaciół, bo przecież kapitan zostawił ją z wieloma pytaniami do Raymonda.
Na dziedzińcu stały dwa tuziny namiotów, z czego jeden wyróżniał się nie tyle rozmiarem, co ozdobami.
W namiocie przesiadywały wybrane panny. Wystarczyło na nie spojrzeć, by dowiedzieć się, że będzie to interesujące wydarzenie. Rozmawiały o czymś, siedząc na poduszkach i pufach do czasu, gdy nie pojawili się kolejni goście. Zoe zmrużyła oczy, obiegając wzrokiem po zebranych. Dziewczęta były różnej urody, więc smok nie przebierał w środkach, ale wszystkie miały jedną wspólną cechę - złoty przedmiot, wyraźnie rzucający się w oczy i nie do zakrycia. One również przyglądały się dziewczynie. Jedna z nich pokręciła nosem, widząc delikatny kolczyk w uchu Zoe. Przebiegła palcami po złotej kolii opadającej na wyeksponowany biust. Inne dziewczęta bawiły się swoimi bransoletami, zapewne próbując też rozmasować uciśnięte miejsca. Ze dwie z nich zaledwie odsuwały naznaczone kończyny, jakby bały się, że coś im się stanie.
Usiadła na wolnym miejscu nieopodal kruchego dziewczęcia o jasnej karnacji. Mimowolnie spojrzała na blondynkę z troską w oczach i przez myśl przemknęło jej, że chciałaby ją obronić przed tymi lwicami z naprzeciwka. Kruszyna uśmiechnęła się do niej słabo. Widocznie to, przez co musiała przejść już podczas obławy sprawiło, że teraz może jedynie odpocząć.
-To już wszystkie wybranki?- Vladik upewniał się, niezbyt przekonany, co do tego faktu.
-Miejmy nadzieję. Jest was osiem, dziewczęta. Przydzielimy wam komnaty w zamku. Wieczorem, przy zaleceniu smoka, wystawimy kolację. Macie teraz czas dla siebie.- oznajmiła lakonicznie kapłanka Sieen. Nie była zadowolona, że odbyło się to wszystko w taki sposób, drogą konkursu poprzedzonego wiadomymi zdarzeniami.
- Kapitan już wie, że smok nas wybrał?- zapytała Zoe nagle, bo im bardziej kapłanka oddalała się w kierunku wyjścia, tym bardziej uciążliwa stawała się blizna na jej twarzy. Ściągnęła brwi, rozglądając się po namiocie. Złoty je z pewnością obserwuje, bo w innym przypadku nie zmusiłby jej do tego pytania.
-Ta informacja powinna już do niego dotrzeć, panno Naith. Zna pani swoją rolę w tym zespole. Proszę się do tego zastosować.- odparł zastępca kapitana. Jeden z jego dryblasów z którymi zwykł wozić się dawniej podczas obchodów w mieście. Pamiętała go doskonale. Powstrzymała echo bólu głowy, którym ją niegdyś poczęstował, gdy cudem mu się wywinęła.
Tymi słowami się pożegnali.
-No, proszę. Jaką masz rolę do odegrania, koleżanko?- odezwała się kobieta o sporym biuście przekonana najwidoczniej, że jest tu jedyną wybranką.
-Podnieść wasze morale, byście jednak tu zostały. Najwidoczniej Tobie, moja droga nie jest to już potrzebne.- odparła zgryźliwie Zoe.
-Smok chyba cię wziął w gratisie. Kolczyk? Tylko tyle ci dał?- kontynuowała brunetka, przekładając nogę na nogę.
-Wolałabym, żeby mnie tu nie było, doprawdy.- odwarknęła, podnosząc się z miejsca.
Nie wiedzieli o jej pasie w talii. Może to i lepiej. Poczuła jak złoto uciska delikatnie na bliznę na boku. Uśmiechnęła się krzywo.- No, dobrze! O czym rozmawiałyście, zanim tu weszłam? O nim? Jaki jest?
-Przystojniak...
-Królewicz.
-Przecież to gadzina.- odparsknęła Zoe.
- To chyba nie widziałaś go w ludzkiej postaci.- rzuciła rozmarzonym tonem, piegowata kulka z rudymi prostymi włosami. Ładną miała buźkę i duże błękitne oczy.
-Chodzi wam o tego nonszalanckiego, perwersyjnego osobnika o dziwnym kolorze włosów?
-Dobrze ujęte.- sarknęła złotooka szatynka.
-W ogóle po co nas wszystkie wybrał? Dlaczego jest nas tak dużo i dlaczego to złoto tak boli?- odezwała się Kruszyna, płonąc rumieńcem.
-Przecież to nie boli.- czarnulka parsknęła z wyrzutem. Zoe zmroziła ją wzrokiem i klęknęła przy Kruszynie.
-Spokojnie, zrelaksuj się i powinno być wszystko w porządku. Mnie po prawdzie też ucho piecze niemiłosiernie, ale staram się to ignorować.
-Hej, a może ty nie jesteś wybranką? Kolczyk da się zdjąć, albo rozciąć nożycami. Mniejsza ujma na uchu niż na ręce, albo szyi. Nie udajesz czasem, żeby dostać się do smoka?- wyrzuciła z siebie ostatnia z dziewczyn. Mała okularnica o srebrnych oczach i niemal białych włosach. Ręce poplamione od atramentu, notes przyczepiony do pasa, magiczne pióro zawieszone na rzemyku dyndało tuż pod jej niewielkim biustem.
-Jeśli masz na tyle analityczny umysł, na jaką wyglądasz, to wiedziałabyś, że nie wpakowałabym się w to za nic w świecie.
-Nie jestem naukowcem. Jestem artystką.- fuknęła, najwidoczniej urażona. Zoe skinęła głową z aprobatą.
-Masz podobno podnieść nasze morale, a tymczasem wciskasz nam jak bardzo nie chcesz tu być.
-Dostałam takie zadanie od samego kapitana. Nie skupiajcie się na mojej osobie.
-Skąd masz tę bliznę na twarzy?
-Z Arenem wjechaliśmy do miasta tuż przed nalotem smoka.- zrzedła jej mina. Nie lubiła rozmawiać o sobie, zwłaszcza jeśli musiała kłamać.

Dość było rozmów na temat jej osoby, choć kilka osób najwyraźniej korciło, by dopytać się Zoe, jak toczy się jej relacja z kapitanem straży. Rzeczy i tak jednak sprowadzały się do dyskusji na temat smoka i fantazji na temat jego ludzkiej postaci. Typowe damskie pogawędki, w których prym wiodła brunetka z kolią. Dość szybko dziewczęta się podzieliły, stając albo po stronie Zoe, albo po stronie Kokietki w trakcie jednej z dyskusji odnośnie upodobań wszelakiej maści.
Stałoby się to bardziej drapieżne, gdyby nie strażnicy, wkraczający do namiotu, mający za zadanie zaprowadzić dziewczęta do przydzielonych im komnat.
Zoe dostała pokój z balkonem, w którym już kiedyś była.
-Ptaszek w złotej klatce, co?- podeszła do płonącego kominka, podnosząc porcelanową figurkę kota i oczyszczając ją z kurzu, który zdążył się na nim zebrać po ostatniej wizycie. Podeszła do balkonu. Strażnicy dość regularnie obchodzili ogród, znikając na dłuższy czas za rogiem zamku.- Dzisiaj znów będzie padać, wspaniale.- przesunęła wzrokiem po niebie uspokajając myśli po kłótni z Kokietką. Nawet nie poznała ich imion. Zresztą, na to będzie miała dużo czasu. Wycofała się, zasiadając w fotelu między poduchami.
-Kłamstwo ci służy, najwidoczniej.- usłyszała za swoimi plecami. Drakonita wsparty na fotelu z udawanym zaciekawieniem obserwował swoje zgrabne dłonie, oświetlone jedynie płomieniem z kominka.
-Nawet do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć w czym leżą twoje intencje, Auruo.- prychnęła.
-Dawno nie słyszałem już tego przezwiska z twoich ust, moja Naith.- wyśpiewał. Nie odpowiedziała mu na to.- Zmieniłem zdanie, wiesz? Tu jest tyle pięknych dziewcząt, że nie jestem w stanie już zadowolić się tobą. Jesteś co prawda wyjątkowa, ale niestety nie na tyle, by być moją faworytką.- dodał. Nie poruszyła się nawet o milimetr. W tej jednej chwili dał jej do zrozumienia, że nie jest już wiele warta.
-Mogę już sobie iść w takim razie. Czemu tylko sprawiłeś, że Kruszyna musiała dołączyć do grona tych wyjadaczek?
-Wiedziałem, że ci się to nie spodoba. Podobnież nie lubisz spadku w swojej formie, toteż daję ci pole do popisu. To filigranowe dziewczę aż się prosi, żeby je zdusić, skruszyć, złamać.- kontynuował z narastającym podnieceniem w głosie.
-Na to ci nie pozwolę.- spojrzała na niego wilkiem.
-Więc masz powód by tu zostać, moja droga Zoe.- jego oczy błysnęły zaciekawione. Prychnęła, rzucając porcelanowego kota na poduszki. Zatopił się w nich miękko.- A teraz wybacz, muszę odwiedzić pozostałe kandydatki. Nie mogę przecież dać im do zrozumienia, że bardziej lubię przebywać z tobą, aniżeli z nimi.
-Niech się dowiem, że ruszyłeś Kruszynę...- rzuciła ostrzegawczo, ale jego już nie było. Opadła więc na poduchy miękko, jak ten porcelanowy kot. Westchnęła ciężko na myśl o tym, że znów dała się wciągnąć w kolejną gierkę smoka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.