Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

niedziela, 1 maja 2016

|137| Pazurki

Rozdział 14

Atmosfera w jadalni była drętwa. Nie było jej w zasadzie wcale, zresztą tak jak i smoka.
-Proszę, proszę! Jesteś z siebie zadowolona?- Kokietka zastąpiła Zoe drogę do krzesła.
-O co ci chodzi, Esther?- Naith ściągnęła brwi, zastanawiając się, czy zrobiła wczoraj coś poza tym, co zapamiętała.
-Jak wyszłaś wczoraj, Smok wpadł w furię. Zignorowałaś go, małpo. Zobacz, co mi zrobił!- poderwała chustę, która przykrywała jej głęboki dekolt. Szrama na jej piersi skrzyła się złotymi drobinkami.
-A ty z kolei zignorowałaś pierwotny instynkt, żeby się do tego gada nie zbliżać i masz za swoje. Już cycem nie zaświecisz.- wyminęła ją tylko, rzucając luźnym, acz złośliwym komentarzem. Po chwili miała zamiar zająć miejsce na swoim krześle, ale Esther chwyciła ją za włosy i pociągnęła za sobą.
Dziewczyny poderwały się z miejsca, krzycząc, że czarnowłosa ma przestać. Esther natomiast machnęła ręką, by zadrapać Naith po twarzy. Ciemnowłosa, zablokowała jej rękę już odruchowo.
-Co ty sobie wyobrażasz, idiotko?!
-To przez Ciebie!- Kokietka była zaślepiona furią. Naith wiedziała, że to zaledwie cień tego, co jej rywalka musiała przeżyć poprzedniego dnia. Jej druga dłoń przeciągnęła się po policzku leżącej, zostawiając nieprzyjemnie szczypiące zadrapania.
Tego było za dużo. Naith ściągnęła brwi, skoczyła jej adrenalina. Zanim Esther na niej usiadła, podkuliła nogi i zepchnęła ją z siebie, by role się odwróciły.
-I co z tego?!
-Myślisz, że z tym gorsetem masz większe szanse?!
-Przejrzyj na oczy, szmato! Nie o to tu chodzi! Jemu na nas nie zależy, nie widzisz?!- Naith przygwoździła ją do podłogi.
-To twoja wina!- krzyczała w zaparte Esther, próbując się szarpać.
-Mogłam cię nie ratować wczorajszego dnia.-Naith wbiła swoje złotozielone oczy w twarz leżącej. Mówiła to zupełnie poważnie, a Kokietka przestała się szarpać.- Próbuj się dalej kompromitować. Próbuj ze mną walczyć na pięści. Nawet teraz, na kacu, mam nad tobą przewagę. Gdybyś zaznała trochę życia w podróży, wiedziałabyś, jak kończą się tego typu zaczepki. Ostrzegam.- zadrapania na policzku Zoe zaczęły delikatnie krwawić, a wokół nich pojawiło się puchnące zaczerwienienie.- Ciesz się, że to możesz zakryć. Niektórzy nie mają tyle szczęścia.-podniosła się z podłogi, mrużąc powiekę przyozdobioną blizną tak podobną do tej, którą w tej chwili miała Esther na piersi.
Kokietka nie poruszyła się już wcale, chlipiąc żałośnie na królewskiej posadzce.
-Naith! Mogłaś tak nie mówić.- zaczęła Kruszyna.
-Nie mówić czego?
-Że mu nie zależy... Nie ściągałby nas tutaj, gdyby tak nie było.- odparła, poddenerwowana.
-Mniejsza o to, co ja myślę na ten temat.- usiadła w końcu na swoim miejscu, wycierając w rękaw to, co zdążyło się zebrać na jej policzku.
-Niech ci ta szrama zostanie.- Esther splunęła pod nogi Naith, siadając na swoim miejscu.
-Człowieka ze wsi wyciągniesz, ale wsi z człowieka nigdy.- mruknęła do siebie. Ciael zaśmiała się cicho pod nosem.
Wtem do jadalni wkroczyło kilku strażników, a zaraz potem kapitan we własnej osobie. Zlustrował twarze zebranych dziewcząt, zauważając od razu napiętą sytuację między Esther i Naith.
-Musimy Was przesłuchać w sprawie wczorajszego wieczora.- oznajmił szorstko. Kokietka widząc kapitana, skrzywiła się, ale zaczęła poprawiać chusteczką to, co zdążyło jej się rozmazać na twarzy.
-To może ja zacznę! Ona sprowokowała gospodarza do ataku!- pisnęła Esther znad chusteczki. Naith ściągnęła tylko brwi, piorunując ją spojrzeniem.
-Naith, proszę ja ciebie, dwa razy uratowała ci wczoraj tyłek!- odburknęła Artystka.
-Wypraszam sobie te pomówienia!- czarnulka zacisnęła pięść i uderzyła nią w stół dość gwałtownie.
-Przez większość czasu byłaś nieprzytomna.- dodała Izae z zażenowaniem.
-Po kolei, jeśli łaska! Khran i tak odpowie za to, co zrobił, a ja chcę wiedzieć, co dokładnie się tam wydarzyło.- zagrzmiał kapitan. Naith nie miała zamiaru odzywać się nieproszona.
-Naith... Może opowiesz, co się stało. Ja niewiele pamiętam.- odezwała się bezimienna dziewczyna, która z Rudą trzymała się widocznie dość blisko.
Dziewczę z blizną westchnęło ciężko, przymykając oczy na dłuższą chwilę.
-Jeszcze zanim właściciel Skrzydła Gryfa nas zaatakował, zostałyśmy otoczone przez kilku drabów, których zresztą, mniej lub bardziej świadomie Esther zwabiła w naszym kierunku szybciej niż zamierzali. Chcieli nam zabrać złoto, które dostałyśmy od smoka.
-Kto ich powalił? Jeden z nich się jeszcze Nie obudził. Nie powiecie mi chyba, że nikt wam nie pomagał?- kapitan zmrużył oczy, uważnie. Naith rozejrzała się po dziewczynach.
-Naith to zrobiła, a gdyby nie jej złoty gorset, podzieliłaby los Anny.- odezwała się bezimienna.
Więc to tak miała na imię Ruda... Zoe skrzywiła się, słysząc to imię. Nie chciała go znać. Znów zaczęła mieć wyrzuty sumienia. Esther tylko prychnęła.
-Sama powaliłaś trzech chłopa?!- kapitan ściągnął brwi gwałtownie, zadając tym razem pytanie do samej Zoe. Nie bawił się nawet przy tym w oficjalne zwroty. Dziewczynie zrobiło się gorąco.
- Adrenalina i alkohol.- wyjaśniła szybko. Kapitan chwycił się za skroń, wzdychając ciężko.
-Inaczej to rozegramy. Poproszę każdą z was z osobna do mojego gabinetu. Każda przedstawi mi swoją wersję.- oznajmił w końcu.- Ty, Naith. Idziesz pierwsza.- skinął na nią głową, każąc jej się podnieść z krzesła i zaczął ją prowadzić do swojego gabinetu bez obstawy straży.
Im więcej się ruszała, tym coraz bardziej ją mdliło. Miała tylko ochotę zjeść coś pikantnego i położyć się z powrotem do łóżka. Kapitan był odmiennego zdania.
Miał chyba zamiar wypytać ją o wszystko, co się tam wydarzyło. I takie pytania faktycznie zadawał. Padło nawet takie, którego dziewczyna się sama nie spodziewała.
-Myślisz, że to mogli być ludzie Raymonda?- spytał, obserwując uważnie jej wyraz twarzy.
-Nie. Nie wydaje mi się... Nie wiem.- zmieszała się. Oczywiście, że to nie jego ludzie. Poznałaby ich wszystkich. Zwłaszcza jeśli chodzi o osobników o takich gabarytach. Kapitan zmrużył oczy podejrzliwie. Naith spięła się nieznacznie. Coś podejrzewał, wiedziała na pewno. Nie domyślała się tylko czy chodziło o wczorajszy incydent, czy o jej osobę.
-Zawołaj mi Esther.- oznajmił nagle.-I zdezynfekuj czymś te zadrapania na twarzy. Ciekawie to nie wygląda, bo sinozielona otoczka nie jest czymś normalnym. Sprawdzę, co miała pod paznokciami. I dlaczego w zasadzie się na Ciebie rzuciła?
-Nieistotne.-dziewczyna podniosła się z fotela bezceremonialnie.- Esther sama ci się ze wszystkiego wyżali. Uważaj na nią.
-Nie znasz mnie jeszcze.- Ethan uśmiechnął się z przekąsem.
-Wzajemnie.-odparła na to, wychodząc z gabinetu.
W jadalni wrzało. Dziewczyny nie zwracając uwagi na strażników, kłóciły się zawzięcie o fakty dnia poprzedniego. Esther rzucała kieliszkami w każdą stronę, a gdy Naith ledwo wsadziła głowę do pomieszczenia i w jej kierunku poleciał pocisk.- Na głowę upadłaś? Gdyby to był kapitan?!
-Ale nie był! Idę teraz do niego i wszystko mu powiem! Każda z was ma coś za uszami i to w tym uświadomię!- zaczynała histeryzować.
-Idź, śmiało. I tak teraz twoja kolej. Może Kapitan trochę ostudzi twój temperament.- Naith usunęła się z przejścia, gdy ta furiatka do niego niemal dobiegła. Trzasnęła za sobą ciężkimi drzwiami.-Nie wytrzymam z tą babą więcej niż dwie minuty w jednym pomieszczeniu.-westchnęła ciężko. Usiadła w końcu chwytając jeden z pustych kubków. Skupiła się chwilowo na nalewaniu napoju, nie zwracając uwagi na otoczenie.
Smok położył dłonie na jej ramionach. Wyprostowała się gwałtownie. Uciszył ją tylko cichym świstem i między palcami przegarnął delikatnie jej rozpuszczone włosy. Spojrzała na swoje towarzyszki, zaskoczona tak jak i one.
-Co ty masz na twarzy, moja droga?- znów zaczął gładzić jej ramiona. Nie pozwalał na siebie spojrzeć.
- Esther.- rzuciła krótko.
-To dziewczę nie zna słowa SPOKÓJ, doprawdy. Będę musiał chyba uciąć sobie z nią pogawędkę.
-To przez tą bliznę, którą zostawiłeś na jej piersi.-fuknęła Naith.
- Nie, moja droga. To przez Ciebie, bo mnie zignorowałaś.- wyśpiewał- Ale to, co Esther zostawiła na twojej twarzy nie leżało nawet obok rozsądnego posunięcia.- nieznacznie zbliżył swoje dłonie w kierunku jej szyi ściągając usta w niesmaku. Naith przełknęła gęstą ślinę, obawiając się w tej chwili o swoje życie. Pamiętała tylko jak wczoraj wydostała się poza mur, ale po zeskoczeniu z niego urwały jej się wszelkie tropy. Rosa wspominała przecież o tym, że Smok ja zostawił w pokoju rozebraną i kazał jej pilnować, ale co mogło się wydarzyć przedtem? Zebrało jej się na wymioty z wrażeń, ale i poniekąd dlatego, że miała potężnego kaca. Wiedziała, że żytniej wódki nie ruszy, choćby to miał być ostatni napój na świecie. Po prostu nie.
Naith wstrzymała powietrze, gdy tylko Smok ujął jej brodę w palce i kazał na siebie spojrzeć pochylając się w jej kierunku.
- Nie myślałaś chyba, że tę scenkę będę odgrywał przed wszystkimi?- zmrużył oczy, rozbawiony. Dziewczęta naokoło znów zamarły w bezruchu jak te postacie na obrazie, podczas gdy smok przysiadł na brzegu stołu, wyjmując z objęcia Kruszyny szklankę z napojem. Powąchał zawartość, posmakował i odstawił naczynie na stół, zostawiając blondynkę z pustą dłonią.
-Wiem tyle, że chyba już ci przeszło.- starała się go zignorować, ale się nie dało.
-Esther jest po prostu słaba w łóżku. Musiałem nadrobić zaległości gdzie indziej.- uśmiechnął się szelmowsko. Zoe tylko przekręciła oczami.
- Gdybyś jej to powiedział byłoby po kobiecie.- mruknęła bez przekonania, lecz po chwili zaledwie w jej głowie rozgorzał płomyczek złośliwości.- Nie masz przypadkiem zamiaru jej tego powiedzieć?- zerknęła na niego spod uniesionej brwi, opadając na oparcie krzesła.
-Wszystko w swoim czasie, Zoe.- akurat w tym momencie smok chwycił nóż, obracając go w palcach i dociskając opuszek kciuka do zaostrzonej strony sztućca. Nic mu się nie stało, mimo tego, że ostrze mogło przeciąć pieczeń jak masło. Zerknął na nią tylko, gdy zapatrzyła się w ten mały performance jego nietykalności. Westchnęła cicho, a po chwili zadrapania na twarzy zaczęły ją nieznośnie szczypać.
-Co się wczoraj wydarzyło?- ściągnęła brwi, pytając niepewnie. Smok najwidoczniej czekał na ten moment, bo na jego twarzy zawitał złośliwy uśmiech.
-Jak mogłaś zapomnieć? Przecież było ci tak dobrze.- oczy błysnęły mu w podnieceniu, gdy zobaczył jej reakcję. Szczęka jej opadła, oczy zaogniły się od wściekłości, pięści zacisnęły się mocniej niż do tej pory.
-Kłamiesz.- syknęła.
-Przecież umowa między nami była jasna, nieprawdaż? Jeśli nie będziesz mi posłuszna, będziesz musiała mi się oddać.- odłożył nóż i odchylił się, wspierając obie ręce na stole.
-Szlag by cię trafił, gadzie jeden.
-Niczego nowego się od Ciebie nie dowiedziałem.- uśmiechnął się słodko, mrużąc rozbawione oczy.
-Wychodzę.- oznajmiła, podnosząc się z krzesła. Zakolebała się jeszcze, bo zakręciło jej się w głowie od emocji, jakie nią teraz targały. Panicznie wręcz próbowała wygrzebać z głowy sceny, jakie miały miejsce poprzedniego wieczora i znalazła. Przebłyski, jak leżała w sianie, a smok przygniatał ją swoim ciałem, ale nie mogła przypomnieć sobie jego wyrazu twarzy. Serce zakołatało jej gwałtownie. Purpura wstydu wybiła na jej policzkach swoje piętno. Smok tylko zamruczał pod nosem, uradowany z jej zachowania.
-Pozwolę ci wyjść, ale dopiero wtedy, gdy ogarniesz te rumieńce i wtedy gdy dziewczęta znów zaczną reagować. Nie chciałabyś chyba, żeby nasz mały sekret wyszedł na jaw, gdy nagle znikniesz od stołu mimo, iż wszyscy zebrani się w ciebie teraz wpatrują.- rozejrzał się powoli po sali.
Zoe zakryła twarz w dłoniach, by za chwilę przyłożyć chłodne palce do policzków. Usiadła z powrotem na miejscu.
-Wychodzę do miasta.- zastrzegła jeszcze zanim smok powrócił do tej samej pozy w której wstrzymał towarzystwo, a dopiero potem wszystko wróciło do normy.
Gdy dziewczyny z coraz większym przestrachem wpatrywały się w wyraz twarzy smoka, który zmienił się diametralnie, gdy tylko przyjrzał się zadrapaniom i one wstrzymały powietrze. Smok jedynie przeciągnął kciukiem po jednej z dziwnie zabarwionych szram na twarzy Naith.
-Na szczęście nie będzie po nich śladu.- oznajmił.- Idź się położyć, moja droga. Marnie dziś wyglądasz.- Złoty odsunął jej krzesło tuż po tym gdy kazał jej wstać, ciągnąc jej brodę w górę palcem wskazującym. Podniosła się lekko, posłusznie, czując to samo pieczenie blizny na powiece, gdy powinna wykonać jego rozkaz.
Bynajmniej nie miała zamiaru kłaść się do łóżka, choć propozycja była kusząca.
Musiała iść do miasta. Miała się przecież spotkać z Raymondem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytałeś, przeczytałaś? Zostaw komentarz, jeśli chcesz, oczywiście.
:3
Aikooś - czytelnik.