Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 31 stycznia 2016

|134| Chyba się rozbujałam


Pytanie z serii zasadniczych. Ktoś to jeszcze czyta?

Rozdział 12


"Jedyne co w królewskim obrządku jest nie tak, to drętwota gości"


Na obmyślaniu planu na najbliższy czas zleciało Zoe pół dnia, dopóki służba nie zawitała do drzwi. Mieli pomóc jej się odświeżyć i ubrać przed kolacją. Wygoniła ich zaraz potem gdy wnieśli wannę i napełnili ją gorącą wodą. Nie miała najmniejszego zamiaru się jakoś specjalnie przebierać. Jej spodnie przecież były w dobrym stanie. Koszulę ewentualnie mogłaby zmienić na coś adekwatniejszego do wystawnej kolacji, jaką mieliby je ugościć na zamku.
Zrzuciła swoje ubrania i wkroczyła do wanny. Stojąc tak jeszcze przez chwilę, przyglądała się ozdobie, na swojej talii. Pas okazał się być jeszcze większy niż by się mogło wydawać i w zasadzie śmiało można go nazwać gorsetem. Czuła, że akurat ten metal nie jest zwykłym metalem. Był elastyczny, reagował na jej dotyk. Ściągnęła brwi, uśmiechając się z przekąsem.
-Hm, więc tak nas wszystkie obserwujesz.- mruknęła do siebie i zanurzyła się w ciepłej kąpieli. Gdzieś tam w głębi jej głowy kłębiły się głupie nadzieje na to, że tym razem się od tego uwolni, że woda rozpuści złoto i Zoe będzie mogła uciec stąd jak najdalej.
Uderzyła w brzeg wanny pięścią, rozchlapując ciecz na drewnianą posadzkę. Potrząsnęła głową.
Przecież to absurdalne. Sarknęła do siebie w myślach. Ucisk w żołądku nie zapowiadał niczego dobrego. To przeczucie zawsze towarzyszyło jej tuż przed tym, gdy miała być złapana na gorącym uczynku.
Fuknęła, odrzucając złe myśli, które zaczęły kłębić się pod jej czupryną.
-Dość tego moczenia się w  wodzie.- podniosła się gwałtownie, zakrywając się ręcznikiem. Szybko się osuszyła i przebrała w swoje stare rzeczy. Wyszła na korytarz, a tam jedna drobniejsza służka ukłoniła się nisko, chyba czekając na wejście.
-Pani, nie możesz wyjść na kolację w takiej kreacji. Wymagana jest odświętna suknia, którą przygotowano na tę okazję.
-Wyprostuj się, proszę. Aż mi głupio, jak się przede mną kłaniasz. Naprawdę muszę się ubrać w suknię?
-Wymogi smoka, pani.
-Jestem Naith. Nie przebieram się w suknię. Jeśli coś mu nie będzie pasowało, niech przyjdzie i sam to powie.- Zoe obserwowała tylko wystraszoną reakcję służki na jej słowa. Uśmiechnęła się do niej ciepło.- To nie twoja wina. Zostaw suknię w pokoju. Może ubiorę ją innym razem. Jak ci na imię?
-Rosa, pani.
-Mów mi po imieniu.- obruszyła się Zoe.
-Dobrze, pani.- Rosa skłoniła się nisko, a dziewczę z blizną westchnęło z politowaniem. Służka czekała na pozwolenie by wejść do pokoju.
-Daj mi tę kieckę.- Zoe bez pardonu wyciągnęła zwitek materiału z drobnych rączek dziewczyny i rzuciła go na fotel.
-Ale, o pani...
-Chodźmy już, co?- spytała Zoe lustrując naburmuszoną buźkę Rosy.- No, o co chodzi?
-Sama ją wybierałam. Widziałam Cię, pani na Balu wtedy przed zjawieniem się smoka. Chciałabym... Chciałabym...- usiłowała coś powiedzieć. Wyraźnie coś jej leżało na sercu, Zoe to zauważyła. Rozejrzała się tylko po korytarzu widząc jak Złoty znika za rogiem z uśmiechem na ustach. Ściągnęła brwi i zgarnęła Rosę do pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
-No to o co chodzi, hm?- westchnęła.
-Bo przydzielono mnie również do pani Esther, a ona nie mieści się w tą suknię.
-Esther? Która to? Ta ruda kulka?
-Nie. Ta z kolią na szyi. Suknia bardzo jej się spodobała, ale niestety nie jest w jej rozmiarze.
-Chcesz jej zrobić na złość, ubierając mnie w tą kieckę?- Zoe obserwowała zmieniający się wyraz twarzy służki. Oczy jej błysnęły na wspomnienie o złośliwości.- Mów, jak własnej siostrze.
-Pani Esther oblała mnie winem za to, że nie zmieściła się w tą kreację. I tak, chciałabym jej utrzeć nosa.- Rosa podniosła głowę wysoko, pozwalając sobie na butny wyraz twarzy.
- Chyba nie mam wyjścia.- Naith zaczęła rozpinać koszulę. Dziewczyna podbiegła do fotela, rozwijając pakunek i prezentując długą smukłą suknię w kolorze przypominającym czerwone wino.
-Skądś tą suknię pamiętam. Nie miałam na sobie takiej w trakcie Balu?
- Nie taką! Tą uszyłam sama. I nie przerobię jej na nikogo innego.- fuknęła.
-Dobrze, już dobrze. Nie wiem tylko, czy z tym dam radę ją na siebie włożyć.- odkryła złoty gorset z pulsującego życiem złota. Rosa zrobiła wielkie oczy.
- Pani...
-Naith.
-Naith, czemu to ukrywałaś? Wszyscy myślą, że kłamiesz przywdziewając kolczyk, by dotrzeć do smoka. W zamku mawiają, że przekupiłaś zarówno kapitana jak i całą Radę.
-Brednie. Gdybyś tylko wiedziała, przez co przeszłam i jak bardzo nie chcę tu być, Rosa, zdementowałabyś te plotki z miejsca. Pozwól mi to utrzymać w tajemnicy - Zoe wskazała na złotą obrożę - a ja nie zdradzę, że jako służka nie jesteś obiektywnie i służebnie nastawiona do swoich przełożonych. Zdaje mi się, że będziesz mogła mi pomóc w kilku rzeczach.
-Dobrze, dobrze! Przepraszam za moją niesubordynację. Będę trzymać język za zębami. P-...Naith. Naznaczenie będzie trzeba zamaskować. Za bardzo odznacza się na materiale.- gdy tylko to powiedziała gorset przylgnął do ciała tak, że był ledwie widoczny.- T-to naprawdę jest smocze złoto.-pisnęła przerażona, starając się go nie dotknąć. Chwyciła zaraz potem za kuferek, który cały czas niosła na plecach. Postawiła go na stoliczku, koło wanny. W środku znajdowały się kosmetyki, cienie do powiek i kilka dodatków do upięcia włosów.
-Nie chcę niczego we włosach.
-Dobrze. Będzie akurat.- szybko skończyła. Machnęła pędzelkiem tu i ówdzie i zakończyła z uśmiechem na ustach. Rosa widocznie była zadowolona z efektu.- Teraz możesz iść na kolację.
-Prowadź, Rosa. Nie znam tych korytarzy.- Zoe podniosła się z miejsca, zerkając na swoje odbicie w złocistym lustrze.
- Pani Naith. Nie powiesz nikomu, że się tak zachowałam?
- Esther podpadła i mnie już na samym początku. Zabawnie będzie zobaczyć jej minę. Mam tylko nadzieję, że nie mówiłaś jej o tym, że i mnie będziesz pomagać.
-Nie. To też miała być tajemnica.- odparła pokornie.
Dotarły do jadalni nader szybko. Rosa okazała się być otwartą osóbką, dość zadziorną zresztą jak na służkę. Nie dziwota, że Esther w swoim przekonaniu o ideale swojej osoby oblała biedaczkę winem.
Wkroczyła do niewielkiej, przytulnie ustrojonej sali. Wszystkie wybranki już siedziały na miejscach. Smok wylegiwał się między służbą, dając się najwidoczniej zauważyć jedynie Zoe. Reszta nie zwracała na niego uwagi. Uśmiechał się tajemniczo, dopóki nie wkroczyła do pomieszczenia. Ściągnęła brwi, obserwując go kątem oka. Zaraz potem zwróciła uwagę na fakt, że Złoty przygląda się Esther. Ta z kolei nadymając policzki na siłę próbowała się uśmiechnąć. Widocznie nie leżało jej, że ta suknia, która jej się spodobała idealnie pasuje na dziewczę z blizną.
-Nareszcie jesteś, kochanico kapitana.- rzuciła uszczypliwie z odrazą w tonie głosu i odwróciła głowę, opróżniając kielich z winem jednym haustem.
-Spróbuj się nie upić, to może wtedy porozmawiamy.- Zoe uśmiechnęła się nadto życzliwie i zasiadła na swoim miejscu między Kruszyną i Artystką. Po przeciwnej stronie stołu stało jeszcze jedno puste miejsce.- Spodziewamy się jeszcze kogoś, jak sądzę.- zauważyła, że Esther siedzi tuż obok tego pustego miejsca. Pewnym było, że to smok tam zasiądzie. Liczyła chyba na to, że będzie bliżej niego.
Artystka nie czekała na resztę, zaczęła pałaszować talerze znajdujące się w pobliżu. Jadła za dwie, mimo tak drobnej figury.
-Spokojnie, bo dostaniesz czkawki.- Kruszyna również starała się stonować swój głód. Jadła trochę wolniej, robiąc spore przerwy. Esther natomiast wciąż zasłaniała twarz za kielichem wina, bawiąc się swoją kolią i zerkając tęsknie w kierunku każdego wejścia do jadalni. Zoe zerknęła na miejsce, w którym jeszcze kilka chwil temu siedział smok.
-Polecam wołowe roladki z warzywami, droga pani.- Złoty nachylił się nad Zoe, podstawiając jej półmisek z roladkami. Rozbawiony jej wystraszoną reakcją tylko bardziej uniósł kąciki ust i spojrzał jej znacząco w oczy. Widocznie bawił się w najlepsze, mogąc się wcielić w jeszcze inną postać niż zamierzał.
Wszystkie dziewczęta zastygły w bezruchu.
-Oj, Esther, Esther.- wyprostował się.- Obiecać ci złotą komnatę i najlepsze kreacje świata i zachowasz się, jak ci zagram. Izae. Ta kruszyna się buntuje. Za to Ciaeal ma niepohamowaną żądzę głodu. Co zresztą widać, moja droga Zoe.- Złoty krążył wokół stołu, a gdy wspomniał imię dziewczyny, poruszyła się niespokojnie, obserwując, czy aby na pewno żadna z jej towarzyszek, ani służba nie usłyszała tego imienia.- Chwyć za tacę. Szkoda byłoby ubrudzić tak piękną kreację.- zasiadł na przygotowanym dla siebie miejscu. Zoe nie miała dużo czasu na reakcję. Tacę pochwyciła w ostatnim momencie, gdy niesforny sługa wypuścił ją z rąk. Nie wiedział gdzie się znajduje.
-Przepraszam.- ukłonił się nisko. Na szczęście ciemnowłosa zdążyła pochwycić półmisek w taki sposób, że jedyna roladka, która postanowiła się wymknąć wylądowała z pacnięciem na jej talerzu.
-Nic się nie stało.- Zoe oddała mu półmisek i usunął się skruszony. Zaraz potem dziewczęta zorientowały się, że mają gościa przy stole. Zlękniona Esther chwyciła się za pierś, by zaraz zagrać twardą.
- Och, jesteś już.- wachlowała rzęsami, prostując się bardziej. Zoe mało nie parsknęła śmiechem. Dusząc w sobie tą reakcję, zdobyła się jedynie na krótki uśmieszek.
-Nie chciałbym, byście czuły się tu jak w klatce, drogie panie. Czujcie się jakbyście tu mieszkały od zawsze.- spojrzał ukradkiem na Zoe, która wbrew wszystkim zajęła się jedzeniem zdobytej roladki. Pozostałe kobiety przestały jeść, wpatrując się w smoka, zadziwione i zastanawiające się jakim sposobem się tu znalazł.
-Czemu nas naznaczyłeś?- spytała otwarcie ruda kulka.
- Coby nikt inny się Wami nie zainteresował, kiedy to ja mam was na uwadze.- oznajmił melodyjnie. Kruszyna syknęła, chwytając się za okutą w złoto lewą dłoń. Zoe zmroziła go wzrokiem, narażając się na ścisk w talii, ale zamiast tego poczuła niezręczny ból w okolicach oka, gdy ich spojrzenia się spotkały. Nie dała tego po sobie poznać.
- To nie wyjdziemy z zamku dopóki nie wybierzesz, którejś z nas?
- Kto to powiedział? Możecie przecież wyjść w każdej chwili.- zmrużył oczy. Nie musiał obserwować reakcji.- Podejrzewam, że ta kolacja była złym pomysłem. Zbyt drętwo się robi. - machnął teatralnie ręką.- Może pójdziecie do Skrzydła Gryfa? Rozluźnicie się, poznacie się lepiej w przytulniejszym otoczeniu.
-Nie pójdziesz z nami?- Esther udawała słodką lolitkę.
-Nie chcę was rozpraszać swoją obecnością, moja droga Esther.- nachylił się w jej stronę, jeszcze mrucząc jej coś do ucha. Rozpromieniła się, kryjąc zadowolenie za pustym już kryształowym kielichem po winie. Przez to wyraz jej twarzy zniekształcił się w komiczny sposób. Kruszyna to zauważyła i uśmiechnęła się blado, spuszczając wzrok na nieskończone jedzenie.
-Bawcie się, dziewczęta!- na to hasło na kolanach każdej z istotek pojawiła się sakiewka ze złotem, odwracając ich uwagę od jego zniknięcia.

Gotowe do wyjścia już były, a jakże. Wystarczyła tylko decyzja większości.
Zoe trzymała się na tyłach, gdy tak kroczyły przez ulice miasta. Ludzie odsuwali się od nich, jako że były naznaczone, ale gdzieś tam w cieniu uliczek przemykały nieprzyjaźnie wyglądające postacie. Jeśli Raymond nasłał na nie swoich ludzi i ona nie będzie bezpieczna. Tak działa robota pod przykrywką. Z drugiej strony jednak Ray nie odważyłby się zadrzeć ze smokiem, nawet jeśli jest tym nieuchwytnym Królem Podziemia.

W restauracji już widniała przygotowana dla nich loża. Szkarłaty, płótna, złocone ozdoby, duszący aromat eterycznych olejków i magiczne kominki wypełnione skrzącymi się żywo kamieniami w strefach dla ważnych gości. Nie to nie było miejsce, w którym się jadło. To była typowa pijalnia wszelkich alkoholi znajdujących się w zasięgu królestwa. Schemat jaki się tu rozgrywał wyglądał następująco. Wkraczało się tu, nabierając ochotę na najsłodsze wino, jakie mieli w karcie alkoholi. Taką właśnie Zoe nabrała ochotę. Otrząsnęłaby się z tego, gdyby nie fakt, że już wciśnięto jej do rąk butelkę i szklanicę. Przyduszone olejkami zmysły sprawiły, że trunek szybko uderzył jej do głowy. Inne panny nie czekały na odpowiedni moment, a Kokietka zaczęła szukać wśród gości kogoś do flirtowania.
-Przestań, babo. Zwracasz na siebie uwagę.
-Och, to ty przestań! Nie potrafisz się zachować w obecności Smoka jak należy, więc nie mów mi co mam robić!- pisnęła, puszczając oczko do pewnego jegomościa, który obserwował co się dzieje w loży z niemałym zaciekawieniem.
-Esther. do siedmiu bogów! Tobie to chyba wszystko jedno z kim pójdziesz do łóżka, byleby ci obiecał złote góry.- parsknęła Naith.
-Bo tak jest.- dodała Artystka nalewając do szklanki więcej napitku. Najwyraźniej potem stwierdziła, że lepiej będzie opróżnić samą butelkę i tak też zrobiła. Izae popijała skromnie, kurczowo trzymając sakiewkę ze złotem, coby jej nie zgubić.
-Rozluźnij się.- Zoe rozłożyła się na oparciu kanapy.- Zachowując się tak dajesz potencjalnemu napastnikowi do zrozumienia, że masz coś cennego. Wiem co mówię.- nie skłamała. Gdy jeszcze żyła z drobnych kradzieży, to była jedna z metod na szukanie zarobku.
-Naprawdę? Niech tylko spróbują.- jeszcze bardziej zacisnęła piąstkę na zamknięciu sakiewki. Tym razem na jej twarzyczce pojawiła się determinacja, toteż szybciej opróżniła naczynie.
Ciaeal zaszyła się w kącie i zaczęła rysować, przegryzając zakąski. Esther podeszła do baru i zaczęła dyskutować z jegomościem, którego zbystrzyła już wcześniej. Ruda rozsiadła się, powoli przysypiając.
Pozostałe trzy kobiety zaszyły się w swoim gronie, debatując na temat drapowań i wystroju restauracji. Jedna z nich klęła w najlepsze i coraz więcej proporcjonalnie do ilości opróżnionego napoju. Pozostałe dwie chichotały już bardziej między sobą.
W pewnym momencie Zoe poczuła, że sakiewka przyczepiona do jej płaszcza znacznie się poruszyła.
-Ani się waż ruszać tej sakiewki, paskudo.- warknęła, nie patrząc na złodziejaszka. Pożałowała zaraz, gdy złapana za szyję została ściągnięta gwałtownie z kanapy.
-Co tu robi tyle pięknych kobiet, w takim miejscu?- kilku potężniejszych mężczyzn stanęło murem osłaniając całe zdarzenie swoimi cielskami. Kokietka za chwilę została przyprowadzona przez jegomościa i nagle pół obsady w restauracji stało się wrogami Wybranek.- Wyskakujcie z sakiewek, to może nie zrobimy Wam nic złego.- jegomość chwycił Kokietkę pod brodę, obserwując jej twarzyczkę.
Nie było tu smoka. Nie tym razem.
I to nie z jego powodu miały teraz kłopoty. Tego Zoe była pewna. Nie byli to też ludzie Raymonda. Poznałaby te parszywe mordy. To ktoś z zewnątrz.
Została usadzona z powrotem na miejscu siłą, otumaniona uprzednim zderzeniem z podłogą. Jeszcze chwilę trwało nim dotarło do niej, co się dzieje i ilu przeciwników ma przed sobą. Esther zaczęła łkać rzewnymi łzami w narastającej bezsilności. Liczyła chyba, że smok przyjdzie im z ratunkiem, przez co rozmazał jej się misterny makijaż. Gdyby tylko Rosa widziała w jak żałosny sposób Kokietka zniszczyła jej pracę...
To nie jedyny mankament jaki dało się odkryć.  Szkarłatna suknia uległa rozdarciu niemal w tym samym miejscu co podczas niefortunnego Balu.
Szybki plan. Rozsunęła nogi, szukając oparcia, by wystrzelić z miejsca i powalić jednego z drabów na plecy. Szturchnęła łokciem Kruszynę, dając jej znać by zwolniła ucisk na sakiewce. Zrozumiała przekaz niemal wypuszczając ją z ręki. W tym momencie jeden z napastników schylił się by wyrwać woreczek ze złotem z jej osłabionych objęć, ale Zoe była szybsza. Cisnęła sakiewką w twarz jegomościa, sprawiając, że wypuścił Kokietkę z objęć. Rzuciła się zaraz na pochylonego draba, uderzając go pod kolanem pięścią, by stracił równowagę. Rąbnął z hukiem o stół stojący naprzeciwko i już się nie podniósł. Drugi z bandytów jegomościa podbiegł by pomóc mu wstać. Wskoczyła na niego, odbijając się, by i go powalić.
-W nogi, no!- pogoniła resztę dziewczyn, oniemiałych z wrażenia. Kokietka puściła się do wyjścia, potykając się o własne nogi. Wyłożyła się na buciorze omdlałego draba i straciła przytomność. Jeszcze jeden. Czaił się na Zoe. Skoczył w jej kierunku, gdy Artystka pisnęła, że ma nóż w ręce. Poszły iskry. Nóż osunął się po jej talii, a chłop stracił równowagę zaskoczony zupełnie. Ściągnęła pełną butelkę ze stołu i przysunęła mu nią prosto w dziób. Kołysał się jeszcze na wiotkich nogach, dopóki to Kruszyna nie poczęstowała go prostym strzałem z pięści. Zostało ich jeszcze dwóch.
Jegomość szamotał się pod półprzytomnym rozbójnikiem, wściekły. Miał zapewne powiedziane, że to będzie banalny zarobek.- Kto cię nasłał?- Zoe nie zwracała już uwagi na resztę zebranych. Postawiła obcas na plecach półprzytomnego i wsparła rękę na kolanie. Powiększony rozporek na biodrze odsłonił całkowicie jej nogę.
-Jeszcze was dorwiemy.
-Wydaje mi się, że niewiele zdziałasz, paskudo. Kapitan się z wami rozmówi na osobności.- skinęła na Artystkę, żeby wezwała straże. Ta, wyślizgnęła się z kanapy i zniknęła za drzwiami wejściowymi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.