Informacje

Czcionka w notce wydaje Ci się za mała?
Wystarczy przytrzymać klawisz CTRL i przybliżyć obraz strony przy pomocy rolki na myszce, bądź wciskając +.

ZANIM ZACZNIESZ...
Jeśli zamierzasz napisać, że blog jest "fajny" i nie zostawić treściwego komentarza, wskazującego na to, że notkę przeczytałeś, skieruj się do strony "Kontakt i SPAM". Jestem łapczywa i komentarze wszelakie sobie zostawię, ale będę wiedziała, że czytasz coś z bloga, zamiast się bezczelnie reklamować.

Uprasza się o nie kopiowanie treści zawartej na blogu.

©Aikoo

piątek, 13 stycznia 2017

|140| Zawód

Rozdział 16

W drodze do zamku zrezygnowała z zamykania się w pokoju. Nowo poznany królewski inżynier na chwilę zajął jej głowę, odpędzając czarne myśli, jakie kłębiły się w jej głowie od samego rana.
Wszystko zaczęło się sypać. Smok zdawał się nie przejmować tym, co się działo. Przestał chyba panować nad tym co ma teraz miejsce na zamku i w samym mieście, ale widocznie wciąż dobrze się bawi. Kapitan odkrył jej prawdziwą tożsamość i sama w zasadzie nie wiedziała już czego boi się bardziej.
O ile udawało jej się odgrywać rolę przed dziewczynami i Radą, że podróżowała z królewskim doradcą i została na zamku przez kaprys Złotego, o tyle przed samym Ethanem było jej ciężko. Sam ją przecież ścigał, sam kazał ją zastrzelić, gdy próbowała się wymknąć z aresztu. Stąpała po cienkim lodzie, próbując nie wydać samej siebie, gdy nalegał, by u niego zamieszkała i sama nie wiedziała w końcu w jakim stopniu mogła to nazwać przymusową znajomością, a w jakim stopniu przyjaźnią. Chwyciła się za prawy bok, ale nie wyczuła tam ani blizny, ani bandażu, tylko złotą powłokę, jaką smok ją bądź co bądź obdarzył. Westchnęła ciężko, skręcając w mniej uczęszczaną alejkę. Odcięła się od gwaru ulicy, pochłonięta myślami. Uśmiechnęła się pod nosem. Gdyby nie ten gorset, jej przeznaczenie by się dopełniło. Zginęła by tak, jak miała zginąć wcześniej, ugodzona bełtem w prawy bok.
Chciałaby opuścić miasto, poczekać, aż wszystko się wyciszy, aż o niej wszyscy zapomną.
Musiała przyznać sobie jedno, tęskniła za starym życiem.
Im głębiej w uliczkę się zapuszczała, tym ciszej się robiło. Przypomniała sobie to miejsce. Dokładnie na rogu tej uliczki rozbiła wino, jakie podwędziła ze Skrzydła Gryfa, dokładnie tego samego dnia, którego wszystko się zaczęło.

Avido wypatrzył ją na głównej ulicy miasta i postanowił ją śledzić. Nie mógł uwierzyć samemu sobie, że dał się nabrać kobiecie. Przyspieszył kroku, gdy uliczka zrobiła się bardziej kręta. Na jego szczęście Naith, albo jakkolwiek jej było na imię nie miała zamiaru lawirować bocznymi alejkami. Zmrużył oczy, widząc jej skuloną postawę. Zbliżył się bezszelestnie, pociągnął ją za ramię. Złote oczy błysnęły mu gniewnie spod przymrużonych powiek. Ściągnięte usta z rozgoryczeniem wstrzymywały okrzyk, czekając na jej reakcję.
Wciągnęła powietrze, tracąc równowagę. Rzuciła się do  ucieczki, jednak Ethan szybko zareagował.
-Stój!- ryknął, gdy w ostatniej chwili uskoczyła w najbliższą alejkę, sprawiając, że wpadł na ścianę.
Odbił się jednak od niej zwinnie i puścił się za nią w dalszy pościg.
Przewracała za sobą skrzynie, beczki z wodą, próbując na chwilę go opóźnić, ale wiedziała, że to ona traci w tej chwili czas, wymyślając te przeszkody.
-Zostaw mnie!- wydusiła z siebie w bezdechu.
-Masz się w tej chwili zatrzymać!- warknął w momencie, gdy spojrzała za siebie, by oszacować odległość i szanse na ucieczkę. Zmalały do zera absolutnego, gdy wybiegając na ulicę przy skarpie, potknęła się o korzeń drzewa i wywinęła orła, upadając niebezpiecznie blisko krawędzi miasta.
Złotooki dopadł ją i odciągnął od przepaści. Sapała ciężko, zmęczona i przerażona rozmową, której chciała za wszelką cenę uniknąć. Spojrzała mu w oczy już zupełnie inaczej.- Że też od razu cię nie rozpoznałem.- prychnął z niedowierzaniem, wściekły na siebie, że nie rozpoznał tego spojrzenia wcześniej.- Masz mi coś do powiedzenia, Zoe?- wysyczał jadowicie.
-O co ci chodzi?!- próbowała udawać głupią jeszcze przez moment.
-Teraz się nie zgrywaj.- klęczał nad nią, trzymając ją za kołnierz koszuli.- Nie uciekałabyś, gdyby nic nie było na rzeczy. Gadaj.- rozejrzał się jeszcze, czy nie ma w pobliżu gapiów. Gdy się nie odzywała, poderwał ją do góry i przyszpilił do drzewa. Straciła grunt pod nogami. Wstrzymała powietrze, łapiąc go kurczowo za nadgarstki.
-Bo co?- zaśmiała się słabo.- Obetniesz mi obie dłonie?- poczuła, że traci i oparcie, a potem znów zderza się z pniem drzewa. Kapitan zaciskał szczęki, rozeźlony.
-Zdajesz sobie sprawę z tego, co narobiłaś?!- puścił ją. Osunęła się na ziemię, kaszląc. Avido kroczył nerwowo.- Chodź ze mną.- chwycił ją za ramię, ciągnąc za sobą wzdłuż uliczki. Zrujnowany stary posterunek straży miał służyć za salę przesłuchań.
Zoe ociągała się, nie chciała tam wchodzić, bo spodziewała się jak kapitan może się zachować.
Posadził ją bezceremonialnie na kamiennej podłodze. Pocierał brodę dłonią.
-No, zadałem pytanie.- odezwał się w końcu. Wzdrygnęła się.- Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, co najlepszego narobiłaś?!- krzyknął, a jego głos niemiłosiernie odbijał się od kamiennych ścian, trafiając bezpośrednio do jej głowy.
-Naith nie ma i nigdy nie było!- odcięła się.
-Widzę przecież. Siedzisz tu przede mną!- wyrzucił ręce w powietrze.
-Skoro już wiesz, to czemu mnie jeszcze męczysz?
-Zamknij się, Nai... Zoe, po prostu się zamknij! Zaufałem ci, słuchałem twoich sugestii. Wyobrażasz sobie teraz, że cała Rada stanie przeciwko nam, jeśli ktokolwiek z nich dowie się, że jesteś zwykłym złodziejaszkiem z ulicy?
-Nie ty mnie przygarnąłeś.- spochmurniała.
-Nie, ale to ja utrzymałem Cię w zamku dopóki nie zjawił się Smok.- odparł. Westchnął ciężko, masując skronie.
Zoe spodziewała się wszystkiego. Nawet tego, że kapitan ją zwyczajnie zabije i nie przedłużając bolączki oznajmi wszem i wobec, że była szpiegiem i przyłapana na gorącym uczynku rzuciła się z urwiska. Podniosła się z zimnej posadzki. Położyła ręce na stole.
-Tnij.- rzuciła bez emocji, odwracając głowę. Zacisnęła powieki, bo blizna po smoku dała o sobie znać aż za mocno. Usłyszała szczęk stali ocierającej się o ozdobne okucie pochwy miecza. Za chwilę w powietrzu rozniósł się świst i huk wbijanego w stół ostrza. W tym samym momencie Zoe straciła panowanie w nogach, odskakując od źródła dźwięku. Upadła na plecy, zasłaniając się całymi rękoma. Ethan zaśmiał się ponuro.
-Nie myślisz chyba, że po tym wszystkim odetnę ci dłonie i dam się dzięki temu rozszarpać smokowi?- schował miecz i przysiadł na blacie stołu, z założonymi rękoma.
-Daj mi zniknąć.- wyjąkała. Zapiekła ją ostrzegawczo blizna na policzku.
-Nie.- spojrzał na nią z wyrzutem.- Nie dam Ci nigdzie uciec. Teraz wiem już dlaczego Raymond stanął za Tobą, gdy Rada wybierała kandydatki dla smoka.- dodał. Zoe ściągnęła brwi.- Jesteś jego chowanką.- zmrużył oczy. Zoe uśmiechnęła się pewniej. Teraz może to wykorzystać.
-A ty jego.- wyśpiewała.- Dlatego nigdy nie mogli znaleźć Raymonda - obdarowała go złośliwym uśmieszkiem- Bo ty jesteś kapitanem straży i doskonale go pilnujesz.
Trafiła w samo sedno, bo Ethan zbladł znacznie.
-Dobijmy targu. Ja znam twoją tajemnicę, ty znasz moją.-kontynuowała- Jedno drugiego nie wpuści w maliny i będziemy kwita.- serce waliło jej jak oszalałe. Nie mogła się uspokoić. Kapitan obserwował uważnie jej wyraz twarzy. Po chwili wymienili długi nieustępliwy kontakt wzrokowy.
To Avido odpuścił. Ciemnowłosa podniosła się z miejsca, podeszła do niego. Odchrząknęła.- Pal licho, co zrobisz z informacjami o mnie, ale ja Cię nie sprzedam, choćby ze względu na Raymonda. Zaufaj mi.- wyciągnęła do niego rękę. Mężczyzna odepchnął się od stołu, odtrącając jej dłoń. Stanął w drzwiach.- Nie mogę pana za to winić, kapitanie.- uniosła brwi z westchnieniem, spodziewając się takiej reakcji.
-Nie wchodź mi w drogę -oznajmił oschle- I mówiłem ci coś już, nie mów do mnie per kapitanie.- spojrzał na nią z ukosa, wchodząc już po schodach.
Gdy tylko zniknął Zoe skryła twarz w dłoniach nie wierząc w to, co się przed chwilą wydarzyło. Wpatrywała się w sufit z niedowierzaniem. Nie sądziła, że przeżyje tego typu spotkanie.
Niejeden z ludzi Raymonda po chwili samowolki nie wracał z aresztu, na pewno nie o własnych siłach. Usiadła na stole, dalej zbierając myśli w półmroku aresztu.
-No, no, no! Ty jednak masz kapitana w garści!- Złoty ujął dziewczę pod brodę i obrócił jej głowę w swoim kierunku.
-Nie. Będzie czekał, aż podwinie mi się noga. Pewnie już coś na mnie ma.
-Oczywiście.- przytaknął smok słodkim tonem.- Nie mów do mnie per kapitanie.- wymruczał, przedrzeźniając ton głosu Avido. Jego błękitne oczy błysnęły rozbawione w ciemności.- To, jak mi się zdaje nazywa się przez was przyjaźnią.
-Cały czas tu byłeś.
-Cały czas was obserwowałem. Nie na rękę, że tak to ujmę, byłoby mi, gdyby faktycznie obciął ci te dłonie, wiesz?- przymknął delikatnie jedno oko, obracając przy tym głowę.
-Zauważyłam.- wyrecytowała, odejmując jego dłoń od swojej twarzy. Mrugnęła do niego naznaczonym okiem.- Dajesz mi się mocno we znaki ostatnimi czasy.- przeszła kilka kroków w kierunku wyjścia. Auruo zsunął nogi ze stołu.
Zacmokał niezadowolony.
-Jesteś cała w błocie. Nie wejdziesz tak chyba do zamku, prawda?- stanął za nią, jak cień. Poczuła dreszcze spływające wzdłuż kręgosłupa, które zaraz zniwelowało ciepło bijące od złotego gorsetu.
-Nie obchodzi mnie to.- jeden krok więcej i pożałowała swojej decyzji. Poczuła się jakby ktoś wbił jej szpikulec w oko. Cofnęła się gwałtownie, jęcząc z bólu. Wpadła w ramiona smoka i ból ustał, jakby nigdy go nie było. Łzy natomiast dopiero zaczęły się kumulować.
-Tak sobie myślę. Skoro tak nieudolnie próbujesz się buntować, dam Wam wolną rękę w trakcie balu maskowego.- trzymał ją w objęciach, dopóki się nie wyprostowała.